Czy wiesz jakie sceny w polskich filmach poddano cenzurze?

Czy wiesz jakie sceny w polskich filmach poddano cenzurze? fot. Czywiesz.pl
"Bystre" oko i "genialna" myśl cenzorska sprawiły, że z wielu filmów epoki PRL znikły sceny i kwestie, które bodaj najtrafniej oddawały ducha tamtego okresu. Zobacz, jakie sceny w popularnych polskich filmach poddano cenurze.
/ 06.11.2017 14:59
Czy wiesz jakie sceny w polskich filmach poddano cenzurze? fot. Czywiesz.pl

W filmie "Sól ziemi czarnej" Kazimierza Kutza cenzura nie zgodziła się na zdanie wypowiadane przez powstańca śląskiego: "Polska ma nas kaś" (czyli w d...). W uzasadnieniu cenzor napisał: "Polska jest tworem tak wysokiego abstraktu, że nie ma dupy".

Z komedii Sylwestra Chęcińskiego "Kochaj albo rzuć" komisja kolaudacyjna nakazała wyciąć scenę z Jimmym Carterem. Kręcąc scenę z pochodem w Chicago zarejestrowano ujęcie z Jimmym Carterem, który ubiegał się wtedy o fotel prezydenta. Kiedy film był wyświetlany przed komisją, Carter był już prezydentem USA. Scenę wycięto, "ponieważ polska komedia nie mogła ośmieszać prezydenta wielkiego mocarstwa".

Wersję polską komedii "Seksmisja" Juliusza Machulskiego cenzura skróciła o 3 minuty. Usunięto z niej fragment, gdy Maks mówi: "Kierunek wschód. Tam musi być jakaś cywilizacja!"

Najwięcej bojów z cenzura stoczył Stanisław Bareja. Filmowi miś jeszcze przed kolaudacją zalecono aż 31 "poprawek", m.in. kazano reżyserowi usunąć zbliżenie na polską szynkę w scenie w sklepie w Londynie. Zalecenia cenzorskie były o tyle "słuszne", że już po kolaudacji, w maju 1982 r. do Zespołu Filmowego Perspektywa dotarła wiadomość, że NRD-owscy dystrybutorzy chcą kupić "Misia" ale bez pięciu scen, w tym zbliżenia na polską szynkę w londyńskich delikatesach. Ostatecznie sceny nie wycięto, bo w październiku 1980 r. cenzura miała poważniejsze problemy (czytaj "Solidarność") niż zajmowanie się filmami Barei. Doczepiono się także do sceny z dziedzicem Pruskim. Jak ciasne móżdżki mieli wtedy przedstawiciele władzy świadczy wypowiedź wiceministra kultury, Antoniego Jurewicza: "Przede wszystkim chodziłoby o jedną scenę, która jest dla mnie nieporozumieniem i dlatego powinna być usunięta. To jest scena, kiedy główny bohater przychodzi w mundurze pruskiego żołnierza, kiedy stwierdza się, że to jest jakimś nieporozumieniem, ale on ma żelazny krzyż na piersi i w czasie tej rozmowy przez ten krzyż zostaje przepleciona biało-czerwona wstęga. Nie mogę się pogodzić z takim rozwiązaniem nawet w komediowym filmie".

W serialu "Alternatywy 4" np. zamiast zbiórki na "blokowego totka" przez Anioła pierwotnie scenariuszu była puszka "na bezrobotnych w RFN". Cenzorom nie podobało się też zdanie, które wypowiada dozorca Anioł: "W Charkowie dali dwóm mężczyznom ślub i po roku urodziły się im dwojaczki". Najpierw pojawiła się propozycja zagłuszenia nazwy miasta, później zastąpienia Charkowa Nowosybirskiem. Ostatecznie cenzorzy zaproponowali użycie nazwy bułgarskiego miasta Miczurin albo enerdowskiego Karl-Marx-Stadt.

Żeby odciąć się od wszelkich aluzji personalnych, na co szczególnie była wyczulona cenzura w latach 80., na początku filmu zamieszczono napis: "Rzecz dzieje się w czasie przeszłym, gruntownie przemieszanym. Wszelkie podobieństwa do spraw i postaci realnych mają charakter czysto przypadkowy".

Okrutnie okaleczono komedię "Co mi zrobisz jak mnie złapiesz?" Nakazano reżyserowi usunięcie siedmiu scen, skrócenie dwunastu i przemontowanie pięciu. Z 18 kopii dopuszczono do dystrybucji jedynie 6. Zakwestionowano też reklamujący film plakat ze świnią, która w końcowej scenie filmu mówi: "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?".

W filmie "Brunet wieczorową porą" niebezpieczne dla obronności kraju okazały się z kolei ujęcie w początkowej scenie filmu z żołnierzem niosącym wiadra.

Film "Rejs" Marka Piwowskiego uzyskał najniższą ocenę pod względem artystycznym i ideowym (4). Członkowie komisji kolaudacyjnej zażądali usunięcia z filmu czterech scen: "pokrzykiwania instruktora: weselej, optymistycznie", "zbliżenia masek karnawałowych", "ujęć z udziałem roznegliżowanej Jolanty Lothe" oraz "salonowca". Ostatecznie jednak ostatnią scenę zostawiono.

Cenzura nie ominęła nawet sztandarowego dzieła PRL - serialu "Czterej Pancerni i Pies". Zanim serial stał się kwintesencją peerelowskiej propagandy, pewne sceny trzeba było wyciąć lub zmienić. Komisja kolaudacyjna krytykowała serial m.in. za to, że pokazuje żołnierzy walczących na froncie zbyt umorusanych i rozchełstanych(!). Witold Skrabalak, redaktor naczelny Książki i Wiedzy, krytykował "przeerotyzowanie" serialu i domagał się ograniczenia wątków z Lidką i Marusią. Główni bohaterowie mieli być tak nieskazitelnym, przykładem dla widzów, że wycięto scenę, w której Janek idzie z Magneto na piwo.

Redakcja poleca

REKLAMA