Marsz po króla!

Kolejny marsz w imię Króla Chrystusa zaplanowany jest na pierwszy tydzień października. To właśnie wtedy, przez kolejne miasto przejdzie manifestacja domagająca się podniesienia Chrystusa do rangi naszego oficjalnego króla. Ci, którzy wietrzą we wszystkim religijną krucjatę, tylko po części mają rację. Uczestnicy marszu, a także dość prężnej medialnie organizacji, chcą aby ich pomysł stał się aktem prawnym, przeforsowanym przez Sejm jako ustawa obowiązująca cały kraj. Najlepiej od zaraz.
/ 05.10.2010 12:35

Kolejny marsz w imię Króla Chrystusa zaplanowany jest na pierwszy tydzień października. To właśnie wtedy, przez kolejne miasto przejdzie manifestacja domagająca się podniesienia Chrystusa do rangi naszego oficjalnego króla. Ci, którzy wietrzą we wszystkim religijną krucjatę, tylko po części mają rację. Uczestnicy marszu, a także dość prężnej medialnie organizacji, chcą aby ich pomysł stał się aktem prawnym, przeforsowanym przez Sejm jako ustawa obowiązująca cały kraj. Najlepiej od zaraz.

Tylko jakoś trudno podejść do ich koncepcji serio. Zwłaszcza kiedy widać relację z ostatniego marszu, który odbył się w Warszawie. Ubrani w jednakowe czerwone płaszcze z białym krzyżem, uczestnicy przypominali bardziej kolorową paradę niż poważnych, przynajmniej z założenia ustawodawców. Przemieszczali się pod siedzibę Sejmu, co rusz wykrzykując populistyczno – religijne hasła. Mieli emblemat i slogany, których nie powstydziłaby się nawet najlepsza krucjata. Nawet ta za czasów średniowiecza. Nie znaczy to jednak, że zwolennicy króla Chrystusa zostają w przeszłości. Absolutnie. Są oni dumnymi posiadaczami statutu, strony internetowej, są też przygotowani na zaspokojenie ciekawości każdego przedstawiciela mediów. I chcą rozgłosu.
I autentycznie chyba wierzą, że uda im się przeforsować swój pomysł i oficjalnie zatwierdzić Chrystusa jako króla. Chcą, żeby poważnie podchodzić do ich akcji. Szkoda tylko, że nie są w stanie wyprodukować odpowiedzi na podstawowe, poważne, ale i w miarę neutralne pytania związane z posiadaniem króla, nie tylko takiego, powiedzmy na co dzień nieobecnego w Polsce. Jakim aktem prawnym można by przeforsować takiego monarchę? Jak Chrystus miałby sprawować władzę? Czy chcieliby namiestnika? Kto by go wybierał? Jak przeforsować taką ideę w państwie świeckim? Czy przewidywana jest jakaś sukcesja tronu? Co z Polakami, którzy na co dzień nie deklarują przywiązania do kościoła? Co z mniejszościami religijnymi? Co z ateistami? Czy będą podlegać ustawowemu monarsze?

Takich pytań jest bez wątpienia więcej. Szkoda tylko, że poza ogólnymi stwierdzeniami, organizacja intronizacji Chrystusa nie jest w stanie wymyśleć, nawet pozornie sensownych odpowiedzi. Pozostają jedynie populistyczne hasła kolejnej grupy domagającej się niemożliwego, przekonanej, że kilka manifestacji i strona internetowa wystarczy, aby demokratyczne państwo stało się pośmiewiskiem na arenie międzynarodowej. To przecież byłaby pożywka dla mediów na świecie na długie, długie miesiące.

Trudno jest serio mówić o idei jaka przyświeca organizatorom marszu. Kolejne marsze będą pewnie relacjonowane przez media jako kolejna ciekawostka religijno - populistyczna, jako sposób na zapełnienie czasu antenowego. Będzie śmiech i anegdotki przekazywane sobie przez znajomych. Będą żarty i zabawne komentarze. Nawet jeśli inicjatywę znów poprą radykalni posłowie (ach ten poseł Górski), nie znajdzie się chyba wielu, serio rozpatrujących kilkudziesięciu ludzi przechodzących przez ulicę w czerwonych, niemalże teatralnych płaszczach. Czy może się mylę?