Dziesięć lat więzienia za dwie krówki?

Prokuratura oskarżyła obywatela o próbę przekazania funkcjonariuszom policji (organowi państwowemu a stąd znacznie ważniejszemu niż inne) korzyści majątkowej, w celu uwolnienia wyżej wymienionego obywatela i pozwolenie mu na uniknięcie konsekwencji swojego niecnego czynu.
/ 29.12.2010 06:53

Prokuratura oskarżyła obywatela o próbę przekazania funkcjonariuszom policji (organowi państwowemu a stąd znacznie ważniejszemu niż inne) korzyści majątkowej, w celu uwolnienia wyżej wymienionego obywatela i pozwolenie mu na uniknięcie konsekwencji swojego niecnego czynu.

Nie byłoby w tej historii nic dziwnego, gdyby ów obywatel nie był kompletnie pijany, niecny czyn nie byłby jazdą pod wpływem alkoholu na rowerze, a korzyści majątkowej nie stanowiły dwa cukierki typu krówka oraz kawałek czekolady, jedyny majątek, jaki w chwili zatrzymania oskarżony miał przy sobie. Teraz grozi mu za to nawet do 10 lat więzienia.

Opisana sytuacja nie pochodzi niestety z filmów Barei. Nie jest też jedną z tych rozkosznych anegdot, które - wraz z przekazywaniem ich sobie z kolejnych ust do ust - dostają całkiem to nowe elementy i urastają do miana tragikomedii czy farsy. Nie, opisana historia jest historią prawdziwą i elementarnym przykładem tego, że prokuratury nikt nie musi ośmieszać. Prokuratura ośmiesza siebie sama.

W kraju gdzie sądy przeładowane są do tego stopnia, że nawet najbardziej błahy proces może potrwać latami, gdzie mordercy, gwałciciele i gangsterzy mają czas na mataczenie, zacieranie śladów czy też zastraszanie/pozbywanie się świadków, państwowe (tzn. opłacane z naszych podatków) organa wystosowują oficjalny akt oskarżenia przeciwko człowiekowi, który miał na tyle pecha, że całkowicie pijanego zatrzymała go policja. Pan Leszek nie stanowi bynajmniej wyjątku - każdego dnia policja zatrzymuje pijane osoby, a część z nich porusza się środkiem znacznie bardziej niebezpiecznym dla innych niż rower. Pech niestety chciał, że w dobroduszności swojej upojonej alkoholem duszy, Pan Leszek poprosił o wypuszczenie do pobliskiego domu, a w ramach złagodzenia obyczajów ofiarował te nieszczęsne krówki. Teraz stanowić będą one materiał dowodowy.

Policjanci i prokuratura nie widzą w swoim postępowaniu nic dziwnego. Tłumaczą, że próba przekupstwa jest znacznie ważniejsza od tego, czym przekupywany był funkcjonariusz. Teraz więc pana Leszka czeka proces i pewnie jakiś wyrok. W końcu maszyna sprawiedliwości ruszyła. Za nasze pieniądze, a jakże. Jedno jest pewne. Na te cholerne krówki pan Leszek pewnie już nie spojrzy.