„Amant z sanatorium roztopił me zimne serce. Niestety nie byłam jedyną naiwną, która dała się nabrać na jego maślane oczy”
„Minęło osiem lat. Każdy dzień był kopią poprzedniego. Poranna kawa, spacer po chleb, w dzień trochę telewizji, szydełkowanie i cicha kolacja przy radiu. W niedzielę msza. Zaczęłam bać się lustra. Patrzyła z niego obca kobieta o siwych włosach i smutnym spojrzeniu”.

- Redakcja
Po śmierci Władka moje życie zamieniło się w ciszę. Minęło osiem lat. Każdy dzień był kopią poprzedniego. Poranna kawa, spacer po chleb, w dzień trochę telewizji, szydełkowanie i cicha kolacja przy radiu. W niedzielę msza. Zaczęłam bać się lustra. Patrzyła z niego obca kobieta o siwych włosach i smutnym spojrzeniu. Kiedy dostałam zalecenie wyjazdu do sanatorium, w dodatku na trzy tygodnie zaczęłam się zastanawiać, czy to dobry pomysł.
– I co ja tam będę robić? Na dancing chodzić? – pytałam sąsiadki, gdy przyszła w odwiedziny.
– A może właśnie tak – uśmiechnęła się. Może tego ci trzeba. Wśród ludzi się przekonasz, że życie nie kończy się na kanapie przed telewizorem.
Zaczęłam pakować walizkę.
Nie będziemy tu siedzieć w kapciach
Pierwszy dzień w sanatorium był... osobliwy. Nie wiedziałam, jak się tu zachować. Czułam się jak uczennica na pierwszym obozie – wszyscy gdzieś szli, coś załatwiali, a ja tylko stałam z walizką i szalikiem przewiązanym zbyt ciasno. Pani w recepcji była uprzejma, ale rzeczowa:
– Klucze do pokoju, pierwsze piętro. Pokój z panią Wandą.
– Z kim? – zapytałam nieśmiało.
– Z panią Wandą. Wróciła właśnie z zabiegu. To miła i energiczna osoba.
„Energiczna” to było mało powiedziane. Gdy weszłam do pokoju, zobaczyłam kobietę w jaskrawej chuście, z filiżanką kawy i paznokciami w kolorze koralu. Spojrzała na mnie uważnie.
– Ty jesteś Helena? No to siadaj. Nudziło mi się.
Nie dała mi się wycofać. Po godzinie znałam już połowę jej historii rodzinnej. Wieczorem zaciągnęła mnie na dancing.
– Serio? – jęknęłam. – Nie jestem z tych, co się wyginają na parkiecie.
– Oj, nie przesadzaj. Przecież nie będziemy tu siedzieć w kapciach. Masz jedną sukienkę ładniejszą? Załóż.
Posłuchałam. Sama siebie nie poznawałam.
Tylko się nie zakochaj
Gdy tylko weszłyśmy na salę, poczułam się... młodsza. Światła, muzyka, zapach perfum. Wśród tańczących osób dostrzegłam mężczyznę w bordowej marynarce. Patrzył w moją stronę. A potem – podszedł.
– Mogę prosić? – zapytał z uśmiechem.
Zgłupiałam. Spojrzałam na Wandę. Uśmiechnęła się.
– No idź.
Gdy tańczyliśmy, pochylił się i powiedział:
– Ma pani piękne oczy.
Zarumieniłam się, bo dawno nie słyszałam żadnych komplementów. Po tańcu zapytał, czy usiądę z nim na chwilę. Powiedział, że ma na imię Zbyszek. Gdy wracałam do pokoju, Wanda spojrzała na mnie z ukosa:
– Tylko się nie zakochaj. Tacy jak on to mają wprawę. Nie wierz we wszystko jak jakaś naiwniaczka.
Przemilczałam. Ale serce mi mocno biło.
Pani jest inna niż wszystkie
Zbyszek pojawiał się codziennie. Na zabiegach, w stołówce, w bibliotece. Zawsze z tym samym ciepłym uśmiechem i nonszalanckim gestem, jakby całe sanatorium było jego salonem. Kiedy zaproponował, żebyśmy wybrali się razem na spacer po parku, zgodziłam się bez wahania.
– Tu jest pięknie – powiedziałam, patrząc na oszronione gałęzie. – Lubię zimę, chociaż coraz częściej boję chodzić, gdy jest tak ślisko.
– Niech się pani nie boi – uśmiechnął się Zbyszek i podał mi ramię. – Ja zawsze Panią uratuję.
Patrzyłam na niego. Przecież my się ledwie znamy. I przecież to wszystko było... nierealne. A jednak – czułam się jakbym znów wróciła do czasów młodości. Śmialiśmy się, rozmawialiśmy godzinami. Zbyszek umiał słuchać. A jeszcze lepiej mówić – o swoim dawnym życiu, o samotności, o tym, że nie chce już być sam. Wieczorem zaprosił mnie na dancing. Tym razem sama chciałam iść. Włożyłam sukienkę, którą miałam na weselu siostrzenicy, a której potem już nigdy nie założyłam.
– Helena – szepnął, gdy się tańczyliśmy – pani jest inna niż wszystkie.
Pocałował mnie w policzek. A potem – w usta. Delikatnie. Zrobiło mi się słabo. Kiedy wróciłam do pokoju, Wanda jeszcze nie spała. Spojrzała na mnie, zmarszczyła brwi i powiedziała:
– Helena, lepiej miej się na baczności, już ci to mówiłam. On nie pierwszy raz tu jest. I zawsze z kimś się kręci.
– Co ty opowiadasz?
– Wiele osób go tu zna. Po prostu bądź ostrożna. Dobrze ci radzę.
Nie odpowiedziałam. Nie chciałam teraz ostrożności. Chciałam wierzyć, że może... wreszcie się obudziłam.
Nie chcę cię więcej znać
Któregoś wieczoru postanowiłam pójść na spacer. Wanda była zajęta, Zbyszek nie odbierał telefonu, więc postanowiłam, że przejdę się sama. Śnieg lekko prószył, pomyślałam, że dobrze mi zrobi taka przechadzka. Chodziłam ulicami miasta i poczułam ochotę na gorącą herbatę. Zobaczyłam kawiarnię. Weszłam do środka. Wewnątrz było ciepło i przytulnie. Już miałam zająć stolik, kiedy nagle przy innym zobaczyłam ich.
Zbyszek siedział przy oknie z jakąś inną kobietą. Patrzył jej głęboko w oczy, trzymali się za dłonie, uśmiechał się do niej szeroko. Nie wierzyłam własnym oczom. Dopiero co mówił mi, że jestem wyjątkowa, że nigdy nie poznał takiej kobiety, a tu proszę, co wyrabia za moimi plecami. Nie chciałam robić awantury, ale nie wytrzymałam. Podeszłam do nich. Gdy mnie zobaczył, zamarł:
– Helena, co ty tu robisz? – spojrzał z niedowierzaniem.
– Przyszłam na herbatę, ale widzę, że ty nie tylko – oznajmiłam.
– Wiem, jak to wygląda, ale to nie tak, jak myślisz.
Kobieta przy stoliku siedziała zdumiona.
– Jeszcze chwilę temu skradłeś mi pocałunek na dancingu, a tu proszę, jaki z ciebie lowelas.
– Nie chcę cię więcej znać – rzuciłam na odchodne, po czym odwróciłam się na pięcie i wyszłam.
Żałuję, że cię nie posłuchałam
Po powrocie do pensjonatu świat wydawał się cichy. Wanda siedziała w pokoju i od razu wyczuła, że coś jest nie tak.
– Coś się stało?
– Miałaś rację Wanda.
– O czym ty mówisz?
– O Zbyszku. Oszukał mnie, zobaczyłam go w kawiarni z inną.
– Ehh, to było do przewidzenia, ale co zrobić, jak serce nie sługa.
– Żałuję, że cię nie posłuchałam. Ten drań szeptał mi czułe słówka i pewnie mówił je każdej.
– Nie ty pierwsza i nie ostatnia dałaś mu się oczarować. Przykro mi, jeśli się zaangażowałaś, a on to wykorzystał.
Siedziałam na łóżku, a z oczu zaczęły mi płynąć łzy. Czułam wstyd, wściekłość, rozczarowanie. Poczułam się jak idiotka. Jak staruszka, która uwierzyła w bajkę. Po powrocie z sanatorium wszystko wróciło no normalności. Siedziałam przy kuchennym stole z filiżanką herbaty i patrzyłam przez okno. Śnieg sypał leniwie, otulając świat jakby chciał go uspokoić, wyciszyć. Zbyszek był tylko epizodem. Krótkim, intensywnym.
W głębi duszy byłam mu jednak wdzięczna. Dzięki tej znajomości coś się we mnie obudziło. Po latach ciszy i samotności, poczułam, że... może jeszcze wiele przede mną. Oczywiście – czułam gorycz. Głupio było przyznać się przed sobą, że dałam się tak łatwo oszukać. Ale nie wstydziłam się już tego. Nie wstydziłam się, że chciałam czuć. Że marzyłam, by ktoś znów na mnie spojrzał z czułością. Uśmiechnęłam się. Może to właśnie był początek czegoś nowego. Zbyszek nie był wart mojej miłości. Ale ja… jestem.
Helena, 68 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „W Tatrach odnalazłam dawną miłość. Nie sądziłam, że spotkanie po latach rozgrzeje mnie bardziej niż herbata z imbirem”
- „Po śmierci męża żyłam w świecie wspomnień. Wyjazd w Bieszczady sprawił, że wróciłam do rzeczywistości”
- „Poszłam na bal parafialny, bo doskwierała mi samotność. Życie po 60. to najlepszy czas, żeby zacząć wszystko od nowa”

