Śmieszne historie o sąsiadach - opowieści redakcji fot. Fotolia

Śmieszne historie o sąsiadach - opowieści redakcji

Jedne przywracają wiarę w ludzi, inne napsuły nam sporo nerwów. Ale cóż... każde nowe doświadczenie jest na wagę złota :)
Agata Bernaciak / 28.10.2016 15:22
Śmieszne historie o sąsiadach - opowieści redakcji fot. Fotolia

Wzywanie policji, dziwne kartki pozostawione pod drzwiami, uwagi na temat decybeli wydobywających się z mieszkania. Raczej nie ma na świecie człowieka, który tego nie doświadczył. No, chyba że ktoś z was mieszka w lesie :)

Tym razem postanowiłyśmy podzielić się z wami naszymi doświadczeniami. Niektóre historie mrożą krew w żyłach, inne rozbawiły resztę redakcję do łez. Przeczytajcie i oceńcie same. Oczywiście, czekamy i na wasze historie!

Weronika, redaktor działów Kuchnia i Dom

Wprawdzie historia nie dotyczyła mnie osobiście, ale opowiedziała ją kilka lat temu koleżanka i bardzo zapadła mi w pamięć. Sytuacja dotyczyła nocnej wizyty mundurowych, a więc teoretycznie mało przyjemnych okoliczności. S. kupiła w hipermarkecie tanie, migające lampki choinkowe, którymi udekorowała sobie okno w pokoju. Po kilku dniach do jej drzwi zapukała policja. Panowie poinformowali, że ktoś z bloku naprzeciwko zaniepokoił się, bo z jej mieszkania od kilku dni ktoś nadaje sygnał S-O-S. Musieli sprawdzić, czy wszystko w porządku. I niech ktoś mi jeszcze powie, że na świecie panuje znieczulica!

Naukowcy odkryli fenomen hejtu! Co się dzieje w głowie osoby, która obraża wszystkich dookoła?

Edyta, redaktor działów Życie gwiazd i Po godzinach

Jakiś czas temu miałam przyjemność mieszkać w starej kamienicy w klimatycznej części Warszawy. Wiedziałam, że wchodząc w tę społeczność będę musiała liczyć się z tym, że moimi sąsiadami będą sami emeryci - pomagałam im z zakupami (nie było windy), znosiłam używane rzeczy na zbiórki dla ubogich (raz na tydzień, przysięgam). Nie byłam tam anonimowa. Żeby była jasność - lubię pomagać i choć wierzę, że "dobro powraca", to jakoś sama nigdy tego nie doświadczyłam. Kiedy pewnego zimowego dnia wracałam wieczorem z pracy, na wycieraczce była kartka od jednego z sąsiadów, że czeka z herbatą i kluczami w swoim mieszkaniu. Podał numer. Okazało się, że rankiem zaspana nie dość, że nie przekręciłam kluczy w zamku, to na dodatek zostawiłam je w drzwiach! A stare drzwi... uchyliły się, jakby zapraszały nieznajomych do środka! Mój sąsiad dzięki Bogu zamknął je i wziął klucze do siebie, by te były bezpieczne. Tak, to był starszy pan, któremu niosłam zgrzewkę wody w pocie czoła na 4. piętro. Z domu oczywiście NIC nie zniknęło. Dobro powraca :)

Gosia, redaktor działów Ślub, Praca i Finanse

Zawsze mam to szczęście lub tego pecha, że trafiam na całkiem zabawnych sąsiadów. A że odkąd mieszkam w Warszawie (czytaj ponad 6 lat), przeprowadzałam się jakieś 8 razy (sic!), to i poznałam wielu ludzi :) Kiedyś mieszkałam na warszawskich Bielanach (na Wrzecionie - jak się okazuje, jest to podobno całkiem szemrana okolica). Pewnego dnia do drzwi mieszkania, które wtedy wynajmowałam ze znajomymi, zapukał sąsiad. Przez wizjer w drzwiach zauważyłam, że to on, więc pomyślałam, że może chce pożyczyć cukier albo coś takiego. Otworzyłam. Tu trzeba dodać, że w mieszkaniu byłam tylko ja i moja koleżanka Natalia. Facet bez słowa przeszedł się po 3 pokojach. Miał dziwny wzrok. Na koniec zapytał, czy "ON tu jest?" ... Do tej pory nie wiem, kim jest ten "on", ale sytuacja była co najmniej dziwna i straszna. Dziś się z tego śmiejemy, ale wtedy wesoło nam nie było :)

Gosia, redaktor działu Uroda

Zawsze trafiam na... uciążliwych sąsiadów. Albo może za mało wyrozumiałych. Przeprowadzałam się już kilka razy i zawsze to samo. W moim obecnym mieszkam dopiero 4 lata, a już zdążyłam zanotować kilka "zabawnych" przypadków. Jednym z nich było znalezienie listu w skrzynce od życzliwych sąsiadów, którzy stwierdzili, że "chodzę z pięty, więc za głośno i bardzo im to przeszkadza". Życie...

Agata, wydawca serwisu

Ta sytuacja przydarzyła się mojej babci kilka ładnych lat temu. Otóż razem z dziadkiem co roku szykowali sobie na zimę baniaczek czerwonego wina, który przechowywali na balkonie. Pewnego dnia moja babcia w trakcie robienia porządków uderzyła rurą od odkurzacza w tenże 5 litrowy gąsior, co spowodowało wyciek ogromnej ilości czerwonej cieczy poza balkon. A że mieszkali na 7 z 10 pięter, balkony sąsiadów nie pozostały nienaruszone. W trakcie panicznego sprzątania po owym wypadku, moja babcia usłyszała walenie do drzwi. Patrząc przez wizjer nie mogła uwierzyć własnym oczom! Pod drzwiami stało 6 uzbrojonych policjantów w kominiarkach! Okazało się, że któryś z sąsiadów wezwał wsparcie, bo był przekonany, że z balkonu w tak ogromnej ilości ścieka krew. Cóż... z jednej strony taki sąsiad to skarb, bo zareagował. Ale z drugiej strony tyle, ile stresu to kosztowało całą rodzinę, wiemy tylko my :)

Zanim wyjdziesz z domu sprawdzasz kilka razy, czy zamknęłaś drzwi? To może być nerwica natręctw!