Polak Polakowi wilkiem... za granicą

"Polak jakby mógł, to utopiłby cię w łyżce wody. To dlatego nikt nie chce z nami pracować!" Tacy właśnie jesteśmy?
Polak Polakowi wilkiem... za granicą fot. Fotolia
Piotr jest studentem weterynarii. W ciągu roku akademickiego uczy się sporo. To dlatego nie ma czasu na dorabianie. W ubiegłe wakacje postanowił wyjechać do Niemiec do pracy przy zbieraniu truskawek, jak wielu innych Polaków.

Plan doskonały. Prawie.

Wyjazd po sesji, pod koniec czerwca, razem ze znajomymi znajomych z miasta, z którego Piotr pochodzi. Wszyscy znali się z widzenia z liceum, które ukończyli kilka lat temu. Powrót: połowa września. Piotr policzył sobie, że zarobi jakieś 30 tys zł. Czysty zysk. Wiedział oczywiście, że praca jest trudna, ciężka i niewdzięczna, ale za takie pieniądze postanowił się poświęcić.

Wszyscy wiedzieliśmy, na co się piszemy. Praca na plantacji, w słońcu, za stawkę godzinową i prowizję. Ogólnie lekko nie było, ale do zniesienia. Za taką kasę? Najgorzej było wtedy, gdy padał deszcz. My siedzieliśmy bezczynnie w wynajmowanych domach, a pieniądze nie wpadały. Każdy deszczowy dzień oznaczał wielkie straty. I jeszcze więcej nerwów.

 
W łyżce wody

Gdy już nie padało, każdy chciał się odkuć. Szybkości zbierania truskawek nie da się opisać. W zasadzie nawet ze sobą nie gadaliśmy. Tylko mała przerwa na jedzenie i toaletę. Od rana do wieczora na plantacji. Wtedy już nie ma relacji. Nawet twój kolega z pokoju, czy koleżanka to potencjalny wróg, bo zabiera ci truskawki, czyli pieniądze. Nerwówka była jeszcze większa, gdy szef wybierał sobie zawsze najlepszych zbieraczy i przydzielał ich na lepsze plantacje: tam, gdzie truskawki były większe, więc szybciej zbierało się koszyk i szybciej otrzymywało się prowizję. Wtedy totalnie zapominało się o znajomościach. Liczyła się kasa. Dla pieniędzy Polak jest w stanie utopić innego w łyżce wody. W powietrzu czuje się niezdrową rywalizację, wyścig szczurów.

Kobiety nie lepsze

Jeśli pomyślałby ktoś, że Polki za granicą to tęskniące za chłopakami cnotki, to prawda może zaboleć. Nie wszystkie oczywiście, ale wielu kobietom można zarzucić dużo. Kaśkę na przykład znam z widzenia. Chodzi z moim kumplem z osiedla. W związku od 3 lat. Wyjechała na truskawki tak jak ja – żeby dorobić. No i dorobiła. Szef szybko uznał ją za najbardziej efektywną, chociaż Kaśka do pracusiów nie należy. Wszyscy po cichu plotkowali, bo relacje, które łączyły Kaśkę z szefem, były co najmniej zbyt intymne... Koledze nie powiedziałem, bo niby jak? Kaśka co wieczór dzwoniła i opowiadała, jak bardzo tęskni.

Z Polakiem nie pracuję

Najdziwniejsza dla mnie była reakcja innych Niemców i Turków, którzy wzbraniali się przed pracą z nami. Kiedyś zapytałem jednego, dlaczego nie chce być w naszej grupie. Odpowiedź mnie przeraziła, ale czego innego można było się spodziewać? O Polakach za granicą krążą legendy. Nie umiemy pracować w zespole, dla pieniędzy damy się pokroić.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (3)
/rok temu
Ja także pracuję za granicami Polski i bardzo sobie tą pracę chwalę. Jest ciężko, ale wypłata wiele rekompensuje. Pamiętam jak do mojej pracy przyjechała Pani z Polski i w trakcie babskiego gadania zapytała się mnie wprost: "jakie zasiłki się jej należą", a przepracowała u nas koło dwóch miesięcy. Mi ręce opadły, a Pani po dalszym miesiącu wróciła do Polski.
/rok temu
Pracuje pól roku w Niemczech juz mam dość stres poniewierania niemieccy Polacy którzy udają ze juz nie znają polskiego. Za pól roku wracam do mojej ojczyzny.
/rok temu
To prawda jest jeszcze gorsza kradną jedzenie jak nie mają na przeżycie sama pracowałam 7lat w Holandii chciałam zostać tam ale nerwy mi po prostu wysiadamy jak tylko polak nauczy się języka nie zna już polskiego i Polaków picie alkoholu to norma niektóre firmy już zaczęły zadać papieru o niekaralności bo takie patologiczne niektóre przypadki tam przyjeżdżają ze szok a to że tam się zdradzają a dzwonią donpolsko ze tęsknią to codzienność tam