Hanna Samson: Wszystkie jesteśmy dziewuchami!

W demonstracji wzięło udział wiele osób, wśród nich Marysia Sadowska. Nim zaśpiewała, powiedziała o tym, że ciągle się nam wmawia, że kobiety nie są solidarne, a przecież widać, że są.
Hanna Samson / 22.09.2016 06:00
Maria Sadowska na scenie fot. ONS.pl

Mężczyzna, który stał niedaleko mnie podczas demonstracji przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej, trzymał baner: „Wszyscy jesteśmy dziewuchami”. Wzruszył mnie ten dowód męskiej solidarności z kobietami. W kraju, gdzie chłopcy słyszą, że nie powinni zachowywać się jak dziewczynki, bo to obciach. Gdzie obelgą dla mężczyzny są słowa, że zachowuje się jak baba. No naprawdę, w naszym kraju to niezwykłe, żeby stanąć z takim banerem, zamiast podkreślać swoją wyższość wobec kobiet.

Ale zostanę przy tytule „Wszystkie jesteśmy dziewuchami”, bo bardziej niż męskie wsparcie i odwaga obchodzi mnie kobieca solidarność.
Już słyszę, jak któraś protestuje, że ona nie jest dziewuchą i sobie wyprasza, bo przecież jest kobietą i nie pozwoli sobą pomiatać. A dziewuchami to można? Otóż nie! I to jest w tej historii najpiękniejsze! Nie wiem, która wymyśliła to hasło, ale jest w nim moc. „Dziewuchy dziewuchom”. Na pewno słyszałyście o demonstracjach przez nie zorganizowanych, o tysiącach wieszaków wysyłanych pani premier. A może same brałyście w tym udział? No bo jesteśmy dziewuchami i potrafimy stanąć po swojej stronie. Inicjatywa „Ratujmy kobiety” też ma swoją siłę. To dzięki niej zebrano podpisy pod projektem liberalizacji prawa aborcyjnego. Ale kto niby ma ratować kobiety, jak nie one same? Mężczyźni mogą nas wspierać, ale to my jesteśmy podmiotem w tej sprawie i o naszą podmiotowość tu chodzi. Mamy rozum, uczucia i sumienie, nie ma mądrzejszych od nas w sprawach naszego życia. Tak jak i my nie jesteśmy mądrzejsze od innych w sprawach dotyczących ich życia. Jedyne, co możemy zrobić, to walczyć o miejsce na wybór dla nas wszystkich.

W demonstracji wzięło udział wiele osób, wśród nich Marysia Sadowska. Nim zaśpiewała, powiedziała o tym, że ciągle się nam wmawia, że kobiety nie są solidarne, a przecież widać, że są. Rozejrzałam się. Stałam w tłumie kobiet w różnym wieku, wielu z nas dramaty mogące płynąć z ustawy całkowicie zakazującej aborcji nie będą dotyczyć. Ale przyszły tu, żeby ratować inne kobiety. Nie pozwolić na odarcie ich z godności. Nie dopuścić do odebrania im praw człowieka. No po prostu - dziewuchy dziewuchom.

Historia pokazuje, że kobiety są zdolne do solidarnościowych zrywów i długofalowego działania na rzecz kobiet. Prawa wyborcze czy możliwość kształcenia się nie spadły nam z nieba. Zawdzięczamy je walce kobiet. Gdyby nie kobieca solidarność, nie byłybyśmy tu, gdzie jesteśmy. Nie zmienia to faktu, że nadal żyjemy w patriarchacie. Wciąż jesteśmy wychowywane tak, aby się do niego dostosować. Pilnujemy siebie i innych, aby za bardzo się nie wyłamywały.

Dlaczego same siebie trzymamy za pysk? - pyta Hanna Samson

Każda grupa zdominowana stara się wedrzeć w łaski grupy dominującej, nic dziwnego, że i my nie jesteśmy od tego wolne. Ale przychodzi moment, gdy trzeba otworzyć oczy i stanąć po swojej stronie. Bo czy chciałabyś, żeby dwunastoletnia dziewczynka zgwałcona przez wujka musiała urodzić dziecko? Argument, że dziecko w ten sposób poczęte jest niewinne, ma zamknąć nam usta. Ale cóż winne są zgwałcone dziewczynki i kobiety? Tak, wiem, mogą oddać dziecko do adopcji. Nie wierzę, żeby ten argument przyszedł do głowy kobietom. Jak przeżywa się ciążę, gdy nie chce się dziecka? Gdy przez dziewięć miesięcy ani na chwilę nie można zapomnieć o doświadczeniu przemocy? Kobieta nie jest inkubatorem i nie wolno jej w ten sposób traktować.

Mogłabym napisać o wielu innych zagrożeniach płynących z ustawy o całkowitym zakazie aborcji, ale chyba nie ma potrzeby. Przecież wszystkie jesteśmy dziewuchami i umiemy stanąć po swojej stronie!

Który z naszych autorów najbardziej do was trafia? Przeczytajcie mądre, życiowe, zabawne, celnie opisujące rzeczywistość felietony i dyskutujcie!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)