POLECAMY

"Płatny seks to nie zdrada. To jest odreagowanie." Czy faktycznie?

Widziałam, jak facet zdradził swoją żonę. Z prostytutką. Opowiedziałam o tym znajomemu. Spojrzał na to całkiem odmiennie. „Wiesz”, powiedział, „faceci traktują to zupełnie inaczej niż wy, kobiety. Płatny seks to nie zdrada. Zdradzał to by żonę z kochanką. A to… to jest odreagowanie. Czynność fizjologiczna." Nie. Ja w to nie wierzę.
"Płatny seks to nie zdrada. To jest odreagowanie." Czy faktycznie? fot. Fotolia

Kochana P.!

Dzisiaj opowiem Ci historię bez puenty. A może Ty ją dopiszesz?
Ostatnio często jeżdżę podwarszawską trasą w kierunku północno-wschodnim. Podczas jednej z takich podróży zatrzymałam się na stacji benzynowej, żeby zatankować. Przy dystrybutorze obok auto wraz z właścicielem. Zwróciłam na nie uwagę, bo miało ładny burgundowy kolor. I było takie czyste – w środku też, mimo że na tylnych siedzeniach stały dwa foteliki dziecięce. Spojrzałam na swój samochód z książkami, pluszakami, plecakiem i butami do piłki…

Właściciel lśniącego auta płacił za paliwo przede mną. Też był taki zadbany; miło wyglądający czterdziestokilkulatek, z obrączką na palcu, a w portfelu zdjęcia dzieci i żony. Obrazek sielanka.

Zapłaciłam, poszłam do toalety, po drodze obiecując sobie podjechać na myjnię i odgruzować tył z dobytku dzieci. I jak zawsze się zastanawiałam, jak to jest, że jedni są tacy zorganizowani, schludni i poukładani, a inni – tacy jak ja.

Jadę do domu; to ładna trasa, prawie cały czas przez las, czasem bujny, mieszany, czasem sosnowe zagajniki, polany, łąki, mokradła. Oznaki życia rzadko; ze dwa małe parkingi, budka z kiełbasą z rożna i bigosem. Oraz panie świadczące usługi erotyczne. Już wiem, gdzie stoją, czekając na klientów. Za którym zakrętem parasol w paski, krzesło obrotowe lub drewniana skrzynka. Przy wąskiej dróżce dostrzegam samochód. Ten burgundowy, ze stacji benzynowej. Dziewczyna wsiada, dobili targu. W lusterku wstecznym widzę, że auto znika w gęstwinie lasu.

Tyle czasu trwa seks Polaków. Długo?

Zrobiło mi się przedziwnie. Zawsze, gdy mijam te dziewczyny zza wschodniej granicy: w obcisłych legginsach, bardzo krótkich spódnicach, z wyeksponowanymi biustami i na niebotycznie wysokich obcasach, czuję się nieswojo. Zastanawiam się, czy są tu z własnej woli, dlaczego wybrały taki sposób zarabiania na życie, jak się z tym czują. I kto się przy nich zatrzymuje, żeby przez klika, kilkanaście minut w ich towarzystwie poczuć się lepiej i zrzucić z siebie napięcie.

Zestawienie obrazka ze stacji: foteliki dziecięce, obrączka, zdjęcie żony w portfelu z szybkim płatnym seksem za drzewem wprawiło mnie w smutny nastrój. Skoro w domu czeka ta jedyna, z którą dzieci, śniadania, wakacje, dobre i złe, to czy nie może z nią znaleźć tego, po co tu przyjechał?

Opowiedziałam o tym znajomemu. Spojrzał na to całkiem odmiennie. „Wiesz”, powiedział, „faceci traktują to zupełnie inaczej niż wy, kobiety. Płatny seks to nie zdrada. Zdradzał to by żonę z kochanką. A to… to jest odreagowanie. Czynność fizjologiczna. Może tu dostaje to, czego w domu nie ma? Bo na przykład żona nie lubi seksu oralnego. A w ogóle to nie znaczy, że żony nie kocha. Co to ma wspólnego? Jedno to jedno, a drugie to drugie. Faceci to rozdzielają”.

Kiedy pisałam książkę o dwudziestoleciu międzywojennym, czytałam dużo prasy z tego okresu. Pamiętam list czytelniczki do redakcji pisma kobiecego – z 1935 roku. Pani skarżyła się na „przygody męża”. Redakcja odpisała, że jak świat światem mężowie chadzają na boki, bo taka jest ich popędliwa natura. Siły w takich chwilach musi dodawać kobiecie myśl, że to jednak ona jest tą prawowicie tkwiącą przy boku żoną. To ją uwzniośla i powinno czynić silną wobec „trudnych do uniknięcia kolei losu”.

Lata płyną, rewolucje się dzieją, międzypłciowe - nomem omen – stosunki ewoluują. A te historie wciąż na tapecie, wciąż powtarzalne?
Nie wiem, moja P., naprawdę nie wiem. Nie wierzę w taki determinizm losu. To raczej: nieumiejętność rozmowy, wstyd, zahamowania, niedogadanie, niedbanie o związek, niewsłuchiwanie się w partnera, chodzenie na skróty, różne, siedzące głęboko problemy. Sprawy trudne, czasem bardzo, ale do przejścia – razem. Lub do rozejścia się – by żyć prawdziwie, a nie na niby. Inaczej niż nieznający innych dróg los.

Całuję
Twoja A.

Droga A.!

Gdzieś w okolicy smętnego końca mego pierwszego małżeństwa przestałam być idealistką. Powód był smutny, lecz efekty – choć rodziły się w bólu – dziś oceniam jako dobre: stałam się realistką. Nie odwracam już głowy, oczu i uszu przed prawdami, których nie chcę wiedzieć/widzieć/słyszeć. Nie wypieram. Nie uciekam od trudnych tematów. Gdybym 11 lat temu była taką realistką jak dziś, dużo wcześniej zorientowałabym się, że mąż mnie zdradza. Co więcej, potrafiłabym też dostrzec i przyznać, że nasze małżeństwo wcale nie było takie udane, jak chciałam wierzyć – bo w podejściu do świata, życia i ludzi ryzykownie wiele nas różniło.
Tylko że wtedy nie chciałam tego widzieć. Nie byłam gotowa na szczerość i prawdę, pragnęłam szczęścia i dziecka. Najpierw zrealizować swoje marzenia, potem – ewentualnie – pomyśleć. Typowa postawa młodości, prawda?

A może nie tylko młodości…? Przecież w każdym wieku dążymy do szczęścia, stabilizacji i świętego spokoju. Natomiast prawda wymaga odwagi. Kiedy już nie odwraca się głowy i nie przymyka oczu na coś bolesnego – to wypada zareagować. Rozmówić się. Podjąć określone kroki. Tymczasem naszą, ludzi, właściwością jest asekuracja. Boimy się i całkowitej szczerości, i ryzyka dużych zmian, które odsłonięcie kart może za sobą pociągnąć.

Wyobraźmy sobie, że przyciśnięty do muru wieloletni partner ulega namowom swej partnerki i wyznaje, co naprawdę do niej czuje. „Głównie lojalność i odrobinę sympatii. W łóżku wieje nudą, twoje ciało niestety już mnie nie pociąga. Nie odchodzę ze względu na dzieci – no i, bo tak jest wygodniej. Swoje fantazje realizuję na boku i to mi wystarcza”.

Ile z nas jest gotowych to usłyszeć?
No właśnie.
Zamiast więc ciągnąć za język lub dążyć do przeprowadzenia „trudnych rozmów”, kurczowo trzymamy się swojej wizji rzeczywistości – licząc, że potęga wizualizacji raz jeszcze się sprawdzi i jest naprawdę tak, jak chcemy, żeby było.

W co uciekamy zamiast szczerego pogadania – przełamania strachu – wstydu – zahamowań? Przeróżnie. Kobiety – w macierzyństwo, w słodycze, w babskie przyjaźnie i pasje, w zabawę w perfekcyjną panią domu, w wymówkę „robię to dla dobra dzieci”. Mężczyźni – w pracę, w alkohol, w przydrożny seks, w romans. Albo na odwrót. W końcu mamy równouprawnienie.

Wracając do mnie – to, że nie jestem już idealistką, nie znaczy, że nie staram się do ideałów dążyć. Przeciwnie! Przecież raz już sprawdziłam na własnej skórze, do czego prowadzą niedomówienia i zamiatanie pod dywan. Dlatego z drugim mężem rozmawiamy o wszystkim. O tym, co nam się nawzajem w sobie podoba, a co nas wkurza, o przykrościach, które sobie nawzajem zrobiliśmy, o marzeniach, które chcielibyśmy urzeczywistnić.

Kiedyś rozmawialiśmy też o seksie, jaki opisujesz: przygodnym, „bez zobowiązań” – przydrożnym, hotelowym albo „z dostawą do domu”. On, jak większość facetów, powiedział to samo co Twój znajomy: „dla faceta to przecież jest bez znaczenia – jak załatwienie potrzeby higienicznej albo fizjologicznej. Nic, co byłoby warte pamiętania czy roztrząsania”.
Okej – powiedziałam spokojnie i pogodnie w tej dyskusji. – A więc wyobraź sobie teraz, że ja, twoja ukochana żona, jadę sobie gdzieś w Polskę na spotkanie autorskie, w hotelu poznaję miłego przystojniaka, z którym się bzyknę tam bez zobowiązań. Czy to dla ciebie jest tak samo bez znaczenia jak męski przygodny seks?”.

Zamilkł na długo. A po minie widziałam, że to absolutnie nie byłoby „bez znaczenia”.

Od tamtej pory nigdy więcej nie wygłosił takiej tezy. Za to gdy tylko pojawia się temat jakiegoś mojego wyjazdu z Tobą, pyta, czy nie byłoby lepiej, gdybyśmy pojechali tam całą rodziną.

Całuję serdecznie
Twoja P.

5 sposobów na to, aby uwieść faceta (i to bez narzucania się!)

Autorki powieści dla kobiet „Nie oddam szczęścia walkowerem" i „Szczęściary" piszą dla Was felietony w formie maili do przyjaciółki. O życiu, rodzinie, miłości, o wszystkim, co dla polskich kobiet, matek, żon, singielek, szczęśliwych i tych szczęścia szukających jest ważne.

Najnowsza książka Pauliny Płatkowskiej i Agnieszki Jeż „Marzena M.” już do kupienia w Empiku. Zapraszamy też na blog pisarek - www.platkowskaijez.pl

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (3)
/9 miesięcy temu
Ja tam nie mam problemow z seksem. Oboje z partnerem zgodzilismy sie na otwarty zwiazek, bo mamy duze potrzeby i lubimy probowac nowosci. Sama kilkukrotnie "zdradzilam" partnera, a odkad mam zalozona wkladke levosert, ktora zabezpiecza mnie przed niechciana ciaza to juz w ogole nie mam oporow ;) Kiedy korzystac jak nie teraz ;)
/10 miesięcy temu
no i nie ma racji? Ma. uważam, że to kwestia tchórzostwa, bycia na siłę z kimś z kim się być nie chce. Albo olewać problemy zamiast je rozwiązywać. A życie byłoby wtedy o wiele prostrze i o wiele mniej rozwodów by było moim zdaniem. a kulturę rozwodową to mamy jak z rynsztoku - słowo przeciw słowu, dyskredytowanie itd. Kto winny winien się przyznac i tyle. Przeciez już totalną głupotą jest przypadek z mojego otoczenia. Kobieta kupiła kamerę ukrytą w spy shopie, nagrywała incydenty z myślą już o rozwodzie. A mąż i tak się wypierał do samego końca, świętego udawał. Narzekamy na bezstresowe wychowanie. Ale tak naprawdę to już nasze pokolenie jest nauczone patrzec tylko na czubek swojego nosa i to skrajnie nieodpowiedzialnie.
/10 miesięcy temu
Czyli jak ja sie bzykne i ktos mi za to zaplaci to tez jest odreagowanie?