POLECAMY

7 rzeczy, za które pokochałam Przystanek Woodstock (od pierwszego wejrzenia i na zawsze)!

Przez jednych gloryfikowany, przez innych totalnie hejtowany. Jaka jest prawda o Przystanku Woodstock? Trzeba tam pojechać, żeby wyrobić sobie zdanie.

Magda Klimkowska / 2 miesiące temu
7 rzeczy, za które pokochałam Przystanek Woodstock (od pierwszego wejrzenia i na zawsze)! fot. woodstockfestival.pl/fot. Dominika Rutkowska/kolaż Polki.pl

Ponoć przy pierwszym razie nie można mieć orgazmu. Bzdura! Na Woodstock to możliwe: przyspieszony oddech, ciepełko w sercu i poczucie, że chcę więcej. Chcę jechać na kolejny Woodstock! I na kolejny, i kolejny...

Dlaczego dopiero w 2016 pojechałam pierwszy raz na Przystanek Woodstock? Nie mam pojęcia! Może dlatego, że w styczniu tego roku byłam pierwszy raz szefem sztabu WOŚP (#3695, pozdro dla „moich” wolonatriuszy!). Może dlatego, że mówiło się, że to może być ostatni festiwal... W każdym razie jestem szczęśliwa, że pojechałam.

Co zapamiętałam? Długo nie byłam w stanie tego spokojnie spisać. Nadal nie jest spokojne, ułożone. Jest szczere, tak ze środka.

1. Francuska flaga po zamachu w Nicei

Po dojechaniu do Kostrzyna odcięłam się od facebooka i świata, ale jednak o zamachu w Nicei dowiedzieliśmy się szybko. Na woodstockowej apce pojawiło się powiadomienie, że około godz. 22 warto być pod sceną główną, bo uczestnicy przystanku uczczą ofiary tragedii. Zabrałam pod scenę córkę i jej młodszą przyjaciółkę. Ograniztorzy rozdali tysiące kartek w trzech kolorach. Jurek Owsiak ze sceny poprosił o chwilę ciszy. I mówi, że reagowanie agresją na agresję nigdy nie jest dobre. Że serca nas bolą, że chcemy pokazać Francuzom, że o nich myślimy. Z głośników leci Marsylianka, z kartek podniesionych przez tłum pod sceną powstaje francuska flaga. Dziewczynki mi mówią, że nigdy tego nie zapomną.

Atak terrorystyczny w Nicei. Kondolencje popłynęły z całego świata.

fot. Szymon Aksienionek, Dominika Rutkowska, Lucyna Lewandowska, Marcin Michoń, Łukasz Widziszowski, Dawid Ilnicki, Robert Grablewski

2. Szczęśliwe dzieci wyluzowanych rodziców

Kalinka miała rok i osiem miesięcy, Tola – 11 lat, Jagoda – 12, Szymon – 13. W namiocie obok była pięciolatka, dwa namioty dalej – dwumiesięczne niemowlę. Jego mama mówiła, że ma najlepiej, bo takie maluszki głównie śpią. Starszaki chciały poszaleć. Na polu miały trampolinę, basenik, piaskownicę i mnóstwo innych dzieci. Miały tam raj. Również dlatego, że rodzice jacyś bardziej spokojni, uśmiechnięci. Ewentualne wyrzuty sumienia (po co brać tam dziecko?) mijają w sekundę. Warto brać, bo jest świetnie.

fot. Anna Migda, Piotr Barbachowski, Marcin Michoń, Artur Rawicz, Ewelina Wójcik, Igor Kohutnicki

3. Ciepłe bułki w środku nocy

Uwaga, to nie będzie lokowanie produktu. To będzie prawdziwy, bezpłatny pean na cześć Lidla. Ich sklep mijaliśmy w drodze z koncertów na pole namiotowe. W środku non-stop było dużo ludzi, o każdej porze były pachnące, ciepłe bułki (wstąpiliśmy po nie w środku nocy, po koncercie Hey, radość w oczach dziecka – bezcenna), zawsze uśmiechnięte panie sprzedawczynie. A rano, kiedy jeszcze nie grały sceny festiwalowe, kiedy kupowałam serek i mleko dla dzieci, puszczali na cały regulator The Doors. Do tego jeszcze fajna strefa chilloutu, gdzie dawali kawę i uczyli jogi. Jak ich nie kochać?

LIDL będzie czynny 24 h! 

4. Morze uśmiechniętych ludzi

Nigdy nie widziałam tylu ludzi! Do tego kolorowych, uśmiechniętych, tańczących, śpiewających, wariujących, poprzebieranych, przytulających się, żartujących, cudownych! W bardzo różnym wieku, w różnych rozmiarach, ubraniach, ale jednakowo szczęśliwych. Banał? No właśnie nie! Prawda o Woodstock.

Tak, byli też pijani i brudni. Pijani nie byli agresywni. A brudni mi nie przeszkadzają.

fot. Michał Kwaśniewski, Darek Dylski, Grzegorz Adamek

5. Dobra muzyka

Tu się nie będę rozpisywać. Dla każdego dobra muzyka znaczy co innego. Ja z córką najbardziej cieszyłam się z Hey (Kasia Nosowska cały koncert zaśpiewała na fotelu, rano zerwała ścięgno), jej tata szalał na Oberschlesien, przyjaciele na Łzach. Z namiotu świetnie słuchało się The Hives i Vintage Trouble. Przed Living Colour musieliśmy wyjechać.

fot. Szymon Aksienionek, Robert Grablewski, Dominika Rutkowska, Michał Sandecki, Anna Migda, Damian Mękal

6. Milion rzeczy, których nie widziałam (a muszę zobaczyć)

Spotkania z Jerzym i Maciejem Stuhrami (dwa osobne), z siostrą Małgorzatą Chmielewską, debata na temat hejtu, pokazy filmów, nocny koncert Skubasa w Akademii Sztuk Przepięknych, lekcje zumby, chińskiej kaligrafii i warsztaty dla początkujących blogerów (np. z Boską Matką vel Anią Kowalczyk) – tego wszystkiego nie widziałam. Tak! Sama w to nie wierzę. A to tylko ułamek tego, co można tam zobaczyć. Za rok przyjeżdżam wcześniej, zostaję dłużej i mądrzej planuję dni.

7. Rozmowy z obcymi

Wracamy z Hey w nocy. Zaczepia nas obcy chłopak, ok. 20 lat. Mówi, że to strasznie fajnie, że jesteśmy na festiwalu z córką. Że to dla niej na pewno ważne. Gadamy kilka minut. Przyjaźnie bardzo. Jagoda uśmiechnięta. My uśmiechnięci.

fot. Bartek Muracki, Szymon Aksienionek, Marcin Michoń, Anna Migda, Piotr Barbachowski, Igor Kohutnicki, Dawid Ilnicki

Jurek Owsiak i Ola Owsiak

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)