Życie po życiu

Radek Pazura miał fajne życie. Dziś wie, że było ono tylko fajne. Gdy trzy lata temu cudem uniknął śmierci, po raz pierwszy przyjrzał mu się z uwagą. I zrozumiał, czego w nim brakowało.
- Chyba musimy na początek coś wyjaśnić. Pisano, że zostałeś ojcem bliźniaków. Pomimo sprostowań, że masz córkę, tamta plotka wciąż żyje swoim życiem.
Nikt do nas nie zadzwonił, nikt nie spytał. Potem dziennikarz tłumaczył się, że dodzwonił się do kogoś innego, że to był taki żart. Ale nam nie było do śmiechu, gdy dzwonili znajomi, pytając, czy nie straciliśmy dziecka, skoro miały być bliźnięta, a jest jedno.

– Miałam podobne obawy...
Nie rozumiem, po co ludzie w ogóle piszą takie rzeczy... Coś się chyba ostatnio pomieszało z wartościami...

– Właśnie, wartości. W Twoim życiu wiele się zmieniło. Minęły trzy lata od wypadku, byłeś o krok od śmierci. Te trzy lata to czas cudów...
Przede wszystkim czas mojej wielkiej przemiany. Przeżyłem prawdziwe nawrócenie i to zmieniło wszystko. Stanąłem twarzą w twarz z całym swoim życiem i pojąłem, że brakowało w nim… miłości. Bożej miłości. Kiedy zrozumiałem, że mogło mnie nie być, że dzieliły mnie minuty od śmierci, poczułem, że to wszystko stało się po coś. Zostałem uratowany, bym przyjrzał się sobie, swojemu życiu i znalazł czas na to, by się zmienić. Żeby cokolwiek zmieniać w życiu, potrzebujemy przecież czasu. Potrzebujemy go również po to, aby w ogóle potrzebę takiej zmiany zauważyć.

– Brzmi to tak, jakbyś wcześniej był złym człowiekiem?
Nie chcę powiedzieć złym. Ale grzesznym. Żyłem bez pojednania z Panem Bogiem, bez sakramentu. Byłem nieuważny, z pewnością gorszy. Co nie znaczy, że teraz jestem ideałem, ale staram się żyć dobrze. Chcę być dobrym człowiekiem. Pełnym miłości. Całe moje życie, moje i mojej żony Doroty oparliśmy na wierze i miłości. I wszystko stało się o wiele prostsze. Choć nie powiem, że łatwe i przyjemne. Bo życie w miłości i pojednaniu z Panem Bogiem wcale nie jest łatwiejsze, tylko po prostu wiadomo, co należy robić. Wszystko jest przecież napisane w Biblii. Wydaje mi się, że wiem, co jest dobre, a co złe. Pozostaje starać się iść tą ścieżką.

– Ale jakże trudno jest pokornie przyjąć taki wypadek, jakiemu Ty uległeś, i wytłumaczyć sobie, że to jest po coś…
Wiem, ja też początkowo narzekałem na cierpienie, na rehabilitację, przymusowy pobyt w szpitalu… Szybko jednak pojąłem, że to cierpienie jest dla mnie dobre. Wszystko dzieje się po coś. Zostałem zatrzymany w życiu na wiele miesięcy po to, bym pomyślał. Spotkałem Pana Boga. Wcześniej oczywiście byłem wierzącym człowiekiem, odklęczałem swoje jako ministrant w kościele, ale to Prawdziwe Spotkanie nastąpiło dopiero wtedy. I tak zaczęło się moje nowe życie…

– Zacząłeś je porządkować?
Tak. Wszystko, co się wydarzyło po wypadku, było konsekwencją tego czasu, jaki miałem, i faktu, że zrozumiałem, czym jest prawdziwa miłość. Że to dar. Stąd był nasz późniejszy ślub z Dorotą. A wcześniej wcale nie mieliśmy takich pomysłów. Żyliśmy jak chcieliśmy. Byliśmy ze sobą wiele lat, myśleliśmy, że nie warto tego zmieniać, że jest nam dobrze i bez ślubu. A teraz uważam, że sakrament małżeństwa jest bardzo ważny, najważniejszy – daje siłę i jest wielkim darem. I po tym wszystkim zadziały się cudowne rzeczy. W naszych sercach zagościła taka miłość, o jakiej pisze Pismo Święte, a w naszym życiu nareszcie pojawiło się dziecko, wspaniała córeczka Klara, która jest całym naszym światem. Wcześniej jakoś nam to nie wychodziło, dziś już sam nie wiem, czemu? Może z braku czasu, wygody, może z braku decyzji? Kiedy ludzie są skupieni na wszystkim wokół, tylko nie na swoim wnętrzu i sobie nawzajem, nie znajdują nawet czasu, by porozmawiać o tak ważnych rzeczach, jak przyszłość, rodzina. A my ten czas dostaliśmy – przez mój wypadek.

– Miłość to obecność…
Tak było, częściej rozmawialiśmy, patrzyliśmy na siebie, spotykaliśmy się po to, by się naprawdę... spotkać i spojrzeć sobie w oczy. Zaczęliśmy żyć od nowa. Nasz związek stał się pełniejszy i dojrzalszy. Traktuję to jako prawdziwy cud.

– Mówisz, że próbujesz być dobrym człowiekiem. A mężem? Jaki jest dobry mąż?
Nie wiem, wciąż się nad tym zastanawiam. Gdybym miał spróbować ująć to krótko, powiedziałbym, że dobry mąż jest po prostu dobrym człowiekiem. Patrzy na drugą osobę, jest odpowiedzialny. Miłość opiera się też na przyjaźni. Bez tego nie ma prawdziwych uczuć. My nad naszym związkiem pracowaliśmy z Dorotką wcześniej wiele lat, ale dopiero ostatnio, po wypadku, wszystko nabrało tempa i innego wymiaru. I myślę, że dlatego dostępujemy tak wielu cudów. Więcej też rozumiemy z naszego spotkania. Nie chciałbym filozofować, ale myślę, że ludzie spotykają się nieprzypadkowo. Mają jakąś wspólną drogę do przejścia. My z Dorotą idziemy wspólną drogą i jest to droga oparta na tym pojednaniu, o którym mówiłem.

– Myślisz, że kiedy dwoje ludzi idzie właściwą drogą, drogą dobra, to możliwe są zdrady, rozwody, agresja?
Zawsze błądzimy, nie ma ideałów. Nasze życie to ciągłe poszukiwanie, a my jesteśmy mali i słabi. I grzeszymy. Jeżeli jednak potrafimy przyznać się do słabości i poprosić o wybaczenie, to – wydaje mi się – dostajemy szansę. Zresztą nawet wiele razy… Co nie znaczy, że można mieć luz i grzeszyć do woli.

– Bo można nie zdążyć poprosić o wybaczenie…

Właśnie. Wszystko może się w naszym życiu nagle obrócić o 180 stopni. Można stracić szansę, ale można też zyskać nowe życie. Ja za moje nigdy nie przestanę dziękować. Bo dostałem je po to, abym wreszcie zrozumiał, że życie buduje się na miłości.

– Jak budowaliście Wasze życie wcześniej? Ktoś Wam pomagał w „dojrzewaniu”, ktoś doradzał? Rodzice? Bliscy?
Nie, my z Dorotą zawsze byliśmy niezależni. Ja zresztą od dzieciństwa chodziłem własnymi drogami. Samopas. I myślę, że tak chyba należy tworzyć związek, nie ma co opierać się na innych, na rodzicach czy bliskich. Myślę, że trzeba samemu zbudować go od podstaw. Nawet kosztem błędów. Bo nigdy nie jest tak, że udaje się zrobić wszystko idealnie. Ale łatwiej buduje się relację z drugim człowiekiem, kiedy ma się oparcie w Nim.

– Chodzenie samopas w dzieciństwie pomogło Ci wydorośleć?
Trzeba by spytać kogoś, kto się na tym zna, ale pewnie tak było. Rodzice z jednej strony dawali mi miłość, z drugiej nie chuchali na mnie tak, jak na Czarka. On był tym pierworodnym synkiem. Ja miałem więcej wolności.

– Zwykle, kiedy uprawia się ten sam zawód co starszy brat i starszy brat jest już gwiazdą w momencie, kiedy się zaczyna, bywa trudno. Ale Ty masz do tego dystans...
Teraz już tak. Ale nie zawsze tak było. Był taki okres, że byłem pod wpływem Czarka. Upodobniałem się do niego. Ba! Nawet oczekiwałem od niego, że mi jakoś pomoże w tym zawodzie, coś wyjaśni, przed czymś ostrzeże. Jak to starszy brat. Ale potem zorientowałem się, że muszę polegać na sobie. Pamiętać, że jestem inną osobą. Nie jestem Czarkiem. W dodatku jestem całkiem inny, mam inne usposobienie. Pamiętamy oboje z Dorotą dokładnie ten czas. I razem pewnego dnia zrozumieliśmy, że koniec z tym myśleniem o pomocy z zewnątrz, o podpórce. Basta. Widzisz, znowu wracamy do tematu podpórki w życiu. Ja naprawdę uważam, że jedyną opoką dla człowieka jest miłość. Jeśli się ją przyjmie, nie będą już potrzebne żadne inne podpórki.

– Jak jest między Wami teraz? Jesteście z Czarkiem różnymi osobami?
Przede wszystkim strasznie się kochamy. Tak bardzo, że nawet nie umiem opisać tej więzi. Mówi się o wspólnej krwi i coś w tym jest. Mamy w sobie wspólną część, choć jesteśmy skrajnie różni. Właściwie jesteśmy przeciwnościami. Ale mamy dla siebie wielką miłość. Odmianą miłości jest miłość braterska. Taka miłość nie zważa na różnice.

– Kiedy kocha się kogoś całkiem innego, można się dopełniać...
Tak, ale trzeba pracować nad tą miłością, jak nad każdą w naszym życiu. Spotykać się i dużo rozmawiać. Kiedyś nam pewnie takiego czasu zabrakło. Nie wiem zresztą, trudno mi analizować naszą miłość. Wiem jedno – ona jest. A to, że jeszcze wiele pracy przed nami, to inna rzecz.

– Jeszcze zdążycie…
Mam taką nadzieję, modlę się o to.

– Modlisz się…
Tak. A czasami kiedy czytam Biblię, czuję Jego obecność. Tego uczucia nie umiem nawet opisać, po prostu wiem, że Bóg tu jest i przemawia właśnie do mnie. Nigdy wcześniej o tym nie mówiłem, ale czuję, że powinienem. To jest tak niezwykłe! I czuję wdzięczność, że mogę tego dostępować!

– Myślisz, że tak głęboka przemiana, jaką przeszedłeś, ma także wpływ na to, jakim  jesteś aktorem?
To ma wpływ na wszystko, na całe moje życie, także na mój zawód. Myślę jednak, że chyba nie wpływa na to, jakim jestem aktorem, tylko jakim jestem człowiekiem w wykonywaniu tego zawodu. Staram się nie traktować ewentualnych sukcesów i porażek ze śmiertelną powagą, bo nie są najważniejsze. Ale pracę traktuję serio i przykładam się do tego, co robię. Najważniejszą jednak różnicą jest to, że dziś już nie zabiegam o role. Wszystko samo do mnie przychodzi. Nie chciałbym tu powiedzieć, że zabieganie o pracę jest złe – nie jest, sam kiedyś zabiegałem. Ale teraz jest inaczej. Zdaję się na Opatrzność. Jeśli mam coś zagrać, to zagram. Oczywiście wszystko w ramach zdrowego rozsądku – nie wpadłem na pomysł, że teraz będę grał za darmo. Po prostu nie napinam się.

– A ojcostwo? Powiedziałeś kiedyś, że chciałbyś napełnić swoją córkę miłością, prawdą i wiarą.
Fajnie, że akurat to zapamiętałaś, bo bardzo upierałem się, by ukazało się właśnie to zdanie. Tak, chciałbym dać jej mnóstwo miłości, choć jeszcze nie do końca wiem, jak to zrobić. Chciałbym też nie zapomnieć, że ona już teraz jest osobną jednostką, małym człowiekiem, który ma swoją energię...

– Jak toczący się kamień...
Dokładnie. Wypełnić dziecko miłością to znaczy pokazać mu drogę. Wiesz, jak bardzo chciałbym wywiązać się z tego zadania? Całe życie przed nami. Będę się starał.


Rozmawiała Agnieszka Prokopowicz / Viva
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (2)
/10 lat temu
fgtry
/12 lat temu
Chyba najciekawszy wywiad przeczytany od dawna!Jak to taki poważny wypadek może uzmysłowić człowiekowi co jest w życiu najważniejsze i przewartościować wszystko. Ogólnie uważam Tak jak Pan Radek Pazura ale w życiu codziennym i w zabieganiu tak często się zapomina o takich ważnych sprawach a biega się za tak nieważnymi sprawami,które to prawie wcale nie przydadzą sie w życiu wiecznym:) Miło przeczytać taki ciekawy wywiad i wszystko sobie od nowa uzmysłowić:) Polecam przeczytać:)