Madonna, Nicole Kidman, Meg Ryan fot. ONS(3)

Z życia Hollywood - Gotowe na botoks

Twarze hollywoodzkich gwiazd nie nadają się do dużych zbliżeń. Niezdolne do wyrażania emocji, są jak martwe oblicza lalek. Winny: botoks, który miał być eliksirem młodości, a stał się przekleństwem. Czy Hollywood pogodzi się w końcu ze starzeniem się?
/ 05.04.2011 13:34
Madonna, Nicole Kidman, Meg Ryan fot. ONS(3)
Nicole Kidman już wie, że zrobiła sobie krzywdę. Po premierze „Australii” pisano wręcz, że aktorka straciła talent. Jej twarz  przeraziła nawet specjalistów od kosmetyki upiększającej. Zaczęła przypominać coś, co nazywają „pyszczkiem gryzonia”. Na pierwszy plan wysunął się spiczasty nos, policzki stały się bardziej wydatne. Przypadek Nicole został nawet przywołany podczas obrad konferencji kosmetycznej w Queensland w Australii. Prowadzący największą klinikę botoksu w Kanadzie doktor Martin Baun apelował do gwiazd o rozsądek. „Na dwa tygodnie przed ceremonią rozdania Oscarów w 2008 roku pani Kidman wzięła tyle botoksu, że nawet nie potrafiła się cieszyć z narodzin córki Sunday Rose. Jej oczy pełne były łez wzruszenia, ale twarz pozostała nieruchoma”, zwracał uwagę. A doktor Gabrielle Caswell z Cosmetic Physicians Society z Australii wyraziła nadzieję, że gwiazda zaprzestała kuracji w czasie ciąży. Botoks w takiej ilości mógłby bowiem zagrozić zdrowiu dziecka. „Muszę przyznać, że przesadziłam”, przyznała niedawno w rozmowie z tygodnikiem „In Touch” sama Kidman. Coraz więcej gwiazd, podobnie jak ona, nie kryje rozczarowania botoksem, który miał być nowym eliksirem młodości. Bez skutków ubocznych przedłużać młodość w nieskończoność.

Truje i ratuje

Gdy w 2002 roku Food and Drug Administration dopuściło go jako preparat do usuwania zmarszczek, botoks wydawał się darem niebios. Przez lata jad kiełbasiany uważany był przecież głównie za bardzo silną truciznę. Świat odkrył go na początku ubiegłego wieku, gdy ruszyła masowa produkcja wędlin i konserw. Ludzie, którzy zjadali zarażone mięso, umierali w straszliwych męczarniach. Najpierw jad paraliżował mięśnie kończyn, potem układu oddechowego. Już wtedy właściwościami jadu zaczęło interesować się wojsko. Badania prowadzone w tajnych laboratoriach ujawniły, że sprawcą tragedii jest toksyna wytwarzana przez bakterię Clostridium botulinum. Jako pierwszy wyizolował ją w 1944 roku Edward Schantz z amerykańskiego ośrodka badania broni biologicznej w Fort Detrick. Toksynę nazwano botuliną – od botulus, co oznacza kiełbasę. Okazało się, że jest jedną z najsilniejszych trucizn na świecie. Botulina wielkości ziarenka piasku może zabić 150 osób, jej szklanka – unicestwić całą ludzkość. Dopiero w latach 50. XX wieku fizjolog Vernon Brooks odkrył także lecznicze właściwości jadu. Wstrzyknięty w nadpobudliwy mięsień blokuje odbieranie impulsów nerwowych i powoduje jego czasowy paraliż. Botuliną można było więc także leczyć uciążliwe skurcze, oczopląs i zeza. Botulina stała się przebojem w kosmetologii dopiero w 1987 roku, gdy przez przypadek mężczyzna leczony nią z powodu uporczywych skurczów twarzy zauważył, że skóra na jego czole wygładza się coraz bardziej.

Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>


Trzy razy S: szybko, skutecznie i spektakularnie
To było coś, na co Hollywood czekało od dawna. Do klinik kosmetycznych i chirurgii plastycznej, gdzie masowo wprowadzano zabiegi z botoksu, ruszyły tłumy gwiazd. Tych, które miały już pierwszą młodość za sobą, jak Demi Moore, Meg Ryan, Melanie Griffith, Madonna... Wyliczać można bez końca. Ale i tych, które wciąż wyglądały świeżo i atrakcyjnie, jak Angelina Jolie, Jennifer Aniston, Drew Barrymore czy Cameron Diaz. Usta i policzki Renée Zellweger zaczęły nabrzmiewać w zastraszającym tempie. Zachęcone przykładem koleżanek, po botoks zaczęły też sięgać całkiem młode aktorki, jak Brittany Murphy czy Lindsay Lohan. Lohan dopiero niedawno przyznała, że uległa modzie na botoks już jako 17-latka, choć było to zupełnie zbyteczne.

Dziennie mięśnie twarzy każdego człowieka wykonują około 15 tysięcy skurczów. Dlatego już około trzydziestki pojawiają się pierwsze zmarszczki mimiczne. Doktor Patricia Wexler przyznaje, że na kilka tygodni przed ceremonią rozdania Złotych Globów czy Oscarów jej gabinet zawsze przeżywa oblężenie. Potem ogląda efekty swojej pracy na ekranie telewizora. „Dla specjalisty z mojej dziedziny to niezła zabawa. Szczególnie odkąd wprowadzono telewizję dużej rozdzielczości HD. Dokładnie widzę, kto miał botoks, a kto na przykład LED light treatment, czyli terapię laserową”, śmieje się.

Po raz pierwszy aktorzy dostali do ręki środek, który bez użycia skalpela cofał zegar o kilka lat w czasie nie dłuższym niż przerwa obiadowa. Dzięki serii niemal bezbolesnych wstrzyknięć botoks pozwalał szybko usunąć zmarszczki na czole i nosie (tzw. królicze), wokół oczu (tzw. kurze łapki), lwią zmarszczkę między brwiami, a także tak zwane zmarszczki marionetki wokół kącików ust. Efekt utrzymywał się do sześciu miesięcy. W razie niepowodzenia był odwracalny. Doktor Brent Moelleken twierdził nawet, że gwiazdy, które skorzystają z wstrzyknięć przed czterdziestką, być może nigdy nie pójdą pod skalpel.

Mama się śmieje
Już wtedy pojawiały się jednak głosy krytyki. Przeciwnikami botoksu były głównie gwiazdy spoza USA. Brytyjczycy, jak Judi Dench, Helen Mirren, Rachel Weisz, Colin Firth czy Kate Winslet uważali odmładzanie za głupotę. Właściciele gabinetów kosmetycznych z Hollywood byli wstrząśnięci, gdy Helen, laureatka Oscara za rolę „Królowej” w 2006 roku, odmówiła im bezpłatnych zabiegów tuż przed ceremonią. A tegoroczny laureat Oscara za rolę Jerzego VI w filmie „Jak zostać królem” Colin Firth przekonywał: „Wstrzykiwanie sobie czegoś w twarz tak, by usunąć z niej oznaki życia, to katastrofa, jeśli chce się wyrażać emocje. Twarz aktora musi się ruszać. Zmarszczki są jak struny, których się używa”. W Hollywood takich przeciwników botoksu, jak Julia Roberts, można jednak było policzyć na palcach jednej ręki. Aktorka mówiła: „To smutne, że kobiety nie dają sobie szansy na sprawdzenie, jak wyglądałyby jako starsze panie. Każda twarz opowiada jakąś historię i nie powinna to być historia o tym, jakie umiejętności ma nasz lekarz. Poza tym chcę, żeby moje dzieci wiedziały, kiedy jestem szczęśliwa, a kiedy się smucę”.


Czemu nie?
Większość gwiazd była jednak głucha na te argumenty. Opinii publicznej wmawiały, że ich młody wygląd to zasługa dobrych genów i zdrowego trybu życia. „Nigdy nie sięgnęłabym po botoks”, kłamała jeszcze do niedawna gwiazda „Gotowych na wszystko” Teri Hatcher. Dopiero niedawno w show u Oprah Winfrey przyznała, że przez wiele lat „była na botoksie”. Demi Moore zarzekała się, że jej wygląd to efekt ćwiczeń i związku z młodszym facetem. A Jennifer Aniston utrzymywała, że „może w przyszłości skorzysta z tego dobrodziejstwa, bo patrząc w lustro, widzi, jak bruzdy na jej czole stają się głębsze”. Ale ich twarze mówiły same za siebie. Tom Cruise, Richard Chamberlain czy David Hasselhoff też młodnieli w oczach.

Kim Cattrall z „Seksu w wielkim mieście” mówiła otwarcie, że wstrzykiwanie botoksu stało się dla niej taką samą czynnością, jak manikiur. Do stosowania botoksu przyznał się gwiazdor show „Piekielna kuchnia...” Gordon Ramsay. „To wszystko wina Simona Cowella”, tłumaczy się kucharz. „Nigdy nie lubiłem swojej twarzy. I trudno się dziwić, bo wyglądam jak Freddy Krueger z »Koszmaru z ulicy Wiązów«. Ale pogodziłbym się ze swoją brzydotą, gdyby nie ludzie, którzy wciąż pokazują mój podbródek. To samo zrobił Cowell, gdy poszedłem z nim na lunch. »Ty, stary, musisz coś z tym zrobić«, powiedział”, opowiada Ramsay. Simon Cowell, brytyjski gwiazdor programów „Mam talent” i „X Factor”, jest wręcz dumny z tego, jak wygląda. „To dziś tak popularny środek, jak pasta do zębów. Wstrzykujesz raz do roku i działa. Co w tym złego?”, pyta.

Historia malowana na twarzy
Dopiero z czasem gwiazdy zauważyły, że botoks ma równie wiele wad, co zalet. Bo choć odmładza, paraliżuje twarz i utrudnia granie. Jedna z bohaterek serialu „Przyjaciele” Courtney Cox przyznała: „Gdy zobaczyłam się niedawno na ekranie, byłam przerażona”. Specjaliści od castingów z takich wytwórni, jak Warner Bros., zaczęli szukać odtwórczyń głównych ról z dala od USA. „W Hollywood nie można już znaleźć aktorek po 35. roku życia, których twarz potrafi wyrażać emocje”, mówił niedawno Martin Scorsese. Twarz Meg Ryan z ustami ryby zmieniła się tak, że może grać już tylko bohatera filmu „Grinch: świąt nie będzie”, a nie urocze dziewczyny z sąsiedztwa. Zaczęto mówić, że niebawem zdetronizuje takie fanki botoksu, jak Goldie Hawn i Melanie Griffith. Uzależniona kiedyś od botoksu Sharon Osbourne mówi: „Nagle zdałam sobie sprawę, że moja twarz przypomina ekran telewizora plazmowego. Tak napięty, że można było o niego rozbijać jajka na jajecznicę. Mam nadzieję, że Hollywood przejrzy w końcu na oczy”. A australijska gwiazda Cate Blanchett dodaje: „Zmarszczki to historia każdej kobiety. Dlaczego więc mielibyśmy się jej pozbawiać. Tym bardziej że i tak nie da się uniknąć nieuniknionego”.
 
Magda Łuków / Viva!
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)