Z takim mężczyzną życie nie boli

Grażyna Wolszczak po czterdziestce spotkała wielką miłość i dostała najlepsze role. Ostatnio posmakowała życia pierwszej damy. I wzięła się za... sztuki cyrkowe.
/ 09.06.2019 09:02

Od dekady słyszy wciąż to samo pytanie: Jak pani to robi, że tak pięknie wygląda? Aktorka, która dobiega pięćdziesiątki, śmieje się, że w podtekście zawsze słyszy: Jakim cudem wciąż jeszcze jest pani na chodzie? Zbiorczą odpowiedź zawarła w poradniku „Jak być zawsze młodą, piękną i bogatą”. Dzieli się w nim swoim życiowym doświadczeniem. Radzi uczyć się na jej błędach. Przyznaje się do korekcji nosa w młodości i... cellulitu. Medal za odwagę.


Role amantek posypały się niespodziewanie koło czterdziestki.
– Czyli wtedy, gdy aktorki grające heroiny kuśtykają na emeryturę – żartuje. W komedii romantycznej „Ja wam pokażę!” przeżywała perypetie miłosne z przystojniakiem Pawłem Delągiem. Hm, nieskazitelnie wyglądała w skąpej czarnej bieliźnie. Wcześniej jako ciemnowłosa Yennefer, mistrzyni magii, czarowała Wiedźmina, Michała Żebrowskiego. Szczęściara. Jej zdjęcia zdobią okładki pism nie tylko dla pań. Jest ambasadorem kosmetyków Olay, bielizny Chantelle i ekskluzywnego klubu fitness Holmes Place w Hiltonie. Jej popularność wciąż rośnie, choć od dwóch lat praktycznie zniknęła z lubianego serialu „Na Wspólnej”.

– Nie ubolewam zbytnio – wyznaje. – Serial, owszem,  daje poczucie bezpieczeństwa. I to nie tylko finansowego. Zyskuje się coś w rodzaju drugiej rodziny. Po pewnym czasie jednak granie tej samej postaci, w tych samych wnętrzach, z tymi samymi partnerami powszednieje. Sama już siebie nie lubiłam za to, że przestałam poważnie przykładać się do mojej roli, przestałam się rozwijać.
Była ogromnie zadowolona, gdy dostała wreszcie ciekawą rolę. Scenariusz napisał specjalnie dla niej Cezary Harasimowicz, od pięciu lat życiowy partner aktorki. Adaptował dla niej własną książkę „Nieoczekiwana zmiana płci”. To się nazywa miłość.

Aktorka poznała Cezarego Harasimowicza dawno temu na zajęciach we wrocławskim Studium Aktorskim, ale to były tylko koleżeńsko-kumpelskie układy. Kilka lat temu przypadkowo zobaczyła jego zabawne zdjęcie w albumie pewnego fotografika. Uśmiechał się na nim uroczo i miał na bicepsie wytatuowane… azteckie słoneczko. Zadzwoniła. Chciała pożartować z fotki, ale jemu zupełnie nie było do śmiechu. Właśnie się rozwodził po 20 latach małżeństwa.

Zalotnik z różą i talentem kulinarnym
Minął rok i tym razem to on zadzwonił. Zachwycił się zdjęciem dawnej koleżanki na okładce miesięcznika „Pani”. Zaproponował spotkanie i pojawił się z… różą. Grażyna Wolszczak twierdzi, że Cezary to jeden z ostatnich wymierających okazów seksownych monogamistów. I na dodatek świetnie gotuje. Dietetycznie, ale pysznie! Przy nim pewnie łatwiej być młodą, piękną, bogatą. I szczupłą!



To on wprowadził się do mieszkania, które Grażyna Wolszczak wyszukała w Warszawie. Wcześniej aktorka mieszkała w domu pod Warszawą, który budowała jeszcze z pierwszym mężem, aktorem i reżyserem Markiem Sikorą. Starsi pamiętają go z kultowego filmu dla młodzieży „Szaleństwo Majki Skowron”. Marek umarł nagle na wylew w 1996 roku, osieracając syna Filipa, teraz ucznia klasy maturalnej. Aktorka została trzydziestoparoletnią wdową. Proza życia sprawiła, że nie miała czasu pogrążyć się w żałobie. Musiała zarobić na dom, a przede wszystkim zająć się synem. Przyznaje, że z ulgą przeprowadziła się do centrum Warszawy.
– Budując dom, jakoś nie przewidziałam trawnika, który trzeba regularnie kosić, rynien, które będą przeciekały, i zimowego odśnieżania. I nienawidzę stać w korkach – przyznaje.

Zdecydowała się na mieszkanie w starej kamienicy z klimatem przy placu Zbawiciela. Potem, już razem z Cezarym, zamienili mniejsze mieszkanie na pierwszym piętrze na większe na czwartym.
– Ale pewnie znowu się przeniesiemy. Cezary tego nienawidzi i powiedział, że się zgodzi, jak mu przysięgnę, że to będzie ostatni raz. Ale ja mu tego przecież nie przysięgnę – śmieje się aktorka.

Ich rodzinne życie ma swój ustalony rytm. Pani Grażyna wstaje po siódmej. Potrzebuje długiego rozruchu. Zaczyna dzień od szklanki ciepłej wody. To doskonale oczyszcza organizm. Dopiero po półgodzinie zabiera się za śniadanie. Poranna krzątanina odbywa się przy włączonym radiu. Obowiązkowo.

– Słucham wiadomości. Lubię wiedzieć, co się dzieje. A dodatkowo informacje polityczne potrafią podnieść adrenalinę – żartuje.
Syn jest w klasie maturalnej. Zajęcia ma o różnych porach.
– Strasznie mnie denerwuje, bo zawsze zwleka się z łóżka dokładnie 40 minut przed lekcjami, nawet jak zaczynają się w południe. Nie lubię takiego… rozmamłania.

Jej Cezary chodzi jak w zegarku
Cezary natomiast systematycznie pracuje w domu od 9 rano do 13. – To nie oznacza, że w tym czasie jest kompletnie wyłączony z życia. Na szczęście pisząc, nie przeżywa mąk twórczych i można z nim zwyczajnie porozmawiać – tłumaczy aktorka. – A ja cały dzień latam i jestem najruchliwszą osobą z tego towarzystwa.

Teraz będzie jeszcze bardziej zabiegana. Polsat zaproponował jej udział w programie „Gwiezdny cyrk”. Powstaje wielkie widowisko na podobieństwo „Tańca z gwiazdami” i „Gwiazdy tańczą na lodzie”. W kolejnych odcinkach artyści będą wykonywać różne zadania cyrkowe.
– To mi przypomina studenckie lata, gdy w szkole aktorskiej robiliśmy z Tadeuszem Łomnickim spektakl „Zabawa w cyrk” – wspomina. – Występowałam jako kobieta guma. Teraz daleko mi do tej gibkości, ale bawi mnie myśl o czekających wyzwaniach. Bardzo chętnie się z nimi zmierzę.

Anna Stefopulos

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)