POLECAMY

Rzadko rozmawia z dziennikarzami, nie mówi o życiu prywatnym. Jaki jest Władysław Pasikowski, reżyser 3. części Pitbulla? I jaki jest jego nowy film?

Władysław Pasikowski nakręcił właśnie trzecią część „Pitbulla”. Dwie poprzednie autorstwa Patryka Vegi były wielkim sukcesem. Jak będzie teraz? Przeczytaj wywiad z reżyserem, który został opublikowany w kwietniowym numerze "Urody Życia"!
Agata Bernaciak / miesiąc temu
Rzadko rozmawia z dziennikarzami, nie mówi o życiu prywatnym. Jaki jest Władysław Pasikowski, reżyser 3. części Pitbulla? I jaki jest jego nowy film? fot. Uroda życia

Magdalena Żakowska: Czuje pan presję związaną z sukcesem frekwencyjnym poprzednich części serii?

Władysław Pasikowski: Ogromną, największą w życiu.

MŻ: Pamięta pan okoliczności, w których oglądał pan po raz pierwszy serial Vegi sprzed 12 lat?

WP: W szczególnych okolicznościach to ja obejrzałem „Casanovę” Federico Felliniego na Konfrontacjach. Dostałem jedyny wolny bilet na seans o szóstej rano we wtorek w kinie Włókniarz w Łodzi. Nie było szczególnych okoliczności w związku z „Pitbullem”. Kupiłem cały sezon, usiadłem przed telewizorem i obejrzałem. To serial był szczególny, nie okoliczności. Pomyślałem sobie: „Och, to pierwszy film, w którym zazwyczaj doskonały Janusz Gajos, nie jest najlepszy”. I jeszcze: „Gdyby do doskonałego scenariusza i fantastycznych aktorów wybrać inny sposób realizacji, nie taki z paradokumentalnych nowel, to byłby najlepszy serial w Polsce, szkoda, że ja tego nie robię”. Później przekonałem się, że się myliłem, bo widzom właśnie ta forma „Pitbulla” podobała się najbardziej i docenili ją jako znak rozpoznawczy serialu.

MŻ: To znaczy, że podąży pan drogą Vegi?

WP: Zaskoczę państwa, ale nie.

MŻ: W którym momencie pana własnej artystycznej drogi był pan wtedy?

WP: W tym czasie kręciłem serial „Glina”. Widownia w opiniach podzieliła się niemal równo, z niewielkim wskazaniem na „Pitbulla”, że oba te seriale to najlepsze rzeczy w polskiej telewizji. Uformowały się ogromne fankluby zagorzałych zwolenników tych seriali, dzieląc Polskę na pół. Jedni, że „Pitbull”, drudzy, że „Glina”. Takiego niedającego się przełamać rozłamu społeczeństwa nie było od czasu PRL i obozu londyńskiego aż po spór
PiS z PO. No i właśnie teraz, 15 marca, dzięki inicjatywie producenta filmu „Pitbull. Ostatni pies”, pana Emila Stępnia, nadchodzi moment, że można zbudować zgodę ponad podziałami.

MŻ: Co pan sądzi o fabularnych wersjach „Pitbulla” – „Nowe porządki” i „Niebezpieczne kobiety”? Szanuje je pan na równi z serialem?

WP: Szacunek nie ma tu nic do rzeczy. Bez względu na to, jaki jest film, doceniam jego popularność u publiczności, a jeśli te wyniki są fenomenalne, to wpadam nawet w rodzaj podziwu, bo nie jest łatwo zrobić blockbuster [hit kasowy – red.]. Wszyscy, może poza Małgośką Szumowską, próbują, a udaje się tylko Patrykowi Vedze i budowniczym M1, M2 i M3 [chodzi o „Listy do M.” – red.]. Ja sam próbuję za każdym razem i udaje mi się raptem co czwarty.

MŻ: Rozmawiał pan z Patrykiem Vegą o tym filmie i jego decyzji niereżyserowania trzeciej części serii?

WP: Z Patrykiem Vegą nie rozmawiałem nawet wtedy, gdy zrobiliśmy wspólnie film „Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć”. Widocznie rozumiemy się bez słów.

MŻ: Czy nie bał się pan, że będzie pan musiał wpisać się w pomysł i język filmowy innego reżysera?

WP: Nie, bo nie zamierzałem tego robić, jak już mówiłem, od czasu pierwszego sezonu serialu. Postanowiłem „poprawić” doskonały film i jedyne, czego się obawiam, to opinii „starych” widzów – że zamiast poprawić, zepsułem. Ale ostatecznie zawsze mogę ich oskarżyć o konserwatyzm. Powraca pytanie, czy paradokumentalny styl jest jedynym właściwym, w jaki można opowiadać o świecie „Pitbulla”. Moim zdaniem nie, ale ocena jak zawsze finalnie należy do widzów.

MŻ: Na ile pana „Pitbull” jest kompromisem z poprzednimi częściami serii, a na ile pana własnym filmem?

WP: Bohaterowie są oczywiście Patryka Vegi, a co za tym idzie – niektóre wątki też. Może nawet temat jakoś jest zbliżony – szczególnie z „Kobietami mafii”. Jeśli chodzi o resztę, filmowe rzemiosło, to już ja i moi współpracownicy dołożyliśmy je od siebie i nie ma to nic wspólnego z kinem naszego znamienitego poprzednika.

MŻ: Czy są jakieś wspólne punkty między „Psami” a „Pitbullem”?

WP: Pitbull to pies. Oba filmy są kryminałami policyjnymi, oba raczej brutalnymi niż konwencjonalnymi. Moje były blockbusterami 20 lat temu, filmy Patryka Vegi są blockbusterami teraz. We wszystkich grają Bogusław, Artur i Cezary. Internauci na pewno znajdą więcej wspólnych cech.

MŻ: Grupa aktorów – z Mają Ostaszewską i Piotrem Stramowskim na czele – zrezygnowała z udziału w pana filmie ze względu na to, że w obsadzie znalazła się Doda. Co pan sądzi o tym buncie środowiskowym?

WP: Decyzja aktorów, bo daleki jestem od nazywania jej „buntem środowiska”, z tego, co czytałem w prasie kolorowej, związana była raczej z moją osobą na stanowisku nowego reżysera, a nie udziałem pani Rabczewskiej w naszym filmie. Pani Dorota wywołuje takie emocje, jak każdy popularny człowiek. Identyczne emocje wywołuje osoba Patryka Vegi, Maćka Stuhra czy pana Jarosława Kaczyńskiego. Nawet moja niepopularna osoba jest oceniana raz jako „genialny pisarz i  reżyser”, a raz jako „pół Żyd, pół pedał i artysta”. To nie świadczy o niczym, tylko o pluralizmie społeczeństwa i różnorodności ludzkich gustów. Jedni wolą pół sernika, inni córkę ogrodnika.

rozmawiała Magdalena Żakowska

 

Cały wywiad z Katarzyną Warnke do przeczytania w Urodzie Życia 4/2018 (już w kioskach).

Polecamy!

Już są kultowe! Oto ranking 10 najlepszych tekstów z "Pitbulla"

Małgorzata Kożuchowska oszpeci się do roli w nowym filmie Patryka Vegi?! Mamy komentarz gwiazdy!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)