POLECAMY

"Dopiero kiedy zaczęłam życie w pojedynkę, poczułam i zrozumiałam siebie." Jak dziś wygląda życie Małgorzaty Foremniak?

O tym, jak pokochać siebie, zaakceptować mankamenty i nauczyć się bycia sobą opowiada Małgorzata Foremniak. Niezwykły wywiad przeprowadzony przez Marzenę Rogalską w najnowszym numerze Urody Życia.
Agata Bernaciak / 6 dni temu
"Dopiero kiedy zaczęłam życie w pojedynkę, poczułam i zrozumiałam siebie." Jak dziś wygląda życie Małgorzaty Foremniak? fot. Agnieszka Murak/Baku Team

Miałam dużo trudnych sytuacji w życiu, ale przyszedł taki moment, że musiałam wysiąść z tego pędzącego pociągu. Musiałam się zatrzymać, ale tak totalnie. Chcę mieć partnera, który też dobrze się ze sobą czuje, który w sobie coś poukładał. Gdybym miała znowu kogoś leczyć, wychowywać... Nie piszę się na to.

Wywiad z Małgorzatą Foremniak w Urodzie Życia 9/2018 - rozmowa Marzeny Rogalskiej

Niedawno podczas sesji zdjęciowej podeszło do mnie kilka kobiet, poprosiły o pamiątkowe zdjęcie. Wśród nich była może jedna, która nie powiedziała o sobie złego słowa, reszta wyszukiwała tylko mankamenty. Też się na tym łapię.

Marzena Rogalska: Jak określisz stan ducha, w jakim obecnie się znajdujesz, Małgosiu?

Małgorzata Foremniak: Generalnie stan mojego ducha jest wznoszący, za to ciało w tym momencie jest ledwo chodzące, bo jestem zapracowana, więc ciało wlecze się... (śmiech)

MR: Przekroczyłaś pięćdziesiątkę, lubisz siebie w tym wydaniu?

MF: Oczywiście, że siebie lubię, ale słowo lubię to dla mnie za mało. Ja siebie kocham, bo gdybym się nie kochała, to bym nie miała domu. Poczułam, że mój dom, to jestem ja, nie to, gdzie mieszkam, co posiadam, z kim jestem. Owszem, to są rzeczy ważne, ale mój dom to jestem ja – moje ciało, moje uczucia, moje myśli i wszystko to, co tworzy moją istotę. Zupełnie niedawno ktoś zadał mi to samo pytanie i wtedy dotarło do mnie, jaki ogrom pracy wykonałam nad sobą, żebym w naturalny sposób mogła odpowiedzieć – tak, kocham siebie.

MR: Takie mówienie jest teraz bardzo modne...

MF: Wiem, takie w stylu mowy coachingowej. Po przekroczeniu półwiecza postanowiłam moje życie poukładać właśnie od środka, żeby mieć w sobie spokój. Zmieniłam priorytety: ja a moja praca, ja  a  mój dom, ja a moje potrzeby, ja a  moje uczucia. Innymi słowy, najważniejsze jest to, czy jestem spokojna, czy jestem osadzona w sobie. To jest dążenie do takiego stanu, kiedy stajesz przed sobą i  wiesz, że ty jesteś największą wartością.

MR: Jak siebie teraz określasz? Singielka?

MF: Co to znaczy, że ktoś jest singielką? Określa mnie jakiś mój brak, nie zgadzam się z tym. Jestem typem, który chodzi swoimi drogami, mam bardzo okrojone towarzystwo przyjaciół i znajomych. Rzadko wychodzę na „balety”, ponieważ tego nie potrzebuję, lubię pobyć w domu z książką, lubię porozmawiać z fajnymi ludźmi w kameralnych warunkach i to życie towarzyskie, jakie mam, jest dla mnie wystarczające. Oczywiście, jest różnica, jeśli dzielisz to życie z kimś najbliższym. Żeńska energia potrzebuje męskiej energii, jeśli długo jej brakuje, to są uszczerbki na zdrowiu emocjonalnym.

MR: A jeśli będziesz do końca sama?

MF: Był taki moment, że się tego przestraszyłam. Zadawałam sobie pytania: „A  jak będę już sama, a jak już nikogo nie znajdę?”. I w zależności od samopoczucia mówiłam sobie: „OK, no to będę”. Ale też  zastanawiałam się, na ile mówię to na głos, żeby dodać sobie pewności, a na ile naprawdę to czuję? Gdzieś tam w środku była obawa, że samemu będzie ciężko.

MR: A teraz?

MF: Teraz w ogóle nie myślę: a co, jeśli, a  co, gdyby – bo to jest martwienie się o przyszłość.  Po co mi to. Ile razy jest tak, że masz jakieś trudne sprawy do załatwienia i drętwiejesz na samą myśl o  jutrze. Po czym przychodzi ten dzień, a  ty wstajesz z całkiem dobrym samopoczuciem, idziesz do pracy, wykonujesz swoje zadania i myślisz: dałam radę, a tak się tego bałam! Każdego dnia możesz być w  innej kondycji. Zatrzymaj się tu i teraz.

MR: Twoje dzieci dorosły i poszły w świat, a jeszcze parę lat temu miałaś w domu harmider. Nie brakuje ci tego?

MF: Kocham te chwile, kiedy odwiedza mnie moja rodzina, budzi się we mnie mama, znowu dla nich gotuję, karmię, znowu jest harmider i jest super. A  potem padam, oczywiście. Kiedyś nie potrafiłam tego wyważyć. Mam zawód, który zjada emocjonalnie. Pamiętam czas, kiedy pracowałam na 300 procent, kiedy rodzina była pełna, były dzieci, zwierzęta, było mnóstwo wyzwań wychowawczych i dużo obowiązków. Oczywiście kobieta wiele może, niemniej teraz, będąc w takiej spokojnej części mojego życia, zastanawiam się, jak ja mogłam to wszystko fizycznie i psychicznie wytrzymać? Były chwile, kiedy wracałam padnięta z pracy, a w domu trzeba było jeszcze coś zrobić, i nie mogłam się zatrzymać, bo wiedziałam, że jak usiądę, by odpocząć, to się już nie poderwę. Pracowałam dalej, ale czułam, że...

MR:...czerpiesz z zapasów z 2034 roku?

MF: Dokładnie! Doprowadziłam swój organizm do granicy, po której, jak powiedział mi mój lekarz, proste leczenie i dwa tygodnie urlopu nie wystarczą. Wtedy człowiek trochę się otrząsał, podreperował zdrowie, po czym znowu przeginał. Czuję tego skutki teraz. Dlatego powtarzam ciągle mojej córce, aby starała się zachować równowagę między pracą a odpoczynkiem. Organizm nie choruje od razu, najpierw go zajeżdżasz i myślisz, że wszystko jest OK, a potem dajesz mu odpoczynek i dziwisz się, że właśnie wtedy siada.

fot. Agnieszka Murak/Baku Team

MR: Stąd te słynne wyjazdy na urlopy kończące się zawałem.

MF: Ta gonitwa za tym, żeby coś zrobić, żeby zaspokoić to, co ten świat od ciebie wymaga, naprawdę nie jest tego warta. Jak odejdą bliskie ci osoby, jak się coś takiego wydarzy, co cię zatrzyma, to nagle patrzysz na siebie jak na idiotę, który ma klapki na oczach i który biegnie na oślep i nic nie widzi. To jest przerażające. Miałam dużo trudnych sytuacji w życiu, ale przyszedł taki moment, że musiałam wysiąść z tego pędzącego pociągu. Musiałam się zatrzymać, ale tak totalnie.

Idol kilku pokoleń. Muzyk niebuntujący się. Ojciec, dziadek i wierny od 34 lat mąż. Kazik Staszewski

MR: Co było tym przełomem?

MF: Śmierć Waldka Dzikiego, to na pewno był przełom. Wcześniej umarła moja mama, a po dwóch latach tata. Odeszły najbliższe mi osoby. Odejście Waldka uświadomiło mi, że już nie ma półśrodków, nie ma odciągania czegoś w czasie i odkładania pewnych rzeczy na potem. Zatrzymujesz się i robisz porządek w  swoim życiu. Mam już za sobą połowę życia i w mojej świadomości widzę gdzieś brzeg, do którego dopłynę. Na to nie mam wpływu, cała reszta jest jeszcze do ułożenia. I nie chodzi o chęć nagłych zmian, przeżycia tego, czego się jeszcze nie przeżyło, ale o umiejętność doświadczania skrawków życia – takiego, jakie właśnie mam.

Cały wywiad z Małgorzatą Foremniak przeczytasz w najnowszym numerze Urody Życia 09/2018. W sprzedaży już od 10 sierpnia 2018!

Polecamy:
Całe życie w boju. Walczyła o swoją muzykę, o miłość, o dziecko. O co teraz walczy Anna Rusowicz?
Jak naprawdę wygląda kobieca rywalizacja? Wywiad z psychoanalityczką

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/3 dni temu
Świetny wywiad! Bardzo mądra kobieta, aż miło poczytać.