Whitney Houston

W ciągu ubiegłego roku udało jej się nie tylko odstawić narkotyki, ale także odejść od toksycznego męża, Bobby’ego Browna, który wciągnął ją w nałóg.
/ 21.03.2007 12:38
W ciągu ubiegłego roku udało jej się nie tylko odstawić narkotyki, ale także odejść od toksycznego męża, Bobby’ego Browna, który wciągnął ją w nałóg. I choć przed 43-letnią Whitney jeszcze długa droga, po raz pierwszy od 14 lat ma szansę na całkowite wyjście z uzależnienia.

Ostatni raz para widziana była 11 lutego na rozdaniu nagród Grammy. Najpierw Bobby towarzyszył Whitney na oficjalnej gali, potem wspólnie ze swoją córką – 13-letnią Bobbi Kristiną – zjedli kolację w restauracji Dan Tana’s w zachodnim Los Angeles. Tym razem jednak Houston spotkała się z mężem nie po to, by dać mu kolejną szansę, lecz dogadać się w sprawie przyspieszenia rozwodu, który trwa od października ubiegłego roku. Piosenkarka zaczęła już spotykać się z innymi mężczyznami. W połowie stycznia widziano ją na randce z młodszym o 18 lat muzykiem R&B Rayem J. Po kolacji w Beverly Hills Ray odwiózł Whitney do domu.
Od 14 lat Whitney nie była w tak dobrej formie, jak teraz. Na przyjęciu u swojego producenta Clive’a Davisa, przed rozdaniem nagród Grammy, wyglądała rewelacyjnie. „Czuję się znakomicie”, powiedziała. Wrażenie to potwierdził nawet wieloletni przyjaciel artystki Denzel Washington. „Byłem niedawno kilkakrotnie u Whitney. Wiem, że postanowiła całkowicie zmienić swoje życie i modlę się za nią. Od wielu miesięcy jest wolna od nałogów i wkrótce triumfalnie powróci. Whitney jest przecież jednym z najwspanialszych głosów swego pokolenia”, stwierdził.

Fatalne zauroczenie
Od początku dla wszystkich było jasne, że młodszy o sześć lat Bobby nie jest facetem dla Whitney. Kiedy spotkali się po raz pierwszy na rozdaniu nagród na Soul Train Music Awards w 1989 roku, Whitney miała wprawdzie 26 lat, ale niewiele doświadczeń osobistych. Wychowana w zamożnej rodzinie piosenkarki soulowej Cissy Houston, od 11. roku życia ciężko pracowała na swój sukces. Nagrywała piosenki, pozowała do sesji zdjęciowych i udzielała wywiadów. O jej związkach z mężczyznami wiadomo niewiele. Mówiło się, że przed Bobbym miała tylko dwóch partnerów, ale z żadnym nie spotykała się zbyt długo. Potrzebowała więc kogoś, kto stanie się przewodnikiem po życiu i opiekunem. Będzie chronił tak samo, jak chronili ją do tej pory rodzice i czwórka starszego rodzeństwa. Tymczasem za Bobbym już wtedy ciągnęła się fama kobieciarza, chuligana i narkomana. Cissy mówiła o nim „wcielony diabeł”. Brał twarde narkotyki. Kilkakrotnie siedział w więzieniu za ekscesy na scenie, między innymi za symulowanie stosunków seksualnych z tancerkami w trakcie występów. Miał z dwóch poprzednich związków synów: Landona i Roberta (Bobby Jr.) oraz córkę LaPrincię. Nawet on sam powtarzał: „Wszyscy wiedzą, że jestem trochę popapranym gościem”.
Do Whitney nie docierały żadne argumenty. „Czułam się bardzo staro. Marzyłam tylko o tym, by zacząć wreszcie żyć, bawić się”, mówiła po latach. Przeszłość Bobby’ego sprawiała, że wydawał się jej jeszcze bardziej pociągający. „Nigdy tego nie zapomnę. Wszedł na scenę, a ja nie mogłam oderwać od niego wzroku. Miał kremowy garnitur z jedwabiu i buty ze skóry aligatora”, wspominała ich pierwsze spotkanie. Mimo że Bobby wyraźnie dawał do zrozumienia, że nie jest nią zainteresowany, Whitney postanowiła zaprosić go na przyjęcie. „Pomyślałam sobie: Ten facet mnie nie lubi. Ale czemu? Chciałam wiedzieć, dlaczego. Na odchodnym Bobby powiedział od niechcenia, że wpadnie”. I wpadł na dłużej.

Houston, mamy problem
Wbrew protestom całej rodziny w lipcu 1992 roku para wzięła ślub. „Wszyscy mieli nadzieję, że wyjdę za mąż za jakiegoś białego, dobrze ustawionego w show-biznesie gościa. A nie kogoś takiego, jak Bobby. Tyle że on był pierwszym facetem z branży, z którym mogłam normalnie porozmawiać. To on wyzwolił we mnie prawdziwą kobietę”, wspominała gwiazda. Wśród 800 gości na przyjęciu weselnym obecne były same znakomitości, między innymi ciotka Whitney, Dionne Warwick, jej matka chrzestna Aretha Franklin i Donald Trump.
W marcu następnego roku Whitney urodziła córkę, Bobbi Kristinę. Wraz ze szczęściem osobistym przyszedł też sukces zawodowy. Po pierwszym longplayu „Whitney Houston”, który sprzedał się w 20 milionach egzemplarzy, piosenkarka wystąpiła w filmie „The Bodyguard” u boku Kevina Costnera. Singel z utworem „I Always Love You” kupiło 37 milionów fanów. Wydawało się, że Whitney jest najszczęśliwszą kobietą na ziemi.
W 2002 roku, w wywiadzie dla Diane Sawyer z ABC, Whitney sama przyznała jednak, że tylko pierwszy rok tego małżeństwa może uznać za udany. Potem było coraz gorzej. Na pytanie Sawyer, który rok był najtrudniejszy, piosenkarka odpowiedziała: „Pewnie drugi lub trzeci. Wtedy, gdy człowiek zaczyna poznawać swojego partnera lepiej i zastanawiać się: Kim on jest, do cholery? Potem zaczyna się przyzwyczajać i jakoś leci. Po siódmym jest już z górki”.
„Whitney i Bobby żyli jak pies z kotem. Kłócili się o wszystko, nawet o takie drobiazgi, jak to, co zjeść na obiad. Cały czas w domu słychać było krzyki”, relacjonował jeden ze znajomych pary. Bobby nie tylko zdradzał Whitney, lecz także bił ją i poniżał. Po narkotykach stawał się wyjątkowo agresywny. Piosenkarka coraz częściej chodziła w ciemnych okularach i baseballówce osłaniających posiniaczoną twarz. Po kolejnym pobiciu, 10 grudnia 2003 roku, nie wytrzymała i wezwała policję. Przybyli na miejsce policjanci stwierdzili rany cięte na twarzy Whitney i sami wnieśli oskarżenie przeciw Brownowi.

„Znalazłam dobrego męża”
Ale kiedy w styczniu 2004 roku Bobby trafił na ławę oskarżonych, Houston broniła go zaciekle. „Jeśli wydaje wam się, że Bobby to diabeł, a ja jestem aniołem, to jesteście w błędzie”. Łapała się za głowę, rwała włosy i krzyczała, że to ona biła jego. „Znalazłam dobrego męża. Opiekuje się mną. Nie muszę się o nic martwić, bo wiem, że jeśli będzie trzeba, on skopie tyłek każdemu, kto spróbuje nie okazać mi szacunku. Bobby zrobił dla mnie dużo dobrego”, twierdziła.
Wkrótce okazało się, dlaczego. Whitney była ponownie w ciąży. Kiedy 10 lutego 2004 roku wyszła na scenę w Rosji, trzymając się za brzuch, powiedziała: „Teraz zaśpiewam dla mojej córeczki Kristiny i maleństwa, które noszę w sobie”. Jednak jej szczęście nie trwało długo. Wkrótce potem poroniła. Który raz? Według tego, co mówiła sama w wywiadach, czwarty. „Jak wiadomo, chciałam mieć chłopca. Wymyśliłam mu nawet imię Brown Bomber, ale przyjmę z radością to, co przyniesie mi Bóg. Po czterech poronieniach marzysz już właściwie tylko o tym, by dziecko urodziło się zdrowe”, wyznała.
I choć szanse na uzdrowienie tego małżeństwa i posiadanie kolejnego dziecka były zerowe, Whitney nie chciała przyznać się do porażki. „Problemy, które przyszło nam wspólnie pokonać, tylko umocniły więź między nami. Bobby jest człowiekiem serdecznym, pełnym ciepła. Jest też pełen seksu, więc nie przeszkadza mi, że czasem spogląda na inne dziewczyny”, tłumaczyła nawet jego zdrady.

„Nie jestem uzależniona”
Niedojrzała emocjonalnie, nie była w stanie rzucić Bobby’ego. Próbowała tylko raz. Kiedy Brown został aresztowany w 1997 roku za rozbicie jej samochodu, złożyła papiery o separację. Wytrzymała miesiąc. I zamiast stanąć twarzą w twarz z rzeczywistością, coraz częściej od niej uciekała. „Już wiem, jak przetrwać coś, czego sobie wcześniej nie mogłam nawet wyobrazić. Mam na myśli akceptację dla wszelkich plusów i minusów małżeństwa”, mówiła. I sięgała po narkotyki, które podawał jej Bobby. Najpierw miękkie. W 2000 roku na lotnisku Keahole-Kona na Hawajach w torbie piosenkarki znaleziono 15 gramów marihuany. Potem coraz częściej brała mocniejsze środki. Głównie kokainę, którą miejscowi dilerzy dostarczali jej na telefon do domu w Atlancie.
Zaczęła chudnąć. Kiedy w 2001 roku wyszła na scenę, by zaśpiewać na koncercie charytatywnym zorganizowanym przez Michaela Jacksona, wyglądała jak cień człowieka. Przy wzroście 176 centymetrów ważyła zaledwie 43 kilogramy. Bez pomocy Browna nie mogła chodzić. Nieustannie dostawała krwotoków z nosa. Po jednym z seansów narkotykowych w Las Vegas w 2003 roku przez wiele dni nie można było ich zatamować. Mimo to nadal twierdziła: „Najbardziej wkurzają mnie plotki, że jesteśmy z mężem uzależnieni od narkotyków. Nie zamierzam nikomu wmawiać, że jesteśmy aniołami. Ale nie bierzemy narkotyków. Gdyby tak było, nie dałoby się tego ukryć na koncertach, w czasie wywiadów czy podczas sesji zdjęciowych. Kiedy jestem spięta, nie jem i chudnę, a to sprawia, że ludzie myślą, iż się narkotyzuję”.

Na dnie
W rzeczywistości na początku 2005 roku nie była już w stanie ani pracować, ani nawet zajmować się Bobbi Kristiną. Kiedy trzeźwiała, opowiadała prasie, jaką jest cudowną matką. „Jestem przy niej każdego dnia. Uczestniczyłam w zebraniach, piknikach, ścigałam się w workach z innymi matkami i jeździłam na wycieczki do sadów jabłkowych”, opowiadała. Najczęściej jednak Bobbi widywała matkę nieprzytomną. Opiekę nad dziewczynką w końcu przejął jeden z braci Whitney, Gary.
Wart 100 milionów dolarów kontrakt z Arista Record przepadł bezpowrotnie. Z sześciu płyt, które miała nagrać Whitney, ukazała się tylko jedna, będąca kompilacją starych piosenek. Wydany w listopadzie 2003 roku ostatni album piosenkarki „One Wish: The Holiday Album” zajął dopiero 49. miejsce na liście 200 najlepiej sprzedających się płyt roku.
Podczas występu na gali oscarowej rok później Whitney pomyliła piosenki. Zaczęła śpiewać „Someone To Watch Over Me” zamiast „Somewhere Over The Rainbow”. Potem w ogóle zapomniała słów do „The Way We Were” z filmu „Alfi” i zeszła ze sceny.
Do kwietnia ubiegłego roku nic jednak nie można było poradzić. Whitney kilka razy trafiała do klinik odwykowych. Leczyła się i w marcu 2004 roku, i dokładnie rok później. Ale szybko stamtąd uciekała, a gdy znów przychodziło jej zmierzyć się z życiem, sięgała po kolejną dawkę kokainy.
Brown wciągnął żonę nie tylko w narkotyki, lecz także do sekty tak zwanych czarnych Hebrajczyków – wspólnoty, która uważa się za świętych potomków Jezusa. Żadnych skutków nie przyniosła pielgrzymka Whitney i Bobbiego do Jerozolimy, gdzie miało nastąpić duchowe odnowienie pary. Niczego nie zmienił też kilkumiesięczny pobyt całej rodziny w domu jednej z członkiń sekty, Perri „Pebbles” Reid. W 2005 roku Whitney miała jeszcze nadzieję, że może nastąpi jakiś cud, jeśli wezmą z Bobbym udział w reality show „Być jak Bobby Brown”, w którym para na oczach całego świata miała się zmierzyć ze swoimi problemami. Ale publiczne pranie brudów tylko wzbudziło niesmak widowni. Whitney i Bobby na ogół bowiem występowali zaćpani i opowiadali o wypróżnianiu.

Być jak Whitney
Według siostry Bobby’ego, Tiny Brown, na początku 2006 roku dni Houston były policzone. „Whitney nie odróżniała już rzeczywistości od paranoi”, opowiadała jej szwagierka, która sama też uczestniczyła w pijacko-narkotykowych libacjach w domu Houston. Na dowód tego, co mówi, przekazała do „National Enquirer” zdjęcia z domu gwiazdy. Widok był porażający. Marmurowa łazienka przypominała miejski szalet. W nieopisanym bałaganie i brudzie porozrzucane były resztki kokainy, szklane fifki, brudne naczynia i opakowania po lekach. „W takiej spelunie mieszka królowa popu”, brzmiał podpis pod zdjęciem. „Whitney jest uzależniona. Nie potrafi wytrzymać bez narkotyków nawet jednego dnia. Boimy się, że w końcu przedawkuje i umrze”, opowiadała Tina. „Jeśli myślicie, że jej sypialnia wygląda lepiej niż jej łazienka, to się mylicie. Całymi dniami siedzi zamknięta w sypialni w kałużach moczu, paląc crack. Nie myje się, a podczas transów narkotycznych sama się okalecza. Gdy trzeźwieje, mówi, że została zaatakowana przez diabła”, twierdziła Tina.
Rodzina postanowiła nie zwlekać dłużej. Nie wiadomo jakim cudem udało się jej odseparować piosenkarkę od męża i wywieźć ją w kwietniu 2006 roku na leczenie do kliniki odwykowej Sierra Tucson w Arizonie. Ale tym razem kuracja pomogła. Do Whitney zaczęło docierać, że gra idzie już nie tylko o jej karierę czy małżeństwo, ale o życie. Gwiazda zdobyła się na to, by odejść od męża. Pospłacała długi. W listopadzie 2006 roku za 6 milionów zlicytowano jej rezydencję w Atlancie, gdzie mieszkała na stałe z Brownem, i wart 5,6 miliona dolarów dom w Mendham w New Jersey. Pod młotek poszło też całe wyposażenie koncertowe gwiazdy: stroje, instrumenty muzyczne, a nawet elementy scenografii, jak unikalne przezroczyste pianino.
Whitney ma dużo szczęścia. Czeka na nią nie tylko jej producent, który już wybrał sześć utworów na jej nową płytę. Za piosenkarkę trzymają także kciuki miliony fanów na całym świecie. „Whitney to przecież Whitney”, mówi Clive Davis. „Musi jej się udać, bo przecież nie ma takiej drugiej na świecie”.

Magda Łuków/ Viva!
Fot. galeria: ONS
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (5)
/25.03.2007 12:31
Uwielbiam twoją muzykę. Oby tak dalej!!!!
/24.03.2007 17:54
Clive ma rację, nie ma takiej drugiej na świecie :)
/24.03.2007 17:22
No, wreszcie coś ze sobą zrobiła. Widziałam jej zdjęcie zrobione kilka lat temu, wyglądała tragicznie, wrak człowieka. Dobrze, że odstawiła narkotyki, bo te świństwa to najprostsza droga do śmierci!!!
POKAŻ KOMENTARZE (2)