POLECAMY

„Nigdy nie wyjdę z domu w rozciągniętych dresach”. Weronika Rosati szczerze opowiada o rzeczach bliskich każdej młodej mamie

Weronika Rosati, świeżo upieczona mama małej Elisabeth w wywiadzie dla Urody Życia 6/2018 zdradza, jak wyglądał poród i czy bała się go, co się w niej zmieniło po urodzeniu dziecka, co robi, by wrócić do formy sprzed ciąży. A także, dlaczego rodziła w Stanach Zjednoczonych i czy karmi w miejscach publicznych swoją córkę.
Joanna Germak / 3 miesiące temu
„Nigdy nie wyjdę z domu w rozciągniętych dresach”. Weronika Rosati szczerze opowiada o rzeczach bliskich każdej młodej mamie fot. Adam Pluciński/Uroda Życia

„Elizabeth była długo wyczekiwanym dzieckiem. Marzyłam o niej od 20 lat”  – mówi aktorka Weronika Rosati. „Często rodzice mówią, że płeć dziecka jest nieważna, że najważniejsze jest, żeby dziecko było zdrowe. Ale ja ucieszyłam się, kiedy dowiedziałam się, że to będzie dziewczynka. Podskórnie na to liczyłam, bo od zawsze mam bardzo silne związki z kobietami”.

W świetnym wywiadzie Magdaleny Żakowskiej dla Urody Życia 6/2018 Weronika Rosati pokazuje się z dotychczas nieznanej strony, nie jako aktorka, ale jako mama i kobieta, której życie bardzo, bardzo się zmieniło. Niezwykle szczerze i bez krygowania się mówi o rzeczach bliskich każdej matce - strachu przed porodem, zmianach w jej ciele i psychice, pierwszych dniach po urodzeniu Elisabeth.

Zniknęła z mediów i z tylnego siedzenia kontroluje show-biznes. Co teraz robi Aleksandra Kwaśniewska?

Aktorka rozprawia się także z plotkami na swój temat. I szczerze przyznaje, że nigdy nie wyjdzie w domu, gdy źle wygląda, a urodzenie dziecka wcale tego nie zmieniło. Przeczytajcie fragmenty wywiadu! Całość w czerwcowej Urodzie Życia.

Dlaczego Weronika Rosati nie rodziła w Polsce?

Magdalena Żakowska: Dlaczego w ciąży przeprowadziłaś się do Los Angeles?

Nie przeprowadziłam się do Los Angeles. Pojechałam tam prostu na parę tygodni tylko po to, by urodzić. Chciałam się odciąć od pracy, skupić na sobie, szczególnie pod koniec ciąży i zaraz po porodzie, kiedy chyba każda kobieta czuje się gorzej – fizycznie i emocjonalnie. Potrzebowałam takiego oderwania od wszystkiego. Zależało mi, aby ten czas był dla nas wyjątkowy, a przede wszystkim prywatny. Chciałam też zapewnić Eli amerykańskie obywatelstwo. Bo choć w   Warszawie jest mój dom, to jednocześnie pragnę dać jej możliwość wyboru w  przyszłości. Ofiarować to, co jest w  moim zasięgu, dostarczyć narzędzi, które może wiele jej ułatwią, sprawią, że będzie mogła czuć się obywatelką świata.

Weronika Rosati o powrocie do formy sprzed ciąży

Po porodzie szybko wróciłaś do takiej siebie, jaką lubisz?

Weronika Rosati: To nie było najważniejsze, ale rzeczywiście zależało mi, żeby wrócić do formy. Już tak mam – zawsze będę starała się o siebie dbać. Tak zostałam wychowana i taką mam naturę. Nigdy nie wyjdę z domu w rozciągniętych dresach. Zdaję sobie sprawę, że ciągle jestem oceniana – to też jest w sumie skuteczna motywacja do tego, by o siebie dbać.

Irytują cię teksty na twój temat czy nauczyłaś się już je ignorować?

Mam do tego coraz większy dystans. Ale czasem mnie... zaskakują. Czytałam o   sobie na przykład, że rodziłam w ekskluzywnej klinice za jakieś absurdalne pieniądze, a nawet, że miałam tam prywatną fryzjerkę i manikiur. Hmmm. To jakieś kompletne brednie. Lekarza prowadzącego i szpital – państwowy –  pomogli mi znaleźć znajomi. Jestem im za to wdzięczna. Mam amerykańskie ubezpieczenie, więc nic nie płaciłam za poród. Rodziłam jak normalna Amerykanka lub rezydentka w normalnym szpitalu specjalizującym się w położnictwie. Przypominał polskie szpitale prywatne. Mniej więcej ten sam poziom komfortu. Czysto, ładnie, sympatycznie. I przed porodem i po miałam swój pokój. Na tym kończyły się luksusy.

Wychowywała się bez ojca, teraz sama wychowuje córkę. Jak to wpływa na jej relacje z mężczyznami? Katarzyna Kwiatkowska w szczerym wywiadzie!

Weronika Rosati o porodzie i macierzyństwie

Wiele kobiet w ciąży i po porodzie przeżywa kryzys kobiecości.

Weronika Rosati: Dla mnie najtrudniejszy emocjonalnie był sam moment porodu. Burza hormonów jest wtedy naprawdę nieznośna. Jednocześnie byłam go bardzo ciekawa i   przekonana, że będzie nie tylko jednym z najważniejszych doświadczeń mojego życia, ale czymś, co od początku zbuduje więź między mną a dzieckiem. Czułam się wtedy też paradoksalnie najbardziej kobieco w swoim życiu. W czasie ciąży chodziłam na mnóstwo warsztatów prenatalnych, dla kobiet z małymi dziećmi – to było ciekawe doświadczenie. Poznałam wiele przyszłych mam, również dzięki nim to były fajne spotkania. Im jestem starsza, tym bardziej widzę, jak wspaniałym doświadczeniem w życiu są relacje wypracowane z kobietami. Zwłaszcza teraz, gdy mamy w sobie sporo luzu, jesteśmy otwarte, możemy szczerze rozmawiać o tym, co dla nas ważne. Znikają różnice pokoleniowe, kulturowe. Choć może nie do końca wszystko jest możliwe – większość kobiet przychodziła na te zajęcia przygotowujące do porodu z partnerami, a ja przychodziłam z mamą. Kiedy okazało się, że na jednym z warsztatów przez pierwszą godzinę partner uczy się masować partnerkę, mama zwątpiła. „Ja się na to nie pisałam” – śmiała się.

Mam wrażenie, że nasze wyobrażenie tego, czym jest macierzyństwo, zawsze weryfikuje rzeczywistość.

Nie. Bałam się porodu – raczej nie bólu, ale, jak każda matka, tego, że coś pójdzie nie tak, że będą komplikacje. Ale potem już wszystko potoczyło się gładko. Na szczęście żadnej depresji, żadnego smutku za utraconą wolnością. Mówiłam ci, dla mnie zawsze największym marzeniem było właśnie to, żeby mieć rodzinę i dziecko. Oczywiście, wiedziałam, że zmieni się moje życie zawodowe, że jeśli Elizabeth będzie marudna, to nie przygotuję się do castingu tak, jak bym chciała. Ale nauczyłam się to akceptować. Kompletnie się wyluzowałam.

Jestem z tych matek, które przeczytały wszystko o macierzyństwie, zanim jeszcze urodziły

Wcześniej miałaś ciśnienie na karierę?

Na karierę nigdy nie miałam ciśnienia, ale na pracę bardzo! Ciągle jej było w mojej ocenie za mało. Często musiałam coś udowadniać. Ja i mój agent nie czekamy, tylko walczymy nawet o castingi. Choć najważniejsze moje role to były bezpośrednie propozycje od reżysera – jak chociażby „Obława” czy Pitbull”. Zanim urodziła się Elizabeth, raczej rzadko byłam zadowolona z tego, co tu i teraz. Prawie nigdy nie osiągałam stanu pełnego zadowolenia z siebie, z tego, co mam. Teraz jestem w pełni szczęśliwa. Odkąd ona jest na świecie ani przez sekundę nie odczuwałam rozczarowania. W Polsce, w Europie dużo częściej oceniamy innych i dużo łatwiej poddajemy się ocenom innych, taką mamy naturę. Od Amerykanek nauczyłam się, że kiedy na świecie pojawia się dziecko, to trzeba wrzucić na luz. Cieszyć się wszystkim, co przynosi macierzyństwo, słuchać intuicji, nie przejmować się tym, co myślą inni. Można dziecko zabrać prawie wszędzie. Ja też tak mam, zabrałam ją teraz na wywiad do restauracji, a zaraz będę ją tu jeszcze karmiła.

Nie masz problemu z karmieniem w miejscach publicznych.

Żadnego. Zdarzyło mi się na przykład karmić Elizabeth w shopping mallu w Los Angeles. Mała zrobiła się głodna, zaczęła płakać, a ja nie miałam szansy przebić się z nią w bardziej ustronne miejsce. Usiadłam więc na doniczce pośrodku głównego hallu i tam ją nakarmiłam. Zdarzyło mi się otworzyć drzwi taksówkarzowi, który miał wziąć z  domu nasze bagaże, tuż po karmieniu w niezapiętej bluzce. A on elegancko spuścił wzrok i zasugerował, żebym się sobie przyjrzała. Odkąd jestem mamą, staram się być zorganizowana, ale zdarza mi się wyjść z domu w dwóch różnych butach.

fot. Adam Pluciński/Uroda Życia

Czy Weronika Rosati chce mieć kolejne dziecko?

Planujesz kolejne dzieci?

Weronika Rosati: Mój brat jest starszy ode mnie o 12 lat, więc oboje byliśmy wychowywani trochę jak jedynacy. Wiem, jak to jest, i dlatego bardzo bym chciała, żeby Elizabeth miała rodzeństwo. Chciałabym mieć większą rodzinę. Ale na razie skupiam się na Eli.

Jaka jest twoja wizja rodziny?

Przyjaźń, szacunek i wzajemne zrozumienie. Wzorem są dla mnie rodzice. Moja mama zajęła się wychowywaniem dzieci, ale miała swoją pasję, została projektantką mody i mój tata bardzo ją w tym wspierał. Stawał na głowie, żeby jej ułatwić życie, odciążyć, dać jej przestrzeń, żeby też mogła się spełniać. Przeżywał jej zawodowe sprawy, wspierał i był z niej dumny. Idealny dom to taki, w którym partnerzy nawzajem szanują swoje pasje i pracę. Poza tym strasznie ważne w związku jest dla mnie to, aby nie ograniczać drugiej osoby i dać jej całkowitą wolność realizacji. Zawodowej!

Polecamy także:
Aleksandra Żebrowska - „żona znanego męża” otworzyła swój biznes. Dlaczego opowiada o nim dopiero teraz?
Ania Dąbrowska: „Koniec z zimą, która była w moim sercu przez ostatnie lata!”. Czy jest gotowa na miłość?

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/3 miesiące temu
„Elizabeth była długo wyczekiwanym dzieckiem. Marzyłam o niej od 20 lat”- .Weronika chyba zapomniala ile ma lat i to zdanie brzmi idiotycznie jak na osobe 30+, chyba ze zwiazki ze starszymi panami troszke jej w glowce poprzestawialy