Weronika Książkiewicz jest jak wulkan

Po mamie odziedziczyła talent do tańca, po ojcu – rosyjski temperament. Weronika Książkiewicz opowiada o miłości do Kuby Wesołowskiego, która zamieniła się w przyjaźń, i zdradza, jakiej roli na pewno nigdy nie zagra.
Weronika Książkiewicz jest jak wulkan fot. KAPIF
Mogła zostać rosyjską gwiazdą, bo w moskiewskiej szkole filmowej zaproponowano jej naukę w ramach wymiany studenckiej. Nie skorzystała jednak z zaproszenia. Nie chciała też śpiewać w Polsacie ani tańczyć w TVN. Książkiewicz (27) wybrała lód, który niemal topi swoim temperamentem. W jej żyłach płynie rosyjska krew (ojciec jest Rosjaninem). Znana z roli Jagi Sarneckiej w „Prawie miasta” i Weronki w komedii „Rozmowy nocą” aktorka ma trzy ukochane miejsca: rodzinny Poznań, Łódź, w której studiowała, i Moskwę – miasto, do którego zamierza jeszcze wrócić.

- Dzieciństwo spędziłaś w pociągu, między Moskwą a Poznaniem. Masz rosyjskie korzenie. Twój charakter jest zatem mieszanką wybuchową?
Weronika Książkiewicz:
Urodziłam się w Moskwie. Mój tata jest Rosjaninem. Kiedy byłam dzieckiem, mieszkałam trochę w Moskwie, gdzie rodzice studiowali, a trochę w Poznaniu, u babci. Moje rosyjsko-polskie podróże skończyły się, kiedy miałam siedem lat i poszłam do szkoły w Polsce.

- Mówisz płynnie po rosyjsku?
Weronika Książkiewicz:
Już teraz nie, bo dawno nie używałam tego języka. Mój ojciec nauczył się perfekcyjnie polskiego. W języku rosyjskim rodzice rozmawiali w domu, kiedy byłam mała.

- Co masz w sobie z Rosjanki?
Weronika Książkiewicz:
Na pewno odziedziczyłam po ojcu bardzo dużą emocjonalność. W ciągu kilku sekund potrafię przejść od wielkiej złości do euforycznej radości. Śmiech często mieszam ze łzami. Do tego jestem przesądna. Na przykład przed podróżą zawsze przysiadam na chwilę zgodnie ze zwyczajem, który pamiętam z pobytów w Rosji.

- Byłaś w Moskwie jako dorosła kobieta?
Weronika Książkiewicz:
Tak, dwa lata temu. To był pierwszy pobyt od czasów dzieciństwa. Jako dojrzała kobieta zupełnie inaczej patrzyłam na stolicę tego wielkiego państwa. Zaskoczyła mnie i jednocześnie zachwyciła. To jest miasto wielkich dysproporcji, niewyobrażalnie luksusowe, a przy tym porażająco biedne.

- Chciałaś tam zamieszkać?
Weronika Książkiewicz:
Po pierwszym roku studiów aktorskich w Łodzi otrzymałam propozycję studiowania w Moskwie. Nawet prowadziłam rozmowy o moim przeniesieniu... Ale w rezultacie to nie doszło do skutku. Myślę, że w jakiś sposób na pewno wrócę kiedyś do tego miasta. Może zawodowo, a może prywatnie...

- Aktorstwa uczyłaś się jeszcze przed maturą?
Weronika Książkiewicz:
Nie był to jednak do końca świadomy wybór. Liceum, w którym chodziłam do klasy o profilu teatralnym, wybrałam, bo było blisko mojego domu. Miałam też na siebie kilka innych pomysłów. Chciałam studiować rusycystykę, medycynę albo filozofię.


- W twojej rodzinie nie ma aktorskich tradycji. Są za to taneczne.
Weronika Książkiewicz:
Moja mama jest pedagogiem tańca. Ma własną szkołę, w której uczy baletu. Wykłada w Akademii Muzycznej w Warszawie. Taneczne zacięcie, które teraz bardzo mi się przydaje podczas występów w programie „Gwiazdy tańczą na lodzie”, wyssałam zatem z mlekiem matki.

- Czy uroda przeszkadza ci w pracy? Usłyszałaś kiedykolwiek, że jesteś za ładna, żeby zagrać?
Weronika Książkiewicz:
Nie. Czegoś takiego nie usłyszałam. Oczywiście są role, których po prostu nie dostałam. Na castingach bywam regularnie. Najbardziej szkoda mi dwóch filmów, w których miałam zagrać duże role, ale to nie uroda pokrzyżowała moje plany. Po prostu odwołano ich produkcję.

- Pozwoliłabyś się oszpecić, jeśli wymagałby tego scenariusz zaproponowanej ci roli?
Weronika Książkiewicz:
Z przyjemnością. Ostatnio zdarzyło mi się nawet prosić scenarzystkę, żeby z graną przeze mnie bohaterką w filmie „Rozmowy nocą” było „coś nie tak”. Chciałam, żeby miała zeza albo odstające uszy. Jednak te propozycje nie przeszły. Jest inna rzecz, której dla roli nie zrobię.

- Jaka?
Weronika Książkiewicz:
Nie zagram martwej leżącej w trumnie. Pamiętam, kiedy w serialu „Prawo miasta” Bogusław Linda, który grał mojego ojca, umarł, a ja musiałam stanąć nad jego trumną. Nie mogłam się opanować. Dostałam histerii. Trzeba było przerwać zdjęcia. Mogę zagrać umarłą leżącą na podłodze, chodniku czy ulicy. Wszędzie, ale nie w trumnie.

- Jesteś samodzielna?
Weronika Książkiewicz:
Pod względem finansowym – tak. Już w szkole miałam stypendium, grałam w reklamach. Zarabiałam pierwsze pieniądze. Życiowo – nie. Potrzebuję wokół siebie ludzi. Teraz jestem sama, ale nie samotna.

- Byłaś związana z Kubą Wesołowskim. Dlaczego się rozstaliście?
Weronika Książkiewicz:
Nie chcę opowiadać o naszym związku. Tak ustaliliśmy, kiedy jeszcze byliśmy parą. Kubuś jest cudownym człowiekiem – dojrzałym, poważnym i odpowiedzialnym. Na pewno bardzo zmienił moje życie.

- Przez rok tworzyliście jedną z najbardziej znanych par polskiego show-biznesu. Nie boisz się, że przypną ci łatkę „ta od Kuby Wesołowskiego”?
Weronika Książkiewicz:
Mimo że się rozstaliśmy, nadal jestem pytana o Kubę. A jeśli nawet jestem z nim kojarzona, to dla mnie żadna ujma.

- Po tym, jak rozstałaś się z Wesołowskim, dwukrotnie przypisywano ci nowych partnerów: Łukasza Jóźwiaka, z którym jeździsz w programie „Gwiazdy tańczą na lodzie”, i charakteryzatora Huberta Grabowskiego.
Weronika Książkiewicz:
Obaj są bardzo sympatyczni. I nic poza sympatią mnie z nimi nie łączy.

- Czyli mówisz facetom „stop”? Bo nie wierzę, że wokół tak atrakcyjnej kobiety nie kręci się tłum adoratorów. A może chcesz teraz na dłużej zostać singielką?
Weronika Książkiewicz:
Na pewno nie. Mężczyźni mnie fascynują. Spotykając się z nimi, zawsze bardzo angażuję się uczuciowo. Jednak po pewnym czasie moja emocjonalność udziela się partnerowi (śmiech).                            

Maciej Kędziak / Party
Tagi: książka
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)