Tygrys golfa chowa pazury. Tiger Woods

Czy koty zawsze spadają na cztery łapy? Przykład Tigera Woodsa, genialnego „kociaka” golfa i jednocześnie najbardziej utalentowanego „drapieżnika” tego sportu pokazuje, że czasem upadek kończy się przetrąceniem nie tylko moralnego kręgosłupa, ale i całej kariery.
Czy koty zawsze spadają na cztery łapy? Przykład Tigera Woodsa, genialnego „kociaka” golfa i jednocześnie najbardziej utalentowanego „drapieżnika” tego sportu pokazuje, że czasem upadek kończy się przetrąceniem nie tylko moralnego kręgosłupa, ale i całej kariery.

Dopóki Eldrick „Tiger” Woods w wieku 3 lat nie wziął do ręki kija golfowego, zielony sport był popularny tylko wśród nielicznych. Dzięki czarnoskóremu maluchowi ta zapomniana i przez wielu uważana za nudną dyscyplina zaczęła być jedną z najciekawszych i mających największy kapitał, biorąc pod uwagę kwoty nagród, jakie co chwila wygrywał Tiger, ale także ogromne kampanie reklamowe, które towarzyszyły każdemu turniejowi, w którym się pojawił. To on zaczął przyciągać sponsorów i reklamodawców, a golf urósł do rangi sportu nie tylko dla bogatych snobów, ale i zwykłych ludzi. Pod względem golfowych rekordów był nie do pokonania. Powaliła go jednak zwykła ludzka słabość, nie mająca z kijem i piłką nic wspólnego.

Tygrys golfa chowa pazury. Tiger Woods
tigerwoods.com

Młodociany wirtuoz kija

Kije w rodzinie Woodsów odgrywały od początku dużą rolę. Ojciec Tigera, Earl Woods, grywał w młodości w bejsbol, za co na studiach dostał nawet stypendium. Po ukończeniu nauki został wcielony do armii, a po powrocie z Wietnamu, gdzie podczas służby poznał pułkownika Vuong Dang Pong pseudonim Tygrys, spłodził syna, któremu rok po narodzinach, gdy maluch trzymał w dłoni golfowy kij, nadał właśnie ksywę Wietnamczyka. Bo młody Eldrick bardzo, choć nie wiadomo dokładnie pod jakim względem, przypominał mu wojennego kolegę. W każdym razie kij raz wręczony małemu Tygryskowi do rąk nie dał rady się z nich wyciągnąć: młody geniusz golfa w wieku 3 lat uzyskał 48 punktów podczas Navy Golf Club organizującym turniej w kaliornijskim Cypress, 5 lat później wygrał Mistrzostwa Juniorów w najmłodszej grupie wiekowej, czyli w przedziale od 9 do 10 lat, choć pod względem wieku nie powinien się tam w ogóle znaleźć. 4 lata później osiągnął kolejny sukces: 68 uderzeń w kolejnym turnieju dla młodych. Tiger szedł jak burza przez pole golfowe, zbierając najlepsze trofea i coraz większy podziw publiczności. Dzięki złotemu dziecku golfa transmisje meczy golfowych zaczęły przyciągać przed ekrany telewizorów coraz większą publiczność, a co za tym idzie – reklamodawców. A młody Woods grał dalej: jako pierwszy w historii człowiek miał na koncie 3 zwycięstwa w turniejach golfowych amatorów w wieku 21 lat, a 8 lat potem mógł się poszczycić 9 sztukami tytułów mistrzowskich (pierwszy zdobył w 1997 roku, miał wtedy 21 lat). Potem szło jak z płatka i Tiger zdobywał co roku tytuł albo w PGA Championship (wygrał go zresztą aż 71 razy), albo British Open Golf, The Masters Tournament lub US Open Golf. Nie było na niego mocnych. Robił z piłeczką wszystko, co chciał i miało się wrażenie, jakby nią sterował myślami – bo to, co działo się na polu golfowym, zadziwiało wszystkich, zawodowców i amatorów. Lądowała tam, gdzie chciał i gdzie miała w danej chwili trafić. Można by długo mówić w samych superlatywach o jego genialnej grze, którą przede wszystkim cechował niesamowity spokój i skoncentrowanie – to, co powinno być podstawowym przymiotem każdego golfisty. Można powiedzieć, że nigdy się nie mylił: zarówno z siłą uderzenia, jak i jego kierunkiem. Nie dziwi więc zaskoczenie, jakim było ogłoszenie w 2008 roku rezygnacji z uprawiania golfa z powodu poważnej operacji więzadła krzyżowego. Wrócił jednak wcześniej, niż zapowiedział, nie odnosząc sukcesu podczas Matchplay Championship, ale już 29 marca 2009 roku podczas podczas turnieju Arnold Palmer Invitational obronił tytuł mistrza. Znów był na fali – sportowej i marketingowej.

Tygrys golfa chowa pazury. Tiger Woods
theproblemismen.com

„Ja albo golf, wybieraj”
Zdobywca wielu mistrzowskich tytułów Tiger Woods był również beneficjentem wielomilionowych kontraktów sponsorskich: pompowano w niego ogromne pieniądze, robiąc z niego jedną z najpewniejszych gwiazdorskich marek. Przyciągnął do siebie m.in. Gilette, Accenture, TAG Heuer (zaprojektowany specjalnie dla golfistów zegarek), Nike, General Motors, a on sam stał się jednym z najbardziej pożądanych celebrytów sportu. Był świetnym obiektem marketingowej gry: opanowany, genialny, nie będący bohaterem żadnego skandalu, czy to obyczajowego, czy sportowego, odnoszący wciąż sukces za sukcesem – nic tylko pompować w niego pieniądze, a jego twarzą sygnować swoje najlepsze produkty, bo kto nie chciałby się utożsamiać z kimś takim jak Tiger? Nikt się jednak nie spodziewał, że człowiek o tak nieskazitelnym wizerunku, ojciec dwójki dzieci i przykładny mąż szwedzkiej modelki Elin Nordegren, nagle wywróci tę nieskazitelną, elegancką opinię o 180 stopni. A wszystko zaczęło się pewnego listopadowego poranka ubiegłego roku.

25 listopada „The National Enquirer” zarzucił Woodsowi romans z Rachel Uchitel, menedżerką nocnego klubu. Woods, podobnie zresztą jak Uchitel, zaprzeczył doniesieniom tablodiu, ale ziarno niepewności zostało już zasiane. 27 listopada po południu jakby wbrew swoim wcześniejszym zapewnieniom wybiegł ze swego domu na Florydzie, wskoczył do samochodu, a następnie wyjechał nim z podjazdu, by chwilę później wylądować najpierw na przydomowym hydrancie, a  następnie na drzewie na końcu ulicy. Jego żona Elin wybiegła za nim, gdy samochód Woodsa wbił się właśnie w drzewo. Trzymała w ręku golfowy kij, którym – gdy dobiegła do cadillaca – rozbiła szybę w drzwiach od strony kierowcy, by, jak potem tłumaczył król golfa, pomóc mężowi wydostać się z samochodu. Całemu zdarzeniu tajemniczości dodał fakt, że po przyjeździe policji ani Woods, ani Nordegren nie chcieli udzielić żadnych informacji na temat zajścia, utrzymując, że to był wypadek. Wszystko wyjaśniło się, gdy na jego oficjalnej stronie pojawiło się oświadczenie, że z powodów prywatnych jest zmuszony zawiesić swoją karierę i udział w golfowych turniejach na czas nieokreślony – zmroziło to środowisko golfowe, ale plotkarskie tylko rozgrzało. W tym bowiem momencie rozpoczęła się krucjata mediów dotycząca odkrycia prawdziwego powodu odejścia z golfa Woodsa. Na efekty nie trzeba było długo czekać – powody same się znalazły. A na pewno same przyszły w postaci seksownych „pań do towarzystwa” do redakcji kilku tabloidów.

Bóg okazał się ułomnym człowiekiem
Tygrys golfa chowa pazury. Tiger Woods
To było jak bomba z opóźnionym zapłonem: skuszone wielotysięcznymi honorariami, na łamach magazynów zaczęły się wypowiadać dotychczasowe kochanki Woodsa, które bez zbędnych ceregieli opowiadały o tym, w jakich okolicznościach poznały Tigera, ile czasu z nim romansowały i „na jakich zasadach”. Czego nie było w zeznaniach tygrysich pań do towarzystwa... niemal wszystkie spośród 15 oficjalnych kochanek króla golfa zgodnie przyznają, że Woods był demonem seksu: chciał się kochać wszędzie i o każdej porze, zawsze znajdując wymówkę swojej nieobecności dla organizatorów meczy, sponsorów, a przede wszystkim rodziny. Zdradzał swoją żonę zawsze wtedy, gdy miał ku temu okazję, nawet we własnym domu, omijając jednak szerokim łukiem małżeńskie łoże. Woodsowi nie pozostało nic innego, jak wydać kolejne oświadczenie: 11 grudnia przyznał się do nałogowego wręcz zdradzania żony, która postawiła mu warunek: alb ona, albo golf, i przeprosił jednocześnie rodzinę za wykorzystanie jej zaufania. To był już jednak koniec Woodsa: i jako ojca rodziny, bo Elin złożyła już papiery rozwodowe (rodzina nie spędziła Bożego Narodzenia razem, żona wyjechała z dziećmi do rodzinnej Szwecji), i jako sportowca, bo wraz z jego przyznaniem się do notorycznych zdrad wycofali się po kolei wszyscy sponsorzy, zrywając wielomilionowe kontrakty z Woodsem. Nagle stał się „niegodnym przedstawicielem” żadnego z produktów, które reklamował swoim nazwiskiem. Nagle stał się zwykłym seksoholikiem, kimś niedoskonałym, zwykłym, ułomnym człowiekiem, który miał wszystko. Wszystkie jego dokonania na tle golfu spadły na dalszy plan, a na pierwszym najważniejsze były jego liczne podboje miłosne, tak skrzętnie ukrywane przez tyle lat. Czy wierzył, że te informacje nie wyjdą na światło dzienne? A może igrał z losem, myśląc o sobie w kategoriach niezniszczalnego boga, któremu wszystko uchodzi na sucho? Nie wiadomo.

Kim będzie Tiger Woods za kilka miesięcy? Tego nie wie pewnie on sam, ale nie takie rzeczy już wielkim i sławnym wybaczano. Historia jednak pokazuje, że do pewnych wartości trzeba dojść długą i ciężką drogą, ale upaść można w kilka chwil. A ludziom, którzy w ten sposób jak Woods upadają, nikt długo nie współczuje.

Fot. do zajawki: turbo.inquisitr.com
Fot. mała: mediaswirl.files.wordpress.com

Magdalena Mania
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)