Teri Hatcher

W moim życiu nie ma miejsca na niewłaściwych mężczyzn – przekonuje Teri. I marzy o kimś, kto by ją naprawdę zaakceptował.
/ 07.03.2007 14:06
Jeszcze niedawno gwiazda serialu „Gotowe na wszystko” zapewniała, że z nikim się nie spotyka. 42-letnia Teri Hatcher, dwukrotna rozwódka samotnie wychowująca córkę, tłumaczyła, że na seks bez miłości czuje się już za stara, a na nieudane romanse po prostu szkoda jej czasu. No, chyba że pojawiłby się ten właściwy facet...

W moim życiu nie ma miejsca na niewłaściwych mężczyzn – przekonuje Teri. I marzy o kimś, kto by ją naprawdę zaakceptował. Komu mogłaby w pełni zaufać. „Nie musi być milionerem, nie potrzebuję, żeby mnie utrzymywał, ale nie chcę być z kimś, za kogo będę musiała płacić rachunki w restauracji. Nie musi biegać w maratonach, ale niech nie będzie typem kanapowego leniwca. Potrzebuję kogoś, kto ma poczucie własnej wartości, jest miły, opiekuńczy, zabawny i lubi przygody. Jednym słowem, ma być doskonały!”, mówi.

Czy te wymagania spełnia 44-letni reżyser „Gotowych na wszystko” Stephen Kay? Gdy niedawno pojawili się razem, wywołali konsternację. Nic dziwnego, przecież dwa lata wcześniej Kaya łączył płomienny związek z 31-letnią Evą Longorią, serialową koleżanką Teri. Przepytywana przez dziennikarzy Longoria powiedziała jednak, że nie ma nic przeciwko romansowi Teri z jej byłym chłopakiem i że życzy obojgu dużo szczęścia. Wiadomo jednak, że w rzeczywistości wraz z Marcią Cross, Felicity Huffman i Nicollette Sheridan podejrzewają Teri o niecne zamiary. Myślą, że za wszelką cenę stara się ukraść im show. I że romans z reżyserem ma jej w tym pomóc. „Pewnie chce mieć wpływ na scenariusz, tak jak kiedyś Sarah Jessica Parker w serialu »Seks w wielkim mieście«, spekulują aktorki. Czy rzeczywiście Teri to tylko sprytna manipulatorka zżerana przez ambicję? Chyba jednak nie. Przecież nieraz już udowodniła, że w jej życiu liczą się uczucia i wiele może dla nich poświęcić.

Gotowa na wszystko
Teri Hatcher dobrze wie, co znaczy być zdesperowaną panią domu, bo była nią na długo, zanim dostała rolę w popularnym serialu. Jej pierwsze małżeństwo z trenerem fitness Marcusem Leitholdem nie przetrwało nawet roku. Z aktorem Jonem Tenneyem pobrali się w maju 1994 roku po dwuletniej znajomości i romantycznych zaręczynach. Jon padł przed nią na kolana w restauracji. A kiedy przyjęła oświadczyny, wszyscy wokół wiwatowali i składali im życzenia. Początek był udany, reszta mniej. Teri wspomina z goryczą: „Mam wrażenie, że w moim małżeństwie nie byłam dostrzegana. I że tkwiłam w nim o wiele za długo”.
Będąc w trzecim miesiącu ciąży, zagrała w „Jutro nie umiera nigdy” (była jedyną ciężarną dziewczyną Bonda w historii!). Jon był zazdrosny o jej sukcesy. Zarzucał jej, że kariera jest dla niej ważniejsza od szczęśliwego związku. Aż w końcu dla ratowania rodziny wyrzekła się aktorstwa i poświęciła wychowaniu córki. „Nie chciałam, żeby przeżyła to samo co ja w dzieciństwie. Mój tata był inżynierem, mama programistką komputerową, oboje pracowali zawodowo i nie mieli dla mnie czasu. Wychowywały mnie nianie”, tłumaczyła. Jednak nawet takie poświęcenie nie uzdrowiło jej małżeństwa. „Załamywałam się dopiero po położeniu córki spać”, mówi Teri. „Nigdy nie płakałam przy Emerson”, dodaje.
Po rozwodzie straciła poczucie bezpieczeństwa. Zaczęło jej brakować pieniędzy na rachunki. Wiązała koniec z końcem, występując w reklamie soli kąpielowych. Marzyła o powrocie przed kamerę, ale nikt jej nie chciał. Jej dawna sława z czasów serialu „Nowe przygody Supermana” dawno już zbladła. Nie wszyscy też pamiętali epizod z sitcomu „Seinfeld”, w którym powiedziała o swoich piersiach: „Są prawdziwe i spektakularne”. To zdanie drukowano potem na T-shirtach.
Musiała się wpraszać na castingi, przymilać reżyserom, przynosząc im na plan ciasta własnej roboty. Miała czterdziestkę na karku i ogarniała ją panika. Kiedy w 2004 roku Marc Cherry, twórca serialu „Gotowe na wszystko”, poszukiwał obsady do swojego filmu, Teri była na dnie rozpaczy. Może właśnie dlatego tak przekonująco wypadła na castingu? W każdym razie Cherry nie miał wątpliwości, że znalazł odpowiednią aktorkę. „Ona naprawdę jest zdesperowana, a poza tym potrafi jednocześnie bawić i wzruszać”, przekonywał Cherry. Intuicja go nie zawiodła. Teri szybko wyrosła na gwiazdę serialu. Znów stała się sławna i bogata. Zrozumiała, że dostała od życia drugą szansę. Postanowiła, że tym razem jej nie zmarnuje.

Idolka czterdziestolatek
Dziewczęca figura, energia nastolatki i najsmutniejsze oczy w Hollywood stały się jej znakiem firmowym. Teri sprawiła, że bycie 40-latką w Ameryce stało się modne. Dzięki niej tysiące kobiet w średnim wieku uwierzyło w siebie. Hatcher stała się idolką. Mimo że nie nosi butów od Manolo Blahnika, nie ma asystentki, rzecznika prasowego ani osobistego trenera czy terapeuty. Nie medytuje, nie zajmuje się kabałą, nie praktykuje jogi. Za to przestrzega diety i prowadzi zdrowy tryb życia. Jest przeciwna operacjom plastycznym. „Dla mnie to ważne, żeby móc zaakceptować siebie taką, jaka jestem”, przekonuje. O tym, że łatwo jej to nie przychodzi, świadczą problemy z wagą. Aktorka od dawna podejrzewana jest o anoreksję. Na niektórych zdjęciach wygląda na bardzo wychudzoną. „Obżeram się jak świnia”, dementuje plotki o swojej chorobie. Przy każdej okazji wtrąca zdania typu: „Czymże byłoby życie bez jedzenia? Uwielbiam hot dogi z kiszoną kapustą, do tego musztarda i smażona cebulka. No i piwo. Pycha!”
Historie wypisywane przez gazety na temat jej zwyczajów jedzeniowych bardzo ją irytują. „Być szczupłą a anorektyczką to dwie kompletnie różne rzeczy”, przekonuje. Pewien psycholog powiedział o Teri, że jest najchudszą z serialowych gospodyń, bo chce się w ten sposób ukarać, za to, że dostaje najwyższą gażę. „Takiemu psychologowi powinno się cofnąć licencję, dlatego że wypowiada się na temat zdrowia ludzi, którzy nie są jego pacjentami”, oburza się aktorka. „Nie wiem, czy zarabiam więcej od innych. Dostaję około 285 tys. dolarów za epizod, robię dokładnie to, do czego zobowiązałam się w kontrakcie”.

Nieśmiała i romantyczna
Sukces serialu sprawił, że Teri poczuła się spełniona.
Tylko w kontaktach z mężczyznami dręczy ją niepewność i właśnie w tym, jak twierdzi, najbardziej przypomina swoją serialową bohaterkę. „Kiedy kogoś spotykam, bardziej martwię się o to, czy on mnie polubi, niż czy ja polubię jego. Nigdy nie pomyślę o sobie, że jestem silna, ładna i ciężko pracuję. Gdzieś w środku drżący głosik wciąż pyta: »Jestem OK?«”
Od rozwodu w 2003 roku aktorka miała tylko przelotne romanse. Między innymi przypisywano jej flirt z George’em Clooneyem. Mieli się ponoć potajemnie spotykać we włoskiej restauracji. Ona w blond peruce, żeby jej nikt nie rozpoznał. „Owszem, zdarzało się, że jedliśmy razem kolację, ale jako przyjaciele”, zapewnia Teri. Raz paparazzim udało się ją przyłapać na sekretnej schadzce. Wiosną zeszłego roku prasę obiegły zdjęcia Teri na plaży w Malibu całującej się z młodszym od niej o dziesięć lat Ryanem Seacrestem, prezenterem telewizyjnym z amerykańskiego „Idola”. Pytana o to przez dziennikarzy, powiedziała: „Nie będę zaprzeczać, że ta na zdjęciach to ja, powiem tylko, że nie jesteśmy już razem”. I tak skomentowała swoje kłopoty z mężczyznami: „Nigdy nie byłam dobra w randkach. Mam problemy z nawiązywaniem znajomości. Nie nazwałabym siebie nieśmiałą, ale trudno się zaprzyjaźniam”.

Dość spalonych tostów!
Być może problemy Teri z ułożeniem sobie życia mają swoje źródło w dzieciństwie. W wywiadzie dla „Vanity Fair” wyznała, że w dzieciństwie była wykorzystywana seksualnie przez wujka, Richarda Stone’a. Koszmar zaczął się, gdy miała pięć lat. „Te wspomnienia na zawsze pozostaną w mojej pamięci”, zwierza się Teri. Jak większość wykorzystywanych dzieci, długo milczała. Parę lat temu przypadkiem znalazła wycinek z gazety. W ten sposób dowiedziała się, że jej wujek został aresztowany i oskarżony o seksualne wykorzystywanie trzech dziewczynek z sąsiedztwa. Jedna z nich popełniła samobójstwo. Hatcher postanowiła ujawnić swój dramat. Na dwa dni przed rozprawą złożyła obciążające go zeznania. „To była bardzo trudna decyzja, ale gdybym tego nie zrobiła, nie mogłabym spojrzeć sobie w oczy”. Stone trafił do więzienia na 14 lat. Bez udziału Teri ta sprawa zostałaby prawdopodobnie umorzona.
Wywiad dla „Vanity Fair” był początkiem publicznej spowiedzi aktorki. Od demonów dzieciństwa miała ją też wyzwolić niedawno opublikowana autobiografia nosząca tytuł „Burnt Toast” (Spalony tost). Ta metafora dotyczy jej rodzinnego domu. „Nie pamiętam, żeby moi rodzice kiedykolwiek rozmawiali o swoich uczuciach. Ciągle się kłócili, a ja marzyłam, żeby się wreszcie rozwiedli”, wspomina. Dziś Teri przekonuje kobiety, by nie bały się pragnąć dla siebie czegoś lepszego i by miały odwagę po to sięgnąć. „Wiele lat pracowałam nad tym, by nie być taka jak mama”, pisze Hatcher. „Teraz jak wszyscy mam lepsze i gorsze dni. Czasem wierzę, a czasem wątpię w siebie”. I dodaje: „Pod wpływem czasu człowiek się zmienia, staję się mądrzejszy. Przynajmniej mam nadzieję, że tak jest. Bo w innym razie, jaki sens miałoby starzenie się?”.

Jak w bajce?
W książce Teri nie obwinia swoich rodziców. Wierzy, że chcieli dobrze, ale nie zawsze im wychodziło. Ona zaś robi wszystko, by być dla swojej córki jak najlepszym wzorem. Wstaje codziennie o szóstej rano, żeby dziewięcioletniej Emerson zrobić śniadanie i zawieźć ją do szkoły. Kilka razy w tygodniu zabiera córkę na jazdę konną. Za dwa lata zamierza kupić jej konia. „Odwlekam ten moment. Chcę, żeby zasłużyła na nagrodę”. Emerson nie ogląda telewizji, za to często odwiedza mamę na planie filmowym. W wolnych chwilach pieką razem ciasto, idą na targ staroci albo na spacer z psem. Roczny spaniel Klaus należy do menażerii, którą tworzą również trzy koty, królik i ptaszek. „Cieszę się, że moja córka widziała, jak walczyłam z moimi lękami. Wie, że jestem kobietą, która boi się, a mimo to skacze na głęboką wodę. Był czas, kiedy czułam się jak nieszczęśliwa osoba w szczęśliwym świecie. Teraz czuję się szczęśliwa w szczęśliwym, choć skomplikowanym świecie. Może to nie jest bajka, ale ja niczego więcej nie pragnę”.

Tekst Magda Lenar/ Viva!
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)