POLECAMY

Susan Boyle: brzydkie kaczątko o niebiańskim głosie

Zdobyła w „Britain's got Talent” drugie miejsce, ale w wśród fanów jej wokalnego talentu była pełnoprawną zwyciężczynią show. Susan Boyle – kobieta, która z brzydkiej i zaniedbanej kobiety z pięknym głosem stała się najbardziej cenioną celebrytką w Wielkiej Brytanii.
Zdobyła w „Britain's got Talent!” drugie miejsce, ale w wśród fanów jej wokalnego talentu była pełnoprawną zwyciężczynią show. Susan Boyle – kobieta, która z brzydkiej i zaniedbanej kobiety z pięknym głosem stała się najbardziej cenioną celebrytką w Wielkiej Brytanii.

Susan Boyle: brzydkie kaczątko o niebiańskim głosie
www.healthmoneysuccess.com

Jest, a raczej była zakompleksioną, samotną, niską 48-latką przy kości, mając zrośnięte, krzaczaste brwi, burzę przeplatanych siwizną włosów, trzy podbródki, a nie mającą w sobie nic z wyglądu, jakiego można by się spodziewać po przeciętnej, ślicznej pod każdym względem gwieździe show-biznesu. Ale ma talent – piękny i niesamowity głos, którego większości gwiazdeczek właśnie brakuje. Susan Boyle to paradoks dzisiejszych czasów, w których kult piękna przebija kult prawdziwych i cenionych umiejętności artystycznych i udowadnia tym samym, że każdy, kto nie udaje tego, kim nie jest, a po prostu prezentuje to, co umie najlepiej i jest t coś naprawdę wartego uwagi, potrafi osiągnąć to, co było dla niego dotąd nierealne.

Urodziła się 1 kwietnia 1961 roku w małym szkockim miasteczku Blackburn jako najmłodsza z dziewięciorga rodzeństwa i do tego dotknięta, wskutek komplikacji porodowych, niedotlenieniem mózgu. Trudniej jej było z tego powodu uczyć się i zyskać akceptację wśród rówieśników, którzy widzieli, że Susan nie rozwija się tak normalnie, jak oni i próbowały ją za to „ukarać” tak dotkliwie, jak tylko potrafią dzieci: ciągłym wyśmiewaniem a nawet biciem. Jednak mimo braków intelektualnych Susan – podobnie zresztą jak pozostałe ośmioro jej rodzeństwa – od małego przejawiała talent muzyczny, ale ujawniał go tylko w swoim rodzinnym domu, ubogim i rządzonym mocną ręką ojca, weterana wojennego, ale mimo wszystko azylu, z którego poza wyjściami do szkoły niechętnie się ruszała. Może tylko do kościoła, w którym jako głęboko wierząca katoliczka uczęszczała do komunii, ale także do chóru – od 9. roku życia. Tam właśnie jej wokal dostawał pierwsze i jedyne muzyczne wykształcenie, a śpiewanie w grupie dawało jej swego rodzaju poczucie bycia potrzebną i lubianą mimo jej intelektualnych braków, braku urody i kompleksów. 

Podczas, gdy Susan kończyła szkołę i nadal udzielała się w chórze, jej rodzeństwo powoli wybywało z domu w Blackburn, aż w końcu została w nim ona i rodzice. I tak zostało na długie lata, bowiem najmłodsza z rodu Boyle'ów nie miała kompletnie ochoty ruszać się poza górnicze miasteczko. Niestety, w 1999 roku zmarł jej tata, zaś dwa lata temu mama. Pół roku nie mogła dojść do siebie, czuła, że wraz z odejściem mamy umarła ogromna część jej osobowości. Susan została sama i zrozpaczona, a kościół odwiedzała jeszcze częściej, szukając ukojenia w modlitwie i pomocy potrzebującym parafianom. Ta charytatywna działalność Susan, oprócz kota Pebblesa, który mieszkał z nią od kilkunastu lat, pomagała jej przezwyciężyć samotność po stracie matki.

Susan Boyle: brzydkie kaczątko o niebiańskim głosie
www.accesshollywood.com

Zamknięta w sobie, domatorka, stara panna z kotem – czy któraś z tych cech mogłaby kiedykolwiek spowodować, że Susan będzie jednak gwiazdą? I to światowego formatu? Raczej nie, ale stało się odwrotnie. A wpływ na to miała złożona mamie obietnica, że Susan nie zamknie się na zawsze we wnętrzu lodowatego kościoła i do końca życia będzie śpiewać tylko w chórze. Jej mama, podobnie jak cała rodzina, była pod wrażeniem zdolności najmłodszej z Boyle'ów, wszyscy w nią wierzyli i trzeba było z takim kapitałem wiary w talent kobiety i wsparciem coś zrobić. Więc Susan włączyła pewnego wieczoru telewizor i oglądając „Britain's got talent!” natrafiła na reklamę, która zapraszała do wzięcia udziału w kolejnej edycji show wszystkich tych, którzy uważali, że mają jakikolwiek talent. W sierpniu 2008 roku wypełniła więc formularz i czekała, co będzie dalej i... została zaproszona na pierwsze przesłuchanie.

21 stycznia 2009 roku pojawiła się w studio Scottish Exhibition and Conference Centre w Glasgow, ubrana w złotą, trochę niemodną już sukienkę, w której zjawiła się na ślubie brata, nieumalowana i z „gniazdem” siwo-brązowych włosów na głowie. Stremowana jak zwykle, zdenerwowana, niewierząca w siebie i przekonana o tym, że nie da rady. Ale gdy usłyszała inną próbującą swych sił na przesłuchaniu chórzystkę Faryl Smith, stwierdziła, że może jej się uda. Powstrzymała więc trzęsące się kolana, weszła żywym krokiem na scenę, stanęła na niej, uśmiechając się swoim zwyczajem przymkniętymi ustami, przedstawiła się i butnie stwierdziła przed komisją, że ma zamiar śpiewać jak Elaine Paige, wywołując tym samym lekkie „buuu” na widowni niedowierzającej marzeniom grubej panny ze zrośniętymi brwiami. Jeden z jurorów Simon Cowell przewrócił oczami, gdy usłyszał, że Susan ma 47 lat, a gdy nietypowo jak na swoją nieśmiałą osobowość zaczęła ponętnie kręcić biodrami, zapewniając, że wiek to tylko jedna z jej zalet, co potwierdziły pierwsze słowa piosenki „I dreamed a dream” z musicalu „Nędznicy”: potężny i piękny głos Susan powalił wszystkich w studio, diametralnie zmieniając stosunek nastawionej do kobiety z początku niechętnie publiczności i zdystansowanym sędziom.

Amanda Holden biła brawo na stojąco, publiczność wiwatowała i piszczała z radości, Piers Morgan nie miał wątpliwości, że Susan swoim występem sprawiła ogromną niespodziankę wszystkim oglądającym go i na widowni, i w jury, a Simon Cowell stwierdził, że może wracać do swej wioski z głową podniesioną mocno do góry, bowiem dostała najmocniejsze „3 razy tak”, jakie kiedykolwiek padło ze strony jury show. Susan zastepowała ze szczęścia i skryła się za kurtyną, myśląc już – choć jeszcze z niedowierzaniem – o kolejnym etapie w „Britain's got talent!”. Udowodniła sobie i innym, że ma talent i spełniła tym samym obietnicę złożoną mamie, która zawsze w nią wierzyła. A film z jej występem obejrzało od 11 do 13 kwietnia ponad 3 miliony „youtube'owców”, co tylko potwierdziło narodziny nowej gwiazdy.

Susan Boyle: brzydkie kaczątko o niebiańskim głosie
www.accesshollywood.com

Gdy wróciła do Blackburn, „zaczęło się”: wszyscy sąsiedzi i inni mieszkańcy miasteczka zaczęli pukać do jej drzwi i gratulować niesamowitego występu w show, a nawet oferować się z robieniem dla niej zakupów. Pod jej domem zaczęli również pojawiać się dziennikarze zarówno z telewizji jak i prasy, robiąc z nią dzień w dzień masy wywiadów. Nie poznawała własnego domu i ludzi, z którymi do tej pory nie łączyło ją nawet powitalne „dzień dobry”. Gdy wyjeżdżała na kolejne eliminacje do Londynu, miała już masę przyjaciół, których poznała w rodzinnym miasteczku dopiero po 49 latach mieszkania w nim. Była podekscytowana i szczęśliwa, że jej życie powoli zmienia się w jakąś bajkę.

Co było potem? Niesamowity półfinał, który coraz bardziej pewna siebie Susan wygrała szturmem, tylko potwierdzając swoją „operową powinność” i dzięki zabiegom stylistów pokazując się od strony atrakcyjnej czterdziestolatki, a następnie finał. Ostatni występ, niemal z góry przesądzony i mający wytypować Boyle na zwyciężczynię tej edycji show, okazał się jednak wielką porażką wokalistki: przegrała bowiem z taneczną grupą Diversity i nagle, wskutek tej porażki, wszystko zaczęło się walić. Dosłownie jak domek z kart. Wskutek wielkiego stresu, jaki odczuła podczas i po finale, trafiła do szpitala psychiatrycznego ze stwierdzonym załamaniem nerwowym, prasa, do tej pory zachwycona szkockim Kopciuszkiem, zaczęła pastwić się nad jej słabą psychiką, brakiem profesjonalizmu i masą innych rzeczy, które nagle zaczęły być ważniejsze niż jej prawdziwy talent. Nie była gotowa na porażkę, a nie wiadomo też, jak zareagowałaby, gdyby wygrała, skoro nie radziła sobie, co prawda z negatywnymi emocjami, ale równie jak prawdopodobna wygrana mocnymi. W szpitalu spotkała się jednak ze zrozumieniem nie tylko personelu: sam Gordon Brown przesłał jej życzenia szybkiego powrotu do zdrowia, co chyba tak dobrze poskutkowało, że Susan była na nogach już po kilku dniach pobytu na oddziale. Porażka w show jednak była wyjątkiem, bowiem od razu po wyjściu ze szpitala pojawiła się propozycja trasy koncertowej, a następnie nagrania płyty, w czym pośredniczył sam Simon Cowell. Susan zgodziła się bez dwóch zdań, czując, że tym razem się uda. I w rzeczy samej udało!

 Susan Boyle w Britain's Got Talent! 
 Susan Boyle w Britain's Got Talent! 


23 lata marzeń o własnym krążku wreszcie się spełniły: 23 listopada w sklepach pojawiła się pierwsza płyta Susan Boyle mająca znaczący dla całej jej kariery tytuł: „I dreamed a dream”. Jak mówi, chciała nagrać piosenki, które zawsze dużo dla niej znaczyły i dlatego na jej albumie pojawiło się tytułowe nagranie „I dreamed a dream”, które podbiło serca wszystkich, którzy oglądali jej pierwsze nagranie w studio w Glasgow, a także „Amazing Grace”, „Cry me a river”, „Wild horses”, „You'll see” z repertuaru Madonny, „Who I was born to be”. Produkcją płyty zajął się Steve Mac, który wypromował Leonę Lewis i Westlife, i także z promocją talentu Susan trafił w dziesiątkę: z początkiem grudnia okazało się, że longplay Susan „wymiata” wszystkie świąteczne składanki, jakie pojawiły się w tym samym czasie na półkach sklepów i bije wszystkie rekordy popularności. Mimo chłodnego przyjęcia albumu przez krytyków, którzy stwierdzili, że album jest za „mdły” i nie ma wyrazistego stylu, to i tak najważniejsze są gusta fanów, kupujących płytę i zachwycających się talentem Susan bez cienia jakiejkolwiek negatywnej oceny. Po prostu udało się komuś, kto nie pasował do wzorca ideału kobiety, a raczej piosenkarki  show-biznesu, młodej, szczupłej i seksownej, ale z talentem wokalnym mającej mało wspólnego. Osobie bliskiej przez to, że normalnej, zwyczajnej i po prostu naturalnej. W sposobie bycia i śpiewie.

Sama Boyle jest bardzo zadowolona z płyty, która odzwierciedla jej muzyczne zainteresowania, a także osobowość, ale przede wszystkim wokalistka czuje się o wiele szczęśliwsza niż przed rokiem. Nagle bowiem okazało się, że nieśmiałość można przezwyciężyć i zdobyć góry dzięki postawieniu wszystkiego na jedną kartę. Wyjście ze swojej skorupy zawsze się opłaca, trzeba tylko wykorzystać daną od losu szansę – Susan przekonuje więc wszystkich tych, którzy chcą coś zmienić w swoim życiu, że skoro jej się udało, to może każdemu. A mając wsparcie i sympatię wszystkich ludzi na świecie, którzy znają ją zaledwie z telewizji, może teraz jeszcze więcej, nie przejmując się negatywnymi opiniami mediów – załamać się po raz drugi już nie ma zamiaru, a przede wszystkim powodu.

Magdalena Mania
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (4)
/4 lata temu
Boże, miej Susan w opiece i pozwól jej śpiewać dla nas jak najdłużej.
/9 lat temu
idealny dowód na to, że marzenia sie spełniają piękny głos!
/9 lat temu
nawet nie przypuszczałam, ze miała takie nędzne życie, należy jej sie wreszcie uznanie i szacunek
POKAŻ KOMENTARZE (1)