Bilguun Ariunbaatar fot. Łukasz Ziętek/ SHOOTME

Skąd się wziął Bilguun Ariunbaatar

Czy ściągnął do nas prosto ze stepów Mongolii? Miał trzy żony, a w Polsce szuka czwartej? Czarny koń „Tańca z gwiazdami”, urodzony komik o nieprzeniknionej twarzy.
/ 16.11.2011 06:34
Bilguun Ariunbaatar fot. Łukasz Ziętek/ SHOOTME
Bilguun – dla przyjaciół Bil – jaki jest, każdy widzi. I takim go Polacy polubili. Innych wcieleń podobno nie ma i gotów przysiąc, że mówi samą prawdę i tylko prawdę. Że nie stroi sobie żartów, nie opowiada bajek, nie konfabuluje, nie podbarwia.

Zadebiutował w telewizji półtora roku temu w „Szymon Majewski Show”, zdążył zadać wielu celebrytom bezceremonialne pytania, teraz w nowym programie „HDw3D Television” prowadzi serwis informacyjny. I tańczy w 13. edycji „Tańca z gwiazdami”, udowadniając w każdym odcinku, że ma talent, poczucie rytmu i wdzięk. Żartowniś, dowcipniś, jajcarz. Ciekawe, czy się na dobre zadomowi na naszych ekranach, czy okaże się salonowym meteorem, który równie szybko zniknie, jak się pojawił. A może za jakiś czas objawi się w nowym zaskakującym wcieleniu? 

– Żałuję, że już nie brylujesz z mikrofonem po salonach, jak w „Szymon Majewski Show”. Byłeś postrachem celebrytów, sam Kuba Wojewódzki przed Tobą umykał.
Bilguun Ariunbaatar:
I udało mu się uciec. Mnie też brakuje brylowania po imprezach z mikrofonem U1Bator w ręku, bankietów i premier. Ale dostałem awans. Siedzę w studiu, komentuję, politycy do mnie przychodzą, ale z chęcią bym robił i to, i to.

– Nie politycy, tylko ich sobowtóry, a to różnica.
Bilguun Ariunbaatar:
Przyjdą jeszcze prawdziwi, zobaczy pani. Fajny program ten „HDw3D Television”, szkoda tylko, że szef Mike Majewski nie płaci.

– Jakoś wychodzisz na swoje. Tańczysz przecież w „Tańcu z gwiazdami”, i to od ilu tygodni.
Bilguun Ariunbaatar:
Tańczę, bo chciałem schudnąć. Miałem kompleksy, za gruby brzuch. Na razie straciłem tylko pięć kilo. Mogłoby być więcej, ale nadal jem za dużo węglowodanów: chleba, ziemniaków, makaronów.

– Kawał chłopca z Ciebie, apetyt musiał Ci zawsze dopisywać.
Bilguun Ariunbaatar:
Mam 183 centymetry wzrostu, w moim pokoleniu to normalne. Mongołowie jedzą dużo mięsa, dlatego są duzi. Jak byłem mały, jadłem dużo khuushuura – pierogów z mięsem smażonych w oleju. Przepadam za nimi. W środku jest mięso i taki… tryskający sosik, jak się je ugryzie. Jestem smakoszem, nie przeczę.

– Twoje imię znaczy coś w języku mongolskim? Może „jedzący dużo pierożków”?
Bilguun Ariunbaatar:
Nie, jest bardziej prorocze. Moja babcia twierdzi, że Bilguun to „ten, co przynosi dobre wiadomości”. Marzę, by być wziętym reporterem. Dlatego przyjechałem do Polski na wymianę reporterską.

– Kogo za Ciebie wymienili?
Bilguun Ariunbaatar:
Wojciecha? Zaraz, zaraz… jak on się nazywał. Wojciech Pijanowski. Był taki ktoś?

– Był. Mówił: „Magda, pocałuj pana”.
Bilguun Ariunbaatar:
Tego nie wiem. Wiem, że kręcił Kołem Fortuny. Pewnie teraz tam też czymś kręci. Tak słyszałem.

– A Ty kręcisz tutaj… całkiem sprawnie. I chyba nie jesteś sam. Czy mnie się zdaje, że Twoi rodzice z jakąś dziewczynką byli na sali podczas Twojego występu?
Bilguun Ariunbaatar:
Prawda, byli raz na widowni „Tańca z gwiazdami” z moją siostrą. Zaprosiłem ich, przyszli, obejrzeli, powiedzieli, że było fajnie. Wszyscy panowie z aparatami tłoczyli się, żeby im zrobić zdjęcia. Rodzice są lekarzami i tak dużo pracują, że na co dzień mało ich widzę. Mama też jest tutaj w ramach wymiany. Leczy dotykiem i szpilkami.

Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>


– Akupresurą.
Bilguun Ariunbaatar:
A tata – krzykiem.

– Już nawet się nie zastanawiam, dlaczego Ci nie wierzę. Hmmm… Powiedziałeś mi, że jesteś tu parę lat, a ktoś odkrył, że podobno jesteś w Polsce od ósmego roku życia, a latek masz ponoć 23.
Bilguun Ariunbaatar:
Nieprawda, tylko pani powiedziałem prawdę. Jestem w Polsce pięć lat, z czego trzy w show-biznesie. I wcale nie jestem tu z całą rodziną, bo w Mongolii zostali moi bracia i dziadek. Może ich tu kiedyś przywiozę, może zagrają w polskiej drużynie.              

– Pochodzisz z wielodzietnej rodziny?
Bilguun Ariunbaatar:
Skądże, mam tylko sześciu braci i jedną siostrę. Najstarszy brat, Boldsukh, jest lekarzem i gra w piłkę nożną w mongolskiej narodowej reprezentacji w piłce nożnej, drugi, Batzorigt, jest piekarzem i też gra w narodowej reprezentacji piłki nożnej, trzeci, Bukhchuluun, jest myśliwym i gra w reprezentacji piłki nożnej, czwarty, Batchuuluun, jest skarbnikiem, trzyma nasze pieniądze i też gra w piłkę w reprezentacji piłki, piąty, Bagakhuu, jest młynarzem i też gra w reprezentacji, a szósty, Amarfargal, nie gra, bo jest hydraulikiem. Bo jak niby hydraulik może grać w piłkę?

– Wyjaśnijmy jeszcze jedną nieścisłość: pewien raper ostatnio ujawnił, że mówiłeś przy nim nienaganną polszczyzną. Zupełnie niepodobną do tej, jaką się posługujesz na co dzień.
Bilguun Ariunbaatar:
Ale są w polskim słowa i zdania, które mi lepiej wychodzą niż inne, bo są łatwiejsze. Ostatnio tak dużo słuchałem  piosenek Libera i Mezo – najlepszych raperów w Polsce – że nauczyłem się ich na pamięć. Od nich wziąłem parę zdań i mu wyrecytowałem. Może myślał, że ja sam z siebie jestem taki zdolny? A to tylko cytat. Bardzo bym chciał pięknie mówić po polsku. Jak politycy w telewizji. 

– Czy mnie się zdaje, że Ciebie naprawdę nie można wyprowadzić z równowagi? Afronty przyjmujesz z uśmiechem.
Bilguun Ariunbaatar:
Trudno mnie zdenerwować, to prawda. W Polsce trochę się denerwowałem, jak mi gwiazdy uciekały. W Mongolii wkurzałem się tylko w jednej sytuacji – gdy zbierałem krowie placki…

– Wiem, na opał, bo w Mongolii kompletnie nie ma drzew.
Bilguun Ariunbaatar:
Trzeba je zbierać. Denerwowałem się zawsze, bo zbieram, zbieram i nagle trafiam na świeży, co się nie zdążył zeschnąć. Okropne, bo do wody daleko. One nawet mają dobry zapach, podobny do kadzideł. Tylko smak nie tak dobry. Poznałem go jako dziecko, w Mongolii każde dziecko go zna. Taka inicjacja, bym powiedział.

– Jaki kraj, taka inicjacja.
Bilguun Ariunbaatar:
My mamy też inną inicjację – fryzjerską. W Mongolii jak dziecko ma dwa lata, strzyże mu się głowę do gołej skóry, żeby wzmocnić włosy. Jeden dziadek mi powiedział, że jest polskie przysłowie: „Proste jak włos Mongoła”.

– Co robiłeś u siebie w kraju, nim tu przyjechałeś? 
Bilguun Ariunbaatar:
Byłem reporterem. Robiłem wywiady z hodowcami owiec, jaków, reportaże o produkcji kumysu, bo u nas się mówi, że zamiana mleka w kumys to czysta alchemia.


– Wiem, kumys – napój narodowy z lekką zawartością alkoholu. Pijecie go ponoć od dziecka po kilka, kilkanaście litrów na dobę.
Bilguun Ariunbaatar:
Na dzień, nie na dobę! Ja też go lubię, ale jak się go dużo pije, to się dużo siedzi w toalecie. Raz moja babcia wypiła 20 litrów, ale jej jakoś nic nie było. Taka wprawa chyba przychodzi z wiekiem.

– Nasze kraje bardzo się różnią. Mongolia jest pięć razy większa, a ma dwa miliony mieszkańców.
Bilguun Ariunbaatar:
Wypada po jednym człowieku na jeden kilometr kwadratowy. Wszędzie się można osiedlić, obowiązuje prawo ziemi.

– Bilguun, słyszałeś kiedyś o Steffenie Möllerze, który krzewił przyjaźń polsko-niemiecką? To taki Niemiec, który dostał za to kupę odznaczeń od ministrów i ambasadorów obu krajów. I napisał książkę.
Bilguun Ariunbaatar:
Słyszałem o nim. Chcę krzewić przyjaźń polsko-mongolską, ale chciałbym być sławniejszy niż Steffen Möller. Więcej, ja chciałbym być sławniejszy od Czyngis-chana. Ale to niemożliwe, bo był moim praprapraprapradziadkiem.

– A co to za powód? Był najpłodniejszym kochankiem w historii, to może być powód. Cytuję: „jeden na 12 Azjatów, to znaczy jeden na 200 mieszkańców Ziemi posiada chromosom Y pochodzący z Mongolii z czasów Czyngis-chana. Genetycy uważają, że wojownicy Czyngis-chana rozprzestrzenili ten chromosom, dokonując gwałtów i grabieży na terenie całej Azji. Niektórzy naukowcy sugerują, że chromosom Y pochodził od samego Czyngis-chana”.
Bilguun Ariunbaatar:
Wychodzi, że pani też może pochodzić od niego. I że w sumie wszyscy jesteśmy bracia i siostry.

– Drogi bracie, udało Ci się ukończyć w ojczyźnie jakieś szkoły?
Bilguun Ariunbaatar:
Pewnie! Moją specjalizacją było strzelanie z łuku w MOIS – to Wyższa Narodowa Szkoła Mongolska. Po mongolsku: Mongol Ornii Ikh Surguuli. Dostałem dyplom i tatuaż.

– Skąd ta akurat specjalizacja?
Bilguun Ariunbaatar:
Bo byłem dobry. Potrafiłem z łuku zastrzelić bawoła.

– Akurat.
Bilguun Ariunbaatar:
Naprawdę! Mogę potem pokazać zdjęcia. A tu, w tym miejscu, mam nawet bliznę od częstego naciągania łuku (na zadbanym wskazującym palcu prawej dłoni o aksamitnej, nawilżonej, gładkiej skórze Bilguun pokazuje mi kompletnie niewidoczny ślad).

– Masz aksamitne rączki, gładsze niż moje. Nie wierzę, by strzelały, strzygły, pasły, doiły. Owce, jaki, bawoły, cokolwiek.
Bilguun Ariunbaatar:
To dlatego, bo dbam o nie. Ja je moczę w kumysie!

– Kumys kumysem, ale…
Bilguun Ariunbaatar:
To naprawdę nabiał bardzo pomocny ludziom. Jak komar ugryzie albo pszczoła, wtedy się go wciera, żeby się szybko zagoiło.

– Początki w Polsce były trudne? Miałeś z czego żyć? 
Bilguun Ariunbaatar:
Miałem, z pieniędzy babci.

– Babcia, widzę, to Twój prawdziwy duch opatrznościowy. Kto Ci pierwszy powiedział, że masz talent estradowy, jesteś ujmujący i działasz na Polaków antydepresyjnie?
Bilguun Ariunbaatar:
Jasne, że pierwsza była babcia, potem Szymon Majewski. Poszedłem do niego na casting i Szymon powiedział: „Nadajesz się”. Babcia wiedziała, co mówi, była tu gwiazdą medialną, zagrała księżniczkę mongolską u samego Jerzego Hoffmana. Jest w „Potopie” taka scena, gdy leży ze strzałą w oku. Trzeci rząd, pośrodku. Całe 14 klatek. Podczas zjazdów rodzinnych zawsze puszczamy sceny z babcią, taka tradycja. I bijemy brawo.


– Tęsknisz za Mongolią? Kiedy ostatnio tam byłeś?
Bilguun Ariunbaatar:
Dwa miesiące temu. Pojechałem doglądać swoich owiec, jaków i żon. To znaczy trzoda należy jeszcze do mojego dziadka, ale żony są moje. Pani na pewno wie, że chcę sobie w Polsce znaleźć czwartą żonę. 

– Coś mi się obiło o uszy. Twierdzę, że kręcisz, bo sprawdziłam. Mongolii nie ma na liście krajów poligamicznych.
Bilguun Ariunbaatar:
Ja tam nikomu nic nie mówiłem, a one się zgadzają. Pewnie nie wiedzą, dogadujemy się dobrze.

– Władzom nic do tego?
Bilguun Ariunbaatar:
Nie mamy władzy. Mamy pole, na które nikt nie wchodzi. I jurtę, gdzie nikt nie przychodzi. I tak sobie spokojnie żyjemy, jak przed wiekami.

– Przed wiekami, owszem, było wielożeństwo, którym zachwycał się Marco Polo. W XIII wieku można było mieć w Mongolii tyle żon, ile było się w stanie ich utrzymać. Ale trzeba było utrzymać także ich matki.
Bilguun Ariunbaatar:
Marco Polo to jakiś sławny piłkarz?

– Nie. Podróżnik, co zjechał świat wzdłuż i wszerz, i tak powstało „Opisanie świata”.
Bilguun Ariunbaatar:
Aaaa… To taki Wojciech Cejrowski.

– Trafne, Cejrowski sprzed wieków. Marco Polo zachwycał się, że kobiety mongolskie są bardzo wierne swojemu mężowi, ale pierwsza żona (i jej dzieci) była uznawana za bardziej prawowitą i godniejszą niż inne.
Bilguun Ariunbaatar:
Wszystko jakieś pokrętne u tego Cejrowskiego. U mnie wszystkie żony mają po równo. Na dzieci jeszcze nie mam czasu, bo dużo reportaży do zrobienia.  

– To po co Ci czwarta żona? Żebyś jeszcze bardziej nie miał czasu?
Bilguun Ariunbaatar:
Przyda się. Musi być silna, żeby dobrze mogła oporządzić konia. Nawet jak tu dalej będę mieszkał, będziemy jeździli do Ułan Bator. Trzeba doglądać gospodarstwa, no i muszę pilnować żon, żeby nie uciekły. Jak już od pani wiem, że to niezgodne z prawem, lepiej, żeby się nie dowiedziały. Odkąd tańczę z Janją, coraz częściej o niej myślę.

– To może się jej oświadczysz?
Bilguun Ariunbaatar:
Już się jej pytałem, czy zechce zostać moją czwartą żoną, ale mówi tylko: „Zobaczymy”.

– Jest nadzieja. Dziewczyny się do Ciebie zalecają?
Bilguun Ariunbaatar:
Nie, nigdy. Przecież zawsze jestem w pracy. Jestem reporterem.

– Podobno Twoi rodacy wcale Cię nie lubią, uważają, że ich ośmieszasz.
Bilguun Ariunbaatar:
Nieprawda. Ze wszystkimi rozmawiam, trzymają za mnie kciuki w „TzG”. Byłem w ambasadzie i pan konsul też był zadowolony, że Mongolia jest dzięki mnie bardziej znana w Polsce. I mam nadzieję, że dobrze kojarzona.

– Jesteś kilka lat w Polsce i zobacz, do czego doszedłeś. Jaka rozpoznawalność! Strach pomyśleć, co będzie dalej, dokąd dojdziesz, co osiągniesz?
Bilguun Ariunbaatar:
Chcę być najlepszym reporterem. Takim jak Tomasz Lis. I napisać książkę, na przykład „Co z tą Mongolią?”. Albo otworzę restaurację jak pan Adamczyk, co gra w każdym filmie. Z pierożkami mongolskimi. Albo… niech pomyślę… Kariera polityczna też wchodzi w grę. Może kiedyś założę własną partię?

Rozmawiała Liliana Śnieg-Czaplewska
Zdjęcia Łukasz Ziętek/ SHOOTME
Stylizacja Estera Tymińska,
Agnieszka Bonas
Makijaż Zosia Krasuska/D’vision Art
Scenografia Dorota Boruń
Produkcja Ula Szczepaniak

Redakcja dziękuje za wypożyczenie konia firmie ADAX, www.adax.waw.pl.
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)