Sarah Jessica Parker fot. ONS

Sarah Jessica Parker trendsetterką

„Sarah wyprowadza się z Manhattanu!” – piszą brukowce. Ale czy to możliwe? Kultowa mieszkanka Nowego Jorku nie może tak po prostu opuścić Wielkiego Jabłka! I to na chwilę przed premierą drugiej części „Seksu w wielkim mieście”.
/ 20.05.2010 13:45
Sarah Jessica Parker fot. ONS
Charles Street w West Village na Manhattanie, najdroższej z dzielnic Nowego Jorku. Niskie ceglane domy, dużo zieleni. Cisza, spokój? Skądże. Tłok i gwar. Codziennie rano wyspa przeżywa prawdziwy exodus – nowojorczycy z innych części miasta śpieszą tu do pracy. Ulica wygląda jak wybieg – co druga kobieta ma na nogach szpilki od Choo, Blahnika, migają czerwone podeszwy tych od Louboutina. Szerokie spodnie w stylu Lauren Hutton, afrykańskie tuniki, niesamowita biżuteria. Tu bije puls mody. To widać, to czuć. Nic dziwnego. Codziennie rano Charles Street przemierza ONA, ikona stylu dla tysięcy kobiet na całym świecie. Sarah właśnie odprowadza do szkoły starszego synka. Ciemne okulary, czapka na blond włosach, najmodniejsza różowa torebka Diora. Rozgląda się, czy w okolicy nie natknie się na rozwrzeszczane fanki albo ukrytych za samochodami paparazzich. Tak jest od lat, od kiedy w serialu „Seks w wielkim mieście” zagrała Carrie Bradshaw, szaloną felietonistkę singielkę. I nie zanosi się, żeby cokolwiek miało się zmienić.

Żegnaj, Nowy Jorku?
„Parker kupiła dom w Hamptons!”, „Parker opuszcza Nowy Jork!”, grzmiały niedawno nagłówki gazet. A na forach internetowych rozgorzała dyskusja. Internauci i fani serialu protestowali: „Sarah, nie możesz nam tego zrobić. Przecież Nowy Jork bez ciebie nie będzie już tym samym Nowym Jorkiem”, „Nie pozwólcie wyprowadzić się swojej najsłynniejszej mieszkance!”. Parker mieszka tu niemal od zawsze. Urodziła się w Ohio, ale gdy miała kilka lat, razem z rodziną przeprowadziła się do najsłynniejszego miasta świata. Czy wtedy myślała, że kiedyś stanie się jego symbolem? Tak jak Wall Street, SoHo czy Piąta Aleja. Na szczęście, wbrew plotkom, nie ma zamiaru rezygnować z tego miana. „Tak jak Carrie nie wyobrażam sobie życia poza Nowym Jorkiem. Tu się wychowałam, tu mieszkają moja rodzina i przyjaciele. Chcę, żeby moje dzieci tutaj dorastały. Kiedy potrzebuję się zrelaksować, po prostu spaceruję bez celu. To miejsce mnie odpręża, sprawia, że odzyskuję spokój”, zapewnia.

Spacerkiem po Manhattanie
Miliony fanów „Seksu w wielkim mieście” marzą o jednym – by choć na jeden dzień znaleźć się w Nowym Jorku i podążyć śladem zwariowanej felietonistki Carrie Bradshaw, albo, co też jest możliwe – Sarah Jessiki Parker. Za jedyne 40 dolarów mogą wsiąść do specjalnego autobusu, który przez ponad trzy godziny będzie ich woził po wszystkich, kultowych już miejscach z serialu. Przystanek pierwszy: dom w West Village, w którym mieszka Carrie, zresztą nieopodal apartamentu Sarah Jessiki Parker; drugi przystanek – galeria, gdzie pracowała Charlotte; odwiedzą też piekarnię Magnolia Bakery czy słynną restaurację Eleven Madison Park, w której Mr. Big powiedział Carrie, że jest zaręczony z inną kobietą.

Jest też droższa opcja: za 15 tysięcy dolarów można pomieszkać przez kilka dni na Manhattanie, zupełnie tak jak bohaterki „Seksu…”. Wynajęty szofer luksusową limuzyną zrobi objazd po najdroższych domach towarowych Saks i Barneys New York. Koniecznie trzeba zajrzeć do ekskluzywnych butików, gdzie Carrie/Jessica kupuje swoje szałowe ciuchy od znanych projektantów. Po ciężkim dniu nagroda – kolacja w restauracji Pastis i Balthazar. Choć cena za tę eskapadę wydaje się ciut zawyżona, chętnych nie brakuje.

Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>


Wariant najtańszy, ale równie przyjemny. Można po prostu przespacerować się ulicami tak jak główne bohaterki, zrobić zakupy w tych samych sklepach co one i pomarzyć przy słynnym drinku Carrie, Cosmopolitan, o własnym Mr. Bigu.

Wracamy na Charles Street. Odkąd rozpoczęły się długo oczekiwane zdjęcia do drugiej filmowej części „Seksu...”, Sarah Jessice Parker (podobnie zresztą jak podczas kręcenia pierwszej) towarzyszył kilkusetosobowy tłum. Tak bardzo dezorganizowało to plan dnia, że ekipa poruszała się po ulicach miasta w otoczeniu policjantów.

Biblia samotnych trzydziestolatek

Do czasu pojawienia się na ekranach „Seksu w wielkim mieście” na dźwięk słowa singielka włączało się automatycznie myślenie: 30-letnia samotna kobieta musi być nieszczęśliwa. Serial pokazał, że singielki, owszem, szukają miłości, ale broń Boże nie są ani samotne, ani tym bardziej nieszczęśliwe. Carrie i jej trzy przyjaciółki: prawniczka Miranda (Cynthia Nixon), marszandka Charlotte (Kristin Davis) i specjalistka od PR Samantha (Kim Cattrall) przy różowym drinku Cosmopolitan, w najlepszych knajpach w mieście, dyskutowały o najmodniejszych teoriach socjologicznych, psychologicznych i najbardziej zabójczych szpilkach na świecie. Wnikliwie analizowały obowiązujące trendy w sztuce, a także życie seksualne swoje i swoich znajomych. Ich równolatki przed telewizorami z zapartym tchem słuchały, jak ich idolki zastanawiały się, na której randce można iść do łóżka i jakie zalety ma wibrator. Zadawały fundamentalne pytania: „Dlaczego trzydziestoparoletni facet jest postrzegany jako kawaler i playboy, a kobieta w tym samym wieku jako potencjalna stara panna?”. I próbowały znaleźć na nie odpowiedzi. Bez hipokryzji i otoczki mieszczańskiego kodeksu moralnego. Właśnie dlatego od pierwszego odcinka „Seks…” stał się biblią współczesnych 30-latek.

A Carrie Bradshaw – idolką. A mantrą powiedzonka bohaterek: „Jaja są dla faceta tym, czym torebki dla kobiet” albo „Komu potrzebny facet? Mam ciasteczko i zjem ciasteczko”.

Być trendy
W nowojorskiej siedzibie telewizji HBO do sklepu z serialowymi gadżetami dostarczono nowe rzeczy. Nic nie sprzedaje się lepiej niż parasolka, z którą Carrie biegała po mieście, czy naszyjnik z wygrawerowanym imieniem, jaki nosiła w jednym z odcinków. Teraz już nie wystarczy kupić kubka z napisem „Sex and the City”. Teraz, żeby być trendy, trzeba mieć taki sam kubek, jaki miała Carrie.

To przecież ona wyznacza trendy, niezmiennie od czasu, kiedy w 1998 roku rozpoczął się pierwszy sezon „Seksu...”. Buty od Manolo Blahnika i Jimmy’ego Choo stały się najbardziej pożądanym obiektem fashionistek dzięki niej. Wydać 550 dolarów na jedną parę? Czemu nie, w końcu Carrie tak robi, myślały kobiety. „Lubię moje pieniądze w miejscu, w którym mogę je widzieć… wiszące na wieszakach w mojej szafie”, mówiła. Święte słowa! A skoro tak, podążały za nią inne kobiety. I tak jak Carrie wydawały pół pensji na wymarzone ciuchy czy dodatek. W takiej oprawie o wiele lepiej rozmawiało się o seksie. I innych palących tematach – ależ tak, przecież bohaterki serialu tak naprawdę nie mają tematów tabu. „Czy my jesteśmy po prostu romantyczne inaczej, czy jesteśmy dziwkami?”, pyta Carrie przyjaciółki.
I choć Parker zaprzecza, że jest podobna do Carrie, nietrudno doszukać się podobieństw. „Carrie stawia na karierę i dobrą zabawę. A że przy okazji jest nieco rozwiązła? Nie ma w tym nic złego. Ale ja jestem zupełnie inna”, mówiła.


W tym względzie prawdopodobnie miała rację. Choć tak jak jej bohaterka, Parker ma za sobą burzliwe związki, między innymi z Robertem Downeyem Jr. (rozstała się z nim z powodu jego uzależnienia od narkotyków) czy z Johnem Kennedym Jr., który stał się pierwowzorem Mr. Biga, ukochanego Carrie. Zanim poznała swojego męża Matthew Brodericka, jak Carrie mogła powiedzieć: „To jest jak zagadka Sfinksa, dlaczego jest tak dużo wspaniałych niezamężnych kobiet i żadnych wspaniałych wolnych facetów?”. Znów święte słowa...

Moda na… matkę zastępczą

Gdy zdumionym dziennikarzom ogłosiła, że zostanie matką bliźniąt, ale sama nie urodzi, bo wynajęła zastępczą matkę, podniosła się wrzawa. Być może autorytety moralne i Kościół mają rację, że tylko naturalne poczęcie jest zgodne z literą prawa boskiego i naturą, ale tysiącom kobiet spragnionym macierzyństwa pokazała, że jest inna droga, by go doświadczyć. Do tej pory łatwiej przychodziło ludziom zaakceptować to, że kolejna gwiazda adoptuje dziecko, niż to, że Parker i jej mąż Matthew Broderick zapłacili 150 tysięcy dolarów obcej kobiecie – surogatce, by nosiła w łonie ich potomka. „Wiele rozmawialiśmy z Matthew o tym, że chcielibyśmy jeszcze mieć dzieci. Adopcja nie wchodziła w grę. Zdecydowaliśmy się na matkę zastępczą. Gdy okazało się, że będziemy mieli nie jedno, ale dwoje, nie posiadaliśmy się z radości”. Złośliwi twierdzą, że to dlatego, że chęć utrzymania nienagannej figury, dotrzymania zawodowych kontraktów i... zatrzymania przy sobie męża (państwo Broderick przeżywali wtedy małżeński kryzys spowodowany zdradą Matthew) spowodowały taką decyzję. Niezależnie od powodów, a najprawdopodobniejszy jest jednak ten, że 45-letnia Parker w wyniku komplikacji poporodowych nie mogła mieć więcej dzieci, mimo miażdżącej krytyki, oboje przełamali kolejne tabu.

Setki pytań
Z rozpuszczonymi włosami, w białej krótkiej sukience, złotych szpilkach od Louboutina i z błyszczącą torebką pojawia się na ulicy Carrie. Próbuje zatrzymać taksówkę. Wokół niej jak zwykle tłum. To fani przyszli zobaczyć, jak pada pierwszy klaps „Seksu w wielkim mieście 2”. Gdy kończy się ujęcie, zaczynają się owacje, pokrzykiwania. Każdy chce znaleźć się jak najbliżej Sarah. Wiadomo też, że rzeczy, w których wystąpiła w tej scenie, sprzedadzą się na pniu.

Nic dziwnego. Fani kochają „Seks w wielkim mieście”, bo 1) zmienił spojrzenie na seks, miłość, związki; 2) był i nadal jest wyrocznią w sprawie tego, co i gdzie się je, jakie drinki się pije i czym się pachnie. Bo oczywiście najważniejsze jest znaleźć odpowiedzi na dręczące wszystkich pytania: czy Carrie będzie miała dziecko, a może rozpadnie się jej związek z Mr. Bigiem (gdy spotka dawną miłość), co się zdarzy u Charlotte, Mirandy i Samanthy? Ale równie ważne jest, żeby dowiedzieć się, po jakie ciuchy udać się do sklepu i jaką sobie zrobić fryzurę.

Tekst Katarzyna Zwolińska

Współpraca  Gabriela Czerkiewicz