Sandra Bullock i Jesse James

Gwiazda i robotnik o kryminalnej przeszłości? Czemu nie?
„To nie może się udać. Tych dwoje zbyt wiele różni”, mówili na początku ich przyjaciele. A jednak związek hollywoodzkiej gwiazdy i mechanika samochodowego,
potomka słynnego zabijaki z Dzikiego Zachodu, zmierza ku finałowi na ślubnym kobiercu.
Oboje słyną z dyskrecji. Jesse, zagadywany co pewien czas przez dziennikarzy, odpowiada zdawkowo: „Nie będę mówił o Sandrze Bullock”. A gdy do pary zbliża się jakiś paparazzi, znany z porywczości Jesse lojalnie uprzedza: „Albo zaraz odejdziesz, albo nie ręczę za siebie”. I towarzystwo z aparatami pierzcha w okamgnieniu.
Związek Sandry i Jesse’ego trwa od grudnia 2003 roku i ma się dobrze. Jesse kupił swojej dziewczynie pierścionek zaręczynowy z brylantem w jednym z salonów jubilerskich w Los Angeles. A Sandra nigdy dotąd nie była tak pewna, że trafiła na mężczyznę swojego życia. „Jestem już gotowa na ślub i na dzieci z Jessem”, wymknęło jej się podczas jednego z wywiadów. Jest tylko jeden drobiazg – Jesse musi najpierw rozwieść się z drugą żoną, aktorką filmów porno specjalizującą się w seksie z kobietami – Janine Lindemulder.

Banda wymoczków
„Czyżby to desperacja 40-letniej kobiety?”, komentują złośliwi nowy związek Sandry. Chyba nie. Sandrze nigdy nie brakowało adoratorów. Uznana za jedną z czołowych podrywaczek w Hollywood, nie narzekała na brak powodzenia. Na liście jej zdobyczy znaleźli się między innymi Tate Donovan, piłkarz Troat Aikman, montażysta Donald Padilla, aktorzy Matthew McConaughey, Jason Patrick, Ryan Gosling, Ben Affleck, kolarz Lance Armstrong i muzyk rockowy Bob Schneider. Podczas premiery „Dwóch tygodni na miłość” krążyły nawet plotki o związku aktorki z Hugh Grantem. Romansowe gierki, jakie Sandra i Hugh prowadzili poza planem, służyły jednak tylko promocji filmu. „Świetnie się bawiliśmy, prowokując do plotek”, powiedziała Sandra, gdy prawda wyszła na jaw.
Wszyscy mężczyźni, z którymi się wiązała, mieli jednak kilka cech wspólnych. Przeważnie spotykała ich na planie filmowym, a uczucie pryskało w zderzeniu z normalnym życiem. Poza tym byli o kilka lat młodsi i w pewien sposób od niej uzależnieni. Różnica między nią a Ryanem Goslingiem, którego Sandra poznała na planie „Śmiertelnej wyliczanki”, wynosiła lat 17. Kiedy się poznali, ona miała lat 39, on – 22. Najpoważniej wyglądał związek z Matthew, który trwał aż trzy lata, ale w końcu i on się rozpadł. Sandra odeszła, bo nie mogła znieść tego, że Matthew we wszystkich sprawach musi radzić się mamusi.
Sandra zawsze dominowała. Pełniła rolę nie tylko kochanki i przyjaciółki, lecz także matki. W przypadku Schneidera - także żywiciela rodziny, bo Bob jako początkujący artysta zarabiał grosze. Matkuje im zresztą do dziś. Ze wszystkimi swoimi byłymi chłopakami pozostaje w przyjaźni, pamięta o ich urodzinach i wysyła im prezenty. A kiedy trzeba, biegnie z pomocą.

Śrubokręty i szpachle...
Dość długo Sandra radziła sobie z tą sytuacją całkiem nieźle. W końcu nigdy nie była hollywoodzką lalunią, lecz typem wysportowanej kumpelki z sąsiedztwa. Jeszcze w dzieciństwie matka, niemiecka śpiewaczka Helga, wbijała jej do głowy, żeby w życiu liczyła tylko na siebie. Dlatego Sandra, mimo że wychowywała się w cieplarnianych warunkach, jako 21-latka wsiadła do swojego rozpadającego się samochodu i ruszyła na podbój Nowego Jorku. Chwytała się wszystkich możliwych prac, by zarobić na lekcje aktorstwa. „Naprawdę lubiłam pracować jako kelnerka. Lubiłam być także barmanką, bo w barze jest jak na filmowym planie. Nie lubiłam jedynie pracować jako szatniarka”, zwierzyła się w jednym z wywiadów.
Sandra nie lubi się stroić. Kiedyś powiedziała nawet dosadnie, że na ogół ubiera się „jak świnia”. Ale, jak twierdzi, dzięki temu nie musi dbać o linię, a jeść lubi bardzo. Jest chyba jedyną hollywoodzką gwiazdą, która nawet przed Oscarami pałaszuje hamburgery i ukochane lody. „Wszystko, czego mi potrzeba, to pokój z łazienką i trochę ciszy, żeby odpocząć”, kwituje. Dlatego, gdy po premierze filmu „Ja cię kocham, a ty śpisz” właściciele hotelu w Nowym Jorku bez uzgodnienia zarezerwowali dla niej całe piętro, zrobiła dziką awanturę – nie chciała być traktowana wyjątkowo.
Sama wykonuje wiele niebezpiecznych scen w filmach. Do swojej roli w „Speed: niebezpieczna szybkość” zrobiła specjalne prawo jazdy na autobusy i ciężarówki. Do „Miss Agent” szkolili ją prawdziwi agenci FBI, by umiała obezwładnić przeciwnika i błyskawicznie założyć mu kajdanki. Trenowała też kick boxing. „Jestem trochę jak Schwarzenegger. Kocham ruch, grę ciałem, to mój prawdziwy żywioł”, twierdzi Sandra. I dodaje: „Jestem kobietą z blizną. Mam blizny, między innymi po upadku w górach, kiedy głową uderzyłam się o skałę, złamany nos po wypadku na planie »Ja cię kocham, a ty śpisz«”.
Mało kto wie, że jedną z największych pasji Sandry jest majsterkowanie. „Z moim ojcem wykonałam własnoręcznie kawał pracy w domu. Oskrobałam ściany i położyłam kafelki”, opowiadała dumnie o remoncie domu w Austin w Teksasie, dokąd uciekła po „Miss Agent 2” z nielubianego Los Angeles. Potrafi też położyć tapety i zbijać półki. Wiertarką posługuje się tak samo sprawnie jak pilniczkiem do paznokci, a ludzie, którzy nie wiedzą, do czego służy śrubokręt, po prostu ją irytują.
Spotykając się więc z „dzieciuchami”, stroniła od wszelkich deklaracji. Twierdziła, że jeśli wyjdzie za mąż, będzie to raz jeden i na zawsze. Tęskniła za facetem, na którym mogłaby się oprzeć. Który zaimponowałby jej odwagą i siłą.

Garażowy potwór
Takim właśnie jak Jesse James, potomek legendarnego bandyty z Dzikiego Zachodu o tym samym imieniu, który napadał na banki, rabował i mordował. Dziś Jesse junior to w USA już postać legenda. Powszechnie znany jest jako spec w branży motocyklowej i gospodarz dwóch show o motoryzacji. Pasjonat, który konstruuje najwyższej klasy choppery i inne motocykle na słynne rajdy Daytona Beach. Dla takich sław i przyjaciół, jak Kid Rock, Keanu Reeves czy Michael Jordan. Jedno cacko zbudowane przez Jesse’ego kosztuje nawet 150 tysięcy dolarów. Niektóre zaś to prawdziwe dzieła sztuki. Jesse miał propozycję wstawienia kilku motocykli do Muzeum Guggenheima w Nowym Jorku, ale odmówił. „To są rzeczy do jeżdżenia, a nie oglądania. Guggenheim, schmugenheim”, stwierdził bez żalu.
W jednym ze swoich show Jesse pokazuje, jak konstruuje swoje motory, w drugim – „Monster Garage” – bawi się w przekształcanie maszyn do zupełnie innych celów. Przerobił już szkolny autobus na ponton, samochód policyjny na maszynę do robienia pączków, by amerykańscy policjanci, którzy wciąż piją kawę i zagryzają donutsy, na służbie nie musieli wysiadać z wozów, a porsche w maszynę do zbierania piłek golfowych. W ciągu pięciu lat emisji program Jesse’ego wciąż utrzymuje się na pierwszym miejscu w rankingu oglądalności na Discovery Channel.
Jednak by stać się tym, kim jest, Jesse przeszedł ostrą szkołę życia. Rodzice rozwiedli się, gdy miał pięć lat. Został z ojcem, który już od ósmego roku życia kazał mu pracować w swoim biznesie. Jesse nie miał nic. „Jesteś głodny – mówił do mnie stary – to sobie skombinuj żarcie. Chcesz coś czystego na grzbiet, to sobie upierz”. Jesse zaczął kraść samochody i już jako nastolatek został aresztowany po raz pierwszy w Long Beach w Kalifornii. Miał kuratora. I prawdopodobnie zostałby kryminalistą, gdyby nie pasja. Zaczął pracować jako mechanik starych samochodów i to go wzięło. Jednak do dziś nosi w sobie ślady dawnych czasów. Nie tylko tatuaże (imię Sandry jest na nadgarstku), lecz także porywczość. Zdenerwowany Jesse podobno potrafi uderzyć każdego. Nawet kobietę.

Bije i kocha
To jednak nie wystraszyło Sandry. Już przy pierwszym spotkaniu oboje poczuli, że są dla siebie stworzeni. Aktorka była gościem w „Monster Garage” ze swoim chrześniakiem. Jesse zaprosił ją na obiad i ku swojemu ogromnemu zdziwieniu usłyszał: „Chętnie”. By zaimponować hollywoodzkiej gwieździe, przyjechał na randkę kupionym od znanego zapaśnika Billa Goldberga sportowym porsche. Ale wielkich nadziei sobie nie robił. Podobno jednak tuż po spotkaniu zwierzył się przyjacielowi: „Nie sądziłem, że będziemy mieli ze sobą aż tak wiele wspólnego”. Natomiast Sandra stwierdziła: „Kiedyś myślałam, że swoje życie mogłabym spędzić tylko z kimś pokroju Hugh Granta. Ale gdy teraz wspominam Hugh, zdaję sobie sprawę, że on był bardziej dziecinny niż ja”.
Na razie para zamieszkała razem i spędza ze sobą praktycznie każdą wolną chwilę. Przyłapani przez paparazzi podczas wakacji na Hawajach, wyglądali na bardzo zakochanych. Jeśli więc nie zajdzie nic nieprzewidzianego, Sandra zostanie żoną niezłego rozrabiaki. Kiedy? Dziś trudno przewidzieć. Pewne jest tylko to, że dziennikarze nie będą zaproszeni, a państwo młodzi pojadą do ślubu jakimś niezwykłym pojazdem. Może maszyną do robienia pączków? A może chopperem? W końcu to najukochańszy motor Jesse’ego.

Magda Łuków/ Viva

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)