Robbie Williams

Miał wszystko: sukces, sławę, pieniądze i... uzależnienia od alkoholu i narkotyków. Czy teraz, gdy udało mu się wyzwolić z nałogów, zazna trochę szczęścia?
/ 16.03.2006 16:57
Mam mnóstwo pieniędzy. Mogę kupić, co chcę. Ludziom się zdaje, że muszę mieć wspaniałe życie, ale tak naprawdę jest ono okropne – mówił jeszcze niedawno. I zapowiadał, że bez namysłu zrezygnowałby ze sławy i splendorów, gdyby znalazł kobietę, z którą udałoby mu się założyć rodzinę.
Stracił ochotę na podbijanie kolejnych rynków muzycznych, życie w ciągłej podróży, stresie i szybki seks z fankami gotowymi na wszystko. „Już nie pamiętam, kiedy miałem seks, jak należy. Jakieś dziewięć na dziesięć dziewczyn, które przychodzą do mnie na noc, to dziewczyny, których nawet nie chcę oglądać rano. Więc nie ma to sensu. Bezduszny seks sprawia, że zaczynasz sam siebie nienawidzić”, twierdził. Od kiedy skończył 30 lat, marzy o stabilizacji i gromadce dzieciaków.

Grubas we mnie
Jednak do niedawna szanse na to były minimalne. Nie z powodu braku powodzenia. Owszem, jako młody chłopak Robbie nie miał specjalnego wzięcia. Grubszy od kolegów, dyslektyczny, nie wzbudzał szczególnego zainteresowania dziewczyn. „Wyglądałem jak prosię, miałem największy brzuch w szkole i wstydziłem się wyjść na plażę”, mówił. Z czasem bał się nawet do nich podchodzić, by nie dostać kosza. „Jak zobaczyłem dziewczynę, która mi się naprawdę podobała, zapominałem języka w gębie”, wspomina Robbie.
Ale od czasu wstąpienia do boysbandu w wieku lat 16 sytuacja Robbiego zmieniła się. Mimo że nie był tak urodziwy, jak pozostali członkowie zespołu, a w szczególności drugi solista Gary Barlow, nie brakowało kobiet, które chciały związać się z nim na dłużej. Nic jednak nie wychodziło z tych związków. Bynajmniej nie z powodu nieokiełznanego apetytu na seks, jak sam twierdził. Czy też skłonności homoseksualnych, które mu przypisywano.

Niewinne złego początki
Żadna kobieta nie mogła z nim dłużej wytrzymać, bo już wtedy Robbie zaczął mieć problemy z alkoholem i narkotykami. Początkowo z ich pomocą dodawał sobie kurażu przed koncertami. „Kiedy wchodzę na scenę, czuję się, jakbym miał zbroję, coś, co mnie chroni. Ale co dzieje się przedtem! Czuję się naprawdę fatalnie. Każdy show to dla mnie wysiłek. Przed każdym jestem po prostu chory, bo mam wyjść na scenę”, zdradzał.
Potem zaczął sięgać po alkohol i narkotyki także po zejściu ze sceny, by rozładować stres i uczcić udany koncert.

Córka brytyjskiego polityka lorda Colwyna, Jacqui Hamilton-Smith, która była jedną z większych miłości Robbiego, wytrzymała z nim tylko rok. Rok 1996, który Robbie przeleżał niemal w większości w łóżku. „Pudełka po papierosach, tygodniami niezmieniana pościel, walające się wszędzie butelki po wódce”, tak sam opisywał tamte czasy. Jeśli już zdarzało mu się wyjść z domu, od razu trafiał do najbliższego pubu, skąd trzeba było go wynosić.
Udana kariera solowa tylko pogłębiła problemy Robbiego. Po założeniu spółki twórczej z wybitnym tekściarzem Guyem Chambersem i pierwszych sukcesach, Robbie zamknął się w klinice odwykowej Wiltshire na sześć tygodni. Po kilku miesiącach wrócił jednak do dawnego trybu życia.

Matki, niańki i sprzątaczki
„Dzień zaczynałem od butelki wina i działki kokainy, potem była whisky z lodem i mogłem pracować”, wspominał Robbie. Najczęściej kładł się do łóżka o piątej nad ranem i spał co najmniej do południa. A kolejne partnerki uciekały od niego jeszcze szybciej niż Jacqui. Aktorka Anne Friel już po dwóch tygodniach, Mel C po dwóch miesiącach, wokalistki Andrea Corr i Geri Halliwell po kilku randkach, Joely Richardson po miesiącu, prezenterka telewizyjna Tania Strecker i publicystka Victoria Schweizer – po trzech. Romanse z Kylie Minogue czy Nicole Kidman były wymyślone na użytek mediów. Kylie, z którą Robbie nagrał „Sing When Your Winning”, tylko na scenie sprawiała wrażenie zakochanej. Po występach zawsze szukała wymówek, by nie spotkać się z Robbiem prywatnie. Napawał ją odrazą.
Tylko związek z Nicole Appleton, z którą Robbie był przez cały 1998 rok, mógł skończyć się ślubem. Piosenkarka zaszła jednak w ciążę. Za namową swojej wytwórni zdecydowała się na aborcję. All Saints, które właśnie miało podbić rynek muzyczny, nie mogło czekać, aż Nicole urodzi. Dla Robbiego był to straszny cios. „To dziecko było moim ratunkiem”, powiedział. Nigdy nie pogodził się z tą stratą. Nienarodzone dziecko ochrzcił w myślach imieniem Grace.

Cały ten zgiełk
Do stałych problemów Robbiego wkrótce doszły depresje. Zaczął sięgać po leki antydepresyjne i wkrótce nie mógł już funkcjonować bez Effexoru. Kiedy w 2002 roku podpisywał rekordowy jak na brytyjski przemysł muzyczny kontrakt z EMI na 120 milionów dolarów i wszyscy mu zazdrościli sławy i pieniędzy, on myślał już tylko o swojej samotności i lękach.
Pytany o plany na wieczór, odpowiadał: „Pójdę do sex shopu, potem w pokoju hotelowym zamierzam sam siebie wykorzystać, a później możliwe, że odetnę sobie kawałki ciała, usmażę i zjem”. W rzeczywistości noce spędzał w jednym pokoju z rosłym ochroniarzem. Znów pojawiły się plotki o homoseksualnych skłonnościach Robbiego, a on nie miał ochoty ich dementować. Mawiał: „Mam gdzieś, że niektórzy myślą, że jestem gejem. Sam się nad tym zastanawiałem – to normalne, kiedy się dorasta. Całowałem się nawet z facetem, ale na tym koniec. Może jeszcze spróbuję, jeśli jakiś mężczyzna mnie zafascynuje”. Na dodatek mało co go już podniecało. „Mam ochotę na wyuzdany seks z moimi fanami i prostytutkami”, pisał w swojej biografii „Feel”.

Intensywna terapia
Kiedy patrzył na siebie w lustrze, widział samotnego, zapijaczonego grubasa. Postanowił raz jeszcze naprawić swoje życie.
Dwa lata temu uciekł do USA. Zaszył się w pięknej posiadłości na wzgórzach Hollywood, zniknął z okładek tabloidów. Wiadomo było jedynie, że Robbie pracuje nad kolejną płytą. Że na miejsce Guya znalazł innego tekściarza Stephena Duffy’ego. I będzie to prawdopodobnie jeszcze lepszy materiał muzyczny od „Escapology”. Że spotyka się czasami z kobietami. Po Rachel Hunter, która przez pół roku prowadzała go na spotkania Anonimowych Alkoholików, Robbie umawiał się z Valerie Cruz, gwiazdą amerykańskiego serialu „Nip/ Truck”. Choć i tym razem skończyło się na kilku lunchach i wyjściach na zakupy.
Ale dopiero niedawno wyszło na jaw, że piosenkarz przeszedł też kurację w jednej z klinik w Los Angeles. Szczegóły walki, jaką stoczył, poznamy wkrótce. „Zacząłem spisywać swoje wspomnienia, kiedy odbywałem terapię w Los Angeles. Przyjaciel podsunął mi pomysł, żebym pokazał je producentom filmowym, a im się to spodobało”, mówi.
Dziś wiadomo, że terapia zakończyła się sukcesem. Robbie nie pił i nie brał narkotyków już co najmniej od roku. I nie sięgnął nawet po nie, kiedy po dwóch latach przerwy musiał wyjść na scenę i stanąć twarzą w twarz z wielomilionową publicznością.
Przed Live Aid 8 niemal umierał ze strachu. Jak mantrę powtarzał sobie, że artyści tej miary, co Madonna czy Brad Pitt, którzy szykują się do występu tuż obok, to przy nim zera, żeby dodać sobie animuszu. Nie był pewny, czy bez pomocy środków pobudzających obudzi się w nim ten drugi Robbie, sceniczny, i jak zwykle porwie tłumy. Udało się, jest więc szansa, że tym razem uda mu się wytrwać w trzeźwości.

Kto mnie pokocha?
Wokalista przyznaje, że wciąż musi walczyć o siebie. Obok potrójnego espresso i papierosa na śniadanie musi brać leki antydepresyjne. „Próbowałem uwolnić się od antydepresantów wielokrotnie. Ale chyba moje ciało się od nich uzależniło. Może nigdy nie będę mógł ich odstawić. Pewnie nie można mieć wszystkiego”, podsumowuje.
Wciąż boi się samotności. Oprócz służby, zawsze mieszka z nim kilkoro przyjaciół, w tym Chris Heath, dziennikarz, z którym spisywał wspomnienia do „Feel”. I wciąż ma nadzieję, że uda mu się założyć rodzinę. „Właściwie w życiu dostałem wszystko, oprócz miłości”, mówi. I pyta z nadzieją: „Może któraś wytrzyma z takim facetem, jak ja?”.

Magda Łuków/ Viva!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)