POLECAMY

Recepta dla doktora House'a

Cynik, do bólu szczery, nie zastanawiający się nad tym, czy swoimi słowami kogoś zrani. Dla niego ważny jest nie człowiek, którego leczy, ale związana z nim zagadkowa choroba. Układanie puzzli z symptomów, diagnozowanie przyczyny, triumf w postaci wyleczenia. Poznaj doktora Gregory'ego House'a - najlepszego fikcyjnego diagnostę na świecie.
Cynik, do bólu szczery, nie zastanawiający się nad tym, czy swoimi słowami kogoś zrani. Dla niego ważny jest nie człowiek, którego leczy, ale związana z nim zagadkowa choroba. Układanie puzzli z symptomów, diagnozowanie przyczyny, triumf w postaci wyleczenia. Poznaj doktora Gregory'ego House'a - najlepszego fikcyjnego diagnostę na świecie.

Recepta dla doktora House'a
fot. house.download-tvshows.com

Objaw nr 1 - po trupach do celu
Tak naprawdę jest świetnym lekarzem. Nie ma dla niego diagnozy niemożliwej, nie poddaje się, gdy kolejne objawy choroby u pacjenta nie dają się wyleczyć lekami - dla niego to kolejna część zagadki, którą musi rozwiązać. Przy okazji obrażając rodzinę chorego, jego samego, swoich pracowników - byleby uzyskać najlepszy wywiad środowiskowy. Bo przecież "wszyscy kłamią" - a już tym bardziej zwijający się z bólu pacjent. Dlatego najlepszym dowodem na wszelkie urazy chorego jest jego ciało, poligon doświadczalny dla House'a. A im dłużej może się bawić w Pana Boga, tym ciekawiej dla niego.

Objaw nr 2 - szczerość do bólu
Jego sposoby leczenia są niekonwencjonalne - dla niego nie istnieje ryzyko, bo to właśnie inwazyjne metody leczenia przynoszą najlepsze skutki. Reakcja chorego ciała jest szybka, dlatego im szybciej zaaplikuje mu się kontrowersyjny zabieg, tym lepiej. Nie udaje, że jakiś lek może spowodować zapaść - to tylko potwierdzi jego teorię, albo ją wykluczy i pozwoli zastosować kolejną metodę. Szpitalny detektyw nigdy nie pocieszy, zawsze poniży, udowadniając, że miłość bliskich, ich przywiązanie i wsparcie nie mają nic wspólnego z fizycznością ludzkiego ciała. W niczym nie pomagają, są jedynie pustymi frazesami, utartą konwencją społeczną, która ludziom mydli oczy. Dlatego jest szczery do bólu. Bo według niego szczerość jest lepsza niż pocieszanie - ona przynajmniej nie boli tak bardzo jak życie w otoczeniu słów typu "wszystko będzie dobrze". Hipokryzja to ostatni sposób zachowania, jakie by w sobie mógł zaszczepić.

Objaw nr 3 - izolacja
Sam się z pacjentami nie spotyka. Gdyby nie zespół lekarzy, z którymi rozpracowuje każdy przypadek i którzy wykonują wszelkie zlecone przez House'a badania i jednocześnie relacjonują stan zdrowia pacjenta, nie wiedziałby nic. A tak, dzięki burzy mózgów w sali diagnostycznej, która jest dla niego główną motywacją do analizy, wie wszystko, nie widząc głównej "ofiary". Wiąże się to z przekonaniem o kłamliwości pacjentów - więc po co ma z nimi rozmawiać, choroba powie mu więcej, ale i ze zwykłym nieakceptowaniem kontaktów z ludźmi. Nie lubi tego, bo uważa niemal całą ludzkość za chodzące skretynienie, które wytyka napotkanym w szpitalu ludziom na każdym kroku. Zachowuje tym samym potrzebny dystans - im mniej kontaktów z ludźmi, tym mniej zmęczenia ludzką głupotą, a już na pewno zerowa możliwość nawiązania z kimś szczerej relacji, która skutkuje prędzej czy później zawodem i zranieniem. Dlatego nie wiąże się ze swą przełożoną Lisą Cuddy, do której wyraźnie coś czuje, a rozmowy w jej gabinecie traktuje jak sport, zaś uwagi dotyczące jej głębokiego dekoltu pozwalają mu przemycić delikatne sugestie, które nigdy nie wejdą w życie. Taki flirt to właśnie bezpieczny brak zobowiązań wobec innych.

Recepta dla doktora House'a
fot. house.download-tvshows.com

Objaw nr 4 - odrobina słabości
Jego umiejętności podtrzymywania pozytywnych relacji międzyludzkich są równe zeru. Nie potrzebuje nikogo, jest singlem po przejściach. Jednak ma przyjaciela. Jest nim James Wilson, onkolog, który ma równie cięty dowcip jak diagnosta. Wilson jest jednak przeciwieństwem House'a: ciepły, bardziej empatyczny, tym samym życzliwszy dla ludzi, rozumie ich strach przed chorobą i dlatego nie zakazuje im wiary w to, co przynosi im ulgę w cierpieniu, choćby było nie wiadomo jak naiwne. To Wilson tłumaczy House'owi jego uczucia: "miętę" do Cuddy, nieprzebrzmiałą miłość do swojej dawnej narzeczonej, zainteresowanie Alison Cameron, jego podwładną, udowadniając, że House po prostu boi się zaangażować i pragnie tylko jednego - pozostać nieszczęśliwym, bo tak się już przyzwyczaił, bo bez tego nie byłby sobą, właśnie tym geniuszem medycznym. Brak zaangażowania daje mu pożądany w fachu (i w życiu) obiektywizm. Wilson jednak stara się - nadaremnie co prawda, ale taka jego rola - przekonać House'a, że świat nie jest taki zły, jak go sobie wymyślił House. Za takie "trucie" Greg jednak się systematycznie odcina, wyszukując kolejne romanse szpitalne przyjaciela, który sam nie jest ideałem: zdradzał swoje żony i co rusz wikła się w kolejne nieudane związki z pielęgniarkami, wiedząc z góry, jak się zakończą. Obaj są szczerzy wobec siebie i to właśnie ich łączy - nienormalna wręcz relacja przyjacielska, która mimo poważnych zawirowań, zawsze wychodzi obronną ręką w scenariuszu. Wystarczy być prawdziwym, niczego nie udawać. House mówi Wilsonowi, w jak bardzo zakłamanym światku ten żyje, Wilson odparowuje, że sam House udaje zakutego w skorupę, nieczułego chama i despotę.

Objaw nr 5 - lekarz-pacjent
A co najlepsze - House sam jest pacjentem. Uwięzionym w niesamowitym, stałym bólu mięśnia uda, łykający przeciwbólową wikodynę, od której jest uzależniony. Przeżywszy zawał mięśnia uda (House nie zgodził się na amputację nogi, dzięki czemu uniknąłby cierpienia), który przykuł go do końca życia do laski i jednocześnie określenia "kaleka", kuśtyka przez korytarze szpitalne, co rusz sięgając po mocny środek przeciwbólowy. Gdy próbuje odstawić wikodynę, czuje się jak na odwyku. Wraca do nałogu, bo ból nie daje mu żyć, a co najważniejsze - logicznie myśleć i leczyć ludzi. Jego siłą napędową jest właśnie ta noga - wydaje się, że bez tego bólu i jego ciągłego uśmierzania nie byłby tak genialny, jak jest. Sam budzi współczucia u obcych ludzi, ale go nie chce - on sam czuje się przez nie właśnie lepszy. Wykorzystuje ludzką słabość do sympatii dla kalek, by prosto z mostu ponownie potwierdzić, jak złudna ona jest.

Diagnoza - nieuleczalnie skuteczny ironista
Kim jest tak naprawdę doktor Gregory House? Kimś, kogo nie chcielibyśmy spotkać przy swym szpitalnym łóżku po wybudzeniu z narkozy, bo jego słowa nie niosą pocieszenia, tyko dodatkowy ból? Bo nas nie oszuka, jeśli jest źle, powie - w sposób co prawda chamski, ale nie kłamiąc - prawdę, udowadniając jednocześnie, że bardziej kłamliwa jest rzeczywistość ułudy, w jakiej ludzie żyją. Może warto już teraz uczyć się nie tylko tych dialogów z serialu (genialnych tak na marginesie pod każdym względem), ale i zdrowszego, prawdziwszego podejścia do życia. Wyłączając chamstwo, bo House to już nieuleczalny przypadek samotnika, który swoje frustracje - nie mając nikogo bliższego przy sobie, kto by go pohamował - wyładowuje na ludziach. My nie musimy tacy być, bo potrzebujemy innych ludzi. Wystarczy szczerość - a taki polski House, gdy stanie kiedyś obok naszego łóżka, nie zrani nas swoją gadaniną.

Kolejna seria doktora House'a, już szósta, w telewizji FOX na jesieni.

 Zwiastun 6. serii "Doktora House'a" 
 Zwiastun 6. serii "Doktora House'a" 


Magdalena Mania
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/9 lat temu
Kocham doktora House'a!