POLECAMY

Precz ze skalpelem!

Gwiazdy dzielą się na te, które otwarcie mówią o botoksie i operacjach plastycznych, na te, które poddają się zabiegom upiększającym, lecz się do nich nie przyznają oraz na te, które skalpelowi mówią stanowcze NIE.

Gwiazdy dzielą się na te, które otwarcie mówią o botoksie i operacjach plastycznych, na te, które poddają się zabiegom upiększającym, lecz się do nich nie przyznają oraz na te, które skalpelowi mówią stanowcze NIE.

Rosanna Arquette stwierdziła kiedyś, że starość w Hollywood traktowana jest jak choroba, którą trzeba ukrywać. Są jednak aktorki, które nie poddały się presji otoczenia. Jedną z hollywoodzkich sław, które nie dostają ataku paniki na widok kolejnej zmarszczki jest Meryl Streep. Aktorka nie obawia się starości. Nigdy nie oddała się w ręce chirurga. Jest o sześć lat starsza od Donatelli Versace, lecz wygląda na młodszą. Nie straszy ludzi botoksową maską i napompowanymi do granic możliwości ustami. Starzeje się z godnością, tak jak Susan Sarandon i Sigourney Weaver, które podobno nigdy nie czuły się tak piękne, jak po pięćdziesiątce. Również Helen Mirren i Judi Dench nie uległy magii skalpela i pomimo swojego wieku w dalszym ciągu mogą liczyć na ciekawe propozycje filmowe. W ich ślady idą jednak nieliczne gwiazdy z Kate Winslet i Cate Blanchett na czele. Większość młodych aktorek marzy o tym, by w przyszłości wyglądać jak Demi Moore, dla której czas, dzięki operacjom plastycznym, zatrzymał się jakieś dwadzieścia lat temu. Tylko niektóre sławy mają odwagę głośno poruszyć ten drażliwy w Hollywood temat.

Fot. thehollywoodinterview.blogspot.com, inyourface.freedomblogging.com,
     potpourri-variety.blogspot.com, womenandhollywood.com

Jamie Lee Curtis to jedna z ofiar obsesyjnego kultu młodości, który panuje w Hollywood od  niepamiętnych czasów. Aktorka niedługo skończy 52 lata, lecz wygląda na dużo starszą, co przekłada się na coraz mniejszą liczbę propozycji filmowych, które otrzymuje. Swego czasu karmiona niedorzecznościami o swojej niedoskonałości, w obawie przed upływającym czasem i w imię kariery oddała się w ręce chirurga, lecz nie poprawiło to jej samopoczucia. Toteż dziś przestrzega przed skalpelem i wypowiada wojnę Hollywood, któremu zarzuca promowanie silikonowych ciał i nabotoksowanych twarzy.

Fot. homemadecukin.blogspot.com

Stop botoksowi powiedziały też słynne gospodynie domowe - Teri Hatcher i Dana Delany. Jedna i druga nie kryją tego, że swego czasu pozwoliły jadowi kiełbasianemu pożreć swoje zmarszczki. W przypadku Dany Delany skończyło się to uszkodzeniem jednego z nerwów i lekkim oklapnięciem prawego oka. U Teri Hatcher nie było żadnych powikłań. Niemniej jednak aktorka w końcu pogodziła się ze swoim wiekiem i dała temu wyraz wrzucając na Facebooka zdjęcia swojej pomarszczonej, pozbawionej kiełbasianego świństwa twarzy. Ma nadzieję, że dzięki temu pomoże kobietom zaakceptować swoje wady.

Fot. Facebook, profil Teri Hatcher

Nowa twarz - nowe życie? Niekonieczne. Jennifer Grey po sukcesie "Dirty Dancing" zafundowała sobie operację nosa i tym samym strzeliła sobie zawodowego samobója. Usuwając garbek na nosie ze wschodzącej gwiazdy Hollywood przeistoczyła się w kompletnie anonimową aktorkę, którą do dziś można zobaczyć w amerykańskich produkcjach, tylko że tych kategorii B. To co spotkało Jennifer Gray powinno być przestrogą dla młodych aktorek, lecz nie jest. Większość hollywoodzkich sław ma już na swoim koncie przynajmniej jedną wizytę u chirurga. Te, które jeszcze nie zdążyły sobie czegoś poprawić, nie wykluczają operacji plastycznych w przyszłości, w tym paraliżowania na własne życzenie twarzy. Zapominają, że młody wygląd nie zawsze idzie w parze z ciekawymi propozycjami filmowymi. Co z tego, że Demi Moore wygląda na trzydzieści lat, skoro jej dorobek filmowy jest znikomy w porównaniu z dokonaniami Meryl Streep czy Helen Mirren. I to nie dlatego, że aktorki te są o ponad dziesięć lat starsze, tylko dlatego, że są po prostu lepsze.

Jak powiedział Éric-Emmanuel Schmitt - Każdy z nas nosi w sobie piękno. Cała sztuka polega na tym, by umieć je odkryć. Meryl Streep, Judi Dench, Helen Mirren, Susan Sarandon, czy Sigourney Weaver już to zrobiły. Zaakceptowały swoje niedoskonałości. Pogodziły się z upływającym czasem. I może dlatego odniosły taki sukces. W końcu daleko im do silikonowych lal przybranych w botoksowe maski, których w Hollywood przybywa ostatnio w zastraszającym tempie. Oby apele Jamie Lee Curtis i Teri Hatcher dały do myślenia młodym aktorkom. Jeśli te nie zaakceptuję siebie i bezmyślnie będą ulegać presji otoczenia wyrządzą sobie wielką krzywdę. Bo kto powiedział, że operacje plastyczne są lekiem na wszelkie dolegliwości?

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/8 lat temu
Nie ma się co oszukiwać, w wieku 50 lat nie można wyglądać na 30. Bardzo podoba mi się postawa znanych kobiet, które mimo presji pozostają naturalne i nie idą pod nóż.