Paulina Młynarska i Michael Moritz

Paulina Młynarska kiedyś mówiła, że nie wierzy w miłość. Aż pewnego dnia w jej sercu i mieszkaniu znalazło się miejsce dla...
Iza Bartosz: Zdajesz sobie sprawę, że tym wywiadem burzysz swój wizerunek kobiety niezależnej, której kompletnie nie interesują mężczyźni?
Paulina Młynarska:
Nigdy nie twierdziłam, że mnie nie interesują mężczyźni...

– Podczas naszego ostatniego wywiadu cytowałaś piosenkę Carli Bruni: „Miłość to nie dla mnie”. A teraz na pierwszy rzut oka widać, że jesteś zakochana po uszy.
Paulina Młynarska:
No, jestem. Ale nadal uważam że to bardzo dobra piosenka. Tyle że już nie o mnie. No dobra, masz rację. Mój wizerunek upadł, a głoszone teorie na temat relacji damsko-męskich okazały się nieco powierzchowne. Na szczęście!
Michael Moritz: Sama chciałaś.

– Jak to? To jeszcze w dodatku Ty zainicjowałaś pierwszą randkę?
Paulina Młynarska:
Tak wyszło, że ja pierwsza odezwałam się do Michaela. Wiosną pracowałam nad nową konwencją mojego odcinka programu „Miasto kobiet” w TVN Style. Teraz chciałam zapraszać do niego stałych gości. Zależało mi na tym, żeby to byli fajni faceci. Któregoś wieczoru słuchałam programu Michaela „After Hours” w Radiu PiN. Bardzo mi się spodobało jego poczucie humoru, słowotwórstwo i akcent. Postanowiłam, że skontaktuję się z nim i może zaczniemy współpracować.

– Nawet nie wiedziałaś, jak wygląda?
Paulina Młynarska:
Zanim wysłałam do niego pierwszego SMS-a, poszłam do chłopaków z TVN Turbo zapytać, jak wygląda. Michael prowadził tam program „Tylko dla orłów” i podobno nieźle mieszał na wizji.

– I co Ci powiedzieli koledzy Michaela?
Paulina Młynarska:
Jedni powiedzieli, że wygląda świetnie, a drudzy, że dziwnie.

– A Ty jakie miałaś odczucia, kiedy go zobaczyłaś?
Paulina Młynarska:
Że wygląda i świetnie, i dziwnie (śmiech). Tak naprawdę wyglądał jak niezły oryginał. Przyjechałam do niego do Radia PiN, a on wyskoczył w glanach do kolan i krótkich spodenkach. A, przepraszam, nie wyskoczył, tylko wyskakał, bo Michael ciągle z polskich słów tworzy takie śmieszne dziwolągi. I „wyskakał” to jest nasze ulubione słowo (śmiech).

– Michael, jesteś Amerykaninem. Od jak dawna mieszkasz w Polsce?
Michael Moritz:
Jakieś osiem lat.

– Dlaczego tu przyjechałeś?
Michael Moritz:
Bo miałem dosyć Stanów. W Detroit śpiewałem w zespole rockowym, który się rozpadł. Bardzo to przeżyłem. Nie mogłem sobie znaleźć miejsca. Wkrótce rozstałem się też ze swoją dziewczyną. Wszystko mi się posypało. Postanowiłem zacząć od nowa i przyjechałem do Warszawy.

– Tutaj mieszkał już Twój ojciec. On jest z pochodzenia Polakiem?
Michael Moritz:
Tak. On nadal mieszka pod Poznaniem. Osiem lat temu prowadził tu firmę Servisco, tę, która dostarczała przesyłki. Początkowo pracowałem u niego. Później dostałem pracę w Radiu Jazz i zainwestowałem w sieć restauracji Subway. Potem przeszedłem do Radia PiN...

– I poznałeś Paulinę.
Michael Moritz:
No nie, to nie było tak szybko. Najpierw byłem w innym związku. Rozstaliśmy się ponad dwa lata temu i przez ten czas żyłem tylko ze swoimi kotami i swoim sprzętem muzycznym.

– To było smutne życie?
Michael Moritz:
Trudno powiedzieć. W radiu miałem kontakt z ludźmi, żyłem na wysokich obrotach. A potem, kiedy wracałem do domu, byłem już tylko sam ze sobą. Nie myślałem, czy mi dobrze, czy źle. Po prostu tak było.

– Kiedy Paulina przyszła do Ciebie do radia, to od razu poczułeś, że coś z tego będzie?
Michael Moritz:
Wtedy jeszcze nie. Za to bardzo spodobała mi się nasza pierwsza rozmowa. To nie było żadne pitu, pitu, tylko konkretna gadka. Zapytałem, o czym jest ten program, który prowadzi, a ona mi na to, że o seksie. I od razu byłem zainteresowany!

– Ale zanim poznałeś Paulinę, też zrobiłeś wywiad wśród znajomych, czy ktoś ją zna?
Michael Moritz:
Nie. To mnie wcale nie interesowało. Nikogo o nic nie pytałem.
Paulina Młynarska: I bardzo dobrze. Nie wiadomo, co byś usłyszał.
Michael Moritz: Dla mnie i tak najważniejsze było to, co sam myślę i czuję. Potem, kiedy już było jasne, że będę występował w „Mieście kobiet”, Paulina dla swoich wszystkich współpracowników zrobiła kolację u siebie w domu. I wtedy miałem okazję naprawdę zajrzeć jej do głowy.



– Co to znaczy „zajrzeć do głowy”?
Michael Moritz:
No wiesz, sprawdziłem, czy jest naprawdę inteligentna. I bardzo szybko okazało się, że jest piekielnie bystra. I jeszcze w dodatku to jej niesamowite poczucie humoru. Wtedy podczas tej kolacji chyba coś naprawdę zaiskrzyło.
Paulina Młynarska: Aż tak, że swoją terenówkę zostawiłeś na noc pod moim domem. I na cały następny dzień zastawiłeś mi bramę. Uziemiłeś mnie!
Michael Moritz: Paulina, nie mogę w to uwierzyć, że dałaś się zastawić.
Paulina Młynarska: Ja też nie mogłam.

– A czym Michael ujął Cię najbardziej?
Paulina Młynarska:
Tym, że jest facetem z „innego rozdania”. Nietypowym w najlepszym znaczeniu tego słowa. Nie bez znaczenia jest też fakt, że nie uciekł na mój widok.

– Myślałam, że to raczej Ty uciekasz od facetów, a nie faceci od Ciebie?
Paulina Młynarska:
O, przepraszam! Czym innym jest uciekać jak tchórz, a czym innym rzucić faceta, który okazuje się cienki jako partner. Nie musisz być z kimś aż po grób.
Michael Moritz: Ale ja chciałbym być z Pauliną aż po grób. I już wymyśliłem świetny na to sposób. Po prostu wykupię nam miejsce na cmentarzu. Wtedy będziemy obok siebie leżeć aż do końca świata.
Paulina Młynarska: Świetny pomysł, wiesz. Tylko że ja chcę się skremować, więc chyba popsuję ci szyki! Ale dobra, zgadzam się. Będzie ze mnie fajna gnijąca panna młoda...

– Ale na razie to chyba Michael popsuł Ci szyki samym pojawieniem się w Twoim mieszkaniu.
Paulina Młynarska:
To prawda. Żaden samiec miał mi tam już nie bałaganić! (Śmiech).
Michael Moritz: Wolałaś wtedy kobiety?
Paulina Młynarska:
Michael, gdybym wolała kobiety, to moje życie byłoby o wiele prostsze. Naprawdę.

– Przez ile czasu byłaś sama?
Paulina Młynarska:
Długo. Kiedy z moją córką Alą przeniosłyśmy się z Zakopanego pod Warszawę, wiedziałam, że potrzebuję spokoju. Skupiłam się na zorganizowaniu domu dla siebie i dla niej. Cały mój wolny czas wypełniała praca. Jak każdy żałosny singel zatrudniony w mediach myślałam o niej zdecydowanie za dużo. Pamiętam jednak, że codziennie przekonywałam siebie, że właśnie na takim życiu zależy mi najbardziej. Kiedy zaczynała mi doskwierać samotność, to jechałam do spa, ćwiczyłam. Wszyscy znajomi mówili mi, że świetnie wyglądam, a ja dzisiaj sobie myślę, że wtedy we mnie nie było zupełnie życia. Te moje zabiegi upiększające to było balsamowanie zwłok! To tak a propos tego grobu...

– I wtedy pojawił się Michael?
Paulina Młynarska:
Tak. Pamiętam, że kiedy do mego sterylnego, wymuskanego domu pownosił swoje rzeczy, kiedy jego muzyka wypełniła każdy zakamarek, zrozumiałam, że mieszkałam w muzeum. I że byłam nieludzko samotna.


– A jak na pojawienie się Michaela zareagowała Ala?
Paulina Młynarska:
Wiesz, to chyba raczej ją trzeba byłoby zapytać. Wygląda na to, że jest dobrze.
Michael Moritz: Ale za to ja mogę powiedzieć, że to fantastyczna dziewczyna.
Paulina Młynarska: Michael zaprosił nas na tydzień urlopu we trójkę na Krecie. Zaimponował mi wtedy, bo sam wszystko zorganizował. Co jakiś czas dostawałam tylko SMS-y dotyczące godziny wylotu, zakwaterowania itd. Czysty konkret. Moja mądra przyjaciółka powiedziała mi wtedy: „Widzisz, był w twoim życiu czas na słowa bez pokrycia, a teraz będzie czas na pokrycie bez słów!” Na wakacjach my z Alą uczyłyśmy się nurkować, a Michael, który nurkuje od lat, z drinkiem w ręku przechadzał się po nabrzeżu i obserwował nasze postępy. Co jakiś czas pytałam, czy nie jest mu nudno, a on na to: „No co ty. Przecież ja tu mam luz, odpoczywam sobie!” Któregoś wieczoru zapytał mnie: „To może zamieszkajmy razem?”, a potem zaraz dodał: „Za daleko pojechałem, co?”

– Szybko nauczyliście się ze sobą mieszkać?
Paulina Młynarska:
Nie było się czego uczyć.
Michael Moritz: Paulina jest świetną gospodynią. Jak przynoszę jej kawę do łóżka...
Paulina Młynarska: Ej, to ja ci przynoszę kawę do łóżka.
Michael Moritz: To prawda. I ty mi zostawiasz co wieczór otwartą bramę. I zapalone światła. To mnie zawsze wzrusza.

– Kto rządzi w Waszym związku?
Michael Moritz:
Nikt nie rządzi.
Paulina Młynarska: To prawda. Michael chyba ma większą potrzebę niezależności i jest większą indywidualnością niż ja.
Michael Moritz: Przyjaźnimy się. Bardzo dużo ze sobą rozmawiamy. I dużo się śmiejemy. Tak naprawdę to się wszystko zaczęło od śmiechu.
Paulina Młynarska: I oby nie zakończyło się łzami!
Michael Moritz: No już przestań. Proszę cię. Lepiej pokaż, jak mnie naśladujesz. Ona to robi najlepiej ze wszystkich. I poprawia mi humor, kiedy przychodzę do domu załamany, że jakiś słuchacz Radia PiN znowu mnie skrytykował, że kaleczę język polski.
Paulina Młynarska: A ja mu tłumaczę, że nie powinien się zmieniać na siłę, bo te śmieszne powiedzonka i angielski akcent to jego największe atuty. Dzięki temu jest rozpoznawalny.

– Michael, skoro czytałeś w Internecie wywiady z Pauliną, to pewnie wiesz, jaki jest jej ideał mężczyzny?
Michael Moritz:
Jaki?



– 22-letni Metys. Jak się w tym odnajdujesz?
Michael Moritz:
A kto to jest Metys?
Paulina Młynarska: Taki przystojny, ciemnoskóry mężczyzna.
Michael Moritz: Aha. To mi pasuje. Ludzie, którzy słuchają mnie w radiu, często są przekonani, że jestem czarny. Tylko z wiekiem trochę gorzej, ale metrykę można oszukać.
Paulina Młynarska: Ten Metys to była prowokacja. Zaczęłam o nim mówić w programie „Miasto kobiet”. Postanowiłam wtedy, że będę poruszać takie sprawy, o jakich kobiety wstydzą się mówić głośno. Bo myślę, że kobiety, które są zaniedbywane przez swoich brzuchatych mężów, w skrytości ducha marzą o takim kochanku Metysie...

– No ale Ty, kiedy o nim mówiłaś, nie miałaś już męża.
Paulina Młynarska:
Ale lubię wbijać kij w mrowisko.
Michael Moritz: No, nie wiem, Paulina. To może ty się trochę pomyliłaś, wybierając mnie?

– W jednym z tabloidów dziennikarze napisali, że jesteś tak zakochana, że aż sama do nich zadzwoniłaś, żeby się podzielić swoim szczęściem.
Paulina Młynarska:
No oczywiście. I przyjęłam od nich pensję w wysokości 100 złotych (śmiech). Czytałam te rewelacje na swój temat. Interesujące.
Michael Moritz: Dzięki niej stanę się sławny. Zawsze o tym marzyłem! (Śmiech). Tylko że już na początku ustaliliśmy, że to ona jest twarzą naszej firmy!

– Ustaliliście też może datę ślubu?
Paulina Młynarska:
Oczywiście, jest i moje ulubione pytanie!
Michael Moritz: Ale ja chętnie na nie odpowiem, bo ja już dostałem od Pauliny obrączkę.

– To znaczy, że ona już Ci się oświadczyła?
Paulina Młynarska:
Oczywiście! Poprosiłam go o rękę.
Michael Moritz: Nie, to nieprawda. Ten krok będzie należał do mnie. I zrobię go w odpowiednim momencie.
Paulina Młynarska: Michael, proszę cię, już za dużo mówisz. Wyskakamy stąd!

Rozmawiała Iza Bartosz/ Viva!

Zdjęcia Krzysztof Opaliński/Melon
Stylizacja Jola Czaja
Makijaż Wilson
Fryzury Rafał Żurek
Asystentka stylistki Katarzyna Grzymała
Produkcja sesji Paweł Walicki



SKOMENTUJ
KOMENTARZE (9)
/9 lat temu
Jakie to żałosne...
/10 lat temu
a co z twoją też trochę dalszą lecz jednoczesnie bliższą rodziną?? moritzu?
/10 lat temu
a co z twoją też trochę dalszą lecz jednoczesnie bliższą rodziną?? moritzu?
POKAŻ KOMENTARZE (6)