Patricia Field

Najbardziej wpływowa stylistka na świecie.<b> </b>Autorka kostiumów do serialu „Seks w wielkim mieście” oraz filmu „Diabeł ubiera się u Prady”.
/ 10.11.2006 16:36
patricia1.jpgMyli się bardzo ten, kto przypuszcza, że najbardziej wpływowa ze stylistek w Nowym Jorku (co sprowadza się do stwierdzenia: „najbardziej wpływowa stylistka na świecie”) ubiera się w dyskretne beże od Armaniego i kaszmirowe sweterki od Hermesa. Styl Patricii Field – autorki kostiumów do serialu „Seks w wielkim mieście” oraz filmu „Diabeł ubiera się u Prady” – można określić jako egzotyczny i odważny.

Kiedy gdzieś się pojawia, natychmiast wszystkie spojrzenia kierują się w jej stronę. Wyobraźmy sobie hollywoodzkie przyjęcie, na którym wszystkie aktorki i aktoreczki prężą się do zdjęć, wciągają brzuchy i, mimo botoksu, próbują szeroko się uśmiechać. I nagle wśród nich pojawia się Pat Field, kolorowy ptak w stylu Carrie Bradshaw z „Seksu w wielkim mieście”, w fikuśnym kapeluszu i przezroczystym topie, spod którego wylewa się tłuściutki brzuch! A poza tym jej ogniście rudych włosów po prostu trudno nie zauważyć. Bo Field nie respektuje reguł modowej gry i często ubiera się w kuse, zbyt obcisłe rzeczy, nie bacząc zupełnie na swój wiek i figurę. Lubi balansować na krawędzi dzielącej dobry smak od kiczu.
Dziennikarze ją kochają, bo zawsze ma w zanadrzu jakąś dowcipną ripostę. Zapytana kiedyś, na jakie trudności napotyka, ubierając Sarah Jessicę Parker do serialu „Seks w wielkim mieście”, odpowiedziała: „Chyba żartujecie! Ubieranie jej to łatwizna, ale skłonienie, żeby się rozebrała – to jest wyzwanie!”

Drag queen i Basquiat
W zakręconym nowojorskim świecie mody, gdzie zła fryzura może zrujnować karierę, Patricia Field pojawiła się już pod koniec lat 60. Nie wiadomo, kiedy dokładnie się urodziła, bo skrzętnie ukrywa ten fakt. Podobno ma 64 lata, ale na blogu przyjaciela, znanego nowojorskiego transwestyty i piosenkarza, noszącego pseudonim Amanda Lepore, wpisała, że ma 98... „Po prostu lubię, jak mi ludzie mówią, że nie wyglądam na swoje lata”, śmieje się. Zaczęła w 1966 roku od niewielkiego sklepiku na West Eighth Street, w Greenwich Village. W tamtych czasach dzielnica ta nie była jeszcze lunaparkiem dla turystów, ale prawdziwą wylęgarnią nowych trendów, w której artyści przeróżnej maści nieustająco imprezowali. Jej sklep na Greenwich Village i drugi, Hotel Venus, otwarty na Soho, bardziej przypominały nocny bar niż magazyn z konfekcją. Graffiti na ścianach, punkowe koszulki, buty na niebotycznych koturnach i hip-hop – to wszystko przyciągało dziwaków i oryginałów. Field szybko stała się częścią nowojorskiej awangardy. Jej ulubionym klubem było mityczne nowojorskie Studio 54, gdzie wraz z nią bawili się Andy Warhol, Bianca Jagger, Cher i David Bowie. Przyjaźniła się między innymi z Jean-Michelem Basquiatem, malarzem, który w 1980 roku miał w jej sklepie swoją pierwszą wystawę, zanim jeszcze stał się sławnym i rozchwytywanym przez kolekcjonerów artystą.
Jak przyznaje, zawsze najlepiej czuła się w towarzystwie ekscentryków i transwestytów. Dlatego też w swoich sklepach jako „ekspedientki” zatrudniała okolicznych drag queen. Podczas tegorocznej imprezy urodzinowej (na torcie paliło się 40 świeczek, choć chyba nikt nie miał złudzeń, że liczba ta dotyczy jubileuszu „pracy twórczej”, a nie wieku Field) honorowymi gośćmi byli Amanda Lepore, Willie Ninja i Dirty Martini – sławni nowojorscy transwestyci. Krąży nawet wyjątkowo złośliwa plotka, jakoby sama Pat była w rzeczywistości mężczyzną... Rozgłasza ją aktor Alec Baldwin, który pokłócił się ostatnio z Patricią na planie filmu „The Girls Guide to Hunting and Fishing” i doprowadził do jej odejścia z ekipy. Field pozostaje dyskretna i nie komentuje tego wydarzenia, podobnie jak stara się, by jak najmniej szczegółów z jej prywatnego życia trafiło do prasy. Wiadomo jednak, że nigdy nie wyszła za mąż, nie ma dzieci i przez lata pozostawała w związku z kobietą.




Podkoszulek i diadem
Bogate życie towarzyskie rzadko idzie w parze z wysokimi dochodami i tak też było w przypadku Patricii Field... Aż do momentu, kiedy w 1992 roku spotkała na planie filmu „Małżeńska rapsodia” Sarah Jessicę Parker, średnio znaną aktorkę o przeciętnej urodzie. Obie zaprzyjaźniły się i kiedy Parker zaangażowano do nowego serialu sieci HBO – „Seks w wielkim mieście” – do współpracy zaprosiła oczywiście Patricię. I stał się cud (którego efekt wszyscy dobrze znamy). Nie dość, że banalna z założenia historia o czterech przyjaciółkach mieszkających w Nowym Jorku stała się światowym hitem, który obejrzało w sumie więcej widzów niż ostatni mundial, to jeszcze Sarah Jessica Parker – właścicielka jedynego metra pięćdziesiąt dziewięć, ale za to całkiem sporego nosa – stała się ideałem piękna i ikoną mody. I nawet najwięksi wrogowie Patricii Field muszą przyznać, że to wszystko jej zasługa. Bowiem piątą bohaterką serialu, obok Carrie, Mirandy, Sam i Charlotty, była moda. „Czyli ja”, jak skromnie dodaje Field. Jej siłą stała się punkowa, awangardowa przeszłość i brak jakichkolwiek zahamowań przed zestawieniem, dajmy na to, zwyczajnego białego podkoszulka z tiulową, różową spódnicą i diamentowym diademem. Dzięki Patricii Field moda zaczęła kojarzyć się z wolnością i poczuciem humoru. Od ekskluzywnych futer Helen Yarmak, po złote łańcuszki z imieniem „Carrie” i sukienki vintage za pięć dolarów, Patricia lansowała jedną tendencję za drugą. Następnego dnia po emisji każdego nowego odcinka przez Nowy Jork przebiegały tłumy kobiet, które wykupywały na pniu wszystko to, co Carrie nosiła na ekranie. Popularność Pat zaczęła w końcu wzbudzać zazdrość pani Parker. Aktorka w zeszłym roku została twarzą amerykańskiej sieci odzieżowej Gap i przy tej okazji oznajmiła publicznie: „W prostych rzeczach Gapa czuję się o niebo lepiej niż w tych wszystkich udziwnionych kreacjach, w które przebierała mnie Pat”. „To pewnie zazdrość”, zbagatelizowała nielojalność przyjaciółki Field, która wie, że nie tak łatwo zdyskredytować jej zasługi. To ona przecież wylansowała Jimmy’ego Choo i Manolo Blahnika, którzy wcześniej znani byli tylko w wąskim gronie koneserów. To jej błaha, jak mogłoby się z pozoru wydawać, decyzja o tym, jaką kreację założy w kolejnym odcinku Carrie Bradshaw, przekładała się na setki tysięcy dolarów zysku dla producenta. „Ale za największą zasługę poczytuję sobie skłonienie przeciętnych, żyjących na prowincji Amerykanek do zrzucenia nieśmiertelnych dżinsów i założenia wyjściowej sukienki”, stwierdziła Field.


Diabelski styl
Nie dziwi więc, że kiedy David Frankel zabrał się za ekranizację „Diabeł ubiera się u Prady” – autobiograficznej powieści Lauren Weisberger, która przez rok była asystentką bezwzględnej naczelnej amerykańskiego „Vogue’a” – właśnie Patricii Field powierzył karkołomną i odpowiedzialną rolę stylistki. Odpowiedzialną, bo choć do interpretacji tytułowej roli „Diabła”, czyli niejakiej Mirandy Priestley, naczelnej fikcyjnego pisma „Runway” zaangażowano Meryl Streep, to nikt nie miał wątpliwości, że główną bohaterką filmu będzie moda. Meryl Streep miała pojawić się w ciągu półtoragodzinnego filmu w czterdziestu kreacjach, Anne Hathaway, odtwarzająca postać jej znękanej asystentki – w... sześćdziesięciu, a producent filmu na wszystkie kostiumy przeznaczył tylko 100 tysięcy dolarów. Suma ta przeciętnej osobie może wydać się ogromna, ale każdy, kto zna ceny ubrań sławnych projektantów, wie, że to kropla w morzu potrzeb. „Tylko jedna z moich filmowych torebek kosztowała 12 tysięcy dolarów! To, czego dokonała Patricia Field, można porównać do nakręcenia »Gwiezdnych wojen« w garażu w New Jersey”, powiedziała Meryl Streep po zakończeniu zdjęć do filmu. Stylistce udało się dokonać tego cudu tylko dzięki znajomościom. Choć książka Lauren Weisberger jest paszkwilem na środowisko modowe, to większość marek bardzo chętnie współpracowała z Patricią. Ponad połowa butów, które w filmie nosi Meryl Streep, a także większość toreb wypożyczyła za darmo tytułowa firma Prada. Z kolei reszta garderoby diabelskiej Priestley pochodziła bądź ze znalezisk w nowojorskich second handach (kreacje Donny Karan z lat 80.), bądź wypożyczona została przez Valentino i Billa Blassa. Jeśli „Diabeł”, grany przez Meryl Streep, ubiera się u Prady, to „Anioł”, czyli postać Andy Sachs, grana przez Anne Hathaway ubiera się niemal wyłącznie u Chanel.

Gdzie się ubiera Pat?
Na dociekliwe pytania dziennikarzy, kto jest ulubionym projektantem samego „Boga”, Field odpowiada: „Jest tylu wspaniałych kreatorów... To tak, jak byście mnie pytali, które z dzieci lubię najbardziej...” Bo choć Patricia robi wrażenie szalonej ekscentryczki, to w rzeczywistości jest dyplomatką, twardo stąpającą po ziemi. „Zawsze byłam outsiderką w świecie mody, nigdy nie należałam do jej establishmentu”, mówi, odpalając jednego papierosa od drugiego. „Musiałam więc nauczyć się radzić sobie sama w tym bezwzględnym świecie”, dodaje. Dlatego też nie daje się sprowokować dziennikarzom, którzy pytają, czy nie boi się zemsty wszechwładnej Anny Wintour, którą sparodiowała w filmie. „Starałam się, by Meryl Streep po prostu dobrze wyglądała i nie była niczyją kopią. To przede wszystkim talent i osobowość Meryl była dla mnie inspiracją, a nie Anna Wintour. Filmy dokumentalne możecie obejrzeć na History Channel, a to jest prawdziwe kino”, skwitowała poirytowana Field.
W USA, kraju, gdzie zwykło się mówić, że każda inteligentna dziewczyna marzy o tym, by zostać pierwszym w historii prezydentem kobietą, Patricia Field ma nieco skromniejsze aspiracje. W jednym z ostatnich wywiadów telewizyjnych wyznała, że jej największym marzeniem jest zostać... stylistką przyszłej pierwszej pani prezydent. „Zaproponowałam moją pomoc Hillary Clinton, ale póki co nie otrzymałam z jej strony żadnej odpowiedzi. Może kiedy zobaczy film”, weźmie moją propozycję na poważnie, bo przypuszczam, że na razie ma mnie za jakiegoś zwariowanego oryginała”.

Anna Rosińska/ Viva!
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (2)
/06.03.2007 14:50
ale fajny zajefajny
/19.11.2006 13:14
ja osobiscie preferuje styl klasyczny i podobaja mi sie skromne ciuchy channel czy balenciaga ale bardzo lubie ciakawych ludzi takich jak patriccia field bez swiat jest ciekawszy