Oddajcie nasze dziecko

Czteroletnia Madeleine została uprowadzona z pokoju hotelowego w jednym z portugalskich kurortów. "Nie rańcie jej", błagają rodzice.
Czteroletnia Madeleine została uprowadzona z pokoju hotelowego w jednym z portugalskich kurortów. "Nie rańcie jej", błagają rodzice. Świat z przerażeniem patrzy na tragedię brytyjskiej rodziny.

Rano rodzina McCannów poszła na plażę. Siedzieli w piątkę na leżakach, przekomarzali się. Dzieci śmiały się, pluskały w wodzie. W południe zjedli lunch, spacerowali brzegiem oceanu, wieczorem mama przygotowała kąpiel i kolację, tata czytał maluchom bajki, na koniec cała trójka dostała od rodziców całusa na dobranoc.

Para brytyjskich lekarzy, 38-latkowie Kate i Gerry McCannowie,- z czteroletnią Madeleine i dwuletnimi bliźniakami Seanem i Amelią spędzała urlop na południu Portugalii w miejscowości Praia da Luz w rejonie Algarve. Wieczorem rodzice postanowili zjeść kolację z przyjaciółmi w barze oddalonym od apartamentu około 50 metrów. Do dzieci mieli zaglądać na zmianę co pół godziny. Cała trójka maluchów tak słodko i mocno spała…
O 21.28 Kate weszła do apartamentu i z przerażenia zamarła. Tylne drzwi od strony patio były wyważone, a łóżeczko, w którym spała Madeleine, stało puste. Córeczka zniknęła. Na podłodze leżał jej ukochany różowy pluszak.
Słodka, kochana Madeleine. Wyczekiwana tyle lat. Kate i Gerry McCannowie z miejscowości Rothley kilkanaście lat leczyli się na bezpłodność. W końcu się udało. Madeleine przyszła na świat po zabiegu zapłodnienia in vitro. Dwa lata później Kate urodziła śliczne bliźniaki. "Gdy urodziła się Madeleine, unosili się kilka centymetrów nad ziemią, szaleli ze szczęścia", powiedział o McCannach jeden z ich przyjaciół. Kate po narodzinach maluchów zajęła się głównie domem. Gerry, wzięty kardiolog w Rothley, przejął na siebie utrzymanie domu. Rodzinną idyllę przerwał wieczór 3 maja. Nikt nie wie, co stało się z Madeleine, kto ją porwał, dlaczego, gdzie przetrzymuje. Nikt też nie wie, czy maleńka bezbronna dziewczynka w ogóle jeszcze żyje.


Odwrócimy każdy kamień
Kate i Gerry tamtej nocy natychmiast powiadomili portugalską policję i angielski konsulat. Natychmiast też postanowili sprawę zaginięcia swojej córeczki nagłośnić w mediach. Powołali fundację, założyli stronę internetową poświęconą Madeleine, sprowadzili do Portugalii najlepszych brytyjskich prywatnych detektywów. Do czasu odnalezienia córeczki postanowili zostać w Praia da Luz. Kilka dni po porwaniu oboje wystąpili przed kamerami. Kate, którą przytulał mąż, z trudem hamowała łzy. Mówiąc do kamery, trzymała w ręku zdjęcie Madeleine i jej różową zabawkę. Łamiącym się głosem powiedziała: "Madeleine jest taką piękną, bystrą i wesołą dziewczynką. Nie rańcie jej, nie straszcie, błagamy, oddajcie nam nasze ukochane dziecko! Odwrócimy każdy kamień, każdy głaz, by ją odnaleźć!". Rodzice Madeleine są na skraju załamania nerwowego. "Kate wygląda tak, jakby była w agonii", powiedziała przyjaciółka rodziny. "Nigdy nie widziałam jej w takim stanie. Razem z Gerrym muszą być mocni, bo inaczej nie starczy im sił na walkę o odzyskanie córeczki – dodał ktoś z rodziny. – Muszą też nauczyć się żyć dla dwuletnich bliźniaków. Dzieci tak bardzo ich potrzebują"...


Ktokolwiek widział...
12 maja Madeleine miała obchodzić czwarte urodziny. Miał być tort ze świeczkami, mnóstwo balonów i prezentów. Miało być gwarno, wesoło. Miało… W dniu urodzin córeczki Kate i Gerry puścili w niebo kilkadziesiąt różowych balonów. Na jednym z nich napisali: "Mama i Tata, Sean i Amelia zobaczą Cię wkrótce". Różowe baloniki po raz pierwszy nie były symbolem radości, ale błaganiem o ratunek.
Porwanie dziecka zawsze wywołuje poruszenie, ale tym razem w sprawę Madeleine McCann włączyli się ludzie z pierwszych stron gazet. David Beckham zaapelował w telewizji o litość dla bezbronnego dziecka. Autorka "Harry’ego Pottera" J.K. Rowling, sir Richard Branson (właściciel firmy płytowej Virgin), miliarder sir Philip Greeb, a także Bill Kenwright (prezes piłkarskiego klubu Everton) wpłacili na poszukiwania dziewczynki setki tysięcy dolarów. Miliony ludzi na świecie przesyłają sobie e-maile ze zdjęciem zaginionego dziecka. W Wielkiej Brytanii i Portugalii ludzie wpinają sobie w ubranie żółte wstążeczki na znak solidarności z rodziną McCannów. Z żółtą wstążeczką w klapie chodzi nawet następca Tony’ego Blaira, brytyjski kanclerz skarbu Gordon Brown.



Kto jest bez winy
W Portugalii i Anglii poruszono już niebo i ziemię, ale wciąż nie ma żadnych konkretnych informacji, gdzie może znajdować się dziecko. Rząd portugalski skierował ponad 180 policjantów, funkcjonariuszy Gwardii Narodowej, by przeczesali każdy metr kwadratowy turystycznego regionu Algarve. Południe Portugalii oplakatowano zdjęciami czteroletniej Brytyjki. Rodzice wystosowali nawet apel o przysłanie na ich adres jakichkolwiek przypadkowych zdjęć zrobionych Madeleine. Liczy się każdy trop.
Już 24 godziny po porwaniu policja postawiła tezę, że Madeleine musiała być obserwowana od kilku dni i najprawdopodobniej została uprowadzona przez międzynarodową pedofilską szajkę lub handlarzy dziecięcymi narządami do przeszczepów. Policja portugalska obawia się, że dziecko wywieziono już za granicę. Ostatnie ślady prowadzą do Maroka.


Przesłuchano już kilkadziesiąt osób. O uprowadzenie dziecka podejrzewa się dwóch mężczyzn i kobietę wyglądającą na Brytyjkę, którzy w dniu porwania widziani byli na jednej ze stacji benzynowych w okolicy kurortu. W aucie siedziała z nimi kilkuletnia dziewczynka. Na liście podejrzanych jest także 35-letni Brytyjczyk Robert Murat, którego dom położony jest zaledwie 150 metrów od apartamentu wakacyjnego McCannów. Drobiazgowej analizie kryminalistycznej poddano jego telefon komórkowy, komputer, policja sprawdza alibi podejrzanego oraz analizuje dokładnie każde jego słowo. Ale dowody nie są wystarczające na tyle, by policja mogła go aresztować.
Rodzice Madeleine przeżywają podwójny dramat. W Wielkiej Brytanii nie milkną słowa poparcia i współczucia dla rodziców dziecka, ale słychać też oskarżenia pod ich adresem. Dlaczego zostawili dzieci bez żadnej opieki? Dlaczego nie wynajęli opiekunki? "To wyłącznie wina rodziców!", piszą na forach internetowych zszokowani Brytyjczycy. "To mogło spotkać każdego z nas", broni ich w odpowiedzi 35-letnia Szkotka.
Uważajcie na dzieci, chrońcie je przed dzisiejszym światem – piszą gazety na całym świecie. – Nie zostawiajcie ich nawet na pięć minut w samochodzie, na plaży, gdy idziecie do baru po drinka czy lody. I módlcie się za Madeleine!



Monika Stukonis/ Viva!
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/12 lat temu
jesteśmy z Wami w tych ciężkich chwilach