Nina Terentiew fot. REPORTER

Nina Terentiew - Caryca telewizji

W pracy potrafi być władcza, stanowcza i bezkompromisowa. Dyrektor z krwi i kości. Prywatnie Nina Terentiew to wrażliwa na piękno kobieta i kochająca matka. Jakie jest prawdziwe oblicze najbardziej wpływowej kobiety polskich mediów?
/ 16.07.2008 15:12
Nina Terentiew fot. REPORTER
Jej charakterystyczne „r” i wyraziste okulary zna każdy widz. Przez 13 lat królowała w programie „Bezludna wyspa”, w którym jako jedna z pierwszych dziennikarek w kraju namówiła gwiazdy na osobiste zwierzenia przed kamerą. Pamiętacie jak pół Polski śpiewało piosenki Ich Troje? To jej zasługa. Jest matką sukcesu Justyny Steczkowskiej, Agaty Młynarskiej czy najnowszego odkrycia – Agnieszki Popielewicz. Najpierw w TVP, teraz w Polsacie – Nina Terentiew jak mało kto wyczuwa, kogo chce oglądać i słuchać widz. Jak to możliwe, że od prawie 20 lat trzęsie polskimi mediami?

Kochane zwierzaki

Niewiele brakowało, żeby dzisiaj Terentiew leczyła zwierzęta. „Kiedy byłam dzieckiem, znosiłam do domu wszystkie chore
i pokrzywdzone psy oraz koty. Marzyłam o tym, żeby zostać weterynarzem. Moim idolem był doktor Dolittle”, mówi. Przeszkodziły jej biologia i chemia. „Te przedmioty nie były moją mocną stroną. Musiałam zapomnieć o weterynarii i wylądowałam na polonistyce”, dodaje Nina Terentiew.

Mówiąc o swoim rodzinnym domu w Warszawie, wspomina kochającą i zapatrzoną w nią mamę. „Nie mam rodzeństwa. Byłam klasyczną, rozpieszczoną, wychuchaną i najlepszą córeczką”, twierdzi w rozmowie z „Party”. Po studiach na Uniwersytecie Warszawskim Terentiew wylądowała na stażu dziennikarskim w radiu w Koszalinie. Pojechała tam z pierwszym mężem. Jednak radio jej nie wciągnęło. Wróciła do Warszawy i w 1971 roku trafiła do telewizji, do redakcji publicystyki kulturalnej. Była ambitna, pracowita, a także pomysłowa, ale – jak dziś przyznaje – początki nie były łatwe. „Miałam kompleksy związane z wymawianiem „r”. Gdy miałam zadać pytanie na wizji, pisałam je sobie tak, by nie było w nim tej litery”, opowiada. Kiedy jej syn Hubert miał trzy miesiące, musiała wrócić do pracy. Wtedy pomogła jej nauka wyniesiona z domu. „Moja mama pokazała mi, jak kochać dziecko, nawet jeśli ma się dla niego mało czasu”, mówi Terentiew. A ona rzeczywiście dużo pracowała. Robiła filmy dokumentalne, reportaże, wywiady i prowadziła programy. Współtworzyła legendarny już dzisiaj telewizyjny magazyn kulturalny „Pegaz”. Sześć lat po urodzeniu syna została szefem redakcji publicystyki w TVP. Od tamtej pory już tylko awansowała.

Bezludna Wyspa - Słynni Blizniacy, Bracia - Mroczek&Kret&Golec



Kobieta z żelaza
Rok temu Terentiew została dyrektorem programowym Polsatu. Była jedyną kobietą w męskim, dyrektorskim gronie. Ta posada to ukoronowanie jej kariery. Od 20 lat rozdaje najważniejsze karty w polskich mediach. W czym tkwi tajemnica jej władzy? Dlaczego, pomimo zmieniających się mód i trendów, jest niezastąpiona? Tomasz Raczek, dziennikarz i publicysta, który przez wiele lat pracował w TVP i wymyślił określenie „Caryca Nina”, uważa, że Terentiew zawsze potrafiła otoczyć się w pracy właściwymi ludźmi. „Nazwałem ją carycą, bo kiedy pracowaliśmy wspólnie, tworzyła wokół siebie dwór niczym władczyni”, mówi „Party” Raczek.

Dla widzów Terentiew to promiennie uśmiechnięta, ciepła kobieta. Ale Iwona Kubicz, była dziennikarka i prezenterka Dwójki, podkreśla, że Nina to wyjątkowo silna osobowość. „Uzyska wszystko, czego chce”, mówi. „Jest nieprzewidywalna jak jej artystyczne fascynacje, które rozciągają się od Ich Troje do Piwnicy pod Baranami”. Na koniec dodaje, że „lepiej mieć ją w swojej drużynie niż przeciwnej”. Kto nauczył Terentiew tworzyć telewizję? „Po tylu latach sama nauczyłam się wyczuwać trendy i myśleć w sposób bliski widzom”, przyznaje Terentiew. Twierdzi, że wciąż trzyma rękę na pulsie. „Oglądam telewizję, żeby wiedzieć, na czym polega tajemnica czyjegoś sukcesu”, mówi. Kiedy była szefową Dwójki, pod jej pokojem ustawiały się kolejki scenarzystów, piosenkarzy i pięknych dziewczyn marzących o telewizyjnej karierze. Wiele z tych osób dostało od Terentiew tę najważniejszą w życiu szansę.

Cudowni mężczyźni
Nazywana jest nie tylko Carycą, Żelazną Damą, ale także kobietą z jajami. Znalazła się nawet wśród nagrodzonych przez miesięcznik „Gentleman” sławnych mężczyzn – aktorów i biznesmenów. Terentiew dostała statuetkę... First Lady. Do tego, że otaczają ją w pracy niemal sami faceci, przyzwyczaiła się już dawno. Dwukrotnie układała sobie życie z mężczyznami: najpierw z dziennikarzem telewizyjnym i prawnikiem, Robertem Terentiewem, a potem z dziennikarzem Tadeuszem Kraśką (ojcem Piotra Kraśki). Żadne z tych małżeństw nie przetrwało.

Nina Terentiew nie wyobraża sobie jednak świata bez mężczyzn. „Byłoby strasznie, gdyby okazało się, że znikają z naszego życia. Dla kogo miałybyśmy wtedy stroszyć pióra?”, pyta żartobliwie.

Gabinet „od serca”
Pokój dyrektor programowej Polsatu znajduje się na przedostatnim, czternastym piętrze wieżowca Polsatu. Wyżej mieści się zarząd stacji. „Ostatnie piętro zarezerwowane jest dla prawdziwych mózgów, menedżerów, którzy są daleko od życia. Ja chcę być blisko widzów, ludzi i programu. Z przedostatniego piętra łatwiej mi to osiągnąć”, wyznaje szczerze Terentiew. Jej gabinet nie wygląda jak typowy dyrektorski pokój. Pełno w nim osobistych bibelotów i pamiątek. „Przeniosłam tu kawałek swojego domu”, mówi szefowa stacji. Na ścianach wiszą obrazy namalowane przez jej przyjaciółkę Hannę Bakułę. Na półkach stoją ramki ze zdjęciami bliskich: syna, Maryli Rodowicz, Justyny Steczkowskiej czy przyjaciela Terentiew, Krzysztofa Krawczyka. W rogu gabinetu stoi Czarna Madonna, którą namalowała dla Niny Kora Jackowska. Szefowa Polsatu przyznaje, że jakiś czas temu odkryła w sobie talent do dekorowania wnętrz. „Pomagam przyjaciołom urządzać domy i mieszkania. Są zadowoleni, więc chyba mi to wychodzi”, uśmiecha się.

Dyrektor babcią?
Dyrektor programową Polsatu  czeka niedługo w życiu ważny moment. „Syn oznajmił mi, że zamierza wybrać obrączki ślubne. Poprosił, żebym mu pomogła. To może zwiastować tylko jedno...”, mówi szczęśliwa mama. Powiedziała kiedyś Hubertowi, że mogłaby już bawić wnuka. „Uprzedziłam go jednak, że będę babcią odświętną, bo nie zamierzam rezygnować z pracy...”. Nina Terentiew usłyszała wtedy od syna: „Mamo, nie dawaj sobie spokoju, bo byś umarła”.     

Maciej Kędziak / Party