Narzeczona swojego męża fot. ONS

Narzeczona swojego męża

Doda przeżyła szok, gdy zobaczyła w prasie dowody zdrady swojego męża, Radka Majdana. Rozwodzi się, ale czy to oznacza koniec miłości?
/ 17.07.2007 08:15
Narzeczona swojego męża fot. ONS
Przeczytajcie zaskakujący wywiad z gwiazdą, która właśnie wydała swoją pierwszą solową płytę "Katharsis".

Ale się porobiło.
No porobiło. Coś się kończy, żeby mogło się coś zacząć... Widzisz, tam, gdzie był las, być może po jego wycięciu wyrośnie jedno piękne drzewo. Mocniejsze, zdrowsze. Życie samo zadecydowało za mnie.

Dwa lata temu numerolożka przepowiedziała Ci tę zawieruchę?
I ona, i mój tarocista zgodnie twierdzili, że w 2007 roku nastąpi u mnie duża zmiana. Żebym się na to przygotowała, a najlepiej uciekała od Radosława jak najdalej.

Bo Cię zrani? Zawiodłaś się?
Gdybyś zapytała mnie o to jeszcze miesiąc temu, powiedziałabym, że tak, bardzo. Ale teraz już tego tak nie czuję. Przeciwnie – jestem usatysfakcjonowana z podjętych decyzji, widzę nowe perspektywy.

Bo jesteś wolna? Czy facet pęta kobietę?
Nie, jeśli jest bardzo zakochana. A ja byłam. Masz rację – czuję się wolna. Moje uczucie się zmieniło.

Zagubiło się na zakręcie?
Pamiętasz, jak rozmawiałyśmy jeszcze kilka miesięcy temu? Ostrzegałaś mnie, że odległość nie wpływa dobrze na związek. Ale ja byłam święcie przekonana, że nikt i nic nie jest w stanie nas zniszczyć. Nawet gdy siedziałam sama w domu i było mi strasznie przykro, że Radosław nie widzi przyszłości w Warszawie, nie chce tutaj przyjeżdżać, wierzyłam, że wszystko się ułoży. I cały czas brnęłam w przekonanie, że zrobię wszystko, żebyśmy mimo odległości byli razem.

I byłaś na mnie zła, gdy mówiłam, że budować związek trzeba we dwoje?
Byłam zła na wszystkich, którzy tak twierdzili. To znaczy nie zła, raczej megazdenerwowana. Życzliwość tłumaczyłam sobie zazdrością, zawiścią o to, że jesteśmy szczęśliwi.

Bo w miłość trzeba wierzyć?
Trzeba i można. Ja jestem urodzoną optymistką. Uważam, że kiedy podchodzisz do życia pozytywnie, to ono odpłaca ci dobrem. Nie potrafię wyzbyć się mojego optymizmu.

Na szczęście?
Na szczęście. Swoje przepłakałam, ale nienawidzę użalać się nad sobą. Użalanie się nic nie daje, popada się w jeszcze większą frustrację.

Ale zdrada jest zawsze traumatyczna.
To zależy od tego, kogo dotyka. Może różnie wpływać na ludzi. Ja dopatrują się we wszystkich złych doświadczeniach jakichś pozytywów.

Nawet gdy zaufanie zostało nadużyte?
No, zostało. I co mam powiedzieć? Że to była jakaś tragedia? Była. Na krótko. Minęło i koniec.

Trudno w to uwierzyć, bo stało się to tak niedawno.
No tak, ale dla mnie wtedy jeden dzień był jak rok. Nie chcę wracać już do tego. Wiesz, jakie są Wodniki – nie wracają do tego, co było... Nie chciałam się z Radosławem kłócić, wyrzucać go z domu i udawać zapiekłej w złości prostaczki. Nie przekreśliłam go jako człowieka, ale...

Ale?
Mało miał mi do powiedzenia przez półtora miesiąca, odkąd ogłosiłam publicznie, że chcę się z nim rozwieść.

Nie prosił Cię o wybaczenie?
Nie. W ogóle się nie odzywał. Zero reakcji.

Może musiał to wszystko przemyśleć?
Dla mnie liczy się spontaniczna reakcja, której nie było.

Przeczytałaś o jego zdradzie, zobaczyłaś zdjęcia i co?
Dla mnie to był szok. Wtedy spędzaliśmy ze sobą mało czasu, ale pewne rzeczy do mnie dochodziły. Z różnych stron. Gdybyś zadzwoniła do mnie wtedy, mogłam gadać i gadać na ten temat. Od kilku tygodni czuję się znowu świetnie i nie umiem udawać wielce pokrzywdzonej.

Wystarczy, że powiesz: "Nie kocham go już" i miłość mija?
Nie, absolutnie. Wiesz, ja bardzo się bałam spotkania z Radkiem po miesiącu od tego, co się stało. Bo ja wiem, kiedyś to przeżyłam.

Kto Cię wtedy reanimował?
Wszyscy. Rodzice, przyjaciele. Potem dowiedziałam się, że umawiali się na warty przy mnie, żebym nie była sama. Dziwiłam się nawet, że tak mnie obstawiają, że tak lubią ze mną przebywać. Ależ muszę być zabawna, megaatrakcyjna, że tak każdą chwilę chcą ze mną spędzać – myślałam sobie.

Bali się, że sobie coś zrobisz?
Nie jestem typem samobójczyni. Ale wiesz, jak to jest, gdy człowiek czuje się załamany. Stres trzeba przegadać. Lepsze to niż duszenie w sobie emocji.

Umiałabyś wybaczyć?
Jestem za młoda na wybaczanie, na pewno nie tak od razu. Na razie czekam i obserwuje. Nie mam dzieci, nie mam żadnych zobowiązań. Ani wspólnego majątku.

Macie rozdzielność majątkową?
Tak, i nic w tym złego. Moi rodzice też ją mają. I mnóstwo moich znajomych. Nie było w tym żadnych podtekstów. Nigdy w życiu bym nie pomyślała, że tak mi się życie potoczy. Ja jednak nie mam zamiaru się umartwiać. Czuję, że teraz nadchodzi nowy etap – pierwsza solowa płyta, cudowne koncerty, festiwale – to wszystko, co kocham.

Szybko doszłaś do siebie?
Widzisz, tak się jakoś ułożyło, że mam to, czego chciałam wcześniej... Gdyby Radosław od razu zachowywał się tak, jak to robi teraz, może nie złożyłabym pozwu o rozwód. Ale za długo zostawił mnie samej sobie. Jeśli ktoś mówi mi: "Mam cię gdzieś, spadaj", to spadam i już. Jeżeli jest się z kimś cztery lata, to powinno się wszystko wyjaśniać od razu. Choćby przez szacunek dla uczuć tej drugiej osoby, trzeba być odpowiedzialnym za serce, które się skradło.

Chciałaś stworzyć prawdziwą rodzinę, mieć dziecko.
Ale Radzio wybrał życie na odległość. A teraz okazuje się, że można się przeprowadzić.

Walczy o Ciebie. Nie dasz mu szansy?
Radosław przeszedł metamorfozę – w ogóle go nie poznaję. Jest taki, jakim chciałam go widzieć kiedyś. Pozostaje tylko pytanie, czy po prostu chce mnie odzyskać, czy rzeczywiście zauważył błędy i doszedł do wniosku, że musi się zmienić na stałe. Nie cofnęłam swojej decyzji o rozwodzie. A jeśli chce, żebym ponownie wyszła za niego, musi znowu mnie zdobyć.

Szarpiesz się?
Nie. Ja doskonale wiem, co robię. Nie składam żadnych deklaracji, że moje serce z powrotem zabiło wielką miłością. Ale doceniam to, co dla mnie robi, rzucił dla mnie wszystko, postawił na jedną kartę. Patrzę, co się będzie dalej działo bardzo uważnie i wyciągam wnioski.

Może dopiero teraz dowiedział się, jak bardzo Cię kocha?
No właśnie, może. Zazwyczaj jest tak, że gdy się coś traci, zaczyna się to doceniać. Ale fajnie mi z tym, zawsze chciałam tak się czuć. Radek zabiega o mnie, jak nigdy dotąd. Marzy mi się, żeby było tak już zawsze.

Tak bardzo się zmienił?
Wydaje mi się, że wiele zrozumiał. Był niedojrzałym chłopcem, a teraz stał się mężczyzną. Kiedyś wydawało mu się, że jeśli będzie się ze mną droczył i stawiał na swoim, to będzie górą. A przecież związek nie powinien opierać się na tym, że ktoś dominuje, tylko na partnerstwie. Jest dużo starszy ode mnie, wtedy na pewne rzeczy przymyka się oko. Teraz jego spokój jest imponujący, a ja potrafię zaleźć za skórę. Myślę, że on dopiero teraz nauczył się ze mną żyć.

Wreszcie mieszkacie razem?
Tak, w moim mieszkaniu na Mokotowie, w Warszawie.

I czeka na Ciebie, aż wrócisz z koncertu? Jest po prostu mężem?
Tak, wcześniej to było takie chodzenie z chłopakiem: no to cześć, co słychać, co robisz. I nic więcej. A teraz to zaczyna być taki prawdziwy związek, czuję, że on mnie naprawdę kocha. Ale ile musiałam wycierpieć, żeby do tego doszło, to tylko ja wiem, choć wiem, że jemu też nie było łatwo.

I tak wszyscy uważali, że nadal z nim sypiasz, mimo założenia sprawy rozwodowej. I pisali, że całe to rozstanie to taki chwyt marketingowy.
Mam gdzieś, co inni uważają, przecież to jakiś absurd, co piszą o nas w internecie i prasie brukowej. Że niby kosztem osobistej porażki mam się wylansować? Cha, cha, dobre. Kto jak kto, ale ja nie muszę robić takich rzeczy. W istocie moje impulsywne do bólu, szczere dzielenie się z publicznością niektórymi prywatnymi sprawami niejeden gnom może błędnie interpretować. Ludzie pokochali mnie za to, że w swoim zachowaniu nigdy nie byłam zapobiegawcza, dyplomatyczna i zakłamana. Bez względu na wszystko zawsze będę mówić to, co myślę, i robić tak, jak czuję.

A jak piszą, że jesteś fenomenem?
Ameryki nie odkrywają, bo jestem. Fani cenią mnie za to, że jestem sobą od początku do końca.

Jakie więc, Twoim zdaniem, powinno być prawdziwe małżeństwo?
Małżeństwo to przede wszystkim wspólne życie pod jednym dachem, wspólne plany i pragnienia. Brak chorych ambicji z jednej, jak i z drugiej strony. To pewnego rodzaju lokata, która w przyszłości musi dawać satysfakcję i radość.

Tak naprawdę to nie rozstaniecie się, bo nie przestałaś Radka kochać?
Tak, to prawda, ale to inna miłość. Wcześniej, gdyby ktoś powiedział: "Jeśli nie odetniesz sobie ręki, to nie będziesz Radka widywać", bez namysłu bym ja odcięła. A dzisiaj myślę już inaczej. Nie poświęcę się dla kogoś, kto chodził na imprezy, gdy byliśmy pokłóceni. Dla kogoś, kto przez półtora miesiąca nie interesował się, czy ja jeszcze żyję. Dla kogoś, kto ponosi winę za ten kryzys. Teraz musi powalczyć o moje uczucie.

Będziesz umiała zapomnieć o zdradzie?
To się okaże. Jeśli nie będę umiała i będziemy się męczyć oboje, to trzeba będzie to wszystko zakończyć. Mimo młodego wieku mam w sobie taką dojrzałość, że potrafię zdobyć się na asekurację. Teraz jednak nie zagłębiam się w jakieś rozterki. Po co mam psuć sobie najfajniejszy okres, miotać się, mieć czarne myśli? Daję nam czas, po prostu.

A jeśli się nie uda?
Nigdy nie bałam się być singlem. Ale objawił mi się inny facet niż ten, którego znałam. Bardzo się o mnie troszczy, opiekuje się mną, jest cudowny. Wiele wody musi jednak upłynąć, żebym zechciała być znowu żoną. Na razie chcę być jego dziewczyną, spędzać z nim czas, pomagać mu, śmiać się z nim, przytulać. Nic nie planuję. Albo się wszystko ułoży, albo nie.

Zaczęłaś teraz inaczej śpiewać?
Chyba tak. I teksty mam fajniejsze.

Ta nowa płyta też będzie inna?
Ona składa się jakby z dwóch części. W pewnym momencie mój producent powiedział: "Piszesz teksty, że tylko żyły podciąć". Ja na to, że nie umiem napisać nic wesołego. Ale czas nagrywania płyty przeciągnął się, i dobrze, bo potem już mogłam w tekstach się pośmiać i wszystko się wyrównało. Każde doświadczenie życiowe dobrze wpływa na piosenki. Gdy czytam to, co napisałam cztery lata temu, to jakaś masakra. Naiwność.

Życie to gorzka lekcja?
Czy ja wiem? Jeszcze przed związkiem z Radkiem byłam trzpiotką, wielką optymistką. Potem to, co się stało z moim małżeństwem, dało mi w kość i zaczęły się przykre chwile. A teraz znowu robię się niefrasobliwa. Wydoroślałam i wróciłam do bycia wielką, niepoprawną optymistką.

A wspólne z nim zakupy i tysiąc codziennych spraw?
Właśnie za tym tęskniłam. Dla mnie nieosiągalne było na przykład wspólne jedzenie śniadania, spacer po parku. Niedawno miałam sen, że jestem na statku, który tonie, woda przebija się przez podłogę, rozwala deski, a potem pojawiło się drzewo, na które z trudem weszłam, zsuwając się po gałęziach. I tam był zawieszony hamak jak ratunek. To taka metafora mojego życia.

Trudności i nagroda?
Tak, ja zawsze osiągam to, co zamierzyłam. Do końca roku będę jeździć lexusem, skończę dom z basenem. Zamiast siedzieć w restauracji, będziemy robić wywiad, kąpiąc się w basenie. Wypijemy drinka z palemką. Zobaczysz.

A Twój mężczyzna będzie czekał z ręcznikiem? Jaki powinien być idealny facet?
Król Lew, dowartościowany. Taki, co powie: "Pokrzycz sobie, kochanie" i nie będzie wdawał się w awanturę. Dorosły po prostu. Ale równocześnie taki, który pójdzie ze mną wykąpać się w publicznej fontannie. I nie powie: "To bez sensu, ja jestem osobą publiczną i nie będę się pluskał w wodzie". No i taki, który weźmie mnie za rękę i powie: "Nie martw się tym, co gadają".

Tego byś chciała od życia?
Teraz to chciałabym, żeby moja solowa płyta sprzedała się w diamentowym nakładzie. Data jej ukazania się to 27.07.2007. Tak wymyśliłam. Wierzę w numerologię.

Magiczne siódemki? No tak, jesteś przecież czarownicą. Usunęłaś tatuaż z imieniem Radzia po hebrajsku. Teraz go przywrócisz?
Nie, bo zmieniłam go na inny. Teraz to napis po hindusku.

Jak brzmi?
Nie powiem. Nie mogę.

To Twoja mantra?
To takie tajemnicze słowo, które ma mnie strzec przed złymi duchami. I ustrzeże, zobaczysz.

Rozmawiała Krystyna Pytlakowska
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (3)
/19.07.2007 21:23
Myślę,że Doda przegina........myśli,że to ona i jej głupi Radzio są najjjj.........dziwne,że on z nią tyle wytrzymał.......!!
/18.07.2007 12:23
Kiedy czytam wywiady z nią opadają mi po prostu ręce i czuję się obezwładniona wizerunkiem jaki ta piosenkarka usiłuje stworzyć w mediach. Szczyt tandety i sensacyjki dla prostaków. W dodatku spiewa okropnie, no może tylko lepiej od Mandaryny. Mniemanie ma o sobie wielkie a jest pusta i próżna. Ten IQ 165 to chyba ktoś pomylił ze wzrostem....
/16.07.2007 17:39
ten, kto pisał artykuł, lekko się zamotał:)