Monika Brodka

Objawienie ostatniego roku. Wspaniały głos, mocna osobowość, góralski temperament. Opowiada o samotności w wielkim mieście, pokusach i dojrzewaniu
/ 16.03.2006 16:57
Krystyna Pytlakowska: Czy jest coś, co Cię stresuje?
Monika Brodka: A wyglądam na taką, która się niczego nie boi?

– Tak ludzie mogą Cię odbierać. Mnie jednak nie zwiedziesz – pod płaszczykiem pewności siebie kotłują się emocje.
Bywa, że muszę być dyplomatką, a nie umiem. I to mnie stresuje.

– To już mamy pierwszą cechę – brak wprawy w dyplomacji. Druga to chyba asertywność?
Jestem asertywna, na pewno. Tak byłam wychowana.

– Twarda góralka?
Właśnie.

– A my mamy rozmawiać o miłości.
To bardzo trudny temat.

– Dlaczego? Myślałam, że wdzięczny i ponadczasowy?
W tych sprawach brakuje mi jeszcze doświadczenia. W miłości jestem nieśmiała.

– Nie wiesz, jak się zachować wobec chłopaków?
Z tego, co wiem, to nie ma jeszcze książki „Sprawdzone sposoby na udany związek”. Gdyby się ukazała, byłabym pierwszą, która by ją kupiła. Miłość to trudny temat, bo zahacza o moją prywatność. A o niej nie cierpię rozmawiać.

– Jednak musiałaś się z tym liczyć, kiedy szłaś do „Idola” i zakładałaś zwycięstwo?
Byłam osobą z ulicy i nie miałam pojęcia, co to jest show-biznes, jakie są jego realia. Teraz się uczę rozpoznawać to wszystko.

– Co konkretnie? Niebezpieczeństwa? Niemoralne propozycje?
Nie, nie. Największym niebezpieczeństwem, o którym nie myślałam wcześniej, jest samotność. Zagubienie w wielkim mieście. Niby wszyscy się znają, ale każdy czuje się sam. I jest sam.

– Nie masz tu przyjaciółki?
Mam przyjaciół, ale bardzo mało. Znam już różnicę między przyjaźnią a kumplowaniem się. Obracam się w dużo starszym towarzystwie. Nie mam przyjaciół w swoim wieku, bo za dużo nas dzieli.

– Wykorzystał już ktoś Twój brak doświadczenia?
Nie, ludzie nastawieni są do mnie życzliwie. Ale biorę też poprawkę na fałsz, na obgadywanie za plecami.

– Co przyprawia Cię o łzy?
Bezradność, kiedy wszystko się spiętrza. Zmęczenie, bo chodzę ciągle niewyspana, jakieś problemy w szkole, w wytwórni, życie w ciągłym biegu.

– I dzwonisz wtedy do mamy o północy?
Dzwonię.

– Co to znaczy dojrzałość?
Odpowiedzialność za swoje czyny, pomyłki, mocne postanowienie poprawy i żal za grzechy...

– A nie poczułaś się dorosła, gdy się pierwszy raz zakochałaś?
Nie, wtedy nabrałam pokory i stałam się bardziej romantyczna. Przyziemne sprawy straciły wtedy znaczenie.

– Oddzielasz seks od uczuć?
Nie. To niemożliwe, aby seks i miłość nie szły w parze. Inaczej w ogóle uczucie by się nie liczyło, a seks byłby czynnością równie prozaiczną, jak umycie rąk. Gdybym się zdecydowała na coś takiego, żałowałabym potem. Miałabym do siebie pretensje. A zresztą wypowiadanie się na tematy seksualne brzmi trochę dziwnie, jak ma się 18 lat. Wypowiedzi na ten temat zostawiam starszym koleżankom.

– Na ogół jednak 18-latki mają już za sobą ten pierwszy raz. Czy o tym też mówi się mamie?
Przed mamą nie mam tajemnic, ale publicznie nie będę o nich mówić.

– Ale tutaj, w Warszawie ciągle słyszy się, że Monika Brodka jest z tym czy tamtym. Że ma romanse.
No pewnie, miałam miliony romansów. Na plotki też muszę się uodpornić. Na razie nie przychodzi mi to łatwo. Strasznie ciężko stać się kimś publicznym z dnia na dzień. Przecież chodzę do szkoły, na zajęcia. Prowadzę normalne życie. I teraz wyobraź sobie, jak nauczyciele odbierają takie rzeczy. Że ich uczennica prowadzi bujne życie towarzyskie, bawi się w nocnych lokalach i jest ekspertką od seksu. Proszę spojrzeć – jaki tam ze mnie wamp?

– No tak. Czapeczka z daszkiem, dżinsy, długie proste włosy…
Przepraszam, zapomniałam dzisiaj swoich lateksowych kozaków...

– Wracając do miłości – w jakim chłopaku mogłabyś się zakochać?
Nie mam jakichś niekonwencjonalnych wymagań, ale: wysoki, brunet, z dwudniowym zarostem, kochający, tolerancyjny i z dużym poczuciem humoru chyba by wystarczył...

– I nosił Cię na rękach?
Nie. Powinien być trochę draniem. Silnym facetem, co nie znaczy napakowanym.

– Mógłby mieć 40 lat?
Chyba nie. Za stary. No, może jeśli wyglądałby na 20. W końcu obejrzałam „Lolitę” na podstawie Nabokova.

– I?
I trochę się przestraszyłam. Nie chciałabym spotkać takiej dziewczyny na swojej drodze.

– Ale mężczyźni w pewnym wieku dostają hopla na punkcie perwersyjnych nastolatek.
Takich mężczyzn też nie chciałabym spotkać, a zresztą nie mnie to oceniać.

– Na pewno jednak dostajesz mnóstwo propozycji?
Mam swój rozum, wiem, czego chcę. Nie robię rzeczy, których mogłabym potem żałować.

– A jest coś w Twoim życiu, czego żałujesz?
Staram się być rozsądna. Nie mówię o błahostkach, tylko o poważnych sprawach. Zanim podejmę jakąś decyzję, zrobię jakiś krok, muszę dokładnie to przemyśleć i poradzić się bardziej doświadczonych znajomych.

– Mama nie bała się o Ciebie, kiedy przenosiłaś się do Warszawy?
Bardzo się bała, ale wiedziała, że druga taka okazja może się nie trafić.

– Co jest w tym najtrudniejsze?
Że nie ma osoby, która czeka na mnie, gdy wracam z koncertu. Kogoś, kto weźmie mnie za rękę i powie: „Siadaj, jesteś zmęczona, zrobię ci herbatę”. Silnego ramienia i wsparcia w problemach. W Warszawie trudno o kogoś takiego. Tu wszyscy są zadufani, pewni siebie, żyjący w pośpiechu i pogoni za mamoną.

– I dlatego czujesz się samotna?
To nie tak, że jestem całkiem sama. Mieszkam w mieszkaniu firmy. Często nocują tu różni muzycy, wokaliści, zespoły. Bywa bardzo wesoło.

– Ale narażona jesteś na różne pokusy?
Nie jestem zwolenniczką używek. Mogę na imprezie nie wypić nawet kieliszka wina i dobrze się bawię. Nie ciągnie mnie do tak zwanych polepszaczy nastroju. I nie interesuje mnie to, co jest na wyciągnięcie ręki. Lubię wyzwania i to, co nieosiągalne, nawet gdy trzeba o to powalczyć.

– O co więc walczysz?
O siebie. Muszę często pokonywać sama siebie. Na przykład pierwszy dzień w nowej szkole. To był chyba najtrudniejszy moment. Miałam taką fobię, że wysiądę z tramwaju i się zgubię, więc jeździłam wyłącznie taksówkami, ale już się odnalazłam. Odkryłam, że jestem odporna na przeszkody i nie załamuję się.

– O czym marzyłaś, jak miałaś 10 lat? Bo chyba nie o karierze wokalistki?
Chciałam zostać policjantką. I zrealizowałam to marzenie. W klipie nagrywanym do piosenki, którą zaśpiewam w Opolu, zagrałam policjantkę. To piosenka o nieszczęśliwej miłości. Ja – odkąd pamiętam – zakochiwałam się nieszczęśliwie, co tydzień w kimś innym. Dziś wiem, że to były bzdury.

– Czy fakt, że ojciec odszedł, kiedy byłaś dzieckiem, sprawił, że masz do mężczyzn bardziej nieufny stosunek?
To temat, na który się nie wypowiadam.

– To znaczy, że boli?
Jak boli, to biorę tabletkę.

– Miałaś tremę przed Opolem?
Miałam, ale nie nastawiałam się na żadną wygraną. Pojechałam tam, bo zawsze chciałam na tej scenie wystąpić. Opole oglądałam od dzieciństwa. To miejsce z tradycjami. Teraz chciałabym pojechać na wakacje, chociaż dwutygodniowe. Bo w zeszłym roku wcale ich nie miałam. Nagrywałam płytę.

– No tak, jesteś dzieckiem pracującym.
Chciałabym być mniej zabiegana, częściej wypoczywać, podróżować dla przyjemności. Nie widzę siebie jeszcze w roli żony, matki ani zamiatającej dom. Być może kiedyś tego zapragnę. Ale teraz na pewno nie. Na razie chcę uzbierać pieniądze na mieszkanie. To mój najbliższy cel.

– Jaka jesteś naprawdę, w środku? Czy taka silna, jaką chcesz się wydawać?
Ba, tego nie wie nikt. Nawet ja.

Rozmawiała Krystyna Pytlakowska
Zdjęcia Marcin Tyszka
Stylizacja Jola Czaja
Asystentka Anna Gnacy
Makijaż i fryzury Margo Węgierek
Produkcja sesji Elżbieta Czaja
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)