Monika Brodka

Przeszła przyśpieszony kurs dojrzewania. Na nowej płycie śpiewa o tym, że prawdziwa miłość zdarza się raz na dziesięć lat. Ona jeszcze jej nie znalazła.
Dorota Welmann: Jak się czujesz przed wydaniem nowej płyty?
Monika Brodka: Jestem i zdenerwowana, i podekscytowana. Wciąż się biję z myślami, czy jestem z niej zadowolona, czy nie, bo właściwie nigdy nie jestem z siebie zadowolona. Na płycie znalazły się absolutnie nowe piosenki, nie ma żadnego coveru, w dodatku pisałam sama teksty, więc denerwuję się jeszcze bardziej.

– Jak oceniasz swoją pierwszą płytę z perspektywy dwóch lat?
Tamta płyta to dowód na mój upór w dążeniu do celu. Chciałam zrobić coś, czego nie będę się wstydzić, czego się będzie miło słuchać. Teraz wiele rzeczy bym zmieniła, inaczej zaśpiewała, ale mam do „Albumu” ogromny sentyment.

– Czy nowa płyta znowu będzie fabryką przebojów?
Jest bardziej nastrojowa. Pokazuje sentymentalną i wrażliwą duszę, którą wcześniej gdzieś głęboko ukrywałam. Byłam skacząca, energiczna, szalona. Powiedzmy wprost – byłam wariatką. Teraz jestem bogatsza o doświadczenia, dlatego nowa płyta jest dojrzalsza.

– A Ty bardzo się zmieniłaś?
Przez ostatnie dwa lata spokorniałam. Stałam się bardziej normalna. Zawsze starałam się na siłę pielęgnować w sobie inność. Byłam zadziorna, zwariowana. W pewnym momencie zaczęło mnie to męczyć. I ludzi przebywających ze mną również. Teraz normalnie rozmawiam z ludźmi, bez nerwów i emocji. Uczę się dyplomacji. Choć czasami mój charakterek potrafi się ujawnić. Jestem góralką, z ogromną wrażliwością i jednocześnie zadziornością. Często wszczynam kłótnie. Przydałoby mi się trochę ogłady.

– Czy dojrzałaś jako wokalistka?
Nie brałam lekcji śpiewu, ale po pierwszej płycie zagrałam jakieś 200 koncertów. To był morderczy trening. Znam teraz lepiej swój głos. Jest matowy, ciemny, niski. Dlatego, że śpiewałam w kapelach góralskich, a tam się śpiewa mocno, mój jest wzmocniony. W spokojnych piosenkach się podwyższa. Jest jaśniejszy i cieplejszy. W dolnych rejestrach bywa chropowaty. Nie lubię słuchać swojego głosu. Cały czas powtarzam: „Boże, nie umiem śpiewać, nie powinnam śpiewać!”

– A oglądać się lubisz?
Nienawidzę siebie oglądać, ale to robię... sprawdzam, czy w telewizji było widać, że jestem zestresowana. Po obejrzeniu nagrań staram się poprawiać ruch sceniczny. Ruszam się tak, jak czuję muzykę. Wiele osób zarzuca mi, że nie robię tanecznego show. Najbardziej podziwiam wokalistki, które stoją przy mikrofonie i tylko śpiewają, a przykuwają uwagę tak, że publiczność wstrzymuje oddech. To jest najważniejsze w śpiewaniu, a nie wykopy i koziołki.

– Podobasz się sobie?
Nie jestem w sobie zakochana i to wychodzi mi na dobre. Ciągle wyglądam jak mała dziewczynka. I chyba mam taką twarz, która zawsze będzie wyglądać dziecinnie. Nie siedzę godzinami przed lusterkiem. Nigdy nie myślałam o operacji plastycznej. W ocenie mężczyzn pewnie mam małe piersi, ale nie zamierzam ich powiększać, bo je uwielbiam i uważam, że są bardzo seksowne.

– Twoja nowa płyta jest smutna?
Mówi o negatywnej stronie miłości, a nie tej, którą widzimy w filmach z happy endem. Opowiada o tym, że miłość strasznie ciężko znaleźć, zdarza się raz na dziesięć lat, raz na sto przypadków i jest cudem. I jak już jest, trzeba się o nią starać, żeby jej nie stracić. A bezinteresowne oddanie całego siebie nie jest gwarancją, że związek wytrzyma. To, o czym piszę w piosenkach, wynika z moich doświadczeń i obserwacji tego, co się dzieje wokół mnie.

– Złośliwi powiedzą: „Co ty, mała, wiesz o miłości?”
Powiedzą, że mam 19 lat i nie wypada mi o takich rzeczach śpiewać, że jestem nieszczera, że na tym zna się ktoś, kto ma 35 lat i wiele przeżył. Każda płyta jest swego rodzaju przekazem. Mam szansę przez te 45 minut powiedzieć coś, co jest dla mnie istotne. Nie widzę potrzeby, bym miała śpiewać o maskotkach czy o polityce. Ludzie bardziej cierpią z powodu nieszczęśliwej miłości niż z powodu zmian w rządzie.

– Czy zawiodłaś się na miłości?
Jeszcze jej nie znalazłam. To był tylko przedsmak tego, co mnie może w życiu spotkać. Ufam, że spotkam tego jedynego, wyśnionego. Ale coraz częściej zdaję sobie sprawę, że to może być wytwór wyobraźni i że „takie rzeczy to tylko w Erze”.

– Mówisz jak kobieta z przeszłością.
Odbyłam przyspieszony kurs dojrzewania. Dziewczyny w moim wieku nie mają za sobą aż tak poważnych związków, z którymi wiążą swoją przyszłość, swoje życie. Nie mieszkają z ukochanym, nie zasypiają i nie budzą się razem, nie dzielą z nim każdego dnia. A ja tak żyłam, to było realne i poważne. Podobno po nieudanym związku wyciąga się wnioski na przyszłość. Nie wiem, czy ja takie wnioski wyciągnę, bo we wszystkim, co robiłam, kierowałam się sercem i uczuciami. Popełniałam błędy, ale szczere i moje.

– Czy stworzyłaś swoją muzyczną autobiografię?
Często, gdy nam się zdarzy coś złego, zadajemy sobie pytanie, czy to tylko nas spotyka. I czemu akurat mnie? Potem okazuje się, że milion osób ma tak samo źle. Obserwuję ludzi. Nietrudno zauważyć, gdy ktoś jest nieszczęśliwy. Idę na zakupy, spotykam mnóstwo kobiet. Słyszę urywki zdań z ich rozmów: „No widzisz, nie zadzwonił!” „Zostawił mnie”. „Jestem zakochana, czemu on mnie nie kocha?”

– Co by Cię uszczęśliwiło?
Chciałabym, żeby się poukładało w moim życiu prywatnym. Bo sprawy osobiste przekładają się na moje życie zawodowe. Nie potrafię zakładać maski szczęśliwego człowieka. Może nie śpiewam wtedy gorzej, ale nie mogę nawiązać takiego kontaktu z publicznością, jak bym chciała i powinnam. Może nie jestem w tym profesjonalna, ale nie potrafię swoich uczuć ukrywać.

– Chciałabyś już wyjść za mąż?
Chciałabym kiedyś stanąć na ślubnym kobiercu w pięknej białej sukni, ze wspaniałym bukietem i długim welonem. Chciałabym tego kiedyś doświadczyć. I żeby na moim weselu przygrywała góralska kapela. Ale biorąc pod uwagę, ile jest nieudanych związków, rozwodów, zastanawiam się, czy jest sens brać ślub.

– Rozczarowałaś się show-biznesem po polsku?
Nie wiedziałam, jak ten świat wygląda, więc niczego sobie w głowie nie układałam. Nie zawiodłam się strasznie, raczej mu się dziwię. Rozczarowali mnie niektórzy ludzie. Zatracili wszelkie wartości. Nie liczy się ani rodzina, ani miłość, ani szacunek do innych. Nie mówię, że jestem święta, ale mam swoje nienaruszalne zasady. Ludzie mają to gdzieś, zdradzają się, ranią, krzywdzą. Boję się takiego świata.

– Już nie bywasz na imprezach?
Nie jestem zabawowa. Nie potrafię imprezować. Tu, w Warszawie, zabawa polega na tym, żeby wypić morze alkoholu. Przestało mnie to bawić. Boję się używek, które zmieniają świadomość. Nałogi mogą wytrącić nas z samych siebie. Gubimy przez nie naszą osobowość. Ludzie i tak na co dzień są nieobliczalni, a po alkoholu i narkotykach wychodzą z nich najgorsze rzeczy. Kiedyś kilka razy się upiłam. Teraz mnie nie ciągnie do alkoholu, nie mam potrzeby tak się znieczulać czy odstresowywać. Zapłacę 100 złotych za moje zdjęcie z drinkiem w ręku na imprezie. Stałam się domatorką. Cieszę się, że mam mieszkanie, w którym mogę spędzać czas, oglądać filmy, spotykać się z przyjaciółmi i rozmawiać o ważnych dla nas sprawach.

– Nie martwi Cię zalew tandety?
Ania Dąbrowska, Kasia Nosowska, Anna Maria Jopek nie przynoszą muzyce wstydu, a utrzymują się na topie. Śpiewają kulturalnie i przyjemnie dla ucha. Mają coś do przekazania. Nie muszą uciekać w lateksowe gorsety i pawie pióra w pupie.

– A może trzeba posługiwać się takimi środkami, żeby odnieść naprawdę duży sukces? Dekolt, miniówka, seksapil, prowokacja obyczajowa...
Nigdy! Moja firma fonograficzna niczego mi nie narzuca. Staram się być prawdziwa. Nie mogłabym przybrać jakiejś kreacji scenicznej, która nie byłaby zgodna ze mną. Ale staram się nie ukrywać swojej kobiecości. Z tym że równie seksowne jest dla mnie domalowywanie sobie wąsów, jak czerwona szminka i mała czarna. Czuję się atrakcyjną kobietą i nie muszę tego eksponować.

– Już nie będziesz lolitką?
Tak o mnie mówili, chyba dlatego, że w wieku 16 lat pojawiłam się w „Idolu”. Śpiewałam piosenki o miłości, o której nie miałam pojęcia. Wydaje mi się, że nie potrafię kokietować. Nie mam w sobie zalotności, takiej żeby wszyscy padali mi do nóg. Jestem babą twardo stąpającą po ziemi. Mówię to, co myślę, dużo przeklinam, jestem Zosią samosią, która sobie radzi w życiu i nikogo do pomocy nie potrzebuje. Nie jestem łatwym przypadkiem.

– Czymś nas zaskoczysz? Nową fryzurą, nowym lookiem?
Lubię się zmieniać w zależności od repertuaru czy emocji, jakie mam w sobie. Przecież kobieta zmienną jest. Myślę, że jeszcze wielokrotnie zaskoczę wszystkich zmianami. Tak jak Madonna, która miała już milion wcieleń, fryzur na głowie i tysiące zaskakujących kostiumów scenicznych. Teraz stałam się bardziej klasyczna. Lubię styl vintage, rzeczy z lat 50. Połączenie starej, klasycznej elegancji z nowoczesnością. Czasami mieszam je z elementami folklorystycznymi. Unikam błyskotek, glamouru, wszystkiego, co ocieka złotem. Zrozumiałam, że im prościej, tym ładniej i z klasą. Przyznaję, że jestem zakupoholiczką i szperaczką. Są rzeczy, za które bym się dała pokroić. Moja słabość to buty.

– Żyjesz dobrze z muzyki?
Nie mogę narzekać na brak pieniędzy. Zapewniają mi poczucie stabilizacji. Mogłam sobie kupić mieszkanie i samochód. Pomagam mojej rodzinie. Chciałabym utrzymywać się z muzyki. Udało mi się do tej pory nie grać na chałturach, w centrach handlowych. Nie chcę znaleźć się między schabowym a zielonym groszkiem.

– Gdybyś mogła dać najmniejszy koncert świata, to dla kogo byś chciała zaśpiewać?
Dla moich dzieci, jak już przyjdą na świat.

– Gdybyś mogła wybierać, żeby ktoś zaśpiewał tylko dla Ciebie, to kogo byś wybrała?
Lenny’ego Kravitza.

– Co poczuła Brodka, gdy umarł Marek Grechuta?
Ogromną pustkę. On nigdy nawet się nie zbliżył do obciachu i tandety. Był wrażliwym człowiekiem i artystą.

– Wrażliwość go pokonała. Podobno i Ciebie dopadają depresje i lęki?
Stan depresji nie jest mi obcy. Mogę się do tego przyznać, bo to jest bardzo ludzkie. Ostatnie pół roku to ciężki okres w moim życiu. Miałam wiele chwil załamania. Starałam się ratować sama, ale czas musi zaleczyć rany. Dotknął mnie brak chęci robienia czegokolwiek. Siedziałam na kanapie i oglądałam filmy. Nie chciało mi się z nikim rozmawiać. Lęki? Boję się, co przyniesie następny dzień. Boję się zasypiać sama. Boję się ciemności, boję się przestępców czających się w krzakach. Najbardziej boję się ludzi. Mam w sobie małą dziewczynkę, która boi się być skrzywdzona.

Rozmawiała Dorota Wellman/ Viva!
Zdjęcia Robert Wolański
Stylizacja Jola Czaja, asystentki Iga Pietrusińska i Kasia Grzymała, makijaż Gonia Wielocha/Helena Rubinstein,
fryzury Łukasz Pycior, scenografia Ewa Iwańczuk, produkcja sesji Elżbieta Czaja.
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (8)
/13 lat temu
monika nie stroi sie jak doda . i dobrze . to co ma jest dobre . cieszy się z tego co ma , lecz próbuje więcej . i dobrze ,z takim talentem zajdzie daleko . MONIKA BRODKA tak trzymaj!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
/13 lat temu
monika nie stroi sie jak doda . i dobrze . to co ma jest dobre . cieszy się z tego co ma , lecz próbuje więcej . i dobrze ,z takim talentem zajdzie daleko . MONIKA BRODKA tak trzymaj!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
/13 lat temu
"Najbardziej podziwiam wokalistki, które stoją przy mikrofonie i tylko śpiewają, a przykuwają uwagę tak, że publiczność wstrzymuje oddech." Tak jest Kasia Noswoska.
POKAŻ KOMENTARZE (5)