Modowi dziwacy, czyli wariat czy indywidualność?

W ciągu ostatnich kilkunastu lat w Polsce doszło do prawdziwego przełomu w kwestii sposobu ubierania się. W szczególności dotyczy to dużych miast, w których różnorodność jest atrakcją. Wolno włożyć na siebie odważne, krzykliwe lub całkowicie dziwaczne stroje, wyjść na ulicę i nie zostać ani zlinczowanym, ani wyśmianym. Gdyby wszyscy żyjący w ogromnej społeczności wyglądali tak samo, zamiast poszczególnych ludzi widzielibyśmy jednolitą masę, jak w wojsku chińskim. Dzisiaj nosimy wszystko i w różnych połączeniach. Tysiące sklepów oferuje miliony ubrań, dodatków i gadżetów. Sieciówki wprowadzają co sezon nowe trendy a rzesze modnych ludzi szukają w nich czegoś dla siebie (w efekcie i tak wyglądają podobnie).

W ciągu ostatnich kilkunastu lat w Polsce doszło do prawdziwego przełomu w kwestii sposobu ubierania się. W szczególności dotyczy to dużych miast, w których różnorodność jest atrakcją. Wolno włożyć na siebie odważne, krzykliwe lub całkowicie dziwaczne stroje, wyjść na ulicę i nie zostać ani zlinczowanym, ani wyśmianym. Gdyby wszyscy żyjący w ogromnej społeczności wyglądali tak samo, zamiast poszczególnych ludzi widzielibyśmy jednolitą masę, jak w wojsku chińskim. Dzisiaj nosimy wszystko i w różnych połączeniach. Tysiące sklepów oferuje miliony ubrań, dodatków i gadżetów. Sieciówki wprowadzają co sezon nowe trendy a rzesze modnych ludzi szukają w nich czegoś dla siebie (a w efekcie i tak wszyscy wyglądają podobnie).

W społeczeństwie panują pewne reguły, których raczej się nie przekracza. Istnieją konwencje ubierana się stosownie do okazji. Inaczej wygląda człowiek wybierający się w niedzielę do kościoła, inaczej student, zmierzający na zajęcia. Życie wśród ludzi w pewien sposób ogranicza. Nie mamy całkowitej swobody. Musimy się dostosować.

Istnieją pewni odważni ludzie, których indywidualność polega na tym, że nie dają się „przerobić” konwencjom. Starają się zawsze być sobą. Mają pewien pomysł na swój wizerunek i budują go tak, jak chcą, mimo wszelkich słów krytyki. Inną kategorią ludzi (nie wpisujących się w kanony tego, co społecznie oczekiwane) są osoby hołdujące wartościom niskiego rzędu, nastawione na wzbudzenie sensacji, wywołanie skandalu, zyskanie sławy. Takich nie lubię.

W polskiej telewizji występował tylko jeden mężczyzna, który miał odwagę pokazać się publicznie w brudnym, pomiętym garniturze, niechlujnym zaroście i nieuczesanych włosach. Nie obawiał się jednak ujmy na wizerunku, nie sądził, by jego godność straciła cokolwiek z powodu tego, że cały kraj zobaczył plamy. Przed kamerą zachowywał się swobodnie. Drapał się, żywo gestykulował, był sobą. Jak to możliwe? Jego wizerunek nie mógł stracić na takich wybrykach, ponieważ to, co reprezentował swoją osobowością i intelektem było ponad tym wszystkim. Mężczyzną tym był krytyk filmowy Zygmunt Kałużyński. W artykule „Wyjście z nałogu” Anna Kilian przytacza anegdotę, która świetnie zobrazuje jak go postrzegano: Kazimierz Rudzki powiedział mu kiedyś: „Zygmusiu, mówią o tobie, że jesteś brudny”. Kałużyński na to odparł: „Jestem zaniedbany w ubraniu, ale myję się i również się kąpię”. Zatroskany kolega poradził mu na to: „Może powinieneś zmieniać wodę?”.

Fot. tiszertdlawolnosci.tiszert.pl

W Stanach Zjednoczonych żyje człowiek, którego określimy „dziwakiem”, dopóki go nie posłuchamy. To dyrektor kreatywny Starbucks’a i właściciel firmy Tether w Seattle, Stanley Hainsworth. Zajmuje się tworzeniem marek i projektowaniem wizerunku firm. Przy tym wszystkim perfekcyjnie tworzy własny wizerunek. Kiedy mówi, „sala słucha”. Jest dowcipny, swobodny i otwarty. Sprawia wrażenie lekkoducha ale wiedza, którą posiada wręcz hipnotyzuje. Słuchając wywiadów z jego udziałem, oglądając filmy z różnych konferencji jesteśmy pod wrażeniem spostrzeżeń, idei, które próbuje nam przekazać oraz sposobu, w jaki to robi. Niezwykłe, gdy ktoś wyjaśnia Ci coś, z czego nigdy wcześniej nie zdawałeś sobie sprawy, kiedy pokazuje Ci istniejącą zależność, o której nie miałeś pojęcia. I pomyśleć, że przy pierwszym kontakcie z nim, powiedziałbyś, że chyba jest szaleńcem. Pamiętajmy, że wygląd nie stanowi o osobowości . Wielcy tego świata zawsze byli odrzucani, bo nie godzili się na konwencję.

Fot. blog.twelvehorses.com

Mamy jeszcze kategorię ludzi sukcesu, o których wcześniej napisałam, że ich nie lubię. Oni nie mają nam niczego do przekazania, a jeśli już mają, to nie jest to nowe. Na tle własnego środowiska są przeciętni. Krzykliwy sposób bycia i wywoływanie skandali ma im służyć tylko do zwiększania dochodów. Nie są w niczym odkrywczy. Postawa, jaką przyjmują, kolor włosów, styl ubierania się bądź styl nieubierania się wcale to tylko triki sprzedażowe. Czy np. Michał Wiśniewski śpiewał o czymś, o czym nie śpiewali wcześniej inni artyści? Czy przyszłe pokolenia muzyków będą go naśladować i podążać za jakąś wartością, którą wprowadził? Czy chociaż jedną wprowadził?

Fot. MW Media

Do stylistów też trzeba mieć inne podejście. Z pewnością nie byliby tak barwni i widoczni w środowisku, gdyby nie zawód z jakim się związali. Mają pojęcie o świecie mody. Wiedzą jakie ubrania łączyć by wyglądać według konwencji. No właśnie: na konwencjach i stylach kreacji znają się najlepiej. Świetnie doradzą co włożyć na spotkanie biznesowe, by wyglądać stosownie lub jak uzyskać efekt famme fatale. Ale jakimi wartościami opisać ich własny wizerunek? Czym wyróżnia się Tomasz Jacyków oprócz tego, że pracuje dla gwiazd i podobno wstrzykuje sobie botoks?

Pisząc dzisiaj o wizerunku mam na myśli ten prawdziwy a nie sztuczny i wystylizowany. Chciałabym zobaczyć w każdej osobie, którą spotykam obraz mający u swoich podstaw wyróżniające ją cechy. Ubrania i sposób zachowania są nośnikami osobowości na zewnątrz. Większość wizerunków, z którymi mamy na co dzień do czynienia to niestety te sztuczne osobowości. Modne rzeczy nie pomogą ludziom być kimś. Próbując wpisać się w jakiś styl, ubrać tak, aby wyglądać na kogoś innego, po prostu zatracają własne osobowości. Przybierając maski osób, które nam imponują, przyjmujemy też ich wartości. Może lepiej byłoby poszukać własnego sposobu na życie lub sprawdzić, czy faktycznie hołdujemy tym samym ideom, zanim coś przejmiemy? A może my sami okażemy się tak wartościowi, kreatywni i indywidualni, że nie będziemy potrzebowali cudzego wizerunku?

Fot. MW Media

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/8 lat temu
największym dziwakiem jest czerwonowłosy... ale to jego największy atut, bo o jego muzyce już chyba nikt nie pamięta, a jego ekscentryczny "styl" nie daje o sobie zapomnieć