Mistrz i Natasza

To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Dopiero gdy inny mężczyzna zaczął zabiegać o Nataszę, Janusz zrozumiał, że nie odda jej nikomu.
ONS_254676_Natasza Urbanska, Janusz Jozefowicz 09.JPG fot. ONS
Jasnozielony sweter z dekoltem w serek, nieskazitelnie biały podkoszulek, dżinsy. Janusz Jóźefowicz nie chodzi już, jak przed laty, w powyciąganych czarnych swetrach. Teraz ma dokładnie przemyślany strój. Nie on jednak zajmuje się swoją garderobą, ale jego narzeczona, 18 lat młodsza tancerka i piosenkarka Natasza Urbańska.

Są razem od ponad 10 lat. Nie wiedzą, kiedy dokładnie rozpoczął się ich związek. Przez ostatnią dekadę byli jednak nierozłączni. Natasza wszędzie z Januszem podróżuje. Jest nie tylko główną aktorką jego teatru, ale także jego asystentką, najbliższą przyjaciółką. Ich związek dla pracowników teatru nigdy nie był tajemnicą, ale oni do tej pory nie chcieli rozgłaszać tego, że są razem. Teraz po raz pierwszy zgodzili się opowiedzieć o swojej miłości.

Na rozmowę umówiliśmy się w restauracji „Buffo”. To jest ich miejsce na ziemi. Tutaj jedzą, przygotowują się do prób, spotykają ze znajomymi. Dzisiaj mają wyjątkowo zajęty dzień. Za trzy godziny Janusz musi być na lotnisku. Wyjeżdża do Białorusi. W Mińsku przygotowuje światową prapremierę musicalu „Prorok” i bardzo jest tą pracą pochłonięty. Jego komórka dzwoni bez przerwy, a on co jakiś czas patrzy na nas przepraszająco i mówi: „No muszę odebrać, no muszę” i gładzi Nataszę po ramieniu. A ona mówi z uśmiechem: „Tak jest cały czas”.

– Natasza jak Ty to wytrzymujesz?
Natasza Urbańska: Janusz ma nienormowany czas pracy, co w jego wypadku oznacza, że pracuje non stop. On bardzo mi imponuje tym, że ma tyle energii i że potrafi naraz robić kilka naprawdę poważnych projektów. Bo widzisz, on pozornie może się wydawać niezorganizowany, tymczasem ma wszystko dokładnie poukładane, zaplanowane. Przez te 10 lat nigdy nie stracił głowy, nie zawalił niczego. Robi wspaniałe spektakle i odnoszę wrażenie, że bardziej doceniany jest za granicą niż u nas.
Janusz Józefowicz: Już przestałem rozmawiać przez telefon, to o czym mówiłyście?

– Zastanawiałyśmy się, czy kiedyś przestaniesz tyle pracować?
J. J.:
Kiedyś na pewno, ale jeszcze nie wiem, kiedy. Zresztą ostatnio Natasza już mnie prawie doganiała w tym pracoholizmie.
N. U. : Pamiętam, kiedy przygotowywałam się do „Jak oni śpiewają” i jednocześnie miałam spektakle w teatrze Buffo. To było szaleństwo. Do wszystkiego musiałam być idealnie przygotowana. Jeszcze w nocy po spektaklach prosiłam Janusza, żeby ze mną przećwiczył piosenki, które miałam nazajutrz śpiewać w telewizji, a on jak już coś robi to na całego. Bywały więc takie momenty, że trzy godziny pracowaliśmy nad jednym dźwiękiem, bo Januszowi nie podobało się, że śpiewam go tak, a nie inaczej.

– Czyj to był pomysł, żebyś wystąpiła w tym programie?
N. U. :
Janusza. Jakieś dwa lata temu marzyło mi się już, żeby rozpocząć solową karierę. Wtedy jednak Janusz uznał, że jeszcze nie jestem gotowa, że jeszcze na to za wcześnie. Propozycja od producentów programu „Jak oni śpiewają” przyszła w odpowiednim momencie.

– Zawsze tak słuchasz Janusza we wszystkim?
J. J.:
W sprawach zawodowych raczej się nie mylę.
N. U.: Janusz rzeczywiście ma zawsze rację. Ufam mu bezgranicznie. Zresztą to on mnie wszystkiego nauczył.
J. J.: Pamiętam jak przyszłaś na eliminacje do „Metra”, a przecież zgłosiło się parę tysięcy osób.

– Ale jednak jej nie przyjąłeś?
J. J.:
Natasza była tak dobra, że przechodziła przez wszystkie etapy. W końcu doszła do finału i wtedy się okazało, że nie skończyła jeszcze podstawówki. Nie mogłem jej przyjąć.
N. U.: Świetnie pamiętam to ostatnie przesłuchanie. Kiedy stałam przed nim i liczyłam na to, że teraz będziemy już razem pracować, on zapytał mnie: „A ile ty masz lat, dziewczynko?”. „Nnoo, mam 15 lat”. „To w ósmej klasie teraz jesteś?” Byłam w siódmej, ale skwapliwie przytaknęłam i od razu zaczęłam się tłumaczyć, że na pewno nie zawalę szkoły, że się świetnie uczę. Ale Janusz był nieugięty. „Lepiej na razie zajmij się szkołą”, usłyszałam tylko. I wtedy zawalił się cały mój świat. Załamana wróciłam do domu. Nie chciałam już mieć z teatrem nic wspólnego.

– To jak to się stało, że znalazłaś się w Buffo? Janusz do Ciebie jednak zadzwonił i zaprosił do współpracy?
N. U.
: Janusz to na pewno od razu o mnie zapomniał, jak tylko zamknęły się za mną drzwi.
J. J.: (z komórką przy uchu, przerywając rozmowę telefoniczną) Nieprawda. Nie zapomniałem.
N. U.: Mój tata kilka lat później usłyszał w radiu, że robią nabór do przedstawienia „Grosik” i namówił mnie, żebym raz jeszcze spróbowała. Nie byłam przekonana, ale w końcu poszłam. Na przesłuchaniu załamałam się, bo wydawało mi się, że te wszystkie dziewczyny są dużo piękniejsze ode mnie. Przeżywałam wtedy jakieś ciężkie czasy, jeśli chodzi o moją kobiecość. Miałam źle obcięte włosy i ściągałam je w taki straszny kucyk.
J. J.: Tak. Pamiętam. To było dziwne. I byłaś w jakiś legginsach, boso. Stanęłaś w ostatnim rzędzie, ale Cię wypatrzyłem. Byłaś dobra.

– Twoim zdaniem Natasza jest materiałem na wielką gwiazdę?
J. J.:
Prawdziwa gwiazda musi spełniać trzy warunki. Po pierwsze mieć talent, po drugie ciężko pracować i po trzecie mieć szczęście. Natasza talent otrzymała od Boga, pracowitość i systematyczność wyniosła ze sportu, a szczęściem zajmuję się ja. Myślę, że wielkim atutem Nataszy jest jej wszechstronność. W tym sensie Natasza jest spełnionym marzeniem każdego reżysera zajmującego się teatrem muzycznym. No i jest piękna.

– I wszystko znosi. Na przykład Twoje krzyki w teatrze.
J. J.:
Krzyczę coraz mniej. Można powiedzieć, że z wiekiem łagodnieję. Zdarza się, że podnoszę głos, szczególnie w okresie przedpremierowym, a że zawsze jestem przed jakąś premierą...
N. U.: Pamiętam pierwsze tygodnie prób w teatrze. Janusz nie wypuszczał nas w ogóle z teatru, mówił, że mało czasu i nic jeszcze niegotowe. Była druga w nocy, Janusz ustawiał światła, stałam z tyłu i zaczęłam rozmawiać z koleżanką. I nagle słyszę jego krzyk: „Natasza znudziły Ci się próby?! Masz już dość?!” Od razu stanęłam na baczność.

– Natasza płakałaś kiedyś przez Janusza?
N. U.:
Zdarzało się, szczególnie wtedy, kiedy Janusz stawiał mi wymagania, które przekraczały moje możliwości. Zapewne chciał mnie w ten sposób zmotywować do pracy, jednak czasami było to ponad moje siły.

– Jak to się stało, że się zakochałaś w takim choleryku?
N. U.:
Sama nie wiem (śmiech). Tak naprawdę to chyba od początku się w nim podkochiwałam. Nie sądziłam jednak, że coś z tego będzie. Na początku był podziw dla wielkiego talentu. Janusz zawsze był charyzmatyczny, zaskakujący, boski. Z czasem dobrych cech dostrzegam coraz więcej. Teraz po 10 latach wiem, że trafiłam na Tego mężczyznę.
J. J.: Z mojej strony to nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Lubiłem Nataszę, ceniłem ją, ale uczucie przyszło jakoś później...W Buffo Natasza z dziewczynki zmieniała się w kobietę. Stawała się coraz piękniejsza. Zaczęliśmy rozmawiać nie tylko o pracy. Im bardziej ja poznawałem, tym bardziej wydawała mi się intrygująca. Pewnego dnia jeden z artystów współpracujących z naszym teatrem, zaczął wyraźnie zabiegać o jej względy. Wtedy zrozumiałem, że nie oddam jej nikomu.

– Nie baliście się plotek w teatrze?
J. J.:
No pewnie, że to nie była komfortowa sytuacja. Tym bardziej, że Natasza coraz więcej w teatrze grała i wszyscy od razu jej karierę zaczęli sobie tłumaczyć tym, że zostaliśmy parą. Natasza jednak udowodniła, że wszystko, co osiągnęła, zawdzięcza przede wszystkim sama sobie. Bo ja byłem wobec niej zawsze bardziej wymagający niż wobec innych. Myślę, że momentami nie było jej wcale łatwo.

– Natasza, jesteś bardzo zżyta ze swoimi rodzicami. Jak oni przyjęli wiadomość, że jesteś z Januszem?
N. U.:
Na początku bałam się im o tym powiedzieć. To nie była łatwa sytuacja, przecież Janusz był żonaty. Powtarzałam sobie jednak, że jest dużym chłopcem i wie, co robi. Kiedy zdecydowaliśmy o tym, żeby zamieszkać razem, zaprosiłam rodziców do nas na kolację. Denerwowałam się strasznie, ale kiedy przyszli, okazało się, że się świetnie z Januszem dogadują. Teraz moi rodzice mieszkają pod Warszawą i często ich z Januszem odwiedzamy.

– W pracy Janusz rządzi niepodzielnie. A w domu?
J. J.:
To jest terytorium Nataszy.
N. U.: Mam ostatnie zdanie, jeśli chodzi o urządzanie mieszkania i to ja zajmuję się płaceniem rachunków, dbam, żeby w lodówce było jedzenie. Janusz się takimi przyziemnymi sprawami nie zajmuje. Moim największym sukcesem jest jednak to, że udało mi się w końcu nauczyć go porządku. To, co się działo w naszym mieszkaniu na początku, nawet trudno opowiedzieć. Janusz jest maniakiem, jeśli chodzi o kupowanie książek. Z każdego miejsca na świecie przywozi ich tony. Były wszędzie, bo Janusz czyta kilka książek jednocześnie. Wszędzie zostawiał też swoje koszule, spodnie. W końcu postanowiłam, że nie będę za niego tego wszystkiego układać i poobserwuję, jak się rozwinie sytuacja. I dobrze zrobiłam, bo Janusz z czasem zrozumiał, że nie jestem w stanie opanować takiego bałaganu. Zresztą niedawno kupiłam mu piękne XVII-wieczne biurko, będzie mógł sobie na nim trzymać, co tylko będzie chciał.

– Natasza, kiedy Janusz Cię czymś zdenerwuje albo masz go dość, masz jakąś przyjaciółkę, której możesz się wygadać?
N. U.:
Nie, ale ja nie jestem typem skłonnym do zwierzeń. Najbliżsi są mi rodzice, ale kiedy coś idzie nie tak, to raczej też im tego nie mówię, żeby się nie denerwowali. A o Januszu nie opowiadam żadnej kobiecie. Myślę, że mimo szczerych chęci trudno by jej było jakieś moje przemyślenia na jego temat utrzymać w tajemnicy i szybko poszłoby to w świat.
J. J.: Natasza to introwertyk. Nawet mi jest trudno ją namówić do zwierzeń. Czasem widzę, że coś ją gryzie i wtedy siadam i pomału, słowo po słowie wyciągam z niej przyczynę problemu.

– Za co najbardziej cenisz Janusza?
N. U.:
Kiedy z nim jestem, czuję się bezpiecznie. Mimo tego nawału pracy wiem, że tak naprawdę jestem dla niego najważniejsza i że o mnie myśli bardziej niż o sobie. No i imponuje mi tym, że jest takim świetnym ojcem. Szczególnie zżyty jest ze swoim synem Kubą. On już jest teraz nastolatkiem, ale ciągle Janusza bardzo potrzebuje i chyba ma świadomość, że może na niego zawsze liczyć. A Janusz nie widzi za nim świata.
J. J.: Pamiętam, kiedy wyjechaliśmy z Nataszą na pierwsze wakacje z Kubą. On z początku bał się, że kiedy już jestem z nią, to nie będę miał dla niego tak dużo czasu, jak kiedyś. Ale Natasza świetnie się umiała w tym znaleźć, nigdy nie była o moje relacje z synem zazdrosna. Kama, moja starsza córka, jest teraz w Londynie. Tam stara się sobie ułożyć życie i do tej pory nie było okazji, żeby się z Nataszą bliżej poznały.

– Planujecie kiedyś wspólne dzieci?
N. U.:
Dla mnie najważniejsze jest to, żeby mieć kiedyś szczęśliwą rodzinę. Marzę o tym, żeby wreszcie dokończyć własną płytę i zrealizować się zawodowo, ale tak naprawdę szczęśliwa będę tylko wówczas, kiedy na stare lata będę miała przy sobie kogoś, kogo będę kochać z wzajemnością.

– Janusz, kiedy poprosisz Nataszę o rękę?
J. J.:
Zrobiłem to już dwa razy!
N. U.: Nasze ostatnie zaręczyny były we Florencji. Uciekliśmy na kilka dni z Polski, mogliśmy w końcu pobyć razem, posiedzieć na słońcu, pić wino i nigdzie się nie spieszyć. Podczas któregoś popołudnia weszliśmy do antykwariatu. Oglądałam XIX-wieczną biżuterię i zobaczyłam tak piękny pierścionek, że dech mi zaparło w piersiach. Janusz to zauważył i postanowił go natychmiast kupić. Okazało się jednak, że zapłacić można tylko gotówką, a pani właśnie zamyka sklep. Janusz popędził w poszukiwaniu bankomatu, po czterdziestu minutach oczekiwania znałam dokładnie życiorys 80-letniej właścicielki antykwariatu, byłam głodna, zmęczona i pierścionek jakby przestawał mi się podobać. W tym momencie wpadł zziajany Janusz, runął na kolana i ...poprosił mnie o rękę.

– I jaka była odpowiedź?
N. U.:
Twierdząca.

–To dlaczego do tej pory nie było hucznego wesela?
J. J.:
Bo nie mam czasu pójść do Urzędu Stanu Cywilnego i załatwić tych wszystkich formalności. W tym jednym przypadku Natasza nie chce mnie wyręczyć, więc ja już sam nie wiem, co będzie z tym ślubem! No i proszę, znowu mi dzwoni telefon. Natasza, przepraszam, ale sama rozumiesz, że muszę odebrać!

Rozmawiała IZA BARTOSZ / Viva

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (6)
/11 lat temu
Natasza jak i Doda - to sa odwazne, swietnie wygladajace Kobiety, ktore wiedza czego chca! Tylko takich kobiet potrzebuje Polska, a nie modlacych sie mniszek. Swiat idzie naprzod i przed takimi kobietami stoi on zawsze otworem! Gratulacje z okazji Macierzynstwa ;- ))
/11 lat temu
Natasza jak i Doda - to sa odwazne, swietnie wygladajace Kobiety, ktore wiedza czego chca! Tylko takich kobiet potrzebuje Polska, a nie modlacych sie mniszek. Swiat idzie naprzod i przed takimi kobietami stoi on zawsze otworem! Gratulacje z okazji Macierzynstwa ;- ))
/11 lat temu
Natasza jak i Doda - to sa odwazne, swietnie wygladajace Kobiety, ktore wiedza czego chca! Tylko takich kobiet potrzebuje Polska, a nie modlacych sie mniszek. Swiat idzie naprzod i przed takimi kobietami stoi on zawsze otworem! Gratulacje z okazji Macierzynstwa ;- ))
POKAŻ KOMENTARZE (3)