Mark Zuckerberg fot. <a href=http://www.bew.com.pl target=_blank>BE&W</a>

Mark Zuckerberg - Miliarder mimo woli

Dres, klapki, stara honda… Skromny ślub w ogrodzie i fast foody zamiast przyjęcia… Co właściwie kręci Marka Zuckerberga?
/ 29.06.2012 06:50
Mark Zuckerberg fot. <a href=http://www.bew.com.pl target=_blank>BE&W</a>
Poranek, 18 maja. W siedzibie NASDAQ na Wall Street właśnie dokonuje się jedna z najbardziej oczekiwanych operacji finansowych roku – debiut giełdowy Facebooka. Największy debiut w historii sektora high-tech. Ubrany w dżinsy i bluzę z kapturem Zuck – jak mawia się o Marku Zuckerbergu w branży – inauguruje sprzedaż 400 milionów akcji spółki wartej dziś 104 miliardy dolarów. Jego prywatny majątek szacuje się na 20,3 miliarda. Tego dnia po sprzedaży części aktywów zarobi kolejne 174 miliony. Tyle że dla niego pieniądze to wyłącznie wartość dodana do pasji. Jedyne, bez czego Zuck nie wyobraża sobie życia, to komputer.

W co się bawić?

Ci, którzy znają go od dawna, mówią, że bardzo zmienił się w ostatnich latach. Jeszcze jako chłopiec nie różni się od rówieśników. Ma bardzo różnorodne zainteresowania. Fascynują go nowe technologie. Jako 11-latek Mark Zuckerberg opracowuje pierwszy program informatyczny. Robi połączenie wszystkich domowych komputerów w sieć ZuckNet.

Ale poza tym urodzony w zamożnej lekarskiej rodzinie z White Plains (ojciec Edward jest dentystą, matka Karen – psychiatrą) przez pierwsze lata nauki jest przede wszystkim wybitnym humanistą. Bawi się w kręcenie filmów. Namawia rodziców i dwie siostry, Randi i Arielle, do nagrania własnej wersji „Gwiezdnych wojen”. Błyskawicznie uczy się języków. Gdy zdaje do szkoły średniej, mówi już biegle po francusku, hebrajsku, łacinie, zna też grekę. Zwinny, szczupły, przewodzi nawet drużynie szermierczej. Wszyscy w rodzinie są przekonani, że zostanie prawnikiem, który będzie swoimi oracjami zmiatał ławę przysięgłych. „Innym dzieciom wystarczyło powiedzieć »nie«. Jemu trzeba było podać argumenty, a i tak nie dawał za wygraną”, wspomina na łamach „Timesa” jego ojciec. Dopiero w szkole średniej Zuck zaczyna błyszczeć talentami do przedmiotów ścisłych. Jest fenomenalny z fizyki, matematyki i astronomii. Rozpoczyna studia informatyczne na Harvardzie.

Od rana do wieczora

Mark Zuckerberg wciąż jest jednak zwykłym facetem. Spotyka się z ludźmi, chodzi na przyjęcia. Na jednym z nich w 2003 roku poznaje obecną żonę Priscillę Chan. Amerykankę chińskiego pochodzenia z Bostonu, która studiuje biologię. Sama Priscilla opisuje go już jako „odjechanego, trochę nieobecnego faceta”. Ale to dopiero początek uzależnienia. Zuck coraz więcej czasu spędza przy klawiaturze komputera. Facemash, pierwotna wersja portalu, którą zaczyna tworzyć osiem lat temu, to jeszcze niewinna zabawa.


Mark Zuckerberg chce po prostu zbudować portal na wzór randkowego „Hot or Not”. Ale zainteresowanie jest tak duże, że zwykła zabawa zaczyna go wciągać. W ciągu pierwszej godziny na stronę wchodzi 450 osób, po 24 godzinach ma już 1200 gości. Miesiąc po uruchomieniu z Facemasha korzysta już połowa Harvardu. Za kradzież zdjęć kolegów Zuck zostaje zawieszony w prawach studenta. Znajomi namawiają go wtedy, by zrezygnował. Ale on nie potrafi już myśleć o niczym innym, tylko o stworzeniu czegoś podobnego do Facemasha, tyle że na dużo większą skalę. Kilka miesięcy potem uruchamia Facebooka. Znów odnosi sukces. Wraz z Priscillą i kolegą z pokoju Dustinem Moskovitzem wyprowadza się do niewielkiego domu w Palo Alto w Dolinie Krzemowej, gdzie będzie tworzył firmę. Granica między pracą a życiem prywatnym zaciera się coraz bardziej. Wtedy jeszcze ma nadzieję, że wróci na studia. Ale trafia pod opiekę Seana Parkera, współzałożyciela Napstera. Znajduje inwestora. Nie ma już powrotu do poprzedniego życia.


Miliarder w klapkach

Mark Zuckerberg powoli staje się geekiem (z ang. dziwak, świr). Tym mianem określa się nie tylko geniuszy komputerowych. Geek to także człowiek, którego zainteresowanie i oddanie jakiejś dziedzinie przekracza bezpieczne granice hobby. Wielu geeków to pasjonaci science fiction, mangi i anime. Ale największą ich część stanowią właśnie maniacy nowych technologii. Typową cechą geeka jest także powolne odrywanie się od rzeczywistości. Zuck pracuje, bawi się, zawiera przyjaźnie przy klawiaturze komputera. Rzadko kontynuuje je w IRL (In Real Life), czyli prawdziwym świecie. Często urządza całonocne seanse hakowania.

Przestaje dbać o przyziemne sprawy. Mieszka w niewielkim jak na multimilionera domu w Palo Alto. Przed domem stoi stara, warta 30 tysięcy dolarów honda. Ale Zuck rzadko z niej korzysta. Do siedziby Facebooka jest tak blisko, że chodzi piechotą. Nie ma tam ani swojego biura, ani sekretarki. Jada w McDonaldzie albo w restauracjach typu „all you can eat”, gdzie po wpłaceniu 7,5 dolara przy wejściu można jeść bez końca. Mówi, że lubi wszystko, w tym także to, co ugotuje Priscilla. „Wszystko mi smakuje”, przyznaje. Nie ćwiczy. Ubiera się niedbale, zwykle w szorty lub w dżinsy, T-shirty, bluzy z kapturem i nieśmiertelne klapki. Kupuje w sieciówkach.


Gdy Mark Zuckerberg pracuje nad kolejnym usprawnieniem od rana do wieczora, kompletnie traci poczucie rzeczywistości. Na spotkanie z inwestorem z Sequoia Capital potrafi przyjść po półtorej godzinie spóźnienia w spodniach od pidżamy. Ale nie dlatego, że nie szanuje swoich rozmówców lub chce coś zademonstrować. On po prostu nie dba o takie rzeczy.  
 

W ekspresowym tempie

Nawet jego ślub i podróż poślubna w IRL ograniczają się do programu minimum. Goście, którzy przychodzą do Marka w dzień po debiucie Facebooka na giełdzie, myślą, że będą świętować zakończenie studiów medycznych przez Priscillę. Jest ich niecała setka. Tymczasem na tyłach domu w ogrodzie czeka ich niespodzianka. Zuck, który od dawna jest agnostykiem, organizuje cywilną ceremonię. Panna młoda ma na sobie koronkową sukienkę ze sklepu Claire Pettibone w Denver za 4700 dolarów. Do ślubu prowadzi ją pies pary, owczarek węgierski, który wabi się Bestia. Zuck po raz pierwszy wkłada garnitur i buty. Po wygłoszeniu osobiście napisanych przysiąg na palcu Priscilli pojawia się prosta obrączka z rubinem za 25 tysięcy dolarów zaprojektowana przez Zucka.

Potem jest przyjęcie przypominające ogrodowego grilla. W menu dania z ulubionych knajp pary typu „all you can eat”: meksykańskiego Palo Alto Sol i serwującego sushi Fuki Sushi. Na deser czekoladowy tort w kształcie… myszki. Na koniec Zuck pozuje z Priscillą do zdjęć, które zaraz trafiają na Facebooka.

Następnego dnia, przed podróżą poślubną, gdy Priscilla sprząta po gościach, wrzuca bluzę i idzie do biura. Potem para rusza w krótką podróż do Wiecznego Miasta. Podczas pobytu w Rzymie Zuck podziwia Koloseum, Watykan, freski Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej. Zamawia elegancką kolację z owoców morza w jednej z knajpek przy Campo de’Fiori. Ale cały czas jest pod komórką. Cały czas myśli o kolejnych opcjach dla użytkowników fejsa.

Second czy First Life?

Najbliższe plany Marka Zuckerberga? Konsekwentnie odrzuca wszystkie propozycje odkupienia firmy, mimo że Viacom oferuje mu 750 milionów dolarów. Yahoo gotowe jest wyłożyć miliard. „Facebook to największa instytucja w dziejach ludzkości. Nie istniała jeszcze organizacja zrzeszająca prawie miliard osób”, mówi historyk Michael Malone.

Ale Zuck chce, żeby jego wirtualna rzeczywistość była jeszcze większa. Miała jeszcze więcej jeszcze bardziej oddanych wyznawców. Ma wizję świata, w którym ludzie żyją, nie odrywając się od komputera. Tak jak on sam. Coś w rodzaju Second Life, tyle że ważniejszego od Reala?
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)