Marina Łuczenko fot. ZOOM

Marina nową gwiazdą estrady!

Rok temu szukała swojego stylu i wytwórni, która wyda jej płytę. Dziś Marina ma na koncie nagrodę Eska Music Award za najlepszy debiut roku. Na naszych oczach narodziła się nowa gwiazda!
/ 25.05.2010 14:27
Marina Łuczenko fot. ZOOM
Od kilku miesięcy Marina (21) nie schodzi z pierwszych stron gazet. Nie tylko dlatego, że jej piosenka „Glam pop” błyskawicznie pnie się po listach przebojów. Głównym powodem jest fakt, że to przez nią Doda rozstała się ze swoją menedżerką Mają Sablewską.

Zaczęło się niewinnie. Sablewska chciała opiekować się interesami kilku gwiazd, które nie konkurowałyby ze sobą, ale wzajemnie się wspierały. Początkująca, ale ambitna Marina Łuczenko była idealna. Młodsza o pięć lat od Dody, śpiewała inną muzykę i preferowała zupełnie inny styl. Ale Doda nie chciała dzielić się agentką z inną piosenkarką i w atmosferze skandalu rozstała się z Mają. I tak Sablewska została z Mariną sama. Szybko jednak zaczęła działać. Wymyśliła stronę internetową Mariny, logo i panterkowo-miętową stylizację. Sama Marina zaszyła się w studiu i nagrała pierwszą piosenkę, którą grają niemal wszystkie stacje radiowe. Mocny rytm, wpadająca w ucho melodia i nowoczesne brzmienie „Glam pop” tak spodobały się słuchaczom, że singiel prześcignął na listach przebojów hity Keishy i Rihanny. Nagrodę za najlepszy debiut roku otrzymała z rąk Edyty Górniak, też podopiecznej Sablewskiej. Obie piosenkarki zachowywały się jak dobre przyjaciółki. Górniak, wręczając Marinie statuetkę EMA, życzyła jej powodzenia i nie szczędziła serdecznych uścisków. „Pierwszą płytą, którą kupiłam za zarobione przez siebie pieniądze, był »Dotyk« Edyty Górniak”, zrewanżowała się starszej koleżance Marina. Prowadząca galę Doda kąśliwie dodała, że to wzruszające, gdy muzyka łączy pokolenia. Marina nie wyglądała na przejętą.

Tylko muzyka
Jej talent docenili nie tylko słuchacze Radia Eska. Trzy lata temu, na festiwalu New Wave na Łotwie, Marina dostała specjalne wyróżnienie z rąk samej Ałły Pugaczowej. Śpiewała wtedy „Stand Up For Love” Destiny Child i „Nie ma jak pompa” Maryli Rodowicz. Pugaczowa była zachwycona. Podobnie jak jurorzy kilkudziesięciu innych festiwali, na których występowała. Zawsze wracała z nagrodą. Tak było od zawsze. Już jako mała dziewczynka marzyła o śpiewaniu. Roczna Marina deklamowała wierszyki, a kilkuletnia śpiewała  utwory Czesława Niemena i Ireny Santor. – Tata grał na gitarze i śpiewał piosenki Led Zeppelin. Szybko zorientował się, że interesuje mnie to samo – wspomina w rozmowie z „Party” Marina. On uczył ją muzyki, a mama szyła kolorowe sukienki i wysyłała na lekcje tańca. – Mieliśmy bardzo muzyczny dom. Mama i babcia w młodości śpiewały w chórach, ale nigdy nie zajęły się tym zawodowo. Podobnie tata. Może ja teraz spełniam ich marzenia? – mówi nam Marina. Jej brat też miał kiedyś zespół rockowy, grał w nim na gitarze przeboje Nirvany. Ale on nie odważył się zostać muzykiem i podobnie jak rodzice zajął się biznesem.

Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>


Tylko Marina postawiła wszystko na jedną kartę. Od zawsze wiedziała, że zostanie piosenkarką. Jako dziecko godzinami śpiewała piosenkę Natalii Kukulskiej „Puszek okruszek”. Gdzie tylko mogła, organizowała swoje „koncerty”. W domu za wstęp brała… cukierki. Kiedy zaczęła dosięgać do szafki z płytami taty, odkryła Whitney Houston i Beyoncé. W jej głowie miksowały się czarne brzmienia z tradycyjnymi pieśniami polskimi i ukraińskimi, które śpiewała jej mama.

To dopiero początek
Sześć lat temu Marina zgłosiła się na casting do roli Julii w musicalu „Romeo i Julia” w teatrze Buffo. Olśniła wszystkich. Wygrała, ale zwycięstwo oznaczało przeprowadzkę do Warszawy. Wynajęła mieszkanie, zdała do liceum i zaczęła tu nowe życie. W 2008 roku wystąpiła w „Tańcu z Gwiazdami”, który był kolejną wielką odskocznią w życiu Mariny. Nie tylko z powodu popularności, jaką program jej przyniósł. Głównie z powodu miłości. – Zakochaliśmy się w sobie na maksa”, mówi nam o Wojtku Łozowskim, wokaliście Afromental, Marina. – Jego pasją też jest muzyka. Myślałam, że będziemy się wzajemnie wspierać
 i rozumieć. Nie udało się. Zawiodłam się – dodaje.

Marina jeszcze dwa miesiące temu wierzyła, że jest dla nich jakaś szansa. Pokazali się nawet razem na gali Viva Comet. Był to jednak ostatni raz, kiedy widziano ich razem. Dziś jest sama, ale nie płacze. Skupia się na pracy, bo– jak twierdzi – nagroda za debiut roku zobowiązuje. Latem ma się ukazać jej pierwsza płyta. – Chodziłam z materiałem do wielu wytwórni. Każdy chciał coś zmieniać, usłyszałam, że najpierw powinnam nagrać masowy przebój, żeby się sprzedało, a potem mogę kombinować z własnym brzmieniem – zwierza się w rozmowie z „Party”. Nie chciała tego robić. Zaczęła myśleć o wyjeździe z Polski. Wtedy spotkała Maję Sablewską. „Dała mi wiarę, że u jej boku nagram dokładnie taki materiał, jak chcę. Ta nagroda jest też jej zasługą”, dziękowała menedżerce podczas gali EMA.

Trudno nie zauważyć, że przy Mai jej kariera wyraźnie przyspiesza. I to nie tylko muzyczna, bo Marina próbuje też swoich sił w filmie. W ubiegłym roku grała w serialu „39 i pół”, teraz dostała rolę w „Usta Usta”. Prowadzi blog, koncertuje i nagrywa kolejne piosenki. Rzuciła palenie, prawie nie chodzi na imprezy. Całą energię wkłada w muzykę. Odbierając Eska Music Award, powiedziała: „Będę się bardzo starać, by was nie zawieść”. Można mieć pewność, że wywiąże się z tej obietnicy.                     

Agnieszka Prokopowicz / Party