Marina Łuczenko fot. STUDIO 69

Marina Łuczenko: Być jak Doda

Kiedyś Doda sama brała przykład ze światowych gwiazd. Dzisiaj dla Mariny Łuczenko to ona jest wzorem. Czy to przypadek, że obie artystki łączyła do niedawna jedna menedżerka?
/ 05.01.2010 08:23
Marina Łuczenko fot. STUDIO 69
Kto zwróciłby uwagę na Megan Fox, gdyby nie była łudząco podobna do Angeliny Jolie? Znacie Paullę? To ta, która śpiewa jak Edyta Górniak. Sprawdzone wzorce sprzedają się najlepiej. Ostatnio wszystkich zelektryzowała wiadomość, że na polskiej estradzie pojawiła się ponoć nowa Królowa – Marina Łuczenko (20). To chyba nieporozumienie? Przecież – jak mawia Doda (25) – Królowa jest tylko jedna! Zresztą do niedawna twierdziła tak również menedżerka gwiazdy Maja Sablewska (28). Dziś to już była menedżerka, której nową podopieczną jest właśnie... Marina Łuczenko.

Papużki nierozłączki

Nikomu nieznana dziewczyna nagle stała się tematem numer jeden. Wszędzie widać Marinę Łuczenko. Okładki gazet, zdjęcia na plotkarskich portalach internetowych, gościnny występ w jubileuszowej edycji „Tańca z Gwiazdami”, rozbudowana rola Samanthy w serialu „39 i pół”. Menedżerka Maja Sablewska idzie utartymi ścieżkami: przede wszystkim chce narobić wokół swojej podopiecznej szumu w mediach. To dlatego Marina zaśpiewała piosenkę na spektakularnym zapaleniu świątecznych iluminacji na Trakcie Królewskim – przy okazji wszyscy dowiedzieli się, że planuje nagranie płyty.

Atmosferę wokół tej początkującej artystki podgrzał również fakt, że jej menedżerka miesiąc temu rozstała się z Dodą. Dlaczego ich zawodowy rozwód był tak głośny? Bo Maja Sablewska przy Dodzie sama wyrosła na gwiazdę.

Maja i Doda przez trzy ostatnie lata były jak papużki nierozłączki. Menedżerka była przy swojej gwieździe nie tylko wtedy, gdy ta wychodziła na scenę. Chodziła z nią na zakupy, trzymała jej na imprezach kieliszek z szampanem, wiązała tasiemki przy kreacjach, sznurowała buty. Panie często szeptały sobie coś do ucha. „Przyjaźń to fundament do zrozumienia i zaufania, bez tego współpraca w tym biznesie może trwać krótko. Moje życie prywatne schodzi na drugi plan, ale to jest mój zdecydowany wybór”, tłumaczyła przed rokiem w „Sukcesie” Maja Sablewska. Dziś ludzie z branży twierdzą, że to właśnie zbyt duża bliskość z podopieczną zaszkodziła jej w interesach. Że między menedżerką i gwiazdą za dużo było przyjaźni, a za mało pracy. Mówi się nawet, że sukces Dody wcale nie jest zasługą byłej menedżerki. Gwiazda jest takim samograjem, że „genialny management” Mai ograniczał się wyłącznie do... realizowania własnych pomysłów wokalistki.

Marina Łuczenko w piosence "Please don't leave me here" z serialu 39 i pół


Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>


– Moim zdaniem ten swój brak profesjonalizmu nadrabiała innymi metodami. Była powiernicą Dody i niezmordowaną towarzyszką w chodzeniu po sklepach. Doda zadzwoniła do mnie kiedyś z Mediolanu, że „robi już wysiadkę” i ma dość tych zakupów, a Maja mogła ciuchy przewalać na okrągło – mówi „Party” znajoma gwiazdy. Trzeba przyznać, że Doda i Maja wyglądały zawsze jak wycięte z żurnala. Chanel, Gucci, Versace, Louis Vuitton to ich ulubione marki. Ale minął cały 2009 rok, a zapowiadana nowa płyta Dody nie ukazała się i... zakupy się skończyły.

Jak nieoficjalnie dowiedziało się „Party”, Maja straciła pracę u Dody, bo od kilku miesięcy nie była w stanie zorganizować jej sesji nagraniowej. Nie poszło wcale o Marinę Łuczenko, którą pod swoje skrzydła wzięła Sablewska. – Maja mówi, że powodem ich rozstania jest zazdrość Dody o Marinę. To nieprawda, bo Marina dla Dody nie jest żadną konkurencją. Jeśli coś mogło ją zaboleć, to tylko to, że o współpracy swojej menedżerki z inną gwiazdą dowiedziała się z gazety – mówi nam osoba z otoczenia Dody.

Konflikt między Dodą a jej menedżerką narastał już od kilku miesięcy, ale czarę goryczy przelała gala MTV Europe Music Awards. Maja, zamiast pomagać gwieździe w przygotowaniach, wyjechała do Londynu na... zakupy z Mariną Łuczenko. Kiedy pojawiła się już w Berlinie, unikała obcokrajowców z branży, skupiając się na poprawianiu fałdek przy kostiumie Dody. – Była widoczna, ale mało skuteczna w biznesie. Bała się, że wyjdzie na jaw, że nie zna dobrze angielskiego i nie wie, o czym rozmawiać z fachowcami – mówi osoba z otoczenia Dody. Artystka, która marzy przecież o karierze za granicą, nie mogła dłużej przymykać oka na takie zachowanie swojej menedżerki.

Zdolna niania

Wszyscy są zgodni co do jednego: Maja wokół swojej pracy potrafiła zrobić wielki szum. Niektórzy mówili o niej „menedżerka dekady”. Zanim zaczęła pracować z Dodą, była specjalistką od promocji artystów w wytwórni fonograficznej. Tam poznała zespół Virgin i Dodę. Do wytwórni Universal Music trafiła z… domu Natalii Kukulskiej, gdzie przez rok była nianią. Wcześniej prowadziła funklub Natalii. – Przyjaźniłyśmy się. Była skromną, ciepłą i bardzo uczynną osobą. Przy okazji jednego z moich koncertów zauważyłam, że ma talent organizacyjny, więc sama poleciłam ją do pracy w swojej wytwórni – mówi „Party” Natalia Kukulska. Maja miała wtedy włosy związane w kucyk, okulary, chodziła w sportowej, bluzie, dżinsach i adidasach. Show-biznes szybko ją jednak zmienił. Kontakt z Natalią nagle się urwał. Maja Sablewska zaczęła zdobywać szlify w „szkole Katarzyny Kanclerz”.


Szefowa Universal Music miała specyficzny styl pracy, który był wybuchową mieszanką tupetu, emocji i niejasnych sytuacji. Kanclerz, niegdyś uważana za żelazną damę polskiego show-biznesu, dziś nie istnieje w branży. Skompromitowały ją głośne rozstania z Michałem Wiśniewskim, Piotrem Rubikiem i Mandaryną. Uczennica Kanclerz, Maja Sablewska, jak i wielu innych menedżerów gwiazd w Polsce, powiela styl jej pracy – improwizuje, co często okazuje się zwyczajną prowizorką.

Nowy rozdział
Jarosław Burdek, nowy menedżer Dody, robi na wszystkich wrażenie zawodowca. Karierę w branży zaczynał 20 lat temu jako prezenter radiowy, potem szefował Atomic TV i MTV Classic. Był dyrektorem promocji w wytwórni muzycznej i dyrektorem rozrywki w TVP 2. Ostatnio założył firmę konsultingowo-producencką i uruchomił stację muzyczną Rebel TV. Zajął się też tzw. artist managementem. Doda jest jego pierwszą klientką. Pomysł wyszedł od niej. – Pierwsze, co pomyślałem? Że to interesujące. Propozycja Dody wstrząsnęła mną na tyle, że postanowiłem potraktować ją poważnie – mówi „Party” Jarosław Burdek. Za punkt honoru postawił sobie wydanie płyty swojej nowej podopiecznej. Być może pierwszy singiel ukaże się już przed wakacjami. – To ma być płyta, która potwierdzi status Dody jako niekwestionowanej gwiazdy i prawdziwej artystki, a nie bohaterki skandali w prasie – mówi Burdek. Nowy menedżer Dody cieszy się w środowisku dobrą opinią. Ludzie z branży mówią, że przede wszystkim kocha muzykę.

To już znamy...
Kiedy Jarosław Burdek obmyśla nową strategię dla Dody, Maja Sablewska ogłasza, że Marina już pracuje nad swoim pierwszym albumem. Artystka sama komponuje muzykę i pisze teksty. – Robię coś zupełnie nowego, chcę zaskoczyć polskich słuchaczy – mówi „Party” Marina Łuczenko. Ponoć ma to być glam pop, czyli połączenie muzyki, aktorstwa, tańca i mody. Nie da się nie zauważyć, że schemat rozwoju kariery młodziutkiej Mariny skądś już znamy – zaczyna ubierać się podobnie jak Doda, pokazuje tatuaż na ręku i ma już swoje logo. Czy to nie martwi nowego menedżera „starej” Królowej?

– To sprytna taktyka. Doda dziś jako numer jeden w branży jest dla innych wzorem i punktem odniesienia. Walka z takimi praktykami przypomina walkę z wiatrakami – mówi Jarosław Burdek. Jako „rasowy” menedżer życzyłby Marinie, aby szybko stanęła na własnych nogach, bo dopiero wtedy będzie traktowana jak poważna konkurencja dla innych artystów. Im szybciej „zejdzie z pleców” Dody, tym dla niej lepiej. Ale czy Marina i jej menedżerka Maja są tego samego zdania?                     

Sylwia Borowska, Łukasz Zając / Party