Mam podwójną naturę

Joanna Koroniewska zapewnia, że wcale nie jest taka łagodna i krucha, jak mogłoby się wydawać.
Podczas rozmowy telefonicznej Joanna upewnia się, czy nie będziemy rozmawiać o jej związku z Maciejem Dowborem. – Kiedy ktoś mnie o to pyta, czuję się, jakby obdzierano mnie ze skóry – tłumaczy. – Mam przecież prawo do prywatności.
Gdy wyjaśniam, że będziemy rozmawiać na tematy dotyczące urody, przyjmuje to z ulgą, ale i troską zarazem. – Czy ja się do tego nadaję? – pyta. – Nie chodzę co miesiąc do kosmetyczki, przed wyjściem z domu nie spędzam godziny przed lustrem, ubieram się raczej zwyczajnie, sportowo. Zamiast eleganckich torebeczek noszę wielkie torby typu worek. Musi się tam zmieścić wiele rzeczy: drugie śniadanie, sweterek, bo jestem zmarzlakiem, gazety, książki, telefon, notes elektroniczny, okulary przeciwsłoneczne, aspiryna – wymienia jednym tchem.

Magda Rozmarynowska: Czy pytanie aktorki o wiek jest nietaktem?
Joanna Koroniewska: To zależy. Mnie możesz spytać.

- Ile masz lat?
Zwykle odbierana jestem jako osoba dużo młodsza. A przecież mam 27 lat! Nie tak dawno zagrałam w filmie 18-latkę. Wypadłam do tego stopnia realistycznie, że reżysera pytano, czy to jest dokument. A pół roku temu przy wejściu do knajpy poproszono mnie o dowód osobisty. Na szczęście mam charakterystyczny, niski głos, który chyba ostatecznie przekonuje o mojej dorosłości.

- To pewnie ładnie śpiewasz?
Jako dziecko lubiłam śpiewać – należałam do chóru kościelnego, występowałam w zespole Katarzynki. Stąd wzięło się moje przezwisko „Zuzia”, bo do mojego żelaznego repertuaru należała piosenka „Zuzia lalka nieduża”. Wiele lat później znów byłam lalką. W szkole teatralnej w Łodzi zagrałam marionetkę, ale tym razem nie śpiewałam, tylko wykorzystałam swoje umiejętności brzuchomówcze.

- A co Ci sprawia największą przyjemność?
Taniec. Kiedyś chodziłam do szkoły tańca nowoczesnego w Toruniu. Teraz znów mam ochotę zapisać się na kursy taneczne. Interesują mnie nowoczesne rytmy i jazzowe klimaty, np. modern jazz. To dla mnie najwspanialszy sposób na odstresowanie się. Kiedyś chodziłam na siłownię, ale taki zwykły fitness raczej mnie nie pociąga. Potrzebuję wyciszenia emocji, więc odpowiednia byłaby dla mnie joga. Czuję jednak, że czas na to przyjdzie później. Na razie próbuję różnych nowych rzeczy: gry w tenisa, jazdy na nartach.

- Podobno chciałaś trenować boks?
Byłam nawet kilka razy w klubie Przemysława Salety. Jednak nie zaczęłam treningów bokserskich, bo nie starczyło mi czasu, ale może kiedyś do tego wrócę, kto wie? Boks z pewnością pozwoliłby mi się wyładować, a ja czasem bardzo tego potrzebuję.

- Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, jak zaciekle walisz pięściami w worek treningowy.
Uwierz mi, mam w sobie ukrytą drugą naturę, bywam drapieżna.

- Kim jest dla Ciebie stuprocentowa kobieta?
Kiedyś, jeszcze w podstawówce, zrobiłam kolaż, którego tematem była kobiecość. W centrum umieściłam postać kobiety w sukni wyklejonej banknotami. To było dość dwuznaczne. Dziś myślę, że kobiety bywają bardziej skomplikowane, przez co ciekawsze od mężczyzn, ale potrafią też być w bolesny sposób nieszczere i nielojalne. Chyba najgorszą wadą kobiet jest zazdrość. Typowa kobieca zazdrość podszyta jest rywalizacją.

- Zdarzyło Ci się cierpieć z tego powodu?
Tak, nieraz. Dlatego teraz jestem raczej nieufna i ostrożnie zawieram znajomości. Moją najbliższą przyjaciółką jest Magda. Urodziła się tego samego dnia co ja, w tym samym szpitalu. Jesteśmy dla siebie właściwie jak siostry.

- A kto był najważniejszą osobą w Twoim życiu?
Mama, ale jej już nie ma i dlatego ciężko mi o niej mówić. Wspominam ją jako cudowną osobę. Kochała książki i zaszczepiła mi tę miłość. Umiałam czytać, jeszcze zanim poszłam do szkoły. W prezencie od mamy prawie zawsze dostawałam książki.

- Lubisz być obsypywana prezentami?
Lubię, ale wolę je dawać. Najcenniejsze są te wykonane samodzielnie, wymagające trudu. Sama staram się takimi obdarowywać bliskich. Maluję, robię kolaże, wyklejam kartki dla znajomych. Zamiłowania plastyczne odziedziczyłam chyba po dziadku. Miał wielką pasję – tworzył makiety. Wyczarowywał z tektury piętrowe domy z oświetleniem i pełnym wyposażeniem. Jako dziecko jeździłam do dziadków na wakacje, do Solca Kujawskiego. Nigdy się tam nie nudziłam. Moja babcia też jest bardzo utalentowana – od zawsze miała zdolności aktorskie, śpiewała, recytowała. Dziś ma 88 lat i do tej pory pamięta mnóstwo wierszyków i piosenek. W dzieciństwie mnie ich uczyła.

- Te twórcze potrzeby mają wpływ na Twój styl?
Nie mam określonego stylu, akurat w tej kwestii jestem zmienna. Kiedyś nie lubiłam dżinsów, teraz je uwielbiam. Dawniej chętnie nosiłam sweterki zapinane na guziczki, dziś ich nie znoszę. Na co dzień wolę niezobowiązujący sportowy luz. Cenię przede wszystkim wygodę. Czułabym się źle w kreacji, która krępowałaby moje ruchy. Za to bardzo podobają mi się ciężkie, masywne buty, kozaki, nawet w połączeniu z ubraniami z cienkich materiałów. Lubię też dodatki – mam w szafie sporo czapek wełnianych, sportowych z daszkiem, kaszkietów.

- Myślałam, że wolisz chodzić bez czapki. Masz takie piękne włosy. Jak je pielęgnujesz?
Kiedy byłam dzieckiem, mama dbała o moje włosy. Wcierała w nie różne naturalne specyfiki, które miały poprawić gęstość i puszystość mojej fryzury, np. sok ze świeżej rzepy. Dziś używam różnych kosmetyków do pielęgnacji i wciąż poszukuję nowych. Częsta charakteryzacja niezbyt dobrze wpływa na moje włosy (potrzebują potem regeneracji). W domu stosuję różne odżywki, ale zdarza mi się też korzystać z zabiegów regeneracyjnych w salonach fryzjerskich. Gorąco je polecam.

- Jesteś bardzo zapracowana. Jak odpoczywasz?
Czytam, oglądam filmy, ale chyba najbardziej się regeneruję śpiąc. Zawsze do spania przywiązywałam wielką wagę. Może dlatego, że mam piękne intensywne sny i sporo potem pamiętam. Dbam o kręgosłup, dlatego układam się do snu na płasko, na dość twardym materacu, zawsze używam małych poduszek. Do tej pory miałam szczęście do mieszkań z sypialnią od wschodu, więc rano budzi mnie słońce. To daje dużo energii.

- W serialu „M jak miłość” grasz prostoduszną Małgosię Mostowiak. Czy nie jesteś nią już trochę zmęczona?
Lubię moją bohaterkę. Choć przez jej problemy musiałam się nieraz sporo napłakać. A tak na serio, łapię oddech, grając w teatrze. Ostatnio występuję w bardzo kobiecych sztukach: „Seksie, chemii i lataniu” Zyty Rudzkiej oraz w „Love Me Tender” Jacka Koprowicza.

- Jest jakaś rola, o której po cichu marzysz?
Chciałabym zagrać dumną, wyniosłą władczynię, np. Marię Stuart, Lady Makbet czy Fedrę, wystąpić w historycznym kostiumie, w gorsecie z fiszbinami... Mój wygląd jest mylący. Sprawiam wrażenie osoby raczej kruchej, rozchwianej emocjonalnie, ale wcale nie utożsamiam się z tym wizerunkiem. Krótko mówiąc: wyglądam na kogoś innego, niż jestem.

- Ulubiony zapach?
Nie mam jednego ulubionego. Wybieram różne w zależności od okazji, np. In Love Again YSL. Mam sentyment do Calvina Kleina – pierwsze perfumy, jakie kupiłam sobie za własne pieniądze, to Obsession. Na wieczór wybieram ciężkie, piżmowe zapachy, takie jak Addict Diora. Gdy jestem zmęczona, wolę delikatniejsze, np. Chance Chanela. Uwielbiam też zapach polnych kwiatów. Sama je zbieram, robię bukiety. Bardzo lubię aromat świeczek, kadzidełek i dobrego jedzenia.

- Bez czego nie wychodzisz z domu?
Bez elektronicznego notesu, w którym zapisuję każdą rzecz. Odciążam w ten sposób pamięć. Tu też przechowuję swoje sekrety. Notes jest zakodowany i mogę być spokojna, że nikt nie zajrzy do moich tajnych notatek. Jestem gadżeciarą, mam różne telefony i inne elektroniczne urządzenia. Zadziwiam otoczenie, zwłaszcza mężczyzn, tym, że umiem te „zabawki” obsługiwać. Oprócz gadżetów noszę w torbie ulubiony błyszczyk do ust Juicy Tubes Lancôme’a.

- Wpadki urodowe?
Największą przeżyłam, będąc nastolatką. Wyjechałam na kolonie do Włoch, a przed wyjazdem kupiłam sobie po raz pierwszy plastry do depilacji. Miałam pójść na imprezę, więc postanowiłam je wypróbować i wydepilować sobie pachy. Skończyło się na tym, że spędziłam ten wieczór w łazience, próbując odkleić ubranie od mojej skóry. Równie głupi pomysł miałam po egzaminach na studia. Dostałam się do łódzkiej filmówki jako jedna z najmłodszych i mało kto traktował mnie poważnie. Byłam wtedy dość jasną blondynką, więc stwierdziłam, że muszę coś zrobić, żeby wyglądać dojrzalej. Przefarbowałam więc włosy na czarno i taki kolor nosiłam przez 2 lata. Potem już nigdy nie odzyskałam dawnego odcienia blond.

- Dobre rady?
Polecam maść Tisane na bazie miodu, która goi i wygładza usta. Można ją kupić w aptekach. Najlepszy tusz do rzęs, którego używam, to Diorshow. Dla mojej skóry świetny jest krem oliwkowy Ziai.
Z droższych kosmetyków mam 2 ulubione. Żel 10 Seconds Awakening Kanebo. Jak jestem zmęczona po całym dniu, a w programie mam ważną kolację, rewelacyjnie odświeża twarz. Drugi rarytas to preparat pielęgnacyjny do ust Total Lip Treatment tej samej marki.


Rozmowa: Magda Rozmarynowska
Zdjęcia: Beata Wielgosz
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)