Maja Sablewska fot. ONS

Maja Sablewska w drodze do celu

Odkąd zasiada w jury „X Factora”, nie ma dnia, by w mediach nie pojawiały się plotki na temat jej romansu z Kubą Wojewódzkim czy kłopotów w pracy. Ale Maja Sablewska się nimi nie przejmuje, tylko… realizuje swój nowy plan na życie.
/ 10.03.2011 11:35
Maja Sablewska fot. ONS
Choć nie nagrywa piosenek, nie występuje w filmach ani serialach, to  właśnie Maja Sablewska (30) detronizuje ostatnio w mediach większość gwiazd show-biznesu. Powodów jest kilka…

Po pierwsze, ledwo ucichła wrzawa po jej rozstaniu z Edytą Górniak, a z usług menedżerki zrezygnowała także druga z jej podopiecznych, Marina.

Po drugie, gdy tylko rozpoczęły się nagrania do show TVN „X Factor”, gdzie Maja zasiada w jury razem z Kubą Wojewódzkim, wszyscy się zastanawiają,
w co przerodzi się ta znajomość.

O tym, że mają romans, plotkowano już jakiś czas temu, ale na razie nie ma na to żadnych przekonujących dowodów. – Maja i Kuba uwielbiają się prywatnie, mają superchemię, ale tylko jako kumple – zdradza „Party” znajoma Sablewskiej. – Oboje są teraz skoncentrowani na karierach, chorują na nieuleczalny pracoholizm i po prostu nie mają ani czasu, ani głowy do stałych związków – tłumaczy. Czy jednak te cechy, które ich do tej pory do siebie zbliżały, nie okażą się teraz przeszkodą? Dwie tak silne osobowości w jury jednego show – to może skończyć się wojną.

Może… jeśli Maja nadal będzie w programie! Bo według najgorętszych plotek kierownictwo TVN nie jest z niej zadowolone.

Ona albo nikt!
Pierwsze pogłoski o tym, że Maja Sablewska nie sprawdza się w roli jurora „X Factor”, pojawiły się zaraz po rozpoczęciu nagrań do show. Mówiło się, że ta na co dzień wygadana i swobodna w kontaktach z ludźmi dziewczyna przed kamerami traci impet i komentuje tylko… stroje uczestników. Ponoć sam dyrektor programowy stacji Edward Miszczak, który postawił na Sablewską, był rozczarowany. – To jakiś stek bzdur! – śmieje się osoba z produkcji „X Factora”, gdy pytamy ją o to, czy dni Sablewskiej w programie są policzone. – Maja rzeczywiście była u dyrektora częstym gościem, ale tylko dlatego, że sama miała wątpliwości co do udziału w show. Z tego, co wiem, szef ją pocieszał i tłumaczył, że odejście Edyty, a później Mariny to nie są kłopoty, z którymi ona sobie nie poradzi – dodaje.

Faktycznie, początki pracy w programie były dla Mai Sablewskiej wyjątkowo trudne. Przed pierwszym castingiem, w którym wzięła udział, z jej usług zrezygnowała Edyta Górniak. Wokół tego rozstania rozpętała się afera pod hasłem: „Kto tu kłamie?”. Maja twierdziła bowiem, że Edyta poinformowała ją o zakończeniu współpracy bez ostrzeżenia i przez Internet, a Edyta, że wcześniej o tym rozmawiały. Jakkolwiek było, drogi obu pań się rozeszły. To właśnie wtedy Maja po raz pierwszy trafiła do gabinetu Miszczaka, żaląc się, że nie powinna była przyjmować jego propozycji. Producenci show szybko jej jednak wytłumaczyli, że to nie ona, a Edyta nie wytrzymała presji. Podobno, po długich rozmowach, Maję przekonały argumenty w stylu: „Ty albo nikt inny!” – i została w jury. Niebawem czekała ją kolejna przykra niespodzianka.

Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>


Marina mówi: dość!
W połowie lutego, w identyczny sposób jak Górniak, pożegnała się z Mają także Marina. Napięcia między paniami zaczęły się od Facebooka. Właśnie tam gwiazdka beztrosko obwieściła, że rozstała się z narzeczonym, piosenkarzem pop, Mrozu. – Maja zadzwoniła do niej i ostrzegła, że jeśli jeszcze raz zrobi coś takiego bez konsultacji z nią, będzie to oznaczało koniec ich współpracy – opowiada „Party” koleżanka Mai. Skąd taka nerwowa reakcja agentki? Cóż, plotkarskie portale nieraz sugerowały, że romans Mariny i Mrozu wymyśliła Maja, by zapewnić obojgu rozgłos. Po ostrzegawczym telefonie Mai piosenkarka – być może chcąc uprzedzić jej ruch – napisała oświadczenie, że „zwalnia” Sablewską, i zamiast do swojej menedżerki, wysłała je… do mediów! „Zawiodła mnie, a jej działania były dla mojej kariery krzywdzące”, pisała Marina, tłumacząc, że ostatnio Maja uniemożliwiała jej kontakt ze sobą, co czyniło ich współpracę mało komfortową. Maja odpowiedziała jej też oświadczeniem prasowym, w którym zarzuciła byłej podopiecznej podważenie jej reputacji i lenistwo: „Marina skupiała się ostatnio na życiu osobistym, a nie na pracy”. 
 
Rozstanie z Mariną było dla Mai kolejną okazją do wypłakania się dyrektorowi Miszczakowi, który – jak szeptano na korytarzach – znów podniósł ją na duchu, każąc myśleć tylko o przyszłości. I tak właśnie zrobiła!

Nowy pomysł

Nowe plany Mai są bardzo śmiałe. Razem ze wspólniczką Żanetą Szlagowską (dawną szefową promocji firmy Universal Music) Sablewska chce założyć firmę menedżerską w zachodnim stylu. Będzie tworzyć gwiazdy „od zera do bohatera”. Oczywiście „zero” oznacza zero popularności na początku, a nie zero talentu.

W jaki sposób nastąpi rekrutacja kandydatów na przyszłe gwiazdy? Sablewska dokona jej w czasie „X Factora”. Z show będzie wybierać osoby, które według niej potrafią świetnie śpiewać i mają w sobie „to coś”, a następnie poprowadzi ich kariery. Na początek weźmie pod swoje skrzydła trzy, cztery osoby. Maja już dziś ma na oku dwójkę młodych piosenkarzy (jednym z nich jest Jacek Czerwiński, który co prawda odpadł w ostatnich eliminacjach do programu, ale spodobał się Mai). Firma Sablewskiej ma mieć siedzibę w Polsce i… filię w Los Angeles! – To będzie dla niej i TVN idealna kontynuacja „X Factora” – cieszy się pracownik stacji i dodaje: – Akcje Mai w TVN rosną z każdym dniem. Dlaczego? Bo ma taką samą głowę do interesów jak sam Miszczak. Jeszcze wiele razem wymyślą!

Czy więc już wkrótce dzięki Mai Sablewskiej polska estrada, która znajduje się od lat w stanie permanentnego kryzysu, przeżyje prawdziwą rewolucję? Nie mielibyśmy nic przeciwko temu!

Agnieszka Prokopowicz, AR / Party