Kto się boi Opus Dei?

Rozpoczęły się zdjęcia do "Kodu Leonarda da Vinci" z Tomem Hanksem i Audrey Tautou w rolach głównych.
/ 16.03.2006 16:57
Film "Kod Leonarda da Vinci" wzbudzi kontrowersje, bo tak jak w powieści Dana Browna czarnym charakterem jest w nim legendarna katolicka organizacja Opus Dei. Na czym polega jej tajemnica?

W grudniu ubiegłego roku 36-letnia Ruth Kelly, absolwentka Oksfordu i matka czworga dzieci, została ministrem edukacji w rządzie Tony'ego Blaira. W błyskotliwej Kelly premier Wielkiej Brytanii widzi przyszłą liderkę Partii Pracy oraz jego następczynię na stanowisku szefa rządu, drugą po Margaret Thatcher kobietę - premiera. Nikt nie kwestionował kompetencji młodej pani minister, dopóki Kelly nie ujawniła, że należy do Opus Dei. W Wielkiej Brytanii rozpętała się burza. Niektóre media domagały się dymisji nowej minister. Obserwatorzy z zewnątrz uznali krytykę jako typowy dla anglikanów (zdecydowana większość Brytyjczyków to wyznawcy Kościoła anglikańskiego) przejaw fobii antykatolickiej i antypapieskiej. W rzeczywistości jednak gwałtowność reakcji wynika z powszechnego przekonania, że Opus Dei dąży do zapewnienia sobie jak największych wpływów w sferze polityki.

Czy do takich reakcji w Wielkiej Brytanii przyczyniła się książka Dana Browna "Kod Leonarda da Vinci" - trudno powiedzieć. Pojawiła się ona bowiem kilkadziesiąt lat po pierwszych krytycznych głosach na temat tej organizacji i stanowi niejako ukoronowanie czarnej serii publikacji prasowych i książkowych. O ile jednak autorzy dotychczasowych publikacji swoją wiedzę czerpali od byłych członków albo wrogów Opus Dei, często przesadzających w ocenie faktów, to Brown poszedł jeszcze dalej. Przedstawił Opus Dei jako instytucję, która chce nie tylko rządzić Kościołem, ale mieć jak największe wpływy w świecie. Żeby to osiągnąć, posługuje się podstępem, malwersacjami finansowymi, morderstwem. Repertuar iście szatański, niegodny instytucji, której polska nazwa brzmi Dzieło Boże. Warto więc przyjrzeć się historii organizacji.

Święty w zgiełku świata
W pewien zimowy poranek w 1917 roku 15-letni Josemaría Escrivá de Balaguer zobaczył na śniegu ślady bosych stóp zakonnika. Poruszony jego wiarą, sam postanowił poświęcić życie Bogu. 11 lat później założył w Madrycie katolicką organizację Opus Dei. Członkami mogli zostać ludzie, którzy za cel życia postawili sobie dążenie do świętości. Jednak droga do tego celu nie prowadziła poprzez wyrzeczenie się świata i wstępowanie do zakonu, ale poprzez pracę i spełnianie codziennych obowiązków. "Zgiełk tego świata jest dla nas miejscem modlitwy", mawiał. Organizacja, początkowo zrzeszająca hiszpańskich katolików, dziś liczy 80 tysięcy osób rozsianych po wszystkich kontynentach. Ogromna większość członków Opus Dei (ok. 70 proc.) to tak zwani supernumerariusze, osoby zamężne lub żonate. Reszta to numerariusze, żyjący w celibacie, w tym również duchowni.

Na czele Opus Dei stoi prałat, który ma siedzibę w Rzymie. Jest on wybierany dożywotnio spośród księży należących do Dzieła przez wyborczy Kongres Generalny i następnie zatwierdzany przez papieża. Wspierają go rady - oddzielne dla mężczyzn i dla kobiet. Członkowie Dzieła Bożego podejmują czasem wspólne inicjatywy, zwane dziełami korporacyjnymi, które mają służyć konkretnej społeczności. W ten sposób powstają szkoły, uniwersytety, domy akademickie, kluby młodzieżowe, przedszkola, przychodnie lekarskie itp.
W tym miejscu warto zapytać, dlaczego instytucja, która stawia sobie takie cele, ma tak fatalny wizerunek? Oto katalog zarzutów wysuwanych wobec Opus Dei.

Grupa trzymająca władzę?
Najczęściej wysuwa się zarzut, że Opus Dei dąży do osiągnięcia jak największych wpływów w polityce. Po raz pierwszy zarzut ten sformułowano w latach 30. XX wieku, kiedy to wielu członków Opus Dei było ministrami w rządzie generała Franco. Stąd rozpowszechnił się pogląd, że Opus Dei to "grupa polityczna". Założyciel Dzieła, św. Josemaría Escrivá de Balaguer, zdecydowanie się od tego odżegnywał. Niedługo przed śmiercią, przemawiając w Buenos Aires, powiedział: "Kapłani nie powinni mówić o polityce ani psychologii, ani socjologii... tylko o Bogu!". Faktycznie jednak jest niemała grupa polityków, zwłaszcza w Hiszpanii i w Ameryce Południowej, którzy należą do Opus Dei.

Przeciwnicy Opus Dei wytykają Dziełu skłonność do szukania nowych członków w elitarnych środowiskach - artystów, naukowców, studentów, pisarzy, architektów, lekarzy, oficerów, prawników, dziennikarzy. To prawda. Dzieło chce stanowić katolicką elitę i dlatego najchętniej przyjmuje w swoje szeregi ludzi wpływowych, o prestiżowych zawodach. Nie zabiega, aby wstępowały doń sprzątaczki, robotnicy, chłopi. Zupełnie inaczej niż w innych prężnych ruchach katolickich, jak na przykład neokatechumenat czy Wiara i Światło, gdzie obok siebie modlą się w jednej ławce gospodyni domowa i profesor uniwersytetu. Członkiem Opus Dei jest Joaquin Navarro-Valls, rzecznik prasowy Stolicy Apostolskiej, a także wiele znakomitości życia publicznego, polityków i artystów, jak na przykład słynna śpiewaczka Monserrat Caballe czy nieżyjący prezes Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Juan Antonio Samaranch.

Opus Dei potępia się także za nadmierne bogactwo. Faktycznie, Dzieło jest bogate, a zawdzięcza to dobrym lokatom kapitału i ofiarności swoich zamożnych członków, którzy płacą dziesięcinę. Zmarły niedawno filozof profesor Stefan Swieżawski pisał, że Dzieło kreuje wizję Kościoła sukcesu i jest to sprzeczne z utrwaloną od wieków wizją Kościoła pokornego, służebnego i ofiarnego, dla którego wzorem jest cierpiący Chrystus. Dlaczego katolik nie ma prawa do sukcesu - zdają się odpowiadać mu członkowie Opus Dei - skoro Bóg nakazał ludziom czynić sobie ziemię poddaną?

Na kłopoty Opus Dei
Innym zarzutem jest konserwatyzm. Opus Dei jest ślepo wierne oficjalnej doktrynie Kościoła katolickiego, nie mając zrozumienia dla nowatorskich propozycji co bardziej postępowych teologów. Znamienne, że to biskup z Opus Dei został wysłany, by rozwiązać gorszącą sytuację w seminarium w austriackim Sankt Pölten, kiedy rok temu wybuchł tam skandal seksualny. Okazało się, że część profesorów współżyła z klerykami, a niektórzy z nich posiadali zdjęcia i filmy pornograficzne, także o charakterze pedofilskim. Dwa miesiące po interwencji seminarium zaczęło normalnie funkcjonować.

Członkom Dzieła zarzuca się też średniowieczną niemal pobożność, lubowanie się w sadomasochistycznych praktykach, jak na przykład noszenie włosiennicy. Wierni z Opus Dei twierdzą, że surowe praktyki pokutne podejmuje tylko niewielu z nich, i to za zgodą przewodników duchowych. Przeciwnicy organizacji twierdzą jednak, że w słowach samego założyciela Opus Dei można znaleźć zachętę do umartwiania się ("Jeśli ciało jest twoim nieprzyjacielem, nieprzyjacielem boskiej chwały, bowiem stoi na drodze do świętości, czemu traktujesz je tak łagodnie?").

Dzieło papieża
Część zarzutów bierze się z pewnością z faktu, że Opus Dei jest najbardziej uprzywilejowaną strukturą w Kościele. Papież Jan Paweł II uczynił je bowiem prałaturą personalną. Żeby nie wgłębiać się w zawiłości prawa kościelnego, wystarczy stwierdzić, że Opus Dei podlega bezpośrednio papieżowi i może zakładać swoje struktury na całym świecie ze swoimi księżmi, seminariami, instytucjami z pominięciem lokalnych biskupów.

Biograf Jana Pawła II, Tad Szulc, tłumaczy wzrost znaczenia Opus Dei za pontyfikatu polskiego papieża tym, że docenił on bezkompromisowy antykomunizm organizacji. Taka motywacja nie wytrzymuje jednak krytyki. Papież cenił Dzieło dlatego, że jego działalność wspierała dwa bardzo ważne nurty jego nauczania: że każdy chrześcijanin powinien dążyć do świętości i powinien nasycać wartościami ewangelicznymi każdą sferę życia publicznego. W 1992 roku, zaledwie 17 lat od śmierci księdza de Balaguera, ogłosił go błogosławionym, a w 2000 roku kanonizował.

Wśród kardynałów elektorów podczas ostatniego konklawe tylko dwóch należało do Opus Dei. W samej Kurii Rzymskiej, a więc centrali Kościoła katolickiego, jest niewielu członków i sympatyków Opus Dei. Można więc powiedzieć, że wpływy Opus Dei, tak jak je przedstawia w "Kodzie Leonarda da Vinci" Dan Brown, to gruba przesada.

Wiadomo, że papież Benedykt XVI jest zwolennikiem Opus Dei. Można nawet przypuszczać, że za pontyfikatu obecnego papieża, uważanego za konserwatystę, Opus Dei wzmocni swoją pozycję. Nigdy jednak nie osiągnie władzy, jaką przypisuje mu Brown.

Grzegorz Polak





SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)