Kinga Rusin fot. ONS

Kinga Rusin - Dogonić szczęście

Zawsze wzorowa – w szkole, domu, pracy, a nawet w przyjaźni. Żyje na pełnych obrotach, teraz – zgodnie z rytmem castingów do V edycji „You Can Dance”. Do pełni szczęścia Kindze Rusin brakuje tylko miłości. Czy to jest cena, jaką płaci za sukces?
/ 28.12.2009 12:34
Kinga Rusin fot. ONS
Znów pakuje walizkę. Wrocław, Poznań, Gdańsk, Warszawa. W grudniu zaczęły się castingi do piątej edycji programu „You Can Dance”, z krótką przerwą na święta Bożego Narodzenia. Kinga Rusin (38) spędziła je inaczej niż zawsze. Z córkami pojechała w Alpy. W Nowym Roku czeka ją już kolejna podróż. Do Izraela. To tam odbędzie się obóz treningowy finalistów programu. Ten wyjazd to spełnienie marzeń Michała Piróga. Zorganizował go dla młodych tancerzy, ale też z myślą o swojej przyjaciółce – Kindze. Od dawna chciał jej pokazać Ziemię Świętą. A więc kolejny rok Kingi zapowiada się ciekawie.

Mistrzyni grafiku
Kinga z jednej minuty życia potrafi wycisnąć co najmniej dwie. Stale wymyśla, planuje, a potem wciela w życie. Gdy zawzięła się, że nauczy się pływać na kitesurfingu w dwa tygodnie, to pływała, ale już… po tygodniu. – Jest nie do zdarcia – mówi jej przyjaciel Michał Piróg. Najbardziej kontrowersyjny juror „You Can Dance” śmieje się, że to on obudził w Kindze uśpionego demona. Kiedy wszyscy w Argentynie padali z nóg, ona ciągnęła go na tango do milongi. Kinga potrafi spacerować nad brzegiem morza do białego rana i wpadać na koncert zupełnie nieznanej kapeli. Czy kiedykolwiek opada z sił? Tak, kiedy nic nie robi. Pracuje w telewizji, prowadzi z koleżanką firmę kosmetyczną, z drugą planują założenie agencji scenariuszowej, napisała scenariusz serialu i książkę. Życie poza pracą to: dwie córki, konie, narty i przyjaciele. – Zawsze na pierwszym miejscu są dzieci, a dopiero potem my, o co mamy do niej pretensje – żartuje Piróg. Każdy, kto ma choć jednego przyjaciela, już jest szczęściarzem. A Kinga? Wbrew opiniom o trudnym charakterze ma ich wielu.

Kamyczek Mellera
Edward Miszczak, dyrektor programowy TVN, był tym, który wyciągnął rękę do Kingi, kiedy rozstała się z Tomaszem Lisem. Zaproponował wówczas nieco zapomnianej gwieździe telewizji, która przez ostatnie lata zajmowała się głównie domem i karierą męża, aby wróciła na wizję. Zaczęła prowadzić „Dzień Dobry TVN” i wystąpiła w „Tańcu z Gwiazdami”. Rusin, wygrywając czwartą edycję tanecznego show, jakby narodziła się po raz drugi – i jako kobieta, i jako profesjonalistka. Od tamtej chwili jej motto życiowe brzmi: „Mija kolejny fantastyczny dzień, a następny będzie jeszcze lepszy”. Swoją przebojowością, pracowitością i godnością, z jaką zniosła odejście męża do innej kobiety, Kinga Rusin zaimponowała ludziom. Widzowie ją podziwiali, a koledzy w pracy doceniali – do czasu, aż jednego z nich przyćmiła.

Prowadzący z Kingą „Dzień Dobry TVN” Marcin Meller po kilku miesiącach wspólnej pracy zaczął skarżyć się pokątnie, że koleżanka ciągle wchodzi mu na wizji w słowo i kradnie dowcipy. Nie wrócił już po wakacyjnej przerwie do programu. Rzucony przez niego kamyczek uruchomił lawinę.

Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>


Pracownicy TVN zaczęli powtarzać sobie z ust do ust, że Kinga „jest przebiegła i cwana”, „ma fochy”, „gra przyjazną, ciepłą, a prawda jest taka, że uśmiech na jej twarzy pojawia się tylko wtedy, gdy włącza się kamera”. Gwiazda stała się czarnym charakterem chętnie opisywanym przez tabloidy. Wystarczył grymas zmęczenia na twarzy, źle skrojona sukienka czy wykroczenie drogowe. Przylgnęła do niej opinia gwiazdy zadzierającej nosa. Na dowód tego ostatnio „Fakt” wydrukował materiał, w którym Kinga chwali siebie i oglądalność prowadzonego przez nią „Dzień Dobry TVN”. – To bzdura! Nigdy czegoś takiego nie powiedziałabym – broni się w „Party” gwiazda. A jakie kłamstwo drukowane w prasie zabolało ją najbardziej? – Że nie da się ze mną współpracować – mówi Kinga.

Być jak Barbara
Dowodem na to, że jednak da się, jest jej duet z Bartoszem Węglarczykiem. Dziennikarz „Gazety Wyborczej” zastąpił u boku Kingi w „Dzień Dobry TVN” ponad rok temu Marcina Mellera. – Nie ma między nami rywalizacji, bo jesteśmy innymi ludźmi. Mnie prowadzenie porannego pasma odstresowuje po całym tygodniu w „Gazecie”. Dla Kingi to zawód. Jest przecież jedną z najlepiej rozpoznawanych twarzy w telewizji. Ja nie mam takich ambicji i może dlatego tak dobrze nam się współpracuje – przyznaje Węglarczyk. Na dodatek kilka miesięcy temu wystąpił w programie w T-shircie z napisem: „Z Kingą pracuje się świetnie”. Po co to zrobił? – Miałem już dość pytań o to, jak mi się pracuje z tak trudną osobą jak Kinga. Bo jeśli dopytujesz: „A skąd wiesz, że ona jest trudna?”, w 99 procentach odpowiedzi usłyszysz: „Nie znam jej, tylko tak słyszałem” – mówi Węglarczyk.

Czy te plotki to zawiść? A może nadinterpretacja jej zachowań? Na pewno brak znajomości specyfiki pracy w telewizji. Kinga bywa na planie zasadnicza, co często mylone jest z arogancją. Wymaga dużo od siebie i od innych. Nie każdy może dotrzymać jej kroku. Kinga nie jest typem „brata łaty”. Nie stara się nikomu na siłę przypodobać. – Poznałyśmy się w pracy i ta zawodowa twarz Kingi, która nie spoufala się, nie klepie po plecach i nie wdaje w zakulisowe gierki, szalenie mi się spodobała – mówi Katarzyna Sokołowska, reżyserka pokazów mody, a prywatnie przyjaciółka Rusin. Kinga w pracy zajmuje się... pracą, czy w telewizji, czy firmie kosmetycznej Pat & Rub, którą stworzyła z inną przyjaciółką. Ona sama mówi, że nie lubi, kiedy ludzie są przewrażliwieni na swoim punkcie. Wychodzi z założenia, że w biznesie czasami trzeba poważnie porozmawiać i wyłożyć wszystko wprost. – Niełatwo pracuje się z ludźmi, którzy wiedzą, czego chcą. Sam często słyszę, że mi odbiło, bo odmówiłem tańczenia w sali, w której jest za gorąco. To nie fanaberia, tylko profesjonalizm. Dla mnie to komplement usłyszeć: ciężko z tobą wytrzymać – tłumaczy „Party” Michał Piróg. Kiedy Kinga wchodzi do studia telewizyjnego, chce, żeby wszystko było idealne. – Najciekawsze w niej jest połączenie ambicji z inteligencją. Kinga mówi, że jej idolką jest legenda dziennikarstwa telewizyjnego Barbara Walters. Gdyby urodziła się w Stanach, byłaby nią – dodaje Węglarczyk.
 

Wzorowa uczennica
Kiedy Kinga jedzie na urlop, to nie po to, żeby leżeć na plaży, ale by zwiedzać. Gwiazda TVN cierpi na syndrom wzorowej uczennicy, również w życiu prywatnym. – Jednak potrafiła przekuć tę wadę w zaletę – przyznaje jej przyjaciółka Katarzyna. Kilka miesięcy temu spotkały się w Londynie. Kinga dojechała z córkami, trzynastoletnią Polą i dziewięcioletnią Igą. I zafundowała wszystkim maraton po galeriach, muzeach, teatrach. Bo Kinga ma bzika na punkcie sztuki i ciągłego uczenia się.

Każdy, kto pozna Kingę bliżej, potwierdza, że nie ma nic wspólnego z Kingą – bohaterką plotek. Michał Piróg dzisiaj wstydzi się, że na początku uległ stereotypom. – Wszyscy mówili o niej źle, więc trzymałem się na dystans. To nie była „miłość” od pierwszego wejrzenia, raczej taka spóźniona – mówi „Party”.

Niewiele osób wie, że dom gwiazdy TVN to zaprzeczenie jej zimnego wizerunku. Jest urządzony w ciepłych kolorach, mnóstwo w nim bibelotów i rodzinnych zdjęć. Kinga jest sentymentalna. – Kiedy przekraczam próg jej domu, mam poczucie, że wchodzę do bezpiecznego miejsca – mówi Bartosz Węglarczyk. Ludzie nie wiedzą też, że Kinga potrafi urządzać przyjęcia i gotować. Jej specjalność to owoce morza na wiele sposobów. Nie wiedzą również tego, że o przyjaźń Kingi warto zabiegać. Można jej zaufać, a na hasło: „Potrzebuję pomocy”, od razu wie, co zrobić. – Jest tylko jedna rzecz, która mnie u niej denerwuje: niepunktualność. Co jest zrozumiałe o tyle, że jest kobietą niezwykle zajętą – mówi Michał Piróg. Gwiazda telewizji sprawdza się w sytuacjach kryzysowych. Często wtedy dzwoni i rzuca: „Ubieraj się, wychodzimy!”. Sama jednak nie jest typem kobiety, która obarcza cały świat swoimi problemami. – Cenię sobie w tej przyjaźni to, że nie wałkujemy problemów i nie rozdrapujemy ran. Nie wiem zbyt wiele o jej przeszłości, bo poznałyśmy się jako dorosłe osoby, ale mi to nie przeszkadza – mówi Katarzyna Sokołowska.

Serce dla gwiazdy
Pracuje, zarabia, wychowuje dzieci, realizuje swoje pasje. Do idealnej układanki Kindze brakuje tylko jednego puzzla – miłości. – Życzyłabym jej harmonii. Aby sfera prywatna była równie satysfakcjonująca, jak zawodowa. Przecież zachód słońca musi przeżywać z kimś – mówi jej przyjaciółka Katarzyna. Kinga od czasu rozwodu z Tomaszem Lisem spotykała się tylko z jednym mężczyzną, młodszym o kilka lat menedżerem. Byli szczęśliwi do chwili, gdy ich związek odkryły media. Krótko po tym, jak ukazały się ich zdjęcia w prasie, rozstali się. Czy brak partnera to cena, jaką płaci za sukces? – Idąc na randkę, nie chciałabym skupiać na sobie i partnerze uwagi innych. W takich sytuacjach wolałabym być anonimowa – wyznaje „Party” Rusin. Michał Piróg zdradza, że Kinga nie narzeka na brak adoratorów. – Nie tyle ona sama chciałaby widzieć u swego boku mężczyznę, co wielu mężczyzn chętnie widziałoby się u jej boku – mówi. Jednego jest pewien, jego przyjaciółka potrzebuje mężczyzny bez kompleksów i bez manii wielkości. Takiego, który nie będzie z nią rywalizował, ale cieszył się z jej sukcesów. I będzie gotowy związać się z mamą dwójki dzieci.       

Sylwia Borowska / Party
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (6)
/11.04.2010 20:07
jest swietna i jest sobo!!!
/03.03.2010 14:01
pozdrawiam Panią Kingę i życzę Jej dużo sukcesów na każdym odcinku życia, bo zasłużyła sobie na to!!
/28.02.2010 13:23
lubie ja i jej program. Lis ze swoja kochanica myslal, ze Kinga bedzie po nim rozpaczac dlatego tak sie afiszowal ze swoja nowa lisica. Kinga zebrala sie w garsc i swoim ex ( mezowi i pseudokolezance) pokazala srodkowy palec. Brawo Kinga. Popieram Cie i jestem z Toba.
POKAŻ KOMENTARZE (3)