Katarzyna Cichopek-Hakiel fot. ONS

Katarzyna Cichopek: Ibisz w spódnicy

Teraz w jej życiu najważniejszy jest synek Adaś. A co z pracą? Katarzyna Cichopek-Hakiel nie rezygnuje z aktorstwa, ale ma już nowe marzenie – chce robić karierę jako gospodyni telewizyjnych show. I chce być w tym najlepsza.
/ 25.11.2009 09:38
Katarzyna Cichopek-Hakiel fot. ONS
Wróciła do „Jak Oni śpiewają” z entuzjazmem, ale też niepokojem. Bo zanim na świecie pojawił się Adaś, wszystko było podporządkowane karierze. Teraz Katarzyna Cichopek-Hakiel (27) przed wejściem na wizję myśli tylko o jednym: „Czy synek już zasnął?”. Uspokaja się, dopiero gdy dostanie od męża SMS-a z potwierdzeniem. Wtedy wyłącza telefon, bo wie, że może skupić się na pracy. Jednak nie na długo. Gdy Kasia jest poza domem, nie ma godziny, żeby nie myślała o dziecku. Nie martwi się, bo jej mąż Marcin Hakiel doskonale radzi sobie z synem. Ale czasami myśli z zazdrością: „A co Adaś teraz robi, czego ja nie mogę zobaczyć?”.

– Czy dotarło już do Ciebie, że jesteś mamą?
Katarzyna Cichopek-Hakiel:
Cały czas jeszcze dociera. Są takie chwile, że nagle siadam i myślę: „Jestem mamą? Ale jak to?!”. W ciąży czułam się świetnie i pracowałam aż do ósmego miesiąca. Czas zleciał mi tak szybko, że już nie pamiętam, że w ciąży byłam. Teraz patrzę na Adasia i zastanawiam się, jak to możliwe, że on już skończył cztery miesiące.

– I co? Tak lekko, bez płaczu, bez lęków, bez depresji poporodowej?
Katarzyna Cichopek-Hakiel:
Jestem z gatunku tych, co nie lubią się nad sobą rozczulać. Po porodzie doszłam do wniosku, że nie jest lekko, ale trzeba się jakoś ogarnąć. Muszę przecież zająć się dzieckiem, posprzątać w domu, a w odpowiednim momencie wrócić do pracy. Zdrowe podejście pomogło mi się szybko pozbierać. Mówi się, że macierzyństwo to wspaniały dar. Mogę tak powiedzieć, ale dopiero po czterech miesiącach. Natomiast początki przerosły moje wyobrażenia.

– Czego nie przewidziałaś?
Katarzyna Cichopek-Hakiel:
Oprócz tego, że towarzyszył mi ból fizyczny, musiałam jeszcze być na każde żądanie dziecka. Na świecie pojawił się ktoś nowy, delikatny, w dodatku bez... załączonej instrukcji obsługi. Na początku obłożyłam się książkami. Jednak nic z tego, co przeczytałam, nie miało zastosowania w praktyce. Moja mama, widząc mnie przejętą, a nawet bezradną, powiedziała: „Dziecko, wyrzuć te wszystkie książki i rób to, co sama uważasz za słuszne. Zaufaj intuicji”. I to była najlepsza rada. Dość mocno odczułam utratę wolności. Wcześniej, jak chciałam iść do kina, to po prostu szłam. Zanim urodziłam dziecko, byłam skupiona na sobie. Poza tym praca zmuszała mnie do tego, żeby dbać o siebie, ciągle się pilnować. Nazywałam to żartobliwie self-monitoringiem – miałam go włączonego o każdej porze. Aż tu nagle musiałam go wyłączyć, bo okazało się, że już nie jestem najważniejsza.

– Ale nadal musisz się pilnować. Jesteś przecież mamą na świeczniku. Jakie to uczucie?
Katarzyna Cichopek-Hakiel:
Spaceruję normalnie po ulicy, spotykam się z innymi mamami. Jeszcze do niedawna nie wyobrażałam sobie rozmów o zupkach i kupkach, a dziś… wymieniamy się doświadczeniami. To zbliża. Ale jest jeszcze mniej przyjemna strona takich spacerów. Jak ktoś zorientuje się, że to „ta Cichopek”, zaczynają się pielgrzymki do mojego wózka i wszyscy chcą zobaczyć „to dziecko”.

Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>


– Jak rodzi się z myślą, że pod szpitalem czeka 30 paparazzich?
Katarzyna Cichopek-Hakiel:
Byłam na to przygotowana. Personel publicznego szpitala, w którym rodziłam, nawet trochę się nas obawiał, ale potem zaczął nam współczuć i pomagać. Ochrona nie wpuściła na oddział dwóch paparazzich, którzy przebrali się za lekarzy. Chcieliśmy wyjść frontowymi drzwiami, ale nie dało się. Między kilkunastoma fotografami zaczęły się przepychanki, kto pierwszy będzie miał nasze zdjęcia. Nie czułam się najlepiej, a dzidziunia była taka maleńka, że zaczęłam się bać. A gdyby ktoś nas potrącił? Wyszliśmy więc tylnymi drzwiami. Ale w drodze do domu towarzyszyło nam siedem samochodów, które zajeżdżały nam drogę. Poczułam się bezpiecznie, dopiero kiedy wjechaliśmy do garażu i zamknęła się za nami brama. Jaka ja jestem szczęśliwa, że mam ten garaż, bo często się tam chowam przed paparazzimi. Kiedy weszliśmy z Marcinem i Adasiem po raz pierwszy do domu, pomyślałam: „Jak to dalej będzie?”. Na szczęście po pierwszej fali ciekawości dziś jest mniej zamieszania wokół naszej rodziny.

– Przed czym znani rodzice chronią swoje dzieci? Dlaczego nie pozwalasz na fotografowanie Adasia?
Katarzyna Cichopek-Hakiel:
U mnie wliczone jest to w zawód, ale moje dziecko to już osobny człowiek. Adaś sam nie potrafi jeszcze podjąć decyzji, więc na razie to ja muszę zadecydować i dlatego mówię „nie”. Chciałabym chronić go jak najdłużej. Po pierwsze, kwestia bezpieczeństwa. Po drugie, chciałabym, aby mój syn miał normalne dzieciństwo i mógł bawić się z innymi dziećmi na placu zabaw i aby w drodze do szkoły nie śledził go fotograf.

– Narodziny dziecka to egzamin dla małżeństwa? Zgadzasz się?
Katarzyna Cichopek-Hakiel:
Nie chcę zapeszyć, bo przecież ten egzamin potrwa co najmniej 18 lat, ale przyznam, że mój mąż w „sytuacji awaryjnej” stanął na wysokości zadania. Nie tylko pomagał mi zająć się dzieckiem, ale też zajął się mną. Ja z kolei staram się w tym wszystkim nie zagubić nas jako pary. Moja mama przekazała mi pewną mądrość: „W takiej chwili nie można zaniedbywać męża”. Dbam więc i o dziecko, i o niego. I nie ukrywam, że nie zapominam też o sobie.

– Efekty widać. Nie przypominasz kobiety, która zaledwie w lipcu urodziła dziecko.
Katarzyna Cichopek-Hakiel:
W ciąży niewiele przytyłam. Po urodzeniu dziecka chciałam szybko wrócić do formy. Jak idę na spacer z wózkiem, to nie siadam na ławeczce. Z pomocą przyszła mi też klinika La Perla, proponując kompleksowy program dla młodych mam. Chodzę na serię zabiegów kosmetycznych, masaże i gimnastykę. Ćwiczę pod czujnym okiem trenera Piotra Łukasiaka. Dietetyk czuwa nad tym, co jem. Zresztą mam dodatkową motywację w dbaniu o swoją dietę, bo wciąż jestem mamą karmiącą.


– Dlaczego zdecydowałaś się tak szybko wrócić do pracy?
Katarzyna Cichopek-Hakiel:
Propozycję prowadzenia 6. edycji „Jak Oni śpiewają” dostałam jeszcze przed rozwiązaniem. Zgodziłam się wtedy, nie wiedząc do końca, jak to będzie. Zastrzegłam jednak w umowie, że mogę zrezygnować, jeśli moje dziecko będzie miało problemy zdrowotne. Z porodem akurat „wstrzeliłam się” w wakacje. Mam taką pracę, że na mnie nie poczeka. Nie mogę wrócić w dowolnym momencie, jak po urlopie macierzyńskim do biura. Jest konkretny projekt i albo wchodzę w niego, albo nie.

– Jak czułaś się pierwszego wieczoru w „Jak Oni śpiewają”?
Katarzyna Cichopek-Hakiel:
Z jednej strony, wielka radość, że wyrwałam się z domu, że widzę tylu ludzi. Wszyscy tak ciepło mnie przyjęli. Z drugiej strony, czułam niepokój, bo był to pierwszy wieczór, kiedy Marcin został sam z Adasiem. Rzucony na głęboką wodę poradził sobie i bardzo go ta „lekcja ojcostwa” podbudowała. Teraz, gdy zajmuje się naszym synkiem, czuje się pewnie. Co więcej, ja, wiedząc to, nie boję się zostawiać chłopaków samych.

– Czy Twój udział w reklamie Barbie to symboliczne pożegnanie z „małą dziewczynką” w Tobie?
Katarzyna Cichopek-Hakiel:
Po urodzeniu Adasia miałam wielką potrzebę zrobienia czegoś dla dzieci. Kiedy dostałam tę propozycję, ucieszyłam się, bo lalki to wdzięczny produkt i mam nadzieję, że dzięki mnie dziewczynki będą miały jeszcze więcej radości. A jeśli o mnie chodzi, to kocham tego małego dzieciaka w sobie.

– W jakim kierunku będzie zmierzać teraz Twoja kariera?
Katarzyna Cichopek-Hakiel:
Po urodzeniu dziecka nabrałam do niej dystansu, bo wcześniej praktycznie żyłam tylko pracą. Dziś nie mam ciśnienia, że coś muszę albo że czegoś jeszcze nie zrobiłam. Jedno, co muszę, to zapewnić dziecku przyszłość. Wróciłam już na plan serialu „M jak miłość”, ale poprosiłam scenarzystów, aby powoli wprowadzali moją postać. Aktorstwo pozostanie moją pierwszą miłością i każda propozycja będzie wielką radością. Natomiast lubię tę adrenalinę, którą wyzwala prowadzenie programów rozrywkowych, zwłaszcza na żywo. „Jak Oni śpiewają” kończy się za kilka tygodni i mam nadzieję, że wezmę jeszcze udział w podobnym formacie.

– Czyli chcesz być Krzysiem Ibiszem, tylko w spódnicy?
Katarzyna Cichopek-Hakiel:
Uważasz, że mam szansę?


– Masz.
Katarzyna Cichopek-Hakiel:
Dziękuję za ten miły komplement. Krzysiek jest dla mnie ideałem konferansjera. Nie chciałabym go jednak kopiować. Ale przyznam, że zazdroszczę mu refleksu, lekkości wypowiedzi i zawsze perfekcyjnego przygotowania do programu. Choć „Jak Oni śpiewają” jest programem na żywo, Krzyśka nigdy nic nie jest w stanie zaskoczyć. Podziwiam go za styl i konsekwencję w realizacji swojej kariery. Przypomina mi to trochę „amerykańską szkołę”. W dodatku dba o siebie i to jest fantastyczne. To też część jego pracy. Konkurencją dla niego może być tylko mój ulubiony Hugh Jackman.

– Czego nauczyłaś się od starszego kolegi w pracy?
Katarzyna Cichopek-Hakiel:
Kiedyś Krzysiek powiedział mi: „Im dalej zajdziesz, tym bardziej ludzie będą pod tobą kopać, ale pamiętaj: klapki na oczy i do przodu!”. Ma rację. Sama na sobie sprawdziłam już, że należy robić swoje i mieć ogromny dystans do tego blichtru, który nas otacza. Często wspólnie śmiejemy się z plotek na nasz temat.

– Czy to prawda, że kiedyś powiedziałaś: „Kiedy zamykam oczy, widzę nas dwoje, troje dzieci i dwa psy”?
Katarzyna Cichopek-Hakiel:
Tak. Jesteśmy już my z Marcinem, jest dziecko i jest pies. Brakuje tylko dwójki dzieci i drugiego psa, czyli... 50 procent wykonane! Zobaczymy, co dalej.

– Bo życie już nigdy nie będzie takie samo jak kiedyś?
Katarzyna Cichopek-Hakiel:
Tak. Wraz z narodzinami Adasia wszystko się zmieniło. Na lepsze. Nasz dom jest pełniejszy, więcej w nim gwaru, a mnie do szczęścia dziś wystarczy to, czy Adaś uśmiecha się albo czy udało mu się coś złapać w rączkę. To jest takie prawdziwe, proste i szczere. Doświadczyłam w swoim życiu dużo miłości, ale nie spodziewałam się, że może być jej jeszcze więcej. Nie ja jedyna mam dziecko, ale cieszę się, że mi się udało. Mam teraz przed oczami dowód na to, że zrobiłam coś namacalnego i pożytecznego. Dzisiaj już wiem, co mają na myśli kobiety, które jako matki czują się spełnione, mówią, że już zrobiły to, co w życiu najważniejsze. Dziecko nie jest tak ulotne jak program w telewizji, który dziś jest, a jutro go nie ma. Nagrody od publiczności są miłe, ale to mój synuś jest na zawsze.      

Sylwia Borowska / Party