Katarzyna Cichopek

Rozstała się z partnerem. Teraz nie chce się z nikim wiązać. Gwiazda „M jak miłość” woli pracować do zmęczenia i tańczyć do upadłego.
/ 16.03.2006 16:57
Katarzyna Zwolińska: Rozstałaś się ze swoim partnerem, Mateuszem.
Katarzyna Cichopek: To prawda. Wspólnie podjęliśmy decyzję o rozstaniu. Rozstaliśmy się bardzo poprawnie, stopniowo. Bez krzyków i awantur. Teraz jest tak, jak dwa lata temu, kiedy byliśmy tylko przyjaciółmi. Ale nie chciałabym o tym mówić.

– Teraz jesteś wolna. Twoi wielbiciele zaczynają snuć plany...
Na próżno.

– To będzie powszechny płacz, bo przecież faceci mówią o Tobie „Big bambelos”? Skąd to przezwisko?
Anka Mucha znalazła je w Internecie. I znowu ten biust. Chodzi to za mną od dzieciństwa. W liceum byłam „Big cyc”. Ja w ogóle nie rozumiem, o co chodzi. To jest takie dziwne, że ktoś ma duży biust?

– Ale chyba się tym nie przejmujesz?
Właściwie to się cieszę. Nie chciałabym tego zmienić. Zaczęłam dojrzewać w szóstej klasie szkoły podstawowej. I mój biust już wtedy był pokaźny. Wszyscy się ze mnie naśmiewali. Koledzy z podstawówki, z którymi zresztą do dzisiaj mam bardzo dobry kontakt, strzelali do mojego stanika. Nie pomogły za duże T-shirty ani powyciągane swetry. A jak ktoś się chciał ze mną umówić, to od razu miałam podejrzenia, że chodzi tylko o mój biust. Teraz to jest mój atut. Jestem kobietą, cieszę się, że mam co pokazać.

– Długo raczej nie będziesz sama, bo podobasz się mężczyznom.
Być może, ale większość się mnie boi.

– Dlaczego?
Nie wiem. Tak było, zanim zaczęłam być popularna, a teraz boją się do kwadratu. Chodzi chyba o to, że moja prywatność nie należy już tylko do mnie. Poza tym jestem spełniona i szczęśliwa. Nie mam jakichś niepokojów, nie szukam oparcia. I tak naprawdę niewiele jest osób w moim wieku, które mogą to samo powiedzieć o sobie. A to może frustrować.

– W takim razie powiedz od razu, jakie masz wady. Żeby facetów troszkę z nimi oswoić.
Jestem strasznym nerwusem. Nie widać tego na pierwszy rzut oka. Jestem też za dobra. Ale koniec z tym. Będę zołzą numer jeden. Czasami można powiedzieć o mnie „zaborcza”. Ale tylko wtedy, gdy nie wiem, o co chodzi. Na przykład gdy widzę, że facet coś przede mną ukrywa, to mnie to frustruje. Ale jeśli mi powie: „Słuchaj, umówiłem się z kumplami, jedziemy na męski wyjazd”, wtedy nie ma problemu. Mężczyźni odbierają to jako formę kontroli, ale mi chodzi jedynie o wewnętrzny spokój. Żebym wiedziała, że nic mu się złego nie dzieje. Zawsze, gdy się miałam spóźnić, dzwoniłam do domu: „Mamo, będę pół godziny później”. Tak mnie rodzice nauczyli i chcę, żeby tak samo było w moim związku.

– Mateuszowi to przeszkadzało?
Kontrolę nad sobą mieliśmy bardzo słabą. W ogóle teraz się dziwię, że te dwa lata byłam tak spokojna. Przecież widywaliśmy się raz, dwa razy w miesiącu. Owszem, często do siebie dzwoniliśmy, ale nie codziennie. Takie rozmowy między Warszawą a Wiedniem są kosztowne. Ale mimo to byłam spokojna. On potrafił mnie tak psychicznie zabezpieczyć, że wszystko jest OK. Zawsze wysyłał SMS-y, informował mnie.

– Drugi raz weszłabyś w taki związek na odległość?
Nie. Chyba że wiedziałabym, że coś z tego będzie.

– Na początku przecież nikt tego nie wie.
Ale trzeba widzieć inicjatywę ze strony partnera. Jeśli jest wielka miłość, to trzeba na rzęsach stanąć, żeby być ze swoją ukochaną.

– Jesteś spełniona na wszystkich frontach?
Tak. W szkole idzie mi świetnie. Gram w „M jak miłość”. Mam bardzo poprawne stosunki na planie z ludźmi. Żyję wśród przyjaciół, na których mogę liczyć. Czasem jestem zmęczona, mam wszystkiego dosyć, ale mimo to naprawdę jestem szczęśliwa.

– To popularność tak Ci daje w kość?
W ogóle sobie z nią nie radzę. Bardzo lubię grać, a to, co jest skutkiem i konsekwencją tego, co robię, po prostu mnie przeraża. Cały czas mam poczucie, że nie mogę nikogo zawieść.

– Starsi koledzy z planu udzielają Ci rad?
Tak i bardzo to sobie cenię. Najczęściej rozmawiam z Marcinem Bosakiem. Mówię mu: „Mam problem, nie wiem, jak mam to zagrać, kompletnie nie rozumiem tej sceny”. I on wtedy mówi mi, jak on by to zrobił. Słucham go, bo jest bardziej doświadczony. On skończył szkołę aktorską, a ja nie.

– Do „M jak miłość” trafiłaś z castingu?
Tak. Odkąd pamiętam, zawsze chciałam grać. Po szkole pędziłam na próby teatru. Gdy dowiedziałam się o castingu do serialu, postanowiłam spróbować. Udało się. Miałam zagrać tylko epizod. Sama nie wiem, co się stało, że tak rozbudowano moją rolę.

– Może spodobałaś się producentom?
Widocznie tak. Ale nie zastanawiam się nad tym. To, co mi życie daje, to biorę.

– Grasz już pięć lat. Czy zmieniłaś się przez ten czas?
Na pewno jestem bardziej opanowana. Moi znajomi mówią, że wydoroślałam. Jestem też bardziej samodzielna finansowo. Dalej jednak mieszkam z rodzicami. Inwestuję w siebie: wyjeżdżam, uczę się języków. Wiem, że jak pójdę do sklepu, mogę sobie coś kupić i nie będę miała wyrzutów sumienia. Co ja mówię! Ja zawsze mam wyrzuty sumienia. Bo w stosunku do siebie jestem straszną sknerą.

– Swoją przyszłość wiążesz z aktorstwem?
Z tym zawodem nigdy nie można się związać. Teraz mam pracę, ale za chwilę mogę jej nie mieć. A ja nie chcę siedzieć wpatrzona w telefon i czekać, aż ktoś łaskawie do mnie zadzwoni z jakąś propozycją. Dlatego wybrałam psychologię. I twardo obstaję przy swoim. Jak już tak zdecydowałam, to dociągnę do końca. Przede mną już za chwilę ostatni rok i pisanie pracy magisterskiej. Jestem obowiązkowa. Jeśli mam zajęcia, żeby się waliło i paliło, to ich nie opuszczę.

– Jesteś perfekcjonistką i pracoholiczką?
Jestem. Robię bardzo dużo. I jak już coś zacznę robić, to wchodzę w to całą sobą, całym sercem. Nie potrafię pracować na pół gwizdka.

– Nie potrzebujesz trochę luzu?
Jak potrzebuję, to go sobie daję. Ale ja lubię się zmęczyć. Na przykład tańcem. Mam na tym punkcie hopla. Biorę lekcje u profesjonalistów. Mam non stop słuchawki na uszach. Chodzę, śpiewam, tańczę. Nawet w samochodzie nie usiedzę spokojnie. Jak ktoś, stojąc na czerwonym świetle, zobaczy, co wyrabiam w samochodzie, to pomyśli, że jestem stuknięta i trzeba mi zabrać prawo jazdy. Bo cały samochód tańczy razem ze mną.

– Taniec to coś więcej?
Taniec to cała filozofia. I stan ducha.

Rozmawiała Katarzyna Zwolińska
Zdjęcia Piotr Porębski/Metaluna
Stylizacja Jola Czaja
Asystentka stylistki Anna Gnacy
Makijaż Margo Węgierek
Fryzury Łukasz Pycior
Scenografia Ewa Iwańczuk
Produkcja sesji Joanna Guzowska
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/03.07.2007 15:57
ja tez mialam podobne kompleksy i wiem co to znaczy. kaska idz do przodu jestes swietna w tym co robisz