Joanna Krupa fot. <a href=http://www.ons.pl target=_blank>ONS</a>

Joanna Krupa: Królowa jest naga

Uznana za jedną z 25 najseksowniejszych kobiet świata. Nieustannie na okładkach męskich magazynów. Jej odważne sesje budzą emocje, a występ w amerykańskiej edycji „Tańca z gwiazdami” podbił serca widzów.
/ 30.07.2010 10:04
Joanna Krupa fot. <a href=http://www.ons.pl target=_blank>ONS</a>
Kilkadziesiąt okładek i sesji zdjęciowych do amerykańskich i europejskich edycji „Playboya”, „Maxima”, „GQ”, „Inside Sport”. Według „Playboya” jedna z 25 najseksowniejszych kobiet świata. Niemiecki „Maxim” uznał ją za kobietę roku 2004, cztery lata później polski „CKM” za jedną z trzech najseksowniejszych Polek. Zagrała epizody w kilkunastu filmach, między innymi „Legalnej blondynce”. Kiedy w 1984 roku przyjechała z mamą i siostrą do Chicago, brakowało im pieniędzy na wymarzone przez Joannę lekcje tańca. Ale w zeszłym roku zachwyciła amerykańskich widzów występem w tamtejszym „Tańcu z gwiazdami”. Dziś jest jedną z najgorętszych postaci show-biznesu, z dumą podkreśla, że mogła ściągnąć mamę do swojego apartamentu w Los Angeles, a jej narzeczony Romain Zago jest właścicielem modnego klubu gwiazd Mynt Lounge. Bez żadnego wsparcia nieznana, przebojowa Polka realizuje swój american dream, o którym marzą na świecie tysiące dziewczyn. Nic dziwnego, że to właśnie Krupę stacja TVN wybrała do poprowadzenia  wielkiego show „Top model. Zostań modelką”, w którym spełnić się mają wielkie marzenia o sukcesie i sławie.

– Joanna, jak to właściwie się stało, że zamieszkałaś w Ameryce? 
Joanna Krupa:
Z Polski wyjechałam z mamą i siostrą, kiedy miałam pięć lat. Mama ciężko pracowała, aby utrzymać mnie i Martę. Siedem dni w tygodniu po 12 godzin. A ja już w dzieciństwie chciałam być „małą baleriną”. Sześć lat chodziłam na lekcje baletu, aż w końcu zabrakło na czesne.

– Wiem, że mama, Jolanta, jest Twoją fanką i przyjaciółką. Towarzyszy Ci wszędzie, była na widowni podczas „Tańca z gwiazdami”, chodzi z Tobą na wywiady, do studiów telewizyjnych.
Joanna Krupa:
Jest dla mnie wielkim wsparciem. Tak było zawsze. Jest ze mną na dobre i na złe. Najpierw ja mieszkałam z nią w Chicago, teraz ona mieszka ze mną w Los Angeles. Kiedy jestem daleko, bardzo za nią tęsknię, co nie oznacza, że mamy identyczne zdanie na każdy temat.

– Wróćmy do Twego dzieciństwa. Jak się czułaś w amerykańskiej szkole?
Joanna Krupa:
To, czego uczą w szkole, specjalnie mnie nie interesowało. Na lekcjach historii nikt nie uczy, co trzeba robić, żeby odnieść sukces. Więc ja byłam bardziej, jak to się mówi w Ameryce, streetsmart, nie booksmart. Bystra wiedzą z życia, nie z książek.

– Inaczej mówiąc, to po prostu inteligencja emocjonalna.
Joanna Krupa:
Wiem, jak postępować z ludźmi, jak się zaprezentować, by zrobić dobre wrażenie, wiem, jak się zachować i jak ubrać, idąc na ważne spotkanie. Żadne mini i żucie gumy. Ale liczy się pasja i ciężka praca.

– Nad czym Ty najciężej pracowałaś?
Joanna Krupa:
Chciałam zaistnieć w show-biznesie, aktorstwie i modelingu. Jako nastolatka chodziłam na zajęcia z aktorstwa. Ciężko nad sobą pracowałam i w końcu się udało. Wyrobiłam sobie nazwisko w Hollywood, wystąpiłam w wielu programach telewizyjnych, zagrałam w filmach.

– Twoi znajomi z college’u kibicują Ci, śledzą Twoją karierę?
Joanna Krupa:
Nie miałam wielu znajomych w szkole. Z czterech koleżanek zostały mi dwie – Semina i Brenda. Do college’u chodziłam dwa lata, po czym powiedziałam mamie, że to nie dla mnie.

– Podróżujesz po świecie, pozujesz do odważnych sesji, występujesz w telewizyjnych show, jesteś gwiazdą. Masz z rówieśnikami wspólne tematy?
Joanna Krupa:
Moje życie wygląda zupełnie inaczej niż życie gospodyni domowej z dwójką dzieci. Czasem trudno mi wytłumaczyć, że nie jestem w stanie tak często się spotykać. Zresztą kiedy nie pracuję, czuję się zagubiona.

Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>


– Żyjesz z kalendarzem w ręku?
Joanna Krupa:
Inaczej nie byłabym w stanie zapanować nad tyloma sprawami. Mam agentkę, ale lubię mieć wszystko pod kontrolą, spotkania zawodowe i prywatne. W ubiegłym miesiącu w końcu odwiedziłam Seminę. Ma małe dziecko, ciężko pracuje zawodowo, a jej mąż zajmuje się domem. Miałam wrażenie, że nie jest zbyt szczęśliwa, ale to nie moja sprawa.

– A Ty nie myślisz o dziecku?
Joanna Krupa:
Nie w najbliższym czasie. Dla dziecka taka ciągle nieobecna mama wcale nie byłaby fajna. Chcę mieć dzieci, ale w swoim czasie, teraz muszę być trochę… samolubna.

– ?
Joanna Krupa:
Chcę osiągnąć w życiu zawodowym jak najwięcej. Nie ma nic gorszego niż niechciane dziecko.

– Jaka jest cena Twojego sukcesu? Że jesteś rozpoznawalna? Zna Cię cała Ameryka...
Joanna Krupa:
Cena? Uwielbiam to, co robię. A że od czasu do czasu coś głupiego o mnie napiszą w tabloidach, to normalne. Wiem, jaką jestem osobą, a moja mama i moi najbliżsi wiedzą, na co nigdy bym się nie zdobyła. Tak że poza plotkami nie ma żadnej nadzwyczajnej ceny. Robię naprawdę to, co chcę, choć niektóre dziewczyny w show-biznesie wybierają drogę na skróty.

– Co masz na myśli, mówiąc o drodze na skróty?
Joanna Krupa:
Można sobie zrobić dziecko z kimś sławnym, spotykać się z producentem albo się z nim przespać, żeby dostać rolę. Ja z tego nie skorzystałam i pewnie dlatego moja droga do sukcesu wcale nie była krótka. Przecież w Hollywood jestem już blisko 10 lat! Ale za to jestem wdzięczna losowi. Zbyt szybka kariera nie zawróciła mi w głowie, dzięki temu nie pojawiły się różne pokusy, używki, narkotyki.

– To teraz szczerze – dlaczego nie skorzystałaś z drogi na skróty?
Joanna Krupa:
Nie mogę być z kimś, kogo nie darzę uczuciem. Gdy przeniosłam się z Chicago do Hollywood, przez pierwsze dwa lata było mi ciężko. Nie miałam pieniędzy, za to puste konto i długi. Wiele miesięcy szukałam ogłoszeń o pracy fotomodelki, ale nie miałam nawet swojego portfolio. W końcu znalazłam pracę i na pół roku zatrudniłam się w agencji modelek jako sekretarka.

– I przez pół roku nie dopatrzyli się, kto u nich pracuje?
Joanna Krupa:
Aż do pewnego dnia, kiedy dostałam propozycję fotosesji dla agencji modelek i zostałam zauważona.

– Musisz bardzo dbać o siebie?
Joanna Krupa:
Zawsze kładę wazelinę pod oczy i na ciało. Moja 70-letnia ciocia, którą teraz odwiedziłyśmy w Tarnowie, ma śliczną skórę, a całe życie używała tylko wazeliny.

– Nigdy nie zarywasz nocy?
Joanna Krupa:
Częściej, niżbym chciała, bo nagrania na planie zdjęciowym trwają do nocy. Gdy w ubiegłym roku występowałam w amerykańskim „Tańcu z gwiazdami”, przez wiele tygodni prowadziłam sportowy tryb życia. Teraz prawie codziennie ćwiczę. Jem głównie warzywa i owoce, niestety, uwielbiam słodycze. Powiem prawdę: jem, co chcę, ale staram się nie przejadać. Niestety, mam lekką niedoczynność tarczycy, jak mama i siostra, co pewnie mi nie pomaga w utrzymaniu wagi.

– W „Tańcu z gwiazdami” zaszłaś wysoko, czwarta para na 16. Niezły sukces. Jak się dostałaś do programu?
Joanna Krupa:
„Taniec z gwiazdami” to number one show w Ameryce! A propozycję dostałam, bo wcześniej, w tej samej stacji telewizyjnej ABC, wzięłam udział w „Superstars” – sportowym programie. Jego uczestnicy musieli biegać, pływać kajakami... Wszystko było fajnie, tylko z moim partnerem ciągle się kłóciliśmy, najpierw on mnie zostawił na wizji, potem ja jego.


– To wielka gwiazda sportu Terrell Owens. Rzeczywiście potrafisz być ostra, choć gdy nazwałaś go „primadonną”, był rozbawiony. Umieścił to w swojej internetowej nocie biograficznej.
Joanna Krupa:
Usłyszał na wizji więcej, na przykład żeby szedł do diabła. Potem wielu ludzi dziękowało za te słowa, w tym także sportowcy. Kilka razy przeklęłam, z czego zrobiono aferę, ale moja spontaniczność musiała się podobać, bo kilka miesięcy później dostałam zaproszenie do „Tańca...”.

– Jesteś śliczną dziewczyną, nie boisz się upływu czasu? Tyle kobiet korzysta z chirurgii plastycznej...
Joanna Krupa:
Jak ktoś chce robić, niech robi. Ale patrząc na kobiety po wielu face liftingach, widzę, jak bardzo stają się do siebie podobne. Moją obsesją jest prevent... zapobieganie. Lubię najnowsze kremy, zabiegi z użyciem lasera, który pobudza wzrost kolagenu wokół oczu. Wiem, że zawsze po moich zabiegach pojawiają się plotki. A niech sobie myślą, co chcą… Czasem tylko robi mi się przykro, bo możesz być najfajniejszym człowiekiem na świecie, robić wiele dla innych i co z tego? Jeden przykład: angażuję się w akcje pomocy dla zwierząt. Słyszę: „A dlaczego nie dla biednych dzieci?”. A jakbym robiła więcej dla dzieci, tobym słyszała, dlaczego dla takich, a nie innych... Więc robię swoje.

– Po „Tańcu z gwiazdami” stałaś się w Los Angeles jeszcze bardziej rozpoznawalna. Poczułaś moc popularności?
Joanna Krupa:
Raczej w innych kręgach. Zaczęły mnie rozpoznawać dzieci, kobiety, rodziny. „Taniec...” otworzył mi kolejne drzwi, przestano o mnie myśleć głównie jako o zmysłowej blondynce. Odpadliśmy z Derekiem Hough tuż przed finałem.

– Twoja słynna naga sesja z krzyżem, która miała zwrócić uwagę na cierpienie zwierząt, wywołała więcej krytyki...
Joanna Krupa:
Krytykował Kościół, ale większości się podobało. Bo przecież krzyż to symbol cierpienia i nadziei. Przez lata pomagałam zwierzętom. W pierwszej akcji chodziło o to, żeby nie przysparzać cierpienia zwierzętom hodowanym na futra, druga była apelem, żeby człowiek stał się „aniołem dla zwierząt”. Żeby psów i kotów nie kupować, tylko adoptować te po przejściach, porzucone, ze schronisk. Organizacji PETA, która zrobiła ze mną obie akcje, powiedziałam na wstępie, że chcę ludziom otworzyć oczy, więc akcje muszą być kontrowersyjne. I były.

– A czy Ty sama masz jakieś zwierzęta w domu?
Joanna Krupa:
Cztery psy, a jeszcze niedawno miałam sześć, ale znalazłam im dobre domy. Co dwa tygodnie z Denise Richards bierzemy z przytułku 30 psów i jedziemy do willowych dzielnic w Utah, by szukać psim sierotom właścicieli. Chore biorę do lekarza, a potem zazwyczaj lądują u mnie w domu. Jak je wykuruję, oddaję. Denise niby szuka im domu, ale zakochuje się i trzyma je na stałe. Też bym tak chciała, ale nie mogę obarczać mamy.

– Skoro mieszkasz z mamą, musisz być bardzo rodzinną osobą.
Joanna Krupa:
Tak, mieszkam z mamą i siostrą. Kalifornia to mój dom. Wszystko mi tu odpowiada… Chcesz ocean, masz ocean, chcesz narty w górach – cztery godziny samochodem i jesteś na miejscu, u podnóża ośnieżonych gór.

Rozmawiała Liliana Śnieg-Czaplewska