POLECAMY

Jestem w drodze - rozmowa z Edytą Olszówką

Ma styl dawnej hollywoodzkiej gwiazdy, słowiańską urodę, seksowny głos i talent, który sprawia, że na artystycznym firmamencie lśni niczym diament. Na scenie przypomina wulkan, w którym ścierają się skrajnie różne emocje. Na co dzień jednak emanuje ciepłem, serdecznością i pozytywną energią. Oczy są zwierciadłem jej duszy – można w nich wyczytać radość i smutek, żal i spełnienie.

Ma styl dawnej hollywoodzkiej gwiazdy, słowiańską urodę, seksowny głos i talent, który sprawia, że na artystycznym firmamencie lśni niczym diament. Na scenie przypomina wulkan, w którym ścierają się skrajnie różne emocje. Na co dzień jednak emanuje ciepłem, serdecznością i pozytywną energią. Oczy są zwierciadłem jej duszy – można w nich wyczytać radość i smutek, żal i spełnienie.

Aktorstwo było spełnieniem Twoich marzeń?

Absolutnie tak. Patrząc na to z perspektywy wielu lat, wydaje mi się, że zostałam aktorką, bo miałam wrodzoną, niezwykle silną potrzebę uciekania od rzeczywistości. Brałam jeszcze pod uwagę karierę piosenkarki albo tancerki. Gdy dzisiaj przygadam się młodym ludziom, którzy nie wiedzą, co ze sobą zrobić, to widzę, jak bardzo są zagubieni. Wówczas doceniam swoje skupienie na konkretnym celu. Wiem, że podjęłam właściwą decyzje. Pomimo blasków i cieni tej profesji, kocham to, co robię, praca jest moją pasją.

Jesteś szczęśliwa?

A czy to jest najważniejsze? Leszek Kołakowski, który niedawno zmarł, powiedział, że życie może być zabawne i interesujące, ale tylko pod warunkiem, że nie będziesz wymagała, aby być szczęśliwa. Może więc to nasze usilne parcie na szczęścia i wygórowane oczekiwania wszystko niweczą? Poszukuję wewnętrznej harmonii i równowagi. Staram się nabrać dystansu do tego, jak odbiera mnie Świat. Każdego dnia jestem oceniana. Liczy się przede wszystkim opakowanie – młodość i atrakcyjność, a przecież upływ czasu dotyczy wszystkich ludzi. Istotne staje się nie to, kim jestem i co robię, ale to, czy dobrze wygadam, jakim jeżdżę samochodem i gdzie mieszkam. Oprócz krzywdzących etykietek, jakie nam się doczepia, kreuje się również nasz życiorys, dopisując rozmaite, często zmyślone historie. To bardzo przedmiotowe traktowanie, instrumentalne podejście do człowieka, a ja nie chcę być używana.

Pamiętasz ten najtrudniejszy moment, kiedy postanowiłaś wdziać na siebie pancerz i ukryć się przed światem?

To był moment swoistego katharsis, początek budowania pancerza. Niestety,
wciąż jestem słabo uzbrojona, bo nie potrafię całkowicie ukryć swoich emocji.
Uzewnętrzniam wszystko, co przeżywam. Nie lubię siebie za to, ale tak właśnie jestem skonstruowana. Wiem, że co mnie nie zabije, to mnie wzmocni. I właściwie
to dziękuję, że w pewnym momencie życia znalazłam się w sytuacji, gdy przede mną
i za mną była ściana. Nie mogłam zrobić ruchu w żadną stronę, musiałam wyruszyć
w głąb siebie. W moim życiu rozpoczął się czas zmian.

Od czego się zaczęło?

Uświadomiłam sobie, jak destrukcyjnie wpływam na swoje ciało, które przecież daje mi tyle siły i energii. Zrozumiałam, że o wiele więcej zyskam, opiekując się sobą. Nie interesuje mnie sztuczne, inwazyjne zatrzymywanie młodości. Zrezygnowałam natomiast z alkoholu. Właśnie minęły trzy miesiące, od kiedy po ponad 20 latach rzuciłam palenie. Odstawiłam też coca-colę, którą zawsze miałam w lodowce. Po raz pierwszy w życiu sięgnęłam po wodę i uczę się ją pić. Zaczynam rozróżniać smak. Przestałam się objadać. Dawniej, gdy było mi źle, pochłaniałam paczkę ptasiego mleczka i paluszki. W ciągu tygodnia mogłam przytyć nawet 10 kilo i tyle samo w następnym tygodniu schudnąć. Moje ciało fatalnie to znosiło. Postanowiłam zatroszczyć się o harmonię i równowagę w moim organizmie. Każdego dnia staram się zdrowo żyć. Dziś na przykład jestem w pięknym spa...

Ważne rzeczy dzieją się w Twoim  życiu...

Nie chcę już dłużej trwać w szponach złych przyzwyczajeń i nawyków, ale uczyć się tych dobrych. Oczywiście, zmiany nie dotyczą jedynie ciała, ale i psychiki. Cały czas zastanawiam się nad sensem mojego życia, dlaczego tu jestem i dokąd mam iść dalej. Zaczęłam kreować teraźniejszość, uczę się być tu i teraz.

Co teraz zaprząta Twoje myśli?

Miłość. Jak otworzyć swoje serce na druga osobę? Jak kochać i akceptować siebie?
Uczę się miłości. Teraz następuje moment pogodzenia się z tym, co mam i jaka jestem. Uczę się dawać, akceptować i kochać. Nie mogę przecież pielęgnować złych doświadczeń i budować wokoło siebie obronnych murów. Uczę się ufać ludziom i nie oczekiwać zbyt wiele.

Ściera się w Tobie wiele emocji, które sprawiają, że kreowane przez Ciebie
postaci staja się niezwykle wiarygodne.

Owszem, to, co bardzo pomaga mi w zawodzie, w życiu jest szalenie kłopotliwe.

Jak się regenerujesz?

Moją pasją są podróże. Każdą wolną chwilę i zaoszczędzone pieniądze inwestuję w wyprawy. Lubię obserwować, jak żyją inni ludzie. Na przykład w Laponii dużo rozmyślałam o samotności, bo daleko na biegunie, jak nigdzie indziej odczuwa się bliskość krańca świata. Podróże sprawiają, że coraz bardziej doceniam to, co mam, ale też uświadamiają mi, jak ważne jest poznanie samego siebie, aby dawać sobie radę ze wszystkim, co się wokół nas dzieje. Nie trzeba w tym celu zamykać się w klasztorach i medytować, ale wystarczy przyjrzeć się swojemu wnętrzu i odwołać do swojego „ja”. W świątyni w Delfach było napisane „poznaj samego siebie” i to jest właśnie zadanie dla każdego człowieka. Powinniśmy stawiać sobie jak najwięcej pytań i poszukiwać na nie odpowiedzi w sobie samych, bo nie ma jednej recepty dla wszystkich.

Wierzysz bardziej w przypadek, zrządzenie losu czy wypełnianie wcześniej napisanego scenariusza?

Myślę, że to jest to samo, tylko inaczej nazywane. Nie wiem, czy wszystko od nas zależy. Owszem, mamy wolną wolę i możemy wybrać, którą drogą podążymy, ale cel i stacje, które musimy przejść, są chyba wyznaczone. Wydaje mi się, że z góry pada światło, które w pewien sposób nas naznacza. Bo przecież gdybyśmy sami mieli wpływ na wszystko, to każdy z nas byłby szczęśliwy, bogaty i spełniony.

Masz zamiłowanie kolekcjonera?

W gromadzeniu rzeczy materialnych kieruję się chińską filozofią feng shui. Staram się więc nie gromadzić niepotrzebnych rzeczy – wyrzucam to, co zepsute i co nigdy mi się nie przyda. Mam wręcz obsesję na tym punkcie. Uważam, że i w organizmie, i w mieszkaniu musi być zachowany przepływ dobrej energii. Moje mieszkanie jest urządzone minimalistycznie, chociaż w pewnym momencie zgromadziłam w nim 300 dzwonków. Raz w roku robi´ przegląd szafy. Jeżeli czegoś nie założyłam przez cały rok, to oddaję, ku radości moich przyjaciółek. Mam ten nawyk jeszcze z dzieciństwa. Rodzice często się przeprowadzali, wygodnie było więc nie gromadzić zbędnych rzeczy. Potrafiłam szybko spakować się do jednej walizki.

Charakteryzuje się Ciebie dwoma określeniami – jedna z najładniejszych i najbardziej
utalentowanych aktorek...

Wśród aktorek są niepodważalne piękności, ale ja do nich nie należę. O mnie częściej mówi się „dobra aktorka”. Owszem, bywam regularnie u kosmetyczki, ale wszystko sprowadza się wyłącznie do oczyszczania twarzy czy masażu. Podobnie dzieje się z modą. Dla mnie modne jest to, co mi się podoba.

Masz bardzo kobiecy styl. W zwiewnych sukienkach, falbankach i szpilkach przypominasz hollywoodzkie gwiazdy...

Tylko w filmach. W realnym życiu nigdy mnie w tym nie zobaczysz. Chyba że na bankietach, choć i na nich rzadko bywam.

fot. mwmedia

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/5 lat temu
aaaaa