Jennifer Lopez

Gwiazda, której udało się wylansować modę na nieodchudzanie. Nie można być sexy, nosząc rozmiar S.
Jest po prostu boska. Nawet jeśli nie umie zbyt dobrze śpiewać i nie jest najlepszą aktorką. Ma za to wspaniałe ciało, taneczne ruchy i latynoski temperament. Wszyscy faceci marzą o romansie z Jennifer Lopez, a kobiety chciałyby być tak seksowne i uwodzicielskie jak ona. Gwiazda, której udało się wylansować modę na nieodchudzanie. I jak tu jej nie kochać?!
Jennifer Lopez o bujnych kształtach to absolutny numer 1 na liście 100 najseksowniejszych kobiet świata. Od 5 lat w badaniach Durexa faceci uznają ją za największy obiekt pożądania. Podoba się nawet kobietom. Bo ma w sobie coś swojskiego: niewysoka, przy kości, miała kłopoty ze znalezieniem właściwego faceta. I coś bardzo babskiego: upodobanie do eksperymentów ze swoim wyglądem. Jako partnerka Puffa Daddy’ego zaskakiwała hip-hopowym wyglądem, przy Benie Afflecku postanowiła być diwą. Odkąd jest żoną Marka Anthony’ego, jej styl to kobieca klasyka. Eksperymenty nie zawsze się udają? I o to chodzi. Panna Lopez popełnia te same błędy co my – nie jest doskonała.
A mimo to (a może właśnie dlatego) jest wszędzie: na pierwszych stronach gazet, w reklamach, filmach i muzycznych stacjach. Jesienią jej zdjęcia znajdą się także w kalendarzu Pirelli na 2006 rok, obok najseksowniejszych, najpiękniejszych i najsłynniejszych modelek: Gisele Bündchen i Kate Moss, Natalii Vodianovej i Karen Elson.

Piękne ciało to niemało
„Wokół mojego ciała zawsze było dużo szumu. Najpierw było powodem żartów i kpin, potem, gdy stałam się sławna, okazało się, że ludzie je uwielbiają. Nic się nie zmieniło oprócz opinii ludzi”, twierdzi Jennifer. To nie do końca prawda. Schudła, wyrzeźbiła mięśnie, rozjaśniła i zapuściła włosy (to też wyszczupla). Jako nastolatka miała spore tendencje do tycia. Zaczęła obsesyjnie dbać o figurę, bo te kilka kilogramów mogło zdecydować, czy będzie robić to, co lubi (czytaj: tańczyć). „Moi przyjaciele nazywali mnie Food Police, bo krzyczałam na nich, gdy jedli za dużo. Pewnie dlatego, że sama nie mogłam sobie na to pozwolić”, wyznaje Lopez. Kiedy miała problemy z wagą, wypróbowała chyba wszystkie możliwe diety. Efekt? Zmęczenie, jo-jo i narastająca obsesja jedzenia. Wtedy postanowiła dowiedzieć się czegoś więcej o zdrowym odchudzaniu i funkcjonowaniu organizmu. „Starałam się jeść tylko to, co było dla mnie dobre. Skoncentrowałam się na karierze, a nie na objadaniu się”.

Teraz przyznaje się do trzech małych, niskotłuszczowych, bogatych w błonnik, posiłków dziennie. Do tego witaminy i minerały. „Wyznaję zasadę: zero słodyczy, alkoholu i papierosów. Podchodzę do swojego ciała z szacunkiem. I nie będę go napychać tymi wszystkimi śmieciami. Przestałam jeść frytki, burgery, ciastka, ponieważ wierzę, że mój organizm zasługuje na coś lepszego”, deklaruje Jennifer. Jeśli musi szybko schudnąć, obcina z diety węglowodany. Bo ona także, jak każda z nas, czasami powinna schudnąć. Gdy na planie reklamówki pepsi-coli w 2004 roku miała wystąpić w obcisłym, lateksowym kostiumie, spotkało ją niemiłe zaskoczenie. Kombinezon okazał się za ciasny i trzeba było szybko poszerzyć go klinami. Oczywiście, ku ukrywanej radości Beyoncé Knowles, która w swój kostium wskoczyła bez problemu. Jennifer bardzo denerwuje się tym, że ludzie, patrząc na nią, mówią: „Ona ma dużą pupę i jest OK, więc ja też mogę zacząć jeść”. „Ja naprawdę wkładam dużo wysiłku w to, by wyglądać tak, jak wyglądam” – przekonuje. Ten wysiłek to przede wszystkim sport. Kiedyś intensywnie biegała i trenowała kick boxing. Teraz codziennie ćwiczy pod okiem osobistego trenera Gunnara Petersona, a jej nauczycielem jogi jest Mark Blanchard, jeden z najpopularniejszych trenerów w Hollywood.

Pupa, rzecz modna
Jako nastolatka Jennifer nosiła przezwisko „la guitarra”. Zgadnijcie, dlaczego? Duża pupa od zawsze była jej... znakiem firmowym. Można by pomyśleć, że utorowała jej drogę do kariery. I to skutecznie. „Jestem Latynoską, a Latynoski po prostu mają biodra i pupę”, wyznaje Jennifer bez żadnych kompleksów. Andrea Lieberman, stylistka pracująca z nią przy wielu klipach, jest pod wrażeniem jej konsekwencji: „Ona wie, co jest dla niej dobre. Uwielbia pokazywać swoje ciało i pośladki. I wyglądać jak kobieta”. My też to lubimy! Gdy zaczęła chudnąć, firma Sony wpadła w panikę, bo zmalał jej... tyłek. To groziło ruiną kampanii promującej najnowszą płytę. Wtedy też zaczął się szał na pośladki a la Lopez. „Jeśli chcesz mieć pupę jak J.Lo, skorzystaj z naszych usług”, reklamuje się klinika chirurgiczna wszczepiająca implanty w pośladki. Amerykanki zgłaszające się w Hollywood do fitness klubów chciały mieć krągły tyłek J.Lo. „To dziwne, miały przecież taki, zanim poznały moje imię i zaczęły ćwiczyć”, ironizuje Lopez.

Skandalistka czy perfekcjonistka?
W maju 2005 roku Jennifer Lopez przyznała się do stosowania kontrowersyjnych masek kolagenowych Plazan Placenta Collagen Mask firmy Ost Cosmetics, opartych na wyciągach z komórek łożyska odżywiającego płód. Te kosmoceutyki, wymyślone przez rosyjskich naukowców, są coraz bardziej popularne w najbardziej renomowanych klinikach USA, bo są po prostu szalenie skuteczne. W Europie ze względów etycznych nie są dopuszczone do sprzedaży (więcej o nich na stronie www.plazanskincare.com).
J. Lo często jeździ do SPA, bierze masaże i odwiedza fryzjera. Ma fioła na punkcie cellulitu: „Codziennie sprawdzam, czy się przypadkiem nie pojawił”. Ma oddzielnego makijażystę i kolorystę do spraw make-upu. Osobnego fryzjera-kolorystę i innego, który robi jej fryzury (sławny Oribe – czesał też Madonnę i Halle Berry). W podróżach po całym świecie towarzyszy jej specjalistka od regulacji brwi. W sprawach urody nigdy nie pozwala sobie na improwizację.

Jak najbardziej logo
Wiele gwiazd w superkreacjach pojawia się tylko na Oscarach, poza tym ciągle widzimy je w porozciąganych T-shirtach. Ale nie Jennifer. Ona zawsze wygląda glamour, niezależnie od tego, czy idzie na galę, czy do parku. „Gdy wybierasz się na zakupy do Barney’s, możesz być pewna, że będą tam paparazzi”, opowiada. „Dlatego lepiej mieć na sobie coś ładnego plus okulary. To wymaga pracy, ale nie narzekam”. Lopez nosi ciuchy wyłącznie od projektantów. Instynktownie wybiera ubrania odsłaniające ramiona i dekolt, spodnie biodrówki. W nich jest ubrana i rozebrana jednocześnie. „Jeśli zdejmę z siebie ciuchy, nie będę sexy. Będę naga. Seksapil to tajemnica. Trzeba zmusić mężczyzn do zgadywania”, zdradza swój sekret. A propos seksapilu, w 2000 roku na rozdaniu nagród Grammy wystąpiła w zielonej sukni Versace, która była jednym wielkim dekoltem. Suknia została uznana za jeden z najbardziej rozpoznawalnych strojów końca XX wieku. Jennifer wybiera torebki Prady i Gucciego, buty Jimmy’ego Choo i Manolo Blahnika. Kocha koszulki Miu Miu i ciuchy Marca Jacobsa. Śpi tylko w seksownych koszulkach Versace i Dolce & Gabbana. To ona wypromowała modę na kapelusze z dużym miękkim rondem – pokazywała się w tych autorstwa Stelli McCartney. Wylansowała także styl diwy. Obcisłe sukienki, kolczyki koła, loki, w tym sezonie chustki wiązane na głowie. Uwielbia też biżuterię. Choć często widzimy ją w tanich etnicznych kolczykach, ma w swojej kolekcji nie byle co – różowy 6,1-karatowy diament (wart 3 mln dolarów) i naprawdę dużo naszyjników i bransoletek od Cartiera.

Biznes zwany moda i uroda
Od roku 2001 przedsiębiorcza Latynoska projektuje (z sukcesem!) własną linię ciuchów dla kobiet o krąglejszych kształtach (zobacz na: www.style.com). W 2002 roku koncern Lancaster poprosił ją o stworzenie zapachu. To był strzał w dziesiątkę. Najpierw (2002 rok) były mydlano-świeże Glow by J.Lo (nadal to jeden z najlepiej sprzedających się zapachów w Stanach), potem w 2003 roku herbaciany Still. Latem 2005 roku pojawia się tropikalny, pachnący mlekiem kokosowym i passiflorą Miami Glow. Jesienią poznamy kolejny zapach – Live, a Jennifer już myśli o poszerzeniu swoich kosmetyków o produkty do makijażu.

10 zasad bycia piękną wg J.Lo
1. Minimum osiem godzin snu.
Konsekwencja w pielęgnacji. Codzienna ochrona twarzy przed słońcem.
3. Zawsze dużo kremu nawilżającego. Jeszcze więcej w samolocie.
4. Cerze dobrze robią samoopalacze (Jennifer używa Diora) i kremy tonujące (marki Scott Barnes). Jej ulubiony podkład to Double Agent Heleny Rubinstein.
5. Sekret naturalnego wyglądu kryje się w naturalnych odcieniach kosmetyków do makijażu (szminki, cienie – im bardziej „gołe”, tym lepiej).
6. Najbardziej kobiece drobiazgi to zalotka i błyszczyk (najchętniej Juicy Tubes w kolorze Spring Fling Lancôme).
7. Połyskliwy makijaż jest dobry na większe okazje. – Jennifer uwielbia emulsję i puder Skinlights – zdradza Aimee Adams, makijażystka Revlona.
8. Regularne nawilżanie ciała. Jest uzależniona od masła do ciała z Body Shopu. Podobno raz kazała swoim asystentom kupić je w środku nocy, co oznaczało konieczność odnalezienia i obudzenia kierownika sklepu.
9. Codzienne mycie włosów, raz w tygodniu zabieg odżywczy w salonie.
10. Konsekwencja w stosowaniu kosmetyków. Jennifer zawsze zużywa wszystkie kremy do końca, zanim przejdzie na inną markę.

Maria Sobczyńska, Marta Ptaszyńska/ Uroda

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)