Jan Wieczorkowski

Z pozoru ma wszystko. Popularność dzięki roli w „Klanie”, kochającą rodzinę i pracę w znanym serialu kryminalnym. Dla niego to za mało.
/ 10.08.2006 16:27
wiecz1.jpgCzuję się jak Julio Iglesias – śmieje się Janek, kiedy zdradzam mu, że spotkałam się z sześcioma jego byłymi dziewczynami. Najczęściej to on je porzucał. A jednak po latach wszystkie rozklejają się, gdy o niego zapytać. „Czuły, szalony, kochany”, opowiadają. „Wrażliwy, romantyczny”, „fascynujący idealista, piszący miłosne listy”. „Macho?”, śmieje się jedna z nich. „Nie... Raczej niepoprawny romantyk. Ideał, ale na trzy miesiące”. Te słowa okażą się kluczem do zrozumienia Janka Wieczorkowskiego, 34-letniego Piotrusia Pana, który nie chce dorosnąć.

Ma warunki amanta, ale nikt go w takich rolach nie obsadza. W szkole teatralnej wyróżniał się jako aktor, potem jednak związał się z „Klanem” i przez lata nie mógł wyjść z szuflady z napisem „serial”. Od czasu „Klanu” wiedzę o Janku Wieczorkowskim można czerpać głównie z tabloidów, które opisują, z kim się związał, a z kim rozstał. Łączono go z aktorkami: Niną Roguż i Kariną Kunkiewicz, operatorką Magdą Górką, piosenkarkami Reni Jusis i Moniką Brodką oraz wieloma innymi kobietami. Żadna nie chce opowiedzieć o Janku pod swoim nazwiskiem. „Bo on, z tym swoim ciągłym zakochiwaniem się w kobietach, jest biedny...”, słyszę. Jedynie Monika Brodka, ostatnia miłość Janka, wyraźnie odcina się i unika komentarzy. Pytana, czy to faktycznie on odszedł, potwierdza, ale dodaje, że podawane przez tabloidy informacje o tym, że została porzucona, ponieważ nie chciała się uczyć do matury, są wierutną bzdurą. „Ale to sam Janek powinien sprostować, nie ja”, kwituje. Jej znajomi ostrzegali mnie, że Brodka nie będzie chciała o Wieczorkowskim rozmawiać, bo złamał jej serce. Sam Janek twierdzi, że po prostu odejść musiał. Nie mówi, dlaczego. Dodaje tylko, że życzy jej jak najlepiej, żeby znalazła kogoś, była szczęśliwa, żeby nagrała jeszcze lepszą płytę i rozwijała swoje muzyczne talenty. Dziś z Moniką nie mają kontaktu i, jak zapewnia, już go nie potrzebują. To zdanie Brodka skwitowała jedynie śmiechem.

Syn idealny
„Pierwsze sympatie Janka też nie były trwałe”, wspomina mama, Maria Wieczorkowska. „Potem, kiedy dostał się do szkoły teatralnej, były kolejne dziewczyny, nigdy jednak nie trwało to zbyt długo. Jakieś trzy miesiące. Cały problem Janka polegał na tym, że on zawsze wierzył, że jak kobieta mówi, że kocha, to tak jest naprawdę”.
Janek-syn jest stały w uczuciach. „Jest bardzo delikatny i wrażliwy”, opowiada mama. „To idealista, który uważa, że świat jest piękny, a ludzie dobrzy. Bardzo potrzebuje ciepła i rodziny, a z drugiej strony strasznie kocha tę swoją wolność”, dopowiada pani Maria.
Kiedy rodzice rozstali się pięć lat temu, robił wszystko, aby wesprzeć mamę. Zorganizował nawet wyjazd do Rzymu na święta wielkanocne. Z mamą i siostrą Alicją pojechali do papieża, zwiedzając po drodze Toskanię. „Było tak pięknie!”, wspomina mama. „Janek bardzo chciał, abym była szczęśliwa”.
Pani Maria opowiada o synu ze wzruszeniem. Kilka lat temu, przez błąd lekarzy, straciła oko. Przeszła sześć operacji, ale oka nie udało się uratować. Na najbliższe po tych wydarzeniach święta Janek napisał mamie życzenia: „Najukochańsza Mamo, życzę Ci, abyś tym jednym okiem zobaczyła więcej, niż do tej pory widziałaś dwoma”. Przed laty, kiedy zarobił pierwsze pieniądze, przywiózł rodzicom duży kolorowy telewizor i powiedział: „Zobaczcie, jak świetnie sobie radzę! Proszę mnie już nie utrzymywać!”

Przecież to boli
Miał dziesięć lat, kiedy urodziła się jego siostra Alicja. Nosił ją na rękach i cieszył się, że już nie jest jedynakiem. „Janek był mi zawsze bardzo bliski”, wspomina Alicja. „Dziś jest pierwszą osobą, do której dzwonię z problemami. Najcudniejsze jest to, że uczucia są dla niego najważniejsze na świecie. Nie każdy go lubi, bo on niczego nie udaje. Wali kawę na ławę – w przyjaźniach i w miłości”.
Alicja uważa, że Janek wciąż szuka swego miejsca w świecie i że najważniejsze uczucia są jeszcze przed nim. „Zawsze czekałam na ten moment, kiedy Janek założy rodzinę”, mówi mama. „Ale ostatnio pomyślałam, że może już tak zostanie, może będzie sam? Coś mu się te wszystkie miłości nie udają. Czas płynie, a ja widzę, że on się coraz bardziej hartuje”, kończy smutno. I dodaje: „Przecież to boli, kiedy ukochana kobieta, którą Janek nosił na rękach, zostawia mu na pożegnanie pół gumy do żucia i odchodzi. A on i to przeżył”.

Największa miłość
„To rozstanie z Reni Jusis przeżył najmocniej”, twierdzi jedna z byłych dziewcząt.
„Długo nie mógł się pozbierać”. Historia z Reni przydarzyła się kilka lat temu, kiedy on już zdobył popularność rolą w „Klanie”, a ona zyskiwała coraz większą sławę jako piosenkarka. Przez rok byli kolorową parą stolicy, choć rzadko pokazywali się na bankietach. „To najbardziej osobista sprawa w moim życiu, no i bardzo stara”, komentuje Janek. „Reni była dla mnie ważną osobą. Rozchodziliśmy się i wracaliśmy do siebie. Istne szaleństwo. Kiedyś ja popełniłem pewien błąd i straciłem ten związek. Potem żałowałem”. Czy to właśnie Reni zostawiła mu pół gumy do żucia na pożegnanie? Nie wiadomo. Ale sam Janek dodaje, że od tamtej pory nie czuł już takich uniesień.
Kochał się też w Dorocie Naruszewicz, ale to było niespełnione uczucie. „Na pierwszym roku, zobaczyłem na szkolnym korytarzu anioła z niebieskimi oczami” wspomina Wieczorkowski. „Natychmiast się zakochałem. Byłem jednak zbyt nieśmiały, by jej to wyznać. Po latach spotkaliśmy się na planie serialu i opowiedziałem jej o moim dawnym zauroczeniu. Śmialiśmy się z tego wspólnie”.
Znajome Janka przyznają, że był w Dorocie zakochany, ale wytrwał w tej miłości tylko dlatego, że nie udało mu się jej zdobyć. Nie mówią tego złośliwie, cały czas uśmiechają się z sympatią. Po prostu znają Janka i wiedzą, że jego przekleństwem jest łatwość, z jaką te swoje anioły zdobywa. Z drugiej strony jeśli mu się z kobietą nie uda, bywa obrażony na cały świat. „Kiedy odeszłam, był na mnie bardzo zły”, śmieje się dawna koleżanka z planu. „Podczas moich prób zagłuszał kwestie, które wygłaszałam. Ale i tak jest fajnym kolegą. Świetnym kompanem do zabawy. Wszyscy znajomi zaczęli dorastać, wiązać się na stałe, a tylko Janek został nałogowym zakochiwaczem. Śmialiśmy się, że ma coraz młodsze dziewczyny i nazywaliśmy go „Od przedszkola do Opola”.

Seks według dziadka
Mówi się, że jak góral pokocha, to tak mocno, że tchu się nie da złapać. To wszystko prawda i pasuje do Janka, tyle że on tak może wiele razy w roku. Podobno takie prawdy przekazywał mu najukochańszy dziadek, jeden z najsłynniejszych mieszkańców rodzinnej Rabki, niegdyś właściciel uzdrowiska. „To była postać!”, wspomina Wieczorkowski. „To on odkrył przede mną świat damsko-męskich relacji. Zadaniem dziadka było uświadomienie mnie. Miałem 12 lat, kiedy opowiedział mi o wszystkich cudownościach, które czekają na młodego mężczyznę. Twierdził, że bycie z kobietą jest fantastyczne, a seks cudowny. Ostrzegał, że po latach zawsze się żałuje, że się z kimś nie było. Czemu miałem mu nie uwierzyć?”, uśmiecha się Janek. Szczerze stwierdza, że charakter odziedziczył po dziadku.
Dzieciństwo Janka to duży dom z ogrodem, kochająca babcia, dziadek pokazujący zakazany świat dorosłych, rodzice wymyślający wycieczki samochodem kempingowym. „Żyliśmy trochę jak hippisi”, opowiada Maria Wieczorkowska. „Zabieraliśmy Jasia ze sobą na każdą wycieczkę. W góry, nad rzekę, do znajomych. Uczyliśmy go prać w rzece ubrania i bawić się tym, co można znaleźć na łące. Nigdy nie miał ukochanego misia, raczej robił sobie zabawki z patyków. Zebrał też wielką kolekcję pistoletów i resoraków. Miał swój tajemniczy świat, gdzie istniały tylko jego skarby. Chował je w pudełku po kakao i głęboko wierzył, że są drogocenne”. Dziś Janek wie, że jego kapitałem są tamte lata. Z rozrzewnieniem wspomina podróże maluchem do Bułgarii, wyjazdy pod namiot z kuzynami, wakacje u gajowego w leśniczówce, zabawy w Indian i kowbojów, narty i puszczane przez ojca stare hity Steviego Wondera.

Jak Tom Cruise
Aż nadszedł czas szkoły i nowych marzeń. Świątynią tych snów było pobliskie kino Śnieżka. „Jego operator nazywał się Lemoniada”, emocjonuje się Janek. „Kiedy byliśmy za młodzi na jakiś film, on wpuszczał nas do projektorni i stamtąd oglądaliśmy filmy, jak ten chłopiec w »Cinema Paradiso«. Tam obejrzałem siedmiokrotnie »Gwiezdne wojny« i »Wejście smoka«”.
To kino Śnieżka zdecydowało o tym, kim zostanie. „W ósmej klasie zobaczyłem po raz pierwszy „Top Gun«”, dodaje Wieczorkowski. „Koleżanka powiedziała mi, że jestem podobny do Toma Cruise’a. To był wtedy komplement!”, śmieje się. Ale Janek wciąż wierzy, że zostanie gwiazdą światowego kina, a wieczorami puszcza swoim dziewczynom filmy z Jamesem Deanem. Bez cienia zakłopotania przyznaje, że właśnie taki jak on chciałby być.
Wieczorkowski nie wstydzi się mówić o swoich marzeniach i nie boi się ich realizować. Dotyczy to każdej płaszczyzny jego życia. Widzi kobietę, zakochuje się i od razu patrzy na nią jak na swoją przyszłą żonę. Nie bał się zrezygnować z roli w „Klanie”, bo poczuł, że się wypalił. Kiedy jednak zabrakło mu pieniędzy, zadzwonił do producenta i przyznał, że chciałby wrócić. A gdy nadszedł czas kolejnego kryzysu, odszedł po raz kolejny, tym razem definitywnie. Inne decyzje? Jako chłopak wymarzył sobie wyjazd do Ameryki. Miał 18 lat i nie przeszkadzało mu, że to środek klasy maturalnej. Wyjechał. „Zawiodłem się i wróciłem po kilku miesiącach”, wspomina. „Powtarzałem klasę, ale i tak nie żałowałem”. Do Ameryki powrócił, ale dopiero po pierwszej części „Fali zbrodni”. „Jeździłem samotnie autostradami. Chciałem to poczuć, od kiedy zobaczyłem Johna Wayne’a w westernach i Nowy Jork nocą w filmie „Kojak”.

Rzuciłbym wszystko
Trochę zawstydzony poprawia koszulkę z Marlonem Brando, bierze oddech i mówi: „Szukam w życiu miłości. Wyobrażam sobie ją... aż mi głupio opisać, co stanęło mi przed oczami. Ale co tam! Widzę to tak: spotyka się dwoje ludzi i... są gotowi zostawić wszystko, byleby tylko ze sobą być. Nie martwiąc się o to, co będzie”, opowiada z zachwytem, ale zaraz gryzie się w język i zaprzecza. Przecież tyle razy się sparzył, że nie potrafiłby już położyć wszystkiego na jedną szalę!
Patrzę na niego i spokojnie czekam. Po paru minutach sam dodaje: „Nie, oczywiście kłamię, miłość to najważniejsza rzecz w życiu. Rzuciłbym dla niej wszystko. Byle to tylko trwało dłużej niż trzy miesiące”.

Agnieszka Prokopowicz/ Viva!
Zdjęcia Piotr Porębski/Metaluna
Stylizacja Jola Czaja
Charakteryzacja Beata Milczarek/Metaluna
Scenografia Michał Zomer
Produkcja sesji Ewa Opalińska
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (10)
/12.07.2008 13:36
Jesteś ok przyjedziesz do Radomia przeczytaj prosze tą opinię kocham cię nie dlatego że jesteś sławny i bogaty.Tylko twoje cechy.
/12.07.2008 13:35
Jesteś ok przyjedziesz do Radomia przeczytaj prosze tą opinię kocham cię nie dlatego że jesteś sławny i bogaty.Tylko twoje cechy.
/12.07.2008 13:35
Jesteś ok przyjedziesz do Radomia przeczytaj prosze tą opinię kocham cię nie dlatego że jesteś sławny i bogaty.Tylko twoje cechy.
POKAŻ KOMENTARZE (7)