Iwona Węgrowska fot. ONS

Iwona Węgrowska: Jestem inna!

Urodziła się, aby zostać diwą. Częściej jednak niż o talencie i głosie, który ma cztery oktawy, mówi się o jej… biuście! Tylko w „Party” Iwona prostuje wszystkie plotki na swój temat.
/ 18.01.2011 10:36
Iwona Węgrowska fot. ONS
Media z uporem kreują ją na dziwaczkę. Piszą o licznych operacjach plastycznych, depresjach, kaprysach. Przytaczają wypowiedzi, w których wyznawała, że jej ojciec miewa prorocze wizje albo że próbowano ją pozbawić głosu, dolewając przed występem kwasu do napoju. Takich sensacyjnych historyjek krąży o Iwonie Węgrowskiej (28) wiele… Dlatego idąc na spotkanie z nią, byłem przygotowany na to, że spędzę czas z nawiedzoną histeryczką. Pociechą były dla mnie jedynie słowa producentki jej nowej – trzeciej już – płyty „Dzielna”, Patrycji Kosiarkiewicz, która na moje pytanie o artystkę odpowiedziała: „Pokochasz ją od pierwszego spojrzenia”. Jak się okazało, miała rację! To zdumiewające, jak bardzo różne są dwie Iwony: ta opisywana w plotkarskich portalach oraz ta, z którą przeprowadziłem jeden z    najbardziej sympatycznych wywiadów w swoim życiu.

– Zanim przyjechałem na wywiad z tobą, przez kilka godzin buszowałem po Internecie…
Iwona Węgrowska:
Ojej...

– No właśnie, ojej. Powiedz mi, ile z tego, co można tam o tobie wyczytać, jest prawdą, a ile fantazją dziennikarzy?
Iwona Węgrowska:
Jeśli idzie o rzeczy na mojej stronie oraz stronach, które założyli moi fani, to z reguły wszystko tam jest zgodne z rzeczywistością. Jednak jeśli wertowałeś plotkarskie serwisy, to dużo prawdy tam nie znalazłeś.

– Spytam wprost: komu podpadłaś, że masz aż tak złą prasę?
Iwona Węgrowska:
Wiele razy sama się nad tym zastanawiałam. Bo nie będę ukrywać, że czytanie o tym, że miałam sto operacji plastycznych, nie sprawia mi żadnej przyjemności.

– Mam jednak wrażenie, że niektóre z tych „opowieści” sama prowokujesz. Po co ci na przykład historie o wizjach twojego taty?
Iwona Węgrowska:
To była nadinterpretacja kogoś, kto to napisał. Opowiadałam po prostu, że mój tata ma genialną intuicję i kilka razy dzięki jego radom udało mi się uniknąć sporych kłopotów. A potem z tej mojej wypowiedzi zrobiono tanią sensację. Najgorsze jest to, że ludzie wierzą w to, co czytają, a ja nie mam  potem gdzie tego wszystkiego sprostować.

– No to teraz trafia ci się okazja. Możesz choćby rozwiać mity o operacjach plastycznych. Walczysz o tytuł polskiej Cher czy nie?
Iwona Węgrowska:
Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że tylko raz wstrzyknęłam sobie w usta kwas odżywczy i wypełniający górną wargę. Traf chciał, że następnego dnia dostałam zaproszenie na akcję „Zerwijmy łańcuchy psiakom”, a ponieważ kocham zwierzęta, nie odmówiłam. Nie byłam tego dnia w dobrej formie, moje usta też jeszcze nie doszły do siebie, prosiłam, żeby nie robić mi zdjęć, ale nikt mnie nie posłuchał. A potem z tych, które zrobiono, opublikowano celowo najgorsze, żeby mnie ośmieszyć. Nie będę kryła, że bardzo mnie to zabolało. Może nie byłam w wielkiej depresji, ale na pewno mocno to przeżyłam.

– Usta ustami, ale jako facet nie mogę nie zauważyć, że inne części twojego ciała też stały się, jakby to powiedzieć, nieco bardziej przekonujące?
Iwona Węgrowska:
Mówisz o biuście?

– Owszem.
Iwona Węgrowska:
Ale podoba ci się?

Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>


– Odpowiedź jest chyba oczywista!
Iwona Węgrowska:
No widzisz, i o to też chodziło. Powiększając biust, chciałam zmierzyć się ze swoimi kompleksami, poczuć seksownie, podobać się bardziej i sobie, i facetom. To jest naturalne. Zdaję sobie sprawę, że nic nie jest wieczne, a już na pewno nie wygląd. Jestem młodą osobą, przed trzydziestką, i nie chcę przegapić momentu, kiedy mam jeszcze fajne ciało.

– A nie sądzisz, że czasem to ciało przyćmiewa inne walory, choćby twój równie imponujący głos?
Iwona Węgrowska:
Dlatego staram się znaleźć złoty środek. Kiedy jest ku temu okazja, zakładam sukienkę podkreślającą  biust, a kiedy nie – strój, który go maskuje. Nie staram się prowokować na siłę, raczej po prostu jestem sobą. Większość kobiet to kameleony i ja też taka jestem.

– Muzycznie jednak nie jesteś chyba aż takim kameleonem. Wydaje mi się, że od lat trzymasz się tej samej estetyki...
Iwona Węgrowska:
Bez przesady! Jeśli słuchałeś mojej nowej płyty, „Dzielna”, to wiesz, że są na niej i piękne, liryczne ballady, i utwory bardziej energiczne, z pazurem. Myślę, że udowodniłam tym krążkiem, że potrafię odnaleźć się w różnych klimatach. Nazywam ten krążek moim zwierciadłem... Jest tam i miłość, i ogień, i woda. I pociecha dla wszystkich, którzy przeżywają w życiu jakiś zakręt, że za nim też można znaleźć słoneczną autostradę, nawet jeśli czasem się już w to wątpi.

– Skoro mowa o wątpliwościach co do twojego talentu, to chyba spore ma Edyta Górniak. Ponoć po tym, jak nagrałaś piosenkę na album Piotra Rubika, powiedziała do kompozytora, żeby następnym razem nie zatrudniał jej kopii…
Iwona Węgrowska:
Nie słyszałam tego i nie za bardzo się tym przejmuję. Szanuję Edytę Górniak, uważam ją za znakomitą wokalistkę i nawet jeśli coś takiego jej się wyrwało, nie biorę sobie tego za bardzo do serca.

– Uważasz Edytę za głos numer jeden na naszym rynku?
Iwona Węgrowska:
Nie. Od lat jestem fanką Beaty Kozidrak. Ona bez dwóch zdań jest bezkonkurencyjna!

– Inspirujesz się jej piosenkami albo… kreacjami?
Iwona Węgrowska:
Nie. Podziwiam ją, znam jej piosenki, niektóre nawet na pamięć, ale nie chcę jej kopiować, ani muzycznie, ani wizualnie. Inspiracji szukam w różnych miejscach, najczęściej w czasie podróży. Przyjaciele już nawet nie pytają mnie, co przywiozłam sobie z jakiejś wyprawy, bo wiadomo, że torbę pełną płyt.  Ostatnio na przykład zafascynowała mnie muzyka arabska. Jest ognista i szalenie trudna do zaśpiewania przez kogoś, kto nie urodził się w tamtych okolicach. A z drugiej strony zakochałam się w płycie Seala. Pastelowej, romantycznej. Lubię kontrasty.


– A zostając przy gwiazdach, to z kim ci się lepiej pracowało: z Piotrem Kupichą, z którym wylansowałaś swój, jak dotąd największy, przebój „Pokonaj siebie”, czy z Piotrem Rubikiem?
Iwona Węgrowska:
Tego się nie da porównać, tak jak nie da się porównać tych dwóch facetów. Piotr Rubik bardzo mnie zaskoczył. Sądziłam, że będzie strasznie ostry i wymagający. A on, owszem, wie, czego chce, ale zostawia też artyście dużo swobody. I jest jednym z najbardziej spokojnych i obdarzonych dystansem do siebie artystów, jakich poznałam. A Kupicha? To przede wszystkim niesamowita charyzma, chłopak, którego kochasz od pierwszego spojrzenia. Nigdy nie zdołam mu się odwdzięczyć za to, że zaprosił mnie do nagrania duetu, który tak naprawdę sprawił, że stałam się rozpoznawalna. To przy nim pierwszy raz poczułam, jakie to uczucie, kiedy wychodzisz na scenę i tysiące osób razem z tobą śpiewają tekst piosenki. To on znów rozpalił we mnie wiarę, że warto poświęcić dla śpiewania wszystko.

– Naprawdę wszystko? Nawet szczęśliwe życie uczuciowe?
Iwona Węgrowska:
Łączę jedno z drugim.

– Udaje się?
Iwona Węgrowska:
Raz lepiej, raz gorzej, ale teraz na szczęście mam przy swoim boku kogoś, kto mi to ułatwia. Daje mi szczęście, którym mogę się dzielić z fanami.

– Ten ktoś to Adam, z którym byłaś na TOPtrendach w Sopocie rok temu?
Iwona Węgrowska:
A daj spokój! Z Adamem to był jedynie przelotny romans. Miałam przy nim wrażenie, że chodzę z Michaelem Jacksonem i zrozumiałam, że potrzebuję przy boku faceta, a nie kogoś, kto wszelkimi siłami stara się zrobić z siebie gwiazdę.

– Rozumiem, że twój nowy chłopak taki nie jest?
Iwona Węgrowska:
Zdecydowanie nie!

– To dlaczego nie chcesz o nim opowiedzieć?
Iwona Węgrowska:
Bo nauczyłam się, że po pierwsze, nie warto zapeszać, a nasza znajomość jest ciągle na tym etapie, kiedy dmucha się na zimne. A po drugie, po co znów mam czytać na plotkarskich portalach, że sprzedaję swoją prywatność, bo nie mam nic innego do zaoferowania? Jest inaczej, przyjdź tylko na mój koncert, zobacz łzy w oczach ludzi, kiedy śpiewam ballady, popatrz, jak się bawią przy szybkich kawałkach, zobacz, ile tam jest energii, prawdziwych uczuć. Chciałabym choć raz przeczytać o tym, a nie o moim biuście.

– Widzę, że jednak nie potrafisz przejść do porządku dziennego nad tym, co się o tobie mówi.
Iwona Węgrowska:
Nie, teraz już z tego tylko żartuję. Ale przyznaję, że były takie chwile, kiedy zastanawiałam się, czy tego wszystkiego nie rzucić w diabły. Pamiętam, że byłam u przyjaciół za granicą, kiedy pojawiły się jakieś kolejne moje brzydkie zdjęcia i plugawe plotki. I przyjaciele powiedzieli mi: „Po co tracisz nerwy? Przeprowadź się tutaj, przecież karierę możesz zrobić wszędzie!”. Przez chwilę pomyślałam, że mają rację, że może trzeba wyjechać z tego „polskiego piekiełka” albo w ogóle poszukać innego zawodu. A potem weszłam na swoją stronę internetową, poczytałam wpisy od ludzi, którzy pisali ciepłe słowa o moich piosenkach, dziękowali mi za koncerty... I postanowiłam, że tak łatwo się nie poddam. Niech sobie portale piszą te bzdury, postaram się być ponad to. Moi fani i tak wiedzą, w co wierzyć!

Alek Rogoziński / Party
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)