Ilona Felicjańska fot. ONS

Ilona Felicjańska - Zacząć od nowa

Dziś już bez wstydu potrafi o sobie powiedzieć: jestem alkoholiczką. To jedno z osiągnięć jej półrocznej terapii w zamkniętym ośrodku. Ilona Felicjańska wróciła do domu i... na salony. Czy ktoś jej jeszcze zaufa?
/ 04.07.2011 09:21
Ilona Felicjańska fot. ONS
Każdy kolejny dzień to wyzwanie. Przyznanie się przed samą sobą i innymi to milowy krok w procesie samouzdrawiania. Ale jeszcze nie ostatni. Ilona Felicjańska (38) po wypadku samochodowym, który spowodowała w lutym 2010 r., potrzebowała prawie roku, aby podjąć decyzję o leczeniu. Mimo iż zapewniała publicznie, że już „nie ma problemu”, w chwilach zwątpienia sięgała po kieliszek. Jesienią opowiadała w „Party” o nowym projekcie – sprzedaży pereł. Sprawiała wtedy wrażenie osoby, która wychodzi na prostą. Była podekscytowana i pełna energii. Jednak chwilę potem zapadła cisza. Gdzie się podziała Ilona?

Z dala od fleszy

Listopad. Rosną długi. Brukowce ciągle rozdrapują rany. Szaro za oknem. Smutno. Pojawia się alkohol. Synowie zawsze przed pójściem spać przychodzą do Ilony przytulić się. „Dzisiaj nie chcę”, odsuwa się jeden z nich. Wie, że mama wypiła lampkę wina. A ona czuje, że to poważne ostrzeżenie. Następnego dnia Ilona Felicjańska podejmuje decyzję – psychoterapia. Przez kilka lat próbowała różnych metod. Była u kilku psychologów. Zaczynała, kończyła i nic się nie zmieniało. Teraz dochodzi do wniosku, że jedyne, co może odnieść skutek, to intensywna praca nad sobą w izolacji. Z dala od wszystkich, nawet od dzieci, z którymi rzadko się rozstaje. Z dala od fleszy. „Muszę zniknąć na jakiś czas. Znów zaczęłam pić”, oznajmia bliskim znajomym i melduje się z walizką na jednym z oddziałów szpitala psychiatrycznego w Tworkach. Terapia ma trwać osiem tygodni. Ilona zostaje tam sześć miesięcy. Do domu wychodzi na jeden weekend w miesiącu. Wyłącza telefon. Co jakiś czas daje o sobie znać, zamieszczając na Facebooku cytaty z książek, jak ten z Carolla: „Człowiek może postąpić dziesięć razy źle, potem raz dobrze i ludzie z powrotem przyjmują go do swoich serc. Ale jeśli postąpi odwrotnie: dziesięć razy dobrze, a potem raz źle, nikt już więcej mu nie zaufa...”.

Bratnia dusza
W szpitalu życie było uporządkowane. Codziennie psychoterapia grupowa. Dwa razy w tygodniu mityng AA na oddziale leczenia uzależnień. Raz w tygodniu psychoedukacja nałogów i zajęcia z seksualności człowieka. Prawie każdego dnia relaksacja, nauka odprężenia ciała. Ilona Felicjańska na początku nie mogła się przestawić – nadal chciała wszystkim pomagać i organizować życie, jak robiła to przez kilkanaście lat, zanim trafiła do szpitala. Musiało minąć kilka tygodni, aby zatrzymała się i... zrozumiała. Unika słowa „odwyk”. – To była głęboka psychoterapia – mówi w rozmowie z „Party”.

W jej trakcie Ilona Felicjańska wiele się dowiedziała o samej sobie. Ale sytuacja, w której się znalazła, była też poważnym egzaminem dla jej znajomych. Dziś Ilona wie, ilu ma prawdziwych przyjaciół.

W najtrudniejszych momentach rękę podał jej kolega ze szkolnych czasów – Hubert. Nazywa go „bratem”. Hubert nie tylko potrafi ją wysłuchać, ale gdy wpadła w tarapaty, podsuwał jej kolejne pomysły na życie. Gdy wychodziła ze szpitala, wiedziała tylko, że chce nadal prowadzić swoją Fundację „Niezapominajka”. On dorzucił do tego propozycję otwarcia showroomu! Dwoje przyjaciół, dwie ekskluzywne marki odzieżowe, świetna lokalizacja w centrum Warszawy. Jest Plan B. Czy tym razem Ilonie się uda?            

Sylwia Borowska / Party

Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>